Jolanta PAWNIK: "Ulice Internetu (5). Gdy portale atakują treściami wideo a my płacimy naszą uwagą za bezpłatne konta pocztowe"

"Ulice Internetu (5). Gdy portale atakują treściami wideo a my płacimy naszą uwagą za bezpłatne konta pocztowe"

Photo of Jolanta PAWNIK

Jolanta PAWNIK

Dziennikarka, wykładowca i doradca medialny. Entuzjastka nowych mediów. Krakowianka zakochana w rodzinnym Sandomierzu. Autorka książek "Saga rodu Moszczeńskich" i "Sandomierska piłka ręczna".

zobacz inne teksty Autora

Pierwsza internetowa ramówka video — tak reklamowane są zmiany w jednym z czołowych polskich portali, firmowane przez twarze uciekające lub zmuszone do emigracji z tradycyjnej telewizji. Oto mamy do czynienia z kolejną rewolucją w polskim Internecie, jak chcą jedni, a może jedynie kolejną próbą przyjęcia przez właścicieli portalu budżetów reklamowych wciąż w znacznym stopniu plasowanych w tradycyjnych stacjach telewizyjnych, przyspieszenia odpływu budżetów reklamowych do sieci?

.Do tej pory portale wykorzystywały transmisje tylko przy specjalnych okazjach czy tworzyły krótkie serie materiałów. Teraz po raz pierwszy w Onecie i w Wirtualnej Polsce (tu także w skutek otrzymania koncesji telewizyjnej na kanał w multipleksie) powstają usystematyzowane ramówki z solidną, ofensywną reklamą.

Profesjonalna telewizja, nawet oparta tylko na „gadających głowach” (studio, komentatorzy), to potężne zaplecze techniczne. W 2015 r., kiedy Onet przymierzał się do konkurowania z Wirtualną Polską w segmencie video, mówiło się o zatrudnieniu przy tych produkcjach stu osób. Wymaga także ogromnych pieniędzy. Nie każdy portal może sobie na to pozwolić, mając u siebie użytkownika nastawionego na krótką treść i obrazki. Nie innego ma zresztą Onet. Obserwujemy coraz większe zainteresowanie formami video w Internecie, ale i tak prym wiedzie tutaj — i wszystko wskazuje na to, że to się długo nie zmieni — YouTube.

Pokazywanie telewizji w Internecie nie jest na naszym rynku nowością. Swoje kanały mają telewizje naziemne czy satelitarne, mamy telewizję na życzenie.

Na YouTube transmisję z beatyfikacji Jana Pawła II obejrzało kilkadziesiąt milionów osób. Jednak telewizja – telewizja tradycyjna – łatwo nie oddaje pola.

.Widzowie zawsze odpływali z portali w porze prime time przed szklany ekran i długo jeszcze nie zmienią swoich przyzwyczajeń. Przynajmniej żadne wyniki oglądalności i klikalności na to nie wskazują. Jak wynika z badań z 2015 r., telewizor włącza codziennie 80 proc. z nas. Na strony internetowe stacji telewizyjnych zagląda ledwie 14 proc. Tych, dla których Internet nie jest ciągle jeszcze źródłem informacji, jest aż 25 proc.

.Postawienie Tomasza Lisa w kontrze do Wiadomości TVP, poparte jego deklaracjami, że będzie mówił o tym, o czym nie mówi PiS w wiadomościach, jak deklarował w wywiadach, to zabieg chwytliwy, na początek interesujący, ale który niekoniecznie wytrzyma próbę czasu. Tak silne sformatowanie polityki, jak uprawiał Tomasz Lis w TVP, może nie wytrzymać próby czasu w komercyjnym portalu. Wielu reklamodawców ze względów wizerunkowych niechętnie zobaczy w otoczeniu swojego banneru politykę w najtwardszym wydaniu.

Dziś w rozwoju projektów „telewizyjnych” w internecie obok nakładów na studia telewizyjne i technikę wciąż jeszcze barierą jest także przepustowość łączy. To się zmienia. Czy jednak wystarczająco szybko? Szczególnie gdybyśmy mieli oglądać przed monitorami laptopów, na tabletach czy smartfonach dłuższe, wręcz publicystyczne formy, wychodzące poza 50-sekundowe trailery.

Analizując sposób rozprowadzania treści video w internetowych newsach, szybko dojdziemy do wniosku, że portale mają wciąż sporą wprawę w pokazywaniu nam tego, czego często sobie nie życzymy. Od reklam, które są do nas wciąż niedopasowane (to, rzecz jasna, z czasem się zmieni), aż po filmy video, które uruchamiają się niezależnie od naszej woli. Takie sposoby atakowania naszej uwagi buduje liczba odsłon i statystyka oglądalności, ale dla użytkowników jest to jedynie udręka. Szczególnie że powstaje coraz więcej spokojniejszych miejsc w sieci, bez nachalnej reklamy, wyskakujących okienek i atakujących zewsząd grafik czy video.

.Tych wyskakujących okienek będzie coraz więcej, atak na naszą uwagę będzie coraz silniejszy, także poprzez „content video”. Na szczęście, jak deklaruje redakcja Wszystko co Najważniejsze, tu wciąż będzie można poczytać, odpocząć i pomyśleć. Takie oazy w sieci istnieją. Oby jak najdłużej.

Jolanta Pawnik

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 28 lutego 2016
Fot.Shutterstock