Julian CRIBB: Koniec polityki

Koniec polityki

Photo of Julian CRIBB

Julian CRIBB

Australijski pisarz, autor sześciu książek, w tym wydanej w 2019 r. przez Cambridge University Press „Food or War”.

J. Carl Ganter

zobacz inne teksty Autora

Paraliż. Atrofia. Inercja. Konsternacja. Terminy te opisują stan rządów na całym świecie, zmagających się z kryzysem egzystencjalnym, którego nie rozumieją i wobec którego zmiany kursu wydają się bezsilne – pisze Julian CRIBB

Żadna ze zwykłych dźwigni nie działa, można dowolnie je przestawiać. Niemożliwością jest zatrzymanie rozprzestrzeniających się pożarów poprzez drukowanie pieniędzy, poskromienie wirusa wywołującego COVID-19 przez obniżenie podatków czy walka z globalnym ociepleniem za pomocą wojska. Polityczny moloch, z miłością konstruowany i skręcany z różnych części przez polityków i ekonomistów na przestrzeni prawie dwóch ostatnich stuleci, wreszcie jest widoczny w całej okazałości: jako fantastyczny rzęch, machina pełna gwiżdżących rur i kół zębatych, które przestały działać, o ile faktycznie kiedykolwiek działały.

Nowoczesna cywilizacja industrialna zmierza ku upadkowi wraz z nadejściem katastrofalnych zagrożeń, wobec których czy to pojedynczo, indywidualnie, czy kolektywnie tradycjonalni politycy wydają się bezsilni. Nie pomogło również i to, że świat wybrał ostatnio przywódców politycznych – zarówno „demokratycznych”, jak i autokratycznych – pozbawionych inteligencji, umiejętności przyswajania wiedzy i rozumienia obecnej sytuacji. Ale czyż nie wyglądają oni wspaniale w telewizji? Gdziekolwiek spojrzymy, rysuje się podobny obraz. Rządy zmagają się z fenomenem, który wykracza poza ich ograniczone doświadczenie czy kompetencje, przez co ponoszą sromotną klęskę. Zaufanie, które społeczeństwo pokładało w politykach i przywódcach, wyparowało w obliczu ich patentowanej niemożności radzenia sobie ze ściekiem kłamstw i półprawd.

Są oczywiście wyjątki. Nowa Zelandia, Bhutan, większość państw skandynawskich – które starają się jak najlepiej. Lecz w obliczu wszechogarniającego, egzystencjalnego zagrożenia, które większość innych państw tylko pogarsza, starania wyżej wymienionych nie będą wystarczające. Z pewnością w pojedynkę państwa nie są w stanie przezwyciężyć katastrofalnych zagrożeń. To są zagrożenia globalne, wymagają więc globalnego zaangażowania.

Politycy oraz ich czarujący teatr, który przez ponad półtora wieku mógł zachwycać ludzi, są niczym balon, który teraz pęka przekłuty szpilką. Ziemi nie ocalą komunizm, kapitalizm, deizm, monarchia, socjalizm, liberalizm czy jakiś inny „-izm”. Każda następna ideologia polityczna jest bezcelowa. Wszystko, co może ona uczynić, to odwrócić naszą uwagę frywolnymi dyskusjami od głównego zadania, jakim jest ocalenie nas samych. Im bardziej zaangażujemy się w politykę, tym mniejsze są nasze szanse na przetrwanie. Niestety, dla większości jest to rozrywka. Ludzie uwielbiają ataki i riposty polityków, bez względu na to, jak bardzo są bezcelowe.

Spróbujmy ustalić, jak rządy są przygotowane na XXI wiek. Ile krajów ma konstytucję lub politykę zobowiązującą je do przetrwania ludzkości? Odpowiedź: żaden. Większość najwyraźniej nie wie nawet, że jest zagrożona. Dane mówiące o tym, że cywilizacja jest na krawędzi przepaści, są dostępne od 50 lat, lecz grzeczni politycy zdołali przykryć ten fakt bajką o niekończącym się dobrobycie i „szczęściu”.

Teraz wszystko wychodzi na jaw. W obliczu katastrofalnych zagrożeń, które wystąpiły jednocześnie, polityka objawiła się jako maskarada, która nie oferuje żadnych rozwiązań. Nie da się negocjować z fizyką, targować się z chemią czy oszukać biologii, a to te siły kształtują obecnie ludzkie przeznaczenie. Na nieszczęście większość obecnych przywódców politycznych nie ma żadnej wiedzy w tych dziedzinach. Są niewiele lepsi od barweny wyrzuconej na brzeg morza, rzucającej się bez celu.

Polityka jest jednym z czterech wielkich masowych urojeń (pozostałe to pieniądz, religia i narracja). Ludzie ciągle pokładają wiarę w którąś z tych rzeczy pomimo kontrujących je argumentów.

Chlebem powszednim mediów jest to, że cenią rozrywkę bardziej niż informacje. A jeśli różnice w poglądach politycznych są jednym z czynników inicjujących wojnę nuklearną lub impas klimatyczny, to wykończy to gatunek ludzki szybciej niż jakakolwiek pandemia.

Kolejną przyczyną tego, że polityka różnych państw jest skończona, jest fakt, że kończą się im pieniądze. Dawno, dawno temu kraje kontrolowały swój stan majątkowy we własnych granicach. Teraz większością pieniędzy obracają globalne korporacje, a nie rządy, które odpowiednio rozdysponowywały je między swoich wdzięcznych wyborców i obywateli. Jedyne, co mogą robić rządy, to kłamać, ponieważ nie mają środków, aby dotrzymać swoich obietnic. Z kolei wielkie korporacje skupiają się wyłącznie na krótkoterminowym zysku, nie robiąc nic dla przetrwania gatunku ludzkiego. Ekonomiczna globalizacja niepostrzeżenie ogłuszyła rządy wszystkich narodów na świecie.

Weźmy jeden przykład: ponad dwieście miliardów chemikaliów emitowanych w wyniku działalności ludzkiej zabija w ciągu roku 12 milionów ludzi oraz upośledza w różny sposób kolejne 600 milionów. Ale czy rządy starają się temu zapobiegać? Nie, ponieważ po części tego nie rozumieją, a po części są w satysfakcjonujących układach z korporacjami, które zanieczyszczają środowisko. Jest to klasyczny przykład tego, jak politycy mający działać w interesie społeczeństwa ponoszą porażkę, za to odnoszą sukces w działaniu w interesie morderców. Sytuacja jest podobna, jeśli chodzi o klimat i wymieranie gatunków. Słyszy się za to dużo gadaniny polityków, że coś z tym trzeba zrobić.

Więc jeśli polityka, zdefiniowana w XIX i XX wieku, jest w rozsypce, to czy można ją jakoś naprawić? Na pewno nie będzie to możliwe, jeśli nieistotne w kontekście przetrwania ludzkości najważniejsze będą definicje lewicy i prawicy. Na pewno nie będzie to też możliwe, jeśli ekonomia polityczna będzie obiecywać ułudę dobrobytu, po cichu niszcząc warunki potrzebne do tego, by nasza planeta nadawała się do życia.

Po raz pierwszy w historii mamy możliwość dyskutowania na ten temat w skali globalnej – dzieląc się wiedzą, doświadczeniem, mądrością i pomysłami na rozwiązania narastających problemów. Internet ma około 5 miliardów użytkowników (w 8-miliardowej populacji świata). Do roku 2030 wszyscy będą online. To pierwsza i zarazem ostatnia szansa, jaką mamy, aby pomyśleć wspólnie. Aby zapracować na naszą nazwę „sapiens”.

Upadek cywilizacji industrialnej przyspiesza. Mamy coraz bardziej nieprzyjazny klimat, toksyczny świat, szalejące pandemie (od 2000 roku było już sześć, gdyby ktoś nie zauważył) – niszczona jest natura oraz jej zdolność podtrzymywania życia, kurczą się niezbędne do życia zasoby, jak czysta woda, gleba, lasy. Politycy, pochłonięci swoim teatrem, traktują poważne problemy jako tematy poboczne, nieistotne w kontekście błahostek, którymi żyją na co dzień.

Kiedy będzie już za późno, by rozwiązać naprawdę poważne problemy, politycy nie będą wiedzieli, jak działać. Problemu przetrwania ludzkości nie ma w ich agendzie.

.Nadzieja, jeśli jeszcze istnieje, jest w pojedynczych osobach i rozproszonych na całym świecie grupach, szukających współpracy, aby odpowiedzieć na egzystencjalne zagrożenia, w przywództwie kobiet, a nie mężczyzn, w dzieleniu się mądrością i w kooperacji (w odróżnieniu od konkurencji i konfliktu) całej ludzkości.

Polityka przynosi już tylko stratę cennego czasu i zaprzepaszczenie szans na ratunek.

Julian Cribb

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 11 września 2022