Jolanta PAWNIK: "Dyktatura TL;DR. Dlaczego daliśmy się w to wkręcić?"

"Dyktatura TL;DR. Dlaczego daliśmy się w to wkręcić?"

Photo of Jolanta PAWNIK

Jolanta PAWNIK

Dziennikarka, wykładowca i doradca medialny. Entuzjastka nowych mediów. Krakowianka zakochana w rodzinnym Sandomierzu. Autorka książek "Saga rodu Moszczeńskich" i "Sandomierska piłka ręczna".

zobacz inne teksty Autora

Krótko — tylko 140 znaków; jeśli więcej, to system nie przyjmie naszego tweeta. Krótko — nie więcej niż pół strony arkusza w teście dla gimnazjalistów; jeśli więcej, to strata punktów. Krótko — nie dłużej niż kilkusekundowa setka w serwisie radiowym, bo mniej newsów się zmieści. A poza tym — nie przeczytają, nie posłuchają.

.Kilka miesięcy temu sieć obiegła wiadomość: średni czas skupienia uwagi na tekście to 8 s. Jeszcze 15 lat temu było 12 s. Jeszcze 25 lat temu powoływano się na badania, mówiące, że nasza uwaga jest w stanie wytrwać przy słowie drukowanym przez 6–8 min, a potem poszybuje w zupełnie inne rejony. Ludzie nauki analizujący sposób przyswajania przez nas informacji obwiniają za te 8 s nowe technologie, które nadały naszemu życiu i nam samym zupełnie inne tempo.

Nieprzypadkowo na początku lat 90. ubiegłego wieku w radiu, w którym pracowałam, jak najbardziej do przyjęcia był materiał reporterski do popołudniówki mający do 5 minut długości. Teraz, kiedy przekracza 2 minuty, wydawca kręci nosem i skraca, „bo ludzie się znudzą”. Młodym reporterom od lat powtarza się zresztą do znudzenia, że nie ma takiego dźwięku, któremu skrócenie by nie pomogło.

.TL;DR — „too long; didn’t read” („za długie; nie czytałem”) — piszą komentatorzy (nie tylko hejterzy) pod tekstami w portalach i pod wpisami innych komentujących, które nie są po ich myśli. Zwrot ten na dobre zagościł już w dialogach młodych ludzi, których niecierpliwi rozwlekła i dygresyjna retoryka. Nikt nie ma teraz czasu na czytanie długich wywodów, nikt też nie ma czasu takich słuchać. Dlatego o te 8 s naszej uwagi biją się najwięksi reklamodawcy i dostarczyciele informacji, którymi chcą nami zawładnąć. Nie dłuższy powinien być lead w tekście na stronie internetowej, niewiele dłuższa powinna być setka w serwisie radiowym. Oczywiście wszystko superciekawe, napisane pod wyszukiwarki, wpadające w ucho.

Zwrot „za długie; nie czytałem”, początkowo wykorzystywany tylko jako narzędzie komentujących internetowe wpisy, w ostatnim czasie nabrał znaczenia symbolu. Symbolu świata streszczeń. Symbolu epoki, w której wciąż biegniemy, a świat wokół nas przelatuje jak w kalejdoskopie.

TL;DR stał się symbolem czasów, w których informacji wokół jest bardzo dużo, ale nie sposób już ułożyć je w wiedzę.

.Kiedy pierwszy raz zobaczyłam na popularnym blogu tekst, który na końcu zamiast postscriptum miał TL;DR, a następnie trzyzdaniowe streszczenie, nie mogłam uwierzyć. Tekst dotyczył jakości nauki, poparty był szczegółowo opisanymi przez autora badaniami z całego świata. Po TL;DR autor streścił swoją na pewno kilkugodzinną pracę krótkim i treściwym: koncept X jest kiepskiej jakości, bo rzetelne badania to potwierdzają. I dość. Po co zatem ten szczegółowy i rzetelny wywód powyżej? Czy tylko dla spokoju własnego sumienia?

Dlaczego z góry założyliśmy, że skoro nasz czytelnik NA PEWNO nie przeczyta całości, to przynajmniej będzie miał ogólny ogląd na podstawie streszczenia? Czy nie przykładamy w ten sposób ręki do intelektualnego regresu następnych pokoleń? Trwa już przecież całkiem poważna i alarmująca dyskusja nauczycieli i wykładowców uniwersyteckich, którzy mają przed sobą w ławkach ludzi z chaotyczną, powierzchowną i nędzną wiedzą wprost z Internetu. „Too long; didn’t read” to jak policzek wymierzony autorom, którzy mają do powiedzenia trochę więcej niż dwa zdania.

.Zgoda na „too long, didn’t read” to przyzwolenie na bylejakość nauczania i kształtowania następców. „Internet nie daje szansy, by poświęcić tyle uwagi wszystkiemu, czemu się chce i powinno” — ripostuje moja dwudziestoletnia córka. I choć przyznaje, że TL;DR to dowód lenistwa intelektualnego internautów, to jednak jest… użyteczny. Rzeczywiście, jej wiedza bardzo często mnie zaskakuje. Ze streszczeń buduje się bowiem zupełnie inny obraz świata, niż widzę go ja, dysponując powszechnie dostępnymi narzędziami. Może skoro programowo odrzucam TL;DR, dowiaduję się mniej? A może wolniej? A może nie mam koniecznego w tym świecie poczucia humoru? Użytkownicy TL;DR mają nawet własną Wikipedię, a w niej np. takie wpisy: „Stephen Hawking: angielski fizyk teoretyczny, który prawie całkowicie pozbył się już brytyjskiego akcentu”, „globus: to trójwymiarowy model Google Earth”, „George R.R. Martin: to amerykański pisarz, znany głównie z pisania spoilerów do zajebistego serialu »Gra o tron«” albo „politologia: kierunek na studiach niezwykle popularny w Polsce. W Polsce jest obecnie 38,5 mln politologów i każdy z nich ma rację (jak zwykle)”… Nie można odmówić polotu tym wpisom. Ale przecież w świecie „kopiuj-wklej”, gdzie w powszechnie cytowanej Wikipedii zdarzają się błędy o kilka zer i są dalej powielane, ktoś może potraktować to na serio!

Przeczytałam ostatnio (w papierowej gazecie), że jeden z amerykańskich wydawców e-booków po przeanalizowaniu 2,5 tys. książek, które były bestsellerami w ostatnim piętnastoleciu, doszedł do wniosku, że objętość tych dzieł jest coraz… nie, nie mniejsza, jak byśmy się spodziewali. Otóż zwiększyła się z 320 do 407 stron. Zaskakujące? A może właśnie naturalne. Wprost proporcjonalne do streszczania świata w Internecie. Kłopot w tym, że długie książki czyta się dłużej. A na to nie mamy czasu. Po prostu — daliśmy się wkręcić.

.Przede mną na półce wychwalane i nagradzane „Księgi Jakubowe” Olgi Tokarczuk. Piękne wydanie, prawie tysiąc stron… Wstyd się przyznać. Nie przeczytałam jeszcze całej — poskakałam, „poskanowałam”, jak to się robi w Internecie, przeczytałam kilka recenzji (wszystkie dokładnie takie same), mam jakąś opinię. A może… nie jestem w tym odosobniona i wszystkie opinie powstały właśnie tak? Nie. „W głębi duszy pozostanę analogowa” — mówię do mojej córki. „Albo naiwna” — słyszę w odpowiedzi.

Jolanta Pawnik

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 25 grudnia 2015