Klaus BACHMANN, Igor LYUBASHENKO: "Czy rosyjska kampania propagandowa w Internecie jest skuteczna?"

TSF Jazz Radio

Czy rosyjska kampania propagandowa w Internecie jest skuteczna?

Klaus BACHMANN

Profesor politologii SWPS, w latach 1988-2001 korespondent mediów zagranicznych w Europie środkowo-wschodniej i 2001-2004 w Brukseli. Specjalizuje się w zagadnieniach dotyczących integracji europejskiej i transformacji politycznej. Uczestniczy w projektach dot. demokratyzacji Tunezji, transformacji krajów byłej Jugosławii i Afryki.

Ryc.: Fabien Clairefond

zobacz inne teksty autora

Igor LYUBASHENKO

Politolog specjalizujący się w tematyce nowych mediów w Europie Wschodniej a także polityce zewnętrznej UE, stosunkach międzynarodowych na obszarze Europy Środkowej i Wschodniej, procesach zachodzące w postsowieckich państwach Europy Wschodniej (w szczególności na Ukrainie i w Mołdawii). W 2010 r. obronił doktorat na Wydziale Politologii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, adiunkt w Centrum Studiów nad Demokracją SWPS.

zobacz inne teksty autora

.Działania rządu rosyjskiego w dziedzinie walki informacyjnej nie są nowym zjawiskiem. Jak słusznie podkreśla analityczka warszawskiego Ośrodka Studiów Wschodnich Jolanta Darczewska, opierają się one na teorii tzw. specpropagandy, którą początkowo ustanowiono w 1942 r. w Wojskowym Instytucie Języków Obcych jako osobny przedmiot.

Głównym celem walki informacyjnej jest wpływ na elity i społeczeństwa państw trzecich w sposób dla nich niezauważalny, aby wywrzeć psychologiczny wpływ i w ten sposób dokonać ideologicznego i politycznego sabotażu. Obecnie największa uwaga jest skupiona na nowych mediach.

W sierpniu 2013 roku Rada Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej opublikowała dokument zatytułowany „Podstawy polityki państwowej Federacji Rosyjskiej w kwestii międzynarodowego bezpieczeństwa informacyjnego na okres do 2020 roku”. Dokument ten stanowi doskonałe odzwierciedlenie sposobu postrzegania przez władze rosyjskie nowych wyzwań związanych z rozprzestrzenianiem sie Internetu. Już pierwsze wspomniane w dokumencie zagrożenie opisuje używanie informacyjnych technologii do przeprowadzenia „aktów agresji mających na celu zdyskredytowanie suwerenności, naruszenie integralności terytorialnej państw i stanowiących zagrożenie dla pokoju, bezpieczeństwa międzynarodowego i strategicznej stabilności”.

Biorąc pod uwagę fakt, iż w sferze informacyjnej nie wystarczy chronić odbiorców przed „złymi” rodzajami informacji, niezbędne jest także promowanie alternatywnych („dobrych”) punktów widzenia, w wojnie informacyjnej w sposób nieunikniony mamy do czynienia zarówno z informacyjną obroną jak i z informacyjnym atakiem.

.Prowadzenie zorganizowanej, centralnie sterowanej kampanii informacyjnej mającej na celu wsparcie celów polityki zagranicznej wobec Ukrainy z pewnością pasuje do ogólnej strategii obecnego rządu rosyjskiego. Jednakże problemem jest to, czy obserwowany wynik – fala prorosyjskich komentarzy, blogów i dokumentów ukazujących się w mediach, portalach internetowych i gazetach, można rozpatrywać wyłącznie jako wynik takiej kampanii, czy też istnieją inne potencjalne przyczyny ich masowego powstawania?

Przekonanie o scentralizowanej kampanii rosyjskiej promującej narrację odmienną od tej, która dominuje w mediach głównego nurtu Europy Zachodniej, i odpowiedzialnej za wzrost trollingu i ideologicznie nacechowanych komentarzy i wpisów zaczynając od marca 2014 r., jest samo w sobie wynikiem pewnej projekcji. Zakłada ona, że istnieje jedna przyczyna takiego stanu rzeczy, podczas gdy w rzeczywistości istnieją wyraźne przesłanki świadczące o tym, że źródła tej rzekomej kampanii są bardziej zdecentralizowane niż mówi o tym powszechne przekonanie. Niestety w chwili obecnej brakuje badań na dużą skalę, aby solidnie przetestować te hipotezy. Niemniej istnieją dowody, które wskazują raczej na hipotezę mówiącą o decentralizacji, a nie istnieniu jedynego „centrum dowodzenia” kryjącym się za opisywanymi wydarzeniami. Ten dowód można oprzeć na różnicach interesów i wynikających z nich narracjach zaangażowanych stron: skonfliktowanych między sobą liderów samozwańczych „republik ludowych” w Doniecku i Ługańsku (wcześniej też w Mariupolu i Słowiańsku); „władz” zaanektowanego Krymu; władz rosyjskich oraz znacznej części narodu rosyjskiego, który wspiera wspomniane strony i jest stosunkowo ideologicznie jednorodna (tzn. operuje podobnymi narracjami), lecz pod względem organizacyjnym jest zdecentralizowana i spontaniczna (a więc praktycznie nie poddaje się koordynowaniu).

Każdy z wymienionych aktorów w różnym czasie rozpowszechniał pozornie podobne, lecz różne hasła, które z kolei były interpretowane przez źródła ukraińskie z zamiarem dyskredytacji. Dobrym przykładem mogą być zarzuty o rzekomym „ludobójstwie”, które ma miejsce we wschodniej Ukrainie. Pojęcie to zostało użyte – według różnych źródeł ukraińskich – przez Denisa Puszylina, jednego z liderów „Donieckiej Republiki Ludowej”, w liście do Putina, w którym nawoływał on do interwencji we wschodniej Ukrainie, aby wspomóc rebeliantów Puszilina w ich walce z armią ukraińską. Wówczas użył on sformułowania „ludobójstwo ludności pokojowej” . W tym samym dniu (19 czerwca 2014 r.) Sergiej Iwanow, szef Administracji prezydenta FR, mówił o „wojnie domowej” we wschodniej Ukrainie, która „zmienia się w ludobójstowo własnego narodu” . Chociaż ani Puszylin, ani Iwanow nie wypowiedzieli (nawet w świetle doniesień UNN i „Tyżdeń”) żadnych haseł o ludobójstwie Rosjan na Ukrainie, raport UNN był zatytułowany „Puszylin do Putina: ATO jest ludobójstwem przeciwko Rosjanom na Donbasie”. Wyniki wyszukiwania Google w językach angielskim, rosyjskim i ukraińskim dawały taki sam wynik – sformułowanie „ludobójstwo przeciwko Rosjanom na Ukrainie” było używane przez ukraińskie źródła, twierdzące, że zrobiły to ich rosyjskie odpowiedniki.

Jednakże rosyjskie media odnosiły się do emocjonalnie słabszych stwierdzeń, takich jak „katastrofa humanitarna”, „masakra”, i „wojna domowa”, lecz nie używały terminu „ludobójstwo” opisując okrucieństwa rzekomo popełniane przeciwko Rosjanom na Ukrainie. Przynajmniej nie robiły tego w internecie w języku rosyjskim. Politycy rosyjscy, używali tych stwierdzeń, a rosyjskie media ich cytowały w źródłach online skierowanych do odbiorców zagranicznych. 6 maja 2014, przewodniczący Dumy Państwowej Siergiej Naryszkin oskarżył “Zachód” o wsparcie ludobójstwa na Ukrainie podczas konferencji prasowej w Belgradzi . Jego zastępca, Siergiej Żelezniak, mówił o zagrożeniu ludobójstwem na Ukrainie w rozmowie z portalem Euractive w Brukseli już w marcu 2014 r.

Można mówić o istnieniu skoordynowanej kampanii, skierowanej na dyskredytację rządu ukraińskiego i uzasadnienie aneksji Krymu w relacjach z liberalnymi, demokratycznymi, pluralistycznymi i wrażliwymi na antysemityzm zachodnimi odbiorcami, wśród których termin „ludobójstwo” zazwyczaj wywołuje silne reakcje emocjonalne.

Ta strategia perswazji nie jest używana wobec rosyjskich odbiorców prawdopodobnie dlatego, że tu istnieje znacznie mniejsza wrażliwość na kwestie związane z Holokaustem. Innymi słowy „ludobójstwo przeciwko Rosjanom na Ukrainie” jako hasło pojawia się jedynie w mediach, których celem są wszyscy, oprócz Rosji, natomiast termin “геноцид русских в Украине” jest prawie nie używany w internecie. Ukraiński odpowiednik “геноцид росіян в Україні” jest praktycznie cały czas używany przez ukraińskie źródła, które imputują to pojęcie źródłom rosyjskim (przeważnie robiąc to niepoprawnie).

.Gdyby istniały scentralizowane działania przywódców politycznych mające na celu zakorzenienie „ludobójstwa” w zachodnim dyskursie medialnym to widać, że one się nie powiodły w odniesieniu do mediów głównego nurtu, ale po części odniosły sukces w internecie, a zwłaszcza na Twitterze, gdzie „ludobójstwo” cieszy się popularnością przy opisywaniu wydarzeń we wschodniej Ukrainie. Co więcej, zapoczątkowały nawet kampanię na rzecz zatrzymania domniemanego „ludobójstwa Rosjan”.

Próby rosyjskich polityków i sponsorowanych przez rząd mediów, takich jak Russia Today, mające na celu zakorzenienie określonych, naładowanych emocjami i mających wyraźne znaczenie z punktu widzenia prawa etykiet działaniom sił ukraińskich podczas walk w Donbasie najprawdopodobniej mogą się okazać bronią obosieczną. Służą one jako uzasadnienie aneksji Krymu, a także jako przeciwwaga, relatywizująca ukraińskie (i zachodnie) roszczenia o naruszenie prawa międzynarodowego przez Rosję. W każdym razie wiadomości, które odbiorca na Zachodzie uzyskuje z tych źródeł, są podobne lecz nie tożsame. Tego nie można raczej nazwać skutkiem centralnie zorganizowanej kampanii, lecz wynikiem wielu działań różnych podmiotów o podobnych (choć nie tożsamych) poglądach, którzy niekoniecznie koordynują swoje działania. Przykładowo, użytkownik internetu w Berlinie, który otwiera przeglądarkę lub otrzymuje wiadomości mówiące o „zapobieganiu ludobójstwa na Ukrainie” może być celem blogera działającego w imieniu administracji rosyjskiej, zwolennika „Donieckiej Republiki Ludowej”, a nawet kogoś, kto niezrozumiał podjętej przez dziennikarza ukraińskiego próby dyskredytacji mediów rosyjskich w oczach ukraińskiej opinii publicznej.

To, co poza promocją kontr-narracji na temat Majdanu i wydarzeń na wschodzie Ukrainy media rosyjskie mogą osiągnąć manipulując treściami w Internecie, – specyficzne efekty, dobrze znane z badań opinii publicznej w zakresie tradycyjnych mediów.

Po pierwsze, takie działania dają nadzieję na wzrost pluralistycznej ignorancji w społeczeństwie.

Pluralistyczna ignorancja jest koncepcją opisującą sytuację, w której rozmówcy skłaniają się ku opinii dominującej w rozmowie wewnątrz danej grupy, dostosowując własną opinię ku tej, którą błędnie postrzegają jako opinię większości.

Pluralistyczna ignorancja może skłonić członków grupy, aby zgodzili się na decyzje, której są przeciwni, jeżeli posiadają oni wiarygodną informację o preferencjach panujących wśród innych członków grupy. Wśród znanych przykładów można wymienić częstotliwość występowania korupcji wśród przedsiębiorców, mimo iż korupcja jest nielegalna, pod warunkiem że ostatni mają powody myśleć, że ich biznesowe środowisko akceptuje korupcję i wymaga od nich bycia skorumpowanym.

Wśród badaczy istnieje spór na temat skutków pluralistyczną ignorancją. Eksteremalnym przypadkiem jest tzw. „paradoks Abilane”, kiedy członkowie grupy podejmują działania, których żaden z nich nie popiera, ponieważ każdy z osobna zakłada, że wszyscy pozostali oczekują takiego właśnie postępowania. Takie ekstremalne konsekwencje mogą oczywiście pojawić się w wyniku deficytu informacji, innymi słowy – w wyniku braku komunikacji pomiędzy członkami grupy. Ciężko byłoby coś takiego założyć odnosząc się do Internetu.

Jednakże bardziej prawdopodobne jest osiągnięcie kolejnego efektu – efektu spirali milczenia, poprzez wykreowanie ogromnej liczby sztucznie generowanych wiadomości. Jak udowodnili Miller i Morrison, członkowie grupy, którzy ufali, że ich opinia jest zbliżona do opinii dominującej w grupie, wypowiadali się głośniej i częściej, niż ci, którzy myśleli, że ich opinia jest w mniejszości . Ci ostatni są stopniowo wyciszane, jak pokazały badania Noella-Neumanna. Z powodu efektu spirali milczenia podejmowane decyzje mogły nie być popierane przez większość, ponieważ większość uważała że to opinia mniejszości jest tą dominującą.

Taki efekt można wzmocnić, jeżeli wpływowe, elitarne media wprowadzą wrażenie, iż opinia mniejszości jest opinią większości. Później opinia mniejszości może stać się opinią większości tylko dlatego, że wystarczająco dużo ludzi uwierzyło, iż jest to opinia znacznej liczby osób, co z kolei zaczęło wpływać na ich myślenie. Taki efekt jest trudny do osiągnięcia w małych grupach, ale jest łatwy do zaimplementowania w grupie, w której członkowie nie wiedzą o tym, jak liczna jest grupa, kto jest jej członkiem, jak również nie wiedzą, czy opinia blogerów i komentatorów jest popierana przez wielu ludzi, czy też przez jedną osobę kryjącą się pod kilkoma adresami mailowymi czy loginami.

Innymi słowy – nie potrzebna jest większość dla przekonania innych do zmiany ich decyzji. Wystarczy stworzyć wrażenie, że przeciwnicy są w mniejszości. Jeżeli ostatni (fałszywie) uwierzą w to, będą mniej chętnie się wypowiadać, a grupowe przekonania będą powoli zmieniały się, na korzyść tych członków, którzy (fałszywie) wierzą, że przebywają w większości.

W odniesieniu do wyraźnie widocznych różnic w zakresie wartości i interesów demokratycznych i pluralistycznych krajów zachodnich z jednej strony, a autokratycznej i pozbawionej pluralizmu Rosją z drugiej strony, rząd rosyjski nie miałby żadnych szans, by przekonać publiczność na Zachodzie do przyjęcia swojej narracji. Jednak może uzyskać wpływ na znaczące podgrupy, kreując tym samym wrażenie, że prawdziwa większość (wspierająca Majdan) jest w mniejszości. Wówczas uruchamia się efekt „spirali milczenia” i odwrócenie właściwej relacji między większością i mniejszością.

.Rosyjska propaganda może mieć wpływ na niektóre media, ale prawdopodobnie jest nieskuteczna jeśli chodzi o kształtowanie opinii zachodnich polityków i zachodnich odbiorców mediów, którzy często są poddawani różnym, czasem wykluczającym się wzajemnie wpływom. Inaczej może być w przypadku Ukrainy. Według danych kijowskiej Fundacji „Inicjatywy Demokratyczne”, rosyjskie kanały telewizyjne były głównym źródłem politycznych informacji dla około 23% Ukraińców w 2013 roku. Nowsze badania potwierdzają, że procent Ukraińców, którzy nie wpsarli Euromajdan był najwyższy wśród tych, którzy oglądają telewizję rosyjską. Ponadto, liczba wyszukiwań, związanych z rosyjską interpretacją wydarzeń znanych jako Euromajdan („przewrót”) i następującej po nim zmiany władzy („faszyzm”) i antyterrorystycznych działania we wschodniej części Ukrainy („ludobójstwo”) wzrosła w skali całego świata . Może to świadczyć co najmniej o skutecznym przyciąganiu uwagi do sposobu interpretacji wydarzeń proponowanego przez Rosję.

Aby jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie o skuteczności rosyjskiej propagandy w ogóle i propagandy w internecie w szczególności, potrzebne są skomplikowane długotrwałe badania interdyscyplinarne. To co jest oczywiste w tym momencie – silne wsparcie sztucznie wygenerowanej interpretacji faktów (i nie ma znaczenia, czy przedstawia obiektywną prawdę, czy nie) powoduje utrzymanie podziałów w opinii publicznej zarówno na Ukrainie jak i na Zachodzie. To z kolei utrudnia demokratyczny proces decyzyjny.

265456_cover_frontBadania Christophera Hopkinsona pokazują, że w internetowej dyskusji, trolling może być paradoksalnie społecznie konstruktywną praktyką. W szczególności, może odgrywać znaczącą rolę w budowaniu wspólnoty i wzmacnianiu więzi między członkami społeczności uczestniczących w dyskusji. Z tej perspektywy propaganda online może okazać się niezwykle skuteczna w zakresie fragmentacji opinii publicznej, utrzymywania ludzi w ich zamkniętych ekosystemach informacyjnych, wywołując efekt pluralistycznej ignorancji. Różne grupy są oddzielone od siebie i nie ma skutecznych kanałów komunikacji, które mogłyby połączyć tą przepaść. W rezultacie nabiera znaczenia istotny problem projektowania skutecznych środków zapobiegawczych. To, co przez jedną stronę postrzegane jest jako „prawda”, w oczach przeciwników może być jedynie „bezczelną propagandą”. Paradoksem wieku informacji jest to, że ludzie mają dostęp do niesamowitej ilości danych, ale tracą zdolność do krytycznego myślenia.

Klaus Bachmann
Igor Lyubashenko
współpraca Daniella Tegliaieva

Fragment książki „The Maidan Uprising, Separatism and Foreign Intervention. Ukraine’s complex transition”, pod redakcją Klausa Bachmanna i Igora Lyubashenko wydanej przez wydawnictwo Peter Lang w październiku 2014 r.

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam