Jan ŚLIWA: Reichstag na Kapitolu

TSF Jazz Radio


Reichstag na Kapitolu

Jan ŚLIWA

Pasjonat języków i kultury. Informatyk. Publikuje na tematy związane z ochroną danych, badaniami medycznymi, etyką i społecznymi aspektami technologii. Mieszka i pracuje w Szwajcarii.

Ryc.Fabien Clairefond

zobacz inne teksty autora

Wrogie Trumpowi media dostały to, czego potrzebowały. Chińskie też. Kto naprawdę był prawicowym świrem, kto prowokatorem, kto zwykłym wściekłym Amerykaninem – trudno w tej chwili powiedzieć. Na pewno całe zajścia były oburzające – pisze Jan ŚLIWA

W Szwajcarii, gdzie biblioteki nie są palone ani rabowane, ani nawet czyszczone ideologicznie, raz położona na półce książka może na niej przetrwać wiek i dłużej. Parę kroków od domu mam bibliotekę uniwersytecką, z dobrym działem historycznym. Buszując między regałami, natknąłem się na broszurkę z końca roku 1933 o przygotowaniach do przewrotu komunistycznego, udaremnionych przez „narodową rewolucję”. Są nazwiska, adresy, kontakty, zdjęcia ulotek, broni i materiałów wybuchowych. Prawda? Wiadomo, że ani jedni, ani drudzy nie należeli do miłośników demokracji parlamentarnej. Ważne jest to, że lokalną prawdą jest to, co podaje do wierzenia jej aktualny dysponent. I to pokazano Niemcom. Uwierzyli. 30 stycznia urząd kanclerza przejął Hitler, 27 lutego w nocy został podpalony Reichstag, nazajutrz wprowadzono zarządzenie o ochronie narodu i państwa, aresztowano działaczy opozycji, 24 marca Hitlerotrzymał de facto władzę dyktatorską, już dwa dni wcześniej umieszczono pierwszych więźniów w obozie w Dachau. Prędko.

Trzeciego listopada 2020 odbyły się wybory w USA. Gdy ogłoszono wyniki w Pensylwanii i na Florydzie, zasnęliśmy z przekonaniem, że wygrał Donald Trump. Rano stacje telewizyjne ogłosiły, że raczej jest na odwrót. Dziwny kraj, gdzie prezydenta nominują media.

Wiele tygodni trwały dyskusje, czy wybory były uczciwe. W kraju przodującej techniki trudno było o jednoznaczne listy wyborców i ich identyfikację. Zgłaszano niedopuszczanie obserwatorów, pojawianie się kartonów z głosami w lokalach wyborczych, trudne do wyjaśnienia skoki w liczbie głosów. Nie mnie oceniać. W każdym razie wyborcy Trumpa odnieśli wrażenie, że sądy odrzucają protesty, bardziej chcąc mieć święty spokój, niż je wnikliwie analizując.

W poniedziałek 6 stycznia Kongres miał ostatecznie zatwierdzić wyniki. Tysiące zwolenników Trumpa zjechało się do Waszyngtonu. Tenże Trump twierdził, że wybory zostały mu skradzione, ale walka jeszcze nie jest zakończona. Tłum, zachęcony do przybycia, choć nie do szturmu, wdarł się do Kapitolu, zdewastował parę pomieszczeń. Padły strzały, chyba pięć osób zginęło. Tłum dostał się do budynku dziwnie łatwo, byli w nim dziwni osobnicy, jak półnagi szaman w futrze, z hełmem Wikinga na głowie. Malowniczo się prezentował, jest uwieczniony na wielu zdjęciach. Został zidentyfikowany jako prawicowy aktywista ruchu QAnon, miłośników teorii spiskowych. Paru innych też jest znanych, choć nie osobnik, który przechadzał się z wielką flagą Konfederacji, czyli Południa z czasów wojny secesyjnej. Niewątpliwie te barwne postacie zdominowały przekaz wizualnie.

.Wrogie Trumpowi media dostały to, czego potrzebowały. Chińskie też. Kto naprawdę był prawicowym świrem, kto prowokatorem, kto zwykłym wściekłym Amerykaninem – trudno w tej chwili powiedzieć. Na pewno całe zajścia były oburzające. Przypomnijmy jednak, że ci, którzy są dzisiaj oburzeni najbardziej, na wiosnę byli zachwyceni paleniem Ameryki przez ruch Black Lives Matter i domagali się odcięcia funduszy policji. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Tyle faktów – lub faktoidów. I co dalej? Akcja toczy się żwawo. 7 stycznia przewodnicząca Izby Reprezentantów, Nancy Pelosi, domaga się natychmiastowego usunięcia Trumpa z urzędu, mimo że do przekazania władzy pozostało tylko 13 dni. Już w tygodniu 11–17 stycznia 2021 r. miałoby się odbyć głosowanie. Nawet jeżeli nie uda się tego zakończyć przed inauguracją Joego Bidena, może to uniemożliwić Trumpowi piastowanie kiedykolwiek publicznych urzędów. Wielu chciałoby go przy okazji doprowadzić do nędzy, niektórych boli to, że będzie miał potem ochronę Secret Service. Skąd ten pośpiech, skąd ta zaciekłość?

Media wydały na niego wyrok już wcześniej. Właściwie już cztery lata temu, nawet przed wyborem. Ponieważ w Ameryce nie ma mediów rządowych, był zdany na nienawidzące go media prywatne. Nie miał z nimi łatwego życia, również za granicą, gdzie niemiecki „Spiegel” przedstawiał go na okładkach w sposób przypominający brunatne czasy. Używał więc intensywnie Twittera, za co był atakowany i wyśmiewany. Wreszcie media społecznościowe (?) przeszły do ataku. W czasie kampanii wpisy na temat ciemnych interesów Huntera Bidena, syna kontrkandydata, były blokowane, potem do wpisów zarzucających oszustwa wyborcze była dodawana ramka, że są wątpliwe, trudniej było je podać dalej. Wreszcie Big Tech go zablokowało, od 12 godzin do dożywocia.

Jeżeli ktoś o tym zapomniał, Trump jest urzędującym prezydentem, a żaden z dyrektorów tych firm nie wygrał jakichkolwiek wyborów. Prezydent supermocarstwa jest odcięty od świata przez paru miliarderów z Silicon Valley. Każdy afrykański dyktator wie, że przy puczu trzeba najpierw opanować stację telewizyjną, by ogłosić narodowi, kto tu rządzi.

Wszystko to sprawia wrażenie zamachu stanu – i budzi skojarzenia. Czy Reichstag spłonął podpalony przez Marinusa van der Lubbe, czy przez nazistów? Do dziś toczy się spór. Naziści w każdym razie znakomicie wykorzystali okazję, tak jakby byli na nią mentalnie i organizacyjnie przygotowani. Czy szturm na Kapitol był głupotą, prowokacją, czy jednym i drugim? Może się kiedyś dowiemy. Zdarzył się jednak w doskonałym momencie, takich okazji się nie przepuszcza. Jak rozumieć to porównanie demokratów do nazistów? Czy nie jest to strzał ze zbyt grubej rury? Po pierwsze – wszystko, co się pali, kojarzy się automatycznie z Reichstagiem, pozostaje tylko podział ról. Po drugie – w drugą stronę od lat się bez zastanowienia rzuca hitlerami i stalinami, więc nie jest to niczym nowym. Po trzecie – nie mówię, że zaraz pojawią się komory gazowe. Chodzi mi o początki, które są niepokojące, lecz prowadzić mogą w różne strony. Bo zdziwiony jestem reakcjami na inicjatywy antytrumpistów. Podobnie musiało to wyglądać w Niemczech w 1933 r., kiedy wielu z zachwytem przyjmowało to, że wreszcie pogonimy komunistów i Żydów.

.Gdy patrzę na komentarze na amerykańskim i polskim Twitterze, widzę, jak wielu się podnieca: A przyłożyć mu, tak żeby poczuł! Dziennikarz wyłącza prezydentowi mikrofon: I świetnie! A kto współpracował z wrażym reżimem – na pohybel mu! W Polsce, gdzie rolę Trumpa pełni Kaczyński, dla oponentów oczywiste jest, że nikt z mediów i instytucji rządowych nigdy nie powinien już znaleźć pracy. Pamiętamy, jak były prezydent Polski przekonywał, że w końcu trzeba walić dechą, i jako zapalony myśliwy zachwycał się, jak „posłanka czmychała”, ścigana przez podniecony tłum.

Czasem się zastanawiam, co by było, gdyby naprawdę zbudowano łagry dla kaczystów i trumpistów. Wiedeńscy mieszczanie, słuchacze Straussa i Mozarta, z chęcią przyglądali się Żydom czyszczącym bruki szczoteczkami do zębów. Tak więc nie trzeba być genetycznym potworem, by zachowywać się jak potwór.

W doświadczeniu Milgrama badani aplikowali ofierze (fałszywe) elektrowstrząsy. Większość nie miała z tym problemów. Wystarczyło polecenie i przekonanie o własnej racji i że drugi na takie traktowanie zasługuje. U antytrumpistów nie widzę refleksji, że wyznaczając drugiemu kary na podstawie bardziej emocji niż rozumu (że o prawie nie wspomnę), niszczy się demokrację. Niech bestia zdycha!

I jeszcze inna historyczna refleksja. Na wiosnę 1968 r. czechosłowaccy komuniści wybrali sobie Aleksandra Dubczeka, którego program budowy socjalizmu o ludzkiej twarzy stał się nadzieją dla całego obozu – „Cała Polska czeka na swego Dubczeka!” – nadzieją dla ludzi, koszmarem dla Kremla. W marcu tego roku polscy studenci wyszli na ulice w obronie wolności słowa. Kreml musiał działać. Na przełomie lipca i sierpnia w Czernej nad Cisą Breżniew prowadził z Dubczekiem rozmowy ostatniej szansy. Miałem 14 lat, dobrze pamiętam nastrój tego lata. A czołgi już grzały motory. 20 sierpnia zniszczyły marzenia o reformach. A potem nastąpiła „normalizacja”, dobrze opisana przez Milana Kunderę w Nieznośnej lekkości bytu. Jeden zdążył wyjechać, inny zaakceptował zmiany, kogoś wsadzili, ktoś stracił dobrą pracę. Zaczątki swobody zastąpiła partyjna propaganda. Ludzie zapominali.

.Donald Trump nie pasował do systemu. Nadepnął też wielu na odcisk. Dla milionów był za to nadzieją, może fałszywą. Dla tych milionów wyzywanych regularnie od prymitywów, rasistów, kseno- i homofobów. Dla tych milionów, na których się trzymała Ameryka, którzy kiedyś „Made America Great”. Czy również w Ameryce nastąpi „normalizacja”? Czy Trump stanie się efemerydą, o której pamięć szybko przeminie? Czy poddani zmasowanej propagandzie jego wyborcy zapomną, że kiedyś na niego głosowali? Może się będą musieli tego wstydzić?

Gra trwa. Ameryka ma wybór: dokręcanie śruby i konflikt albo łagodzenie napięcia. A rada dla nas z tego jest taka, że głębokie przekonanie, że się ma rację, a przeciwnik to wróg, łajdak, któremu można zrobić wszystko – to bardzo niebezpieczne idee. Zwłaszcza naruszanie nietykalności osobistej powinno być nieprzekraczalną granicą. I najważniejsze – stosować to do siebie. Mimo że to oczywiście my mamy rację.

Jan Śliwa

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam