Joanna GOCŁOWSKA-BOLEK: Wenezuela. Pięć scenariuszy

TSF Jazz Radio

Wenezuela. Pięć scenariuszy

Joanna GOCŁOWSKA-BOLEK

Latynoamerykanistka, ekonomistka. Ekspertka do spraw Ameryki Łacińskiej w Ośrodku Analiz Politologicznych (OAP) Uniwersytetu Warszawskiego. Promotorka współpracy akademickiej uczelni polskich i latynoamerykańskich. Uwielbia wędrówki po zatłoczonym São Paulo i po kolumbijskich lasach deszczowych. Miłośniczka prozy Gabriela Garcíi Márqueza i poezji Maria Benedettiego.

zobacz inne teksty autora

Świat wstrzymuje oddech i przygląda się wydarzeniom w Wenezueli. Najważniejsze gazety na świecie każdego dnia poświęcają sporo miejsca analizie sytuacji. Na łamach Wszystko co Najważniejsze prof. Joanna GOCŁOWSKA-BOLEK przewiduje, co może wydarzyć się w najbliższych dniach.

Tymczasowy prezydent Wenezueli Juan Guaidó stoi przed ogromnym wyzwaniem skanalizowania frustracji Wenezuelczyków i doprowadzenia do rezygnacji Maduro. Gdy pierwotny pomysł z przekazaniem pomocy humanitarnej nie przyniósł oczekiwanych rezultatów, Guaidó zaapelował do społeczności międzynarodowej o „rozważenie wszystkich opcji”. 

Czy skompromitowany, ale nieustępliwy Nicolás Maduro ma szansę utrzymać się przy władzy? Czy wenezuelski konflikt musi zakończyć się interwencją zbrojną? Możliwych scenariuszy dalszego przebiegu wydarzeń w Wenezueli jest co najmniej kilka, a rzeczywistość i tak może okazać się bardziej skomplikowana, niż jesteśmy to dziś w stanie przewidzieć.

„Wenezuelczycy nie są żebrakami”

.Na fali ogromnego entuzjazmu, który zdołał wzbudzić – tak w Wenezuelczykach, jak i za granicą – Juan Guaidó, nowy lider opozycji, uznany przez 60 państw świata za tymczasowego prezydenta Wenezueli, w sobotę 23 lutego miało odbyć się pokojowe rozstrzygnięcie konfliktu destabilizującego kraj od wielu tygodni. W przygranicznych miejscowościach Kolumbii i Brazylii został przygotowany transport pomocy humanitarnej, który miał triumfalnie wjechać na teren Wenezueli. Jednocześnie statek z 200 tonami żywności i lekarstw płynął do wybrzeży Wenezueli od strony Portoryko. Większość społeczeństwa Wenezueli od wielu miesięcy znajduje się w tragicznej sytuacji ekonomicznej, a organizacje międzynarodowe potwierdzają stan katastrofy humanitarnej. Przygotowana pomoc humanitarna nie rozwiązałaby wielu problemów i na pewno nie dotarłaby do wszystkich potrzebujących, ale miałaby ogromne znaczenie symboliczne. 

Nicolás Maduro systematycznie odmawia przyjęcia pomocy, twierdząc, że Wenezuela jej nie potrzebuje, a kryzys humanitarny został wymyślony przez Waszyngton, aby usprawiedliwić interwencję militarną USA w celu przejęcia kontroli nad wenezuelskimi surowcami. Maduro uparcie dementuje doniesienia zagranicznych mediów, jak też organizacji międzynarodowych, że sytuacja wielu Wenezuelczyków jest tragiczna. Co więcej, niedawno w braterskim geście sam przekazał Kubańczykom 100 ton żywności, gdy sąsiednią wyspę spustoszył huragan. Paczki zgromadzone przez USA w kolumbijskiej miejscowości Cúcuta Maduro poradził przekazać biednym Kolumbijczykom: „Nie potrzebujemy jałmużny. Wenezuelczycy nie są żebrakami”. Przyjęcie pomocy miałoby – zdaniem Maduro – być jednoznaczne z zaakceptowaniem interwencji zagranicznej, gdyż pod tym pretekstem Stany Zjednoczone oraz inni sojusznicy wenezuelskiej opozycji chcą dokonać w Wenezueli przewrotu. Aby temu przeciwdziałać, władze Wenezueli zamknęły granice państwa.

Guaidó w białej ciężarówce

.Juan Guaidó, który 23 stycznia na fali masowych protestów społecznych przeciwko reżimowi Maduro ogłosił się tymczasowym prezydentem Wenezueli, natychmiast zdobył poparcie USA, a zaraz potem Kanady, większości krajów latynoamerykańskich i wielu z innych części świata, w tym Polski. Gdy w przeddzień planowanego przekazania pomocy humanitarnej przybył do kolumbijskiego miasta Cúcuta przy granicy z Wenezuelą na koncert charytatywny zorganizowany przez brytyjskiego miliardera Richarda Bransona pod hasłem „Venezuela Aid Live”, na spotkanie z nim przybyli prezydenci Chile, Kolumbii i Paragwaju. Następnego dnia Guaidó miał w świetle telewizyjnych fleszy wjechać na teren Wenezueli białą ciężarówką – prawie jak na białym rumaku – wypełnioną paczkami z żywnością dla Wenezuelczyków. 

Jednak Nicolás Maduro zakpił ze swojego społeczeństwa i nie zważając na ostrą krytykę ze strony innych przywódców, nie wpuścił na teren Wenezueli pomocy humanitarnej. W związku z zamieszkami ciężarówki z pomocą dostały polecenie odwrotu od granicy z Wenezuelą. Wrócić nie zdołały dwa samochody, z których jeden stanął w ogniu na moście łączącym oba kraje. Wenezuelczycy zdołali własnymi rękami uratować wiele paczek, ale niektórzy zostali przy tym ostrzelani gumowymi kulami przez Gwardię Narodową. Również statek płynący z Portoryko musiał zawrócić, gdy otrzymał od marynarki wenezuelskiej groźby ostrzału. 

Nie było planu B

.Guaidó i jego sojusznicy liczyli na to, że duża część Gwardii Narodowej w tym newralgicznym momencie opowie się po stronie opozycji i wypowie posłuszeństwo reżimowi Maduro. Złamanie lojalności wojska było kluczowym elementem całej akcji, jednak armia pozostała wierna Maduro. Na stronę kolumbijską podczas weekendu zdezerterowało zaledwie około stu żołnierzy, przeważnie niskich rangą. Wojskowi w większości karnie wypełniali rozkazy Maduro – używając nie tylko gazów łzawiących i kul gumowych, ale też ostrej amunicji, rozgromili ludność cywilną i nie pozwolili na wjazd transportu z pomocą humanitarną. Gwardii Narodowej ochoczo pomagały paramilitarne bojówki colectivos, które przy wsparciu Maduro od dawna sieją postrach wśród ludności cywilnej.

W starciach na granicach zginęły co najmniej cztery osoby, w tym 14-letni chłopak, a rannych zostało w ciągu kilku godzin ponad 200 osób. Jednocześnie telewizja podporządkowana reżimowi pokazywała manifestacje poparcia dla Maduro w stolicy kraju i przywódcę tańczącego w rytm konkurencyjnego koncertu, zorganizowanego po wenezuelskiej stronie pod hasłem „Trump – ręce precz od Wenezueli”. Maduro wydawał się bardzo zadowolony z takiego przebiegu zdarzeń. 

To w końcu kto jest prezydentem?

.Zarówno Nicolás Maduro, jak i Juan Guaidó twierdzą, że są prezydentami – ten ostatni do czasu przeprowadzenia nowych wyborów – i żaden z nich nie przejawia ochoty do wycofania się ani do podjęcia prawdziwych negocjacji.

Legalność władzy Maduro pozostaje pod znakiem zapytania od 10 stycznia, gdy upłynęła jego pierwsza kadencja na czele państwa. Z jednej strony chodzi o kwestionowanie sposobu przeprowadzenia majowych wyborów prezydenckich, z drugiej o brak zaprzysiężenia Nicolasa Maduro przed wybranym jeszcze w 2015 roku Zgromadzeniem Narodowym, w którym zdecydowaną większość ma nieuznająca jego władzy opozycja. W zamian Maduro złożył prezydencką przysięgę przed Zgromadzeniem Konstytucyjnym – wiernym mu pseudoparlamentem, który sam powołał w 2017 roku.

Ogłaszając się tymczasowym prezydentem, Juan Guaidó powołał się na art. 233 konstytucji, zgodnie z którym w przypadku braku prezydenta jego rolę przejmuje przewodniczący parlamentu. Szefem legalnego parlamentu, czyli Zgromadzenia Narodowego, w styczniu stał się właśnie Guaidó, po tym, gdy dotychczasowi liderzy opozycji zostali aresztowani bądź zmuszeni do wyjazdu z kraju. I chociaż jest to kontrowersyjna, daleko idąca interpretacja konstytucji, to wiele krajów świata uznało Juana Guaidó za tymczasowego prezydenta Wenezueli do czasu przeprowadzenia nowych, demokratycznych wyborów. 

Poparcie społeczne Maduro słabnie, ale jednak część Wenezuelczyków – według instytutu Datanalisis 14% – wciąż opowiada się za chavizmem. Kluczowe jest jednak poparcie wojska. Dopóki armia pozostaje wierna reżimowi, to wygrana Guaidó i pokojowe zażegnanie tego konfliktu pozostają mrzonką. 

Z drugiej strony Guaidó potrafi zmobilizować masowe demonstracje poparcia i cieszy się wsparciem ze strony wielu zachodnich demokracji – ale nie ma kontroli nad instytucjami w Wenezueli, a zwłaszcza nad armią, która ostentacyjnie nie posłuchała jego próśb o zaniechanie działań podczas weekendowej akcji. Guaidó krytykowany jest za upolitycznienie pomocy humanitarnej, braki organizacyjne i uleganie naciskom Waszyngtonu.

Twitterowy pocałunek śmierci 

.Otwarcie mówi się o możliwości interwencji militarnej USA i być może innych państw, szczególnie Kolumbii, na terytorium Wenezueli. Myśl o takim rozwiązaniu paraliżuje jednak Wenezuelczyków, a im bardziej realistyczna staje się groźba takiej interwencji, tym bardziej poparcie dla Guaidó może stopnieć. Maduro konsekwentnie wskazuje na to, że Guaidó stał się marionetką w rękach Stanów Zjednoczonych, znienawidzonych przez większość społeczeństw całej Ameryki Łacińskiej.

Stany Zjednoczone od samego początku okazały poparcie dla nowego przywódcy opozycji. Kilkadziesiąt minut po tym, gdy Juan Guaidó ogłosił się tymczasowym prezydentem Wenezueli, w twitterowym wpisie poparł go osobiście Donald Trump. Sekretarz stanu USA Mike Pompeo wyraził przekonanie, że „dni Maduro są policzone”. Podkreślał, że Waszyngton podejmie działania w odpowiedzi na ostatnie wydarzenia, nie precyzując jednak, o jakie rozwiązania może chodzić. USA od samego początku prowadzą rozmowy z Juanem Guaidó, całkowicie bojkotując reżim Maduro. 

Jednak taka narracja nie spodobała się społeczności latynoamerykańskiej, która podczas spotkania Grupy z Limy w Bogocie opowiedziała się bardzo wyraźnie przeciwko interwencji zbrojnej w Wenezueli. Historia militarnych interwencji USA w Ameryce Łacińskiej jest długa i naznaczona przemocą. Trudno oczekiwać, że taka opcja będzie cieszyć się poparciem krajów regionu. Jednocześnie zagrożenie interwencją ze strony USA dostarcza silnych argumentów zwolennikom reżimu Maduro.

Można wyobrazić sobie dalsze rozgrywanie sytuacji przez Guaidó tą kartą, ale wymagałoby to wielkiej ostrożności i umiejętności, których temu młodemu, niedoświadczonemu politykowi bez żadnego zaplecza może po prostu zabraknąć. Z jednej strony należałoby przekonać generałów armii wenezuelskiej, że zagrożenie interwencją militarną ze strony USA jest bardzo poważne, aby zachęcić lub zmusić ich do przejścia na stronę opozycji, a jednocześnie wszystkie pozostałe kraje Ameryki Łacińskiej utrzymać w przekonaniu, że to tylko blef. Do takiej wirtuozerii dyplomatycznej ani Guaidó, ani obecna administracja Waszyngtonu nie wydają się być zdolni. A Donald Trump jednym nieostrożnym wpisem na Twitterze może zepsuć w każdej chwili całą misterną konstrukcję długo budowanego zaufania.

Nie wszyscy murem za Juanem Guaidó

.Większość krajów europejskich uznała pozycję Guaidó jako polityka, który doprowadzi do zorganizowania nowych, demokratycznych wyborów. Jednak Unia Europejska najpierw powstrzymała się przed formalnym uznaniem Guaidó za tymczasowego prezydenta, a teraz wyraźnie opowiedziała się przeciwko interwencji zbrojnej w Wenezueli: „Z naszego punktu widzenia jest oczywiste, że potrzebujemy pokojowego, politycznego i demokratycznego rozwiązania kryzysu w Wenezueli, co oczywiście wyklucza użycie siły”. Bruksela nie zgadza się na siłowe rozwiązanie konfliktu, naciskając na wypracowanie porozumienia w drodze negocjacji, a wypowiedzi przedstawicieli administracji USA traktuje z dużą rezerwą.

Im silniej USA naciskają na ostateczne rozwiązanie, tym bardziej Rosja wspiera Nicolása Maduro, jednocześnie oskarżając USA o plan interwencji zbrojnej: „Nielegalne użycie siły wojskowej wobec Wenezueli przez inne kraje wspierające opozycję zostanie ocenione przez Radę Federacji jako jednoznaczny akt agresji przeciwko suwerennemu państwu i zagrożenie dla pokoju i bezpieczeństwa na świecie”. Rosja zapewnia, że jest gotowa w dalszym ciągu udzielać Wenezueli „niezbędnego wsparcia w realizacji obranej drogi rozwoju w oparciu o poszanowanie suwerenności kraju, na podstawie istniejących, konstruktywnych stosunków z legalnymi władzami tego państwa”. Moskwa twierdzi, że wspiera dialog i pokojowy proces polityczny w Wenezueli oraz zachęca do powstrzymania wszelkich prób ingerencji zewnętrznej w sprawy wewnętrzne Wenezuelczyków. Jednocześnie prowadzi rozmowy z reżimem Maduro, które mają zagwarantować dostęp do wenezuelskich surowców i możliwość korzystania z baz wojskowych na Morzu Karaibskim.

W dalszym rozwoju wydarzeń ważne znaczenie będzie mieć też postawa Chin, które choć od początku opowiadały się po stronie Maduro, obecnie złagodziły stanowisko i zapewniają, że zamierzają współpracować z każdym rządem, który zapewni poszanowanie chińskich interesów w Wenezueli. Środki uzyskane przez Caracas od Pekinu w ciągu minionej dekady szacuje się na 55–62 mld dolarów, co stanowi ponad połowę kapitału pożyczonego przez Chiny całemu regionowi Ameryki Łacińskiej.

Dla Chin Wenezuela pod rządami Cháveza była bezpiecznym i wdzięcznym wierzycielem, a jednocześnie zaprzyjaźnionym narodem kroczącym z dumą drogą nowoczesnego socjalizmu. Blisko połowa eksportu ropy naftowej trafiała do Chin jako spłata wcześniejszych pożyczek. Dziś Maduro stał się zdecydowanie mniej wiarygodnym dłużnikiem. Od września 2017 roku Wenezuela stała się niewypłacalna i przestała spłacać zadłużenie wobec Pekinu, a Sinopec, chiński gigant petrochemiczny, oskarżył wenezuelskiego partnera PDVSA o niewywiązanie się z kontraktu na 24 mln dolarów. To jasny sygnał dla Maduro, że nie można już liczyć na finansowanie reżimu przez Chiny i że musi poszukać sojusznika, któremu w mniejszym stopniu będzie chodziło o pieniądze – stąd jego intensywne rozmowy z Rosją. 

Nawet gdy sytuacja finansowa Wenezueli stała się już dramatyczna, Maduro wciąż zwiększał zakupy chińskiej broni, wykorzystywanej m.in. do pacyfikowania coraz częstszych protestów ulicznych. W 2013 roku Chiny wyprzedziły Rosję pod tym względem i stały się głównym dostawcą sprzętu wojskowego dla Wenezueli. Chiny wciąż są zainteresowane inwestycjami w wenezuelski przemysł naftowy i z pewnością, gdy tylko sytuacja się wyjaśni, staną się ważnym biznesowym graczem. Tym bardziej niechętnie patrzą na rosnący apetyt USA na stanowienie wenezuelskiego porządku.

Scenariusz 1. Maduro zostaje zastąpiony innym przywódcą cywilnym lub wojskowym

.Innym wyjściem z obecnej sytuacji – zdecydowanie niezbyt korzystnym dla wenezuelskiego społeczeństwa – byłby przewrót wojskowy, który na czele Wenezueli postawiłby jakiegoś innego cywilnego lub wojskowego przywódcę. Taki rozwój wydarzeń zagwarantowałby wojskowym nietykalność i zachowanie dotychczasowych przywilejów przy odsunięciu skompromitowanego Maduro, który przestał być partnerem do rozmów dla większości krajów świata. To prawdopodobnie oznaczałoby jednak zachowanie wszystkich cech dzisiejszego reżimu: kleptokracji, ogromnej korupcji, niegospodarności i autorytaryzmu. I przede wszystkim – utrwalenie sieci powiązań pomiędzy bezkarną mafią narkotykową a elitami cywilnymi i wojskowymi. 

Potencjalnymi następcami wojskowymi mogliby okazać się porucznik Diosdado Cabello albo minister obrony Vladimir Padrino López, którzy cieszą się ogromnym poparciem wśród armii, choć jednocześnie są powszechnie pogardzani przez zwykłych Wenezuelczyków. Cywilnymi kandydatami mogą być wiceprezydent Delcy Rodríguez lub jej poprzednik Tareck El Aissami. Wszystkim tym osobom bardzo zależy na zachowaniu przywilejów – w razie przekazania władzy opozycji mogą wyjść na jaw ich powiązania ze światem przestępczym oraz mogą pojawić się zarzuty o przemoc podczas zwalczania protestów ulicznych.

W każdym razie taka zmiana na szczycie nie spowodowałaby złagodzenia podziału społeczeństwa, a ośmielona opozycja kontynuowałaby swoją walkę o przywrócenie demokracji. Istnieje duże ryzyko, że protesty przeciwko reżimowi ostatecznie zmieniłyby się w wojnę domową – co już nieraz w historii Ameryki Łacińskiej się zdarzało.

Tymczasem, o ile nowy przywódca nie zdołałby szybko odbudować zniszczonej gospodarki kraju, co bez radykalnej zmiany ustroju jest bardzo mało prawdopodobne, kraj pogrąży się w katastrofie gospodarczej, a kolejne miliony Wenezuelczyków uciekną za granicę, co jeszcze bardziej zdestabilizuje region.

Scenariusz 2. Maduro utrzyma się przy władzy – ale na jak długo?

.Maduro dwukrotnie przeżył już masowe protesty, które miały doprowadzić do jego obalenia: w 2014 oraz 2017 roku. Ówczesnych przywódców opozycji, takich jak Freddy Guevara, Carlos Vecchio czy polityczny patron Juana Guaidó Leopoldo López, aresztował lub zmusił do wyjazdu z kraju i pozbawił możliwości ubiegania się o urząd prezydencki w ostatnich wyborach. Demonstracje przeciw Maduro spotkały się z krwawymi represjami: kilkuset demonstrantów zostało zabitych, a setki rannych i aresztowanych. Ale chociaż represje ze strony reżimu Maduro wywołały międzynarodowe potępienie, to udało się mu umocnić swoją władzę. 

Zachowanie status quo przez kolejne lata czy nawet miesiące wydaje się dziś jednak mało prawdopodobne. Chociaż Maduro utrzymuje poparcie sojuszników, zwłaszcza Rosji, Iranu, Turcji, a w regionie latynoamerykańskim Boliwii, Nikaragui, Salwadoru i Kuby, to znalazł się pod bezprecedensową międzynarodową presją, w tym ze strony kilkunastu krajów Ameryki Łacińskiej. Rosja może jeszcze przez pewien czas finansować reżim Maduro, ale tylko w ograniczonym zakresie, i na pewno nie posunie się do nielogicznych rozwiązań. Na wsparcie właśnie Rosji liczy Maduro, prowadząc z administracją Putina intensywne rozmowy. Państwa latynoamerykańskie wspierające Maduro, zwłaszcza Kuba, nie szczędzą wysiłków dyplomatycznych i propagandowych, zdając sobie sprawę, że ostateczny kres koncepcji socjalizmu w Wenezueli może natychmiast pociągnąć za sobą upadek rządu Nikaragui i Salwadoru, a następnie Boliwii i stanowić realne zagrożenie dla Kuby. Jednak ich rzeczywisty wpływ na sytuację nie jest duży. Wszystkie borykają się z poważnymi wewnętrznymi problemami finansowymi i nie mają możliwości udzielenia pomocy gospodarczej. 

Gwarantem utrzymania reżimu Maduro jest lojalność armii. Chociaż armia, z nielicznymi wyjątkami, dotychczas pozostaje wierna swojemu naczelnemu dowódcy, to jednak część młodszych oficerów zastanawia się nad wypowiedzeniem posłuszeństwa. Mówi się już o ponad 300 gwardzistach, którzy od początku nasilenia konfliktu zdecydowali się zdezerterować do sąsiedniej Kolumbii. To wciąż zaledwie 0,15% całej armii. Jednak utrzymanie lojalności przywódców wojskowych kosztuje, a na to może wkrótce zabraknąć pieniędzy. 

Scenariusz 3. Dochodzi do ostatecznej katastrofy gospodarczej

.Elita wojskowa, ciesząc się dostępem do wielu przywilejów, w najmniejszym stopniu odczuwa ekonomiczne skutki kryzysu w Wenezueli. Maduro zdobywał lojalność starszych oficerów, przyznając im lukratywne stanowiska w administracji rządowej i w państwowym molochu naftowym PDVSA. Jeśli USA zdecydują się na prawdziwe sankcje wobec PDVSA, o których mówi się coraz głośniej, to sytuacja może szybko ulec zmianie. Jeżeli Maduro ma zachować władzę, to konieczna jest lojalność armii, a tej bez olbrzymich pieniędzy przy tak skonstruowanym systemie nie da się zachować. Maduro już dziś szuka intensywnie innych odbiorców wenezuelskiej ropy, zwłaszcza w Indiach i Europie. Ale niedoinwestowany, niewydolny i przesiąknięty ogromną korupcją przemysł naftowy pozostaje na krawędzi zapaści.

Wszystkie sankcje ekonomiczne nakładane na Wenezuelę mają tę wadę, że niekoniecznie uderzają bezpośrednio w reżim, a przynajmniej ta prosta zależność jest ograniczona, natomiast odbijają się na spadku poziomu życia społeczeństwa. To zwyczajni mieszkańcy ostatecznie płacą za porachunki władz. Próba zagłodzenia Maduro przez sankcje USA doprowadzi z pewnością do pogłębienia katastrofy humanitarnej Wenezuelczyków. To, czy zanim to nastąpi, uda się pozbyć Maduro, pozostaje pytaniem otwartym.

Scenariusz 4. Wynegocjowany powrót do demokracji

.Najlepszym i najbardziej oczekiwanym wyjściem z obecnej sytuacji byłby powrót do demokracji. Jednak nie jest to dziś rozwiązanie najbardziej prawdopodobne spośród wszystkich scenariuszy. Oddając władzę, Maduro niewiele może zyskać, a zapewne wszystko straci. Wraz z nim zatoną wszyscy wysocy urzędnicy, cywilni i wojskowi, uwikłani w różne przestępcze i korupcyjne powiązania, które w razie zmiany władzy z pewnością wyszłyby na jaw i mogłyby doprowadzić do oskarżeń i aresztowań osób skorumpowanych. Co prawda Nicolás Maduro dał do zrozumienia, że jest otwarty na negocjacje, w których pośredniczyłby mediator międzynarodowy (np. Watykan), ale wszystkie jego działania wskazują, że nie jest gotowy do żadnych rozmów z opozycją, a jego słowa mają tylko wprowadzić chaos w percepcji sytuacji u zagranicznych obserwatorów.

Nawet jeśli Maduro zgodzi się odejść, to nie będzie chciał ryzykować jakiegokolwiek rozrachunku w przyszłości z jego autorytarnymi rządami. Juan Guaidó wielokrotnie obiecał amnestię członkom sił zbrojnych, którzy „przyczynią się do przywrócenia ładu demokratycznego”. Jednak zostało to zbyt słabo wyartykułowane, aby przekonać elity wojskowe, o czym boleśnie przekonała się Wenezuela podczas próby dostarczenia pomocy humanitarnej. Bez gwarancji amnestii nie dojdzie do przemian demokratycznych. Z kolei takie gwarancje mogą później poważnie utrudnić proces przywracania demokratycznych instytucji, o czym świadczy przykład sąsiedniej Kolumbii, która w 2016 roku wynegocjowała pokój z lewicowymi rebeliantami FARC.

Maduro i jego najbliżsi współpracownicy najprawdopodobniej będą musieli opuścić kraj, ale nie jest jasne, dokąd mogliby się udać na polityczną emeryturę. Prawdopodobnie biorą pod uwagę terytoria swoich sojuszników, zwłaszcza Kubę, Rosję, Chiny i Turcję, ale dziś trudno powiedzieć, co mogłoby zmotywować którykolwiek z tych krajów do przyjęcia Maduro przy narażeniu się na ostracyzm międzynarodowy. 

Scenariusz 5. Wybuch konfliktu zbrojnego

.Zarówno Chávez, jak i Maduro od dawna tłumaczyli wszystkie nieszczęścia swojego kraju trwającą od dwóch dziesięcioleci imperialistyczną kampanią antywenezuelską i prowadzoną przez USA wojną gospodarczą. Taka retoryka była bardzo wygodna i służyła jednoczeniu Wenezuelczyków wokół reżimu. Teraz jednak niektórzy analitycy obawiają się, że nadgorliwi politycy w Waszyngtonie i Caracas mogą doprowadzić oba kraje do prawdziwego konfliktu. Gdy doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Donalda Trumpa John Bolton został sfotografowany z notesem w ręku z notatką „5 tysięcy żołnierzy do Kolumbii”, wzbudziło to obawy, że USA poważnie rozważają taką opcję. Taka liczba żołnierzy nie wystarczyłaby jednak: ostatnia amerykańska inwazja w Panamie wymagała udziału około 27 tys. żołnierzy. Społeczeństwo USA zniechęcone wynikiem ostatnich działań militarnych na Bliskim Wschodzie niekoniecznie będzie skłonne popierać angażowanie się w taki konflikt.

Podczas spotkania Grupy z Limy, skupiającej 12 krajów latynoamerykańskich i Kanadę, kategorycznie stwierdzono, że interwencja militarna w Wenezueli jest rozwiązaniem nie do przyjęcia. W tej chwili wybuch konfliktu zbrojnego jest zatem postrzegany jako dość mglista możliwość. Należy jednak brać pod uwagę, że w przypadku eskalacji wydarzeń na granicy z Brazylią i Kolumbią prawicowe rządy tych dwóch krajów mogą przystąpić do amerykańskiej koalicji przeciwko Maduro. A ponieważ kryzys wenezuelski spowodował największy kryzys migracyjny we współczesnej historii Ameryki Łacińskiej, to kraje sąsiadujące dążą do jakiegoś szybkiego rozwiązania. 

Gdyby taka wojna wybuchła, byłaby pierwszą od 80 lat wojną między krajami Ameryki Południowej. Najprawdopodobniej byłaby długotrwała, krwawa i bardzo nieprzewidywalna. Każda wojna, która obejmowałaby Kolumbię i Wenezuelę, byłaby katastrofalna – oba kraje dysponują rozbudowanymi siłami powietrznymi, więc byłaby to wojna tocząca się o infrastrukturę i bazy wojskowe, prowadząca do zniszczeń w miastach, a nie tylko lokalnie, na granicy państw. Oby do niej nie doszło.

.Niezależnie od tego, co stanie się w najbliższych tygodniach, na pewno będą to wydarzenia ciekawe. Miejmy nadzieję, że doprowadzą do szybkiej poprawy sytuacji zwykłych Wenezuelczyków, cierpiących z powodu biedy i przemocy.

Joanna Gocłowska-Bolek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam