Michał BONI: "Kijów: gorycz, rozczarowanie, szanse"

TSF Jazz Radio

Kijów

Michał BONI

Poseł do Parlamentu Europejskiego. Były minister pracy i polityki socjalnej, sekretarz stanu odpowiedzialny m.in. za politykę rynku pracy, szef zespołu doradców strategicznych Prezesa Rady Ministrów, minister administracji i cyfryzacji.

Ryc.: Fabien Clairefond

zobacz inne teksty autora

Kijów jest słoneczny. Na ulicach duży ruch, jest więcej knajpek, niż było wiosną. Dużo budek z jedzeniem, w tym kijowską wersją hot doga, „perepiczką” — parówką w bułce, ale usmażoną z cebulką w tłuszczu. Wszędzie kawa — i to dobra, różnych rodzajów.

.Nie ma klimatu wojny. Choć jest też mnóstwo plakatów — o jedności, o Ukrainie i jej bohaterach. Są już pierwsze plakaty zapowiadające wybory samorządowe 25 października. Nie ma jeszcze portretów Kliczki, ale inni reklamują się w Kijowie hasłem „Czas zmienić mera”. Gdy się jedzie przez nowe dzielnice, pełne 20-piętrowych apartamentowców, to można między nimi odnaleźć maleńkie cerkiewne kapliczki. Widać nowe samochody policyjne, patroli jest dużo więcej — ludzie mówią, że jest bezpieczniej, a nowa policja po podwyżkach zarabia średnio ok. 800 USD na miesiąc. To dużo — minister gospodarki podkreśla, że dopóki celnicy zarabiają ok. 200 USD, korupcji nie da się zwalczyć.

Rozmawiamy w kilka osób ze studencką publicznością o tym, jakiej Europy Ukraina potrzebuje dzisiaj. Zapalczywy intelektualny rewolucjonista Wasyl — cytując Freuda, Habermasa — odsyła Europę do szkoły: żeby zrozumieć współczesny świat, żeby otworzyć się na utopie, na potrzebę nowego oświecenia w Europie (oświecenie głównie definiuje przez sekularyzację) oraz modernizację.

W debacie jest dużo żalu — że Ukraina jeszcze nie została przyjęta do Unii Europejskiej, że Europa nie jest jednolita, że jest podminowana konfliktami i sporami.

Delikatnie przypominam, że Polska podpisała z Unią Europejską umowę stowarzyszeniową w 1992 roku, a członkiem UE zostaliśmy w 2004. Staram się wyjaśnić, że projekt europejski opiera się na wartościach, ale też na tym — jak przekładać wartości na zasady, na procedury, na przepisy. Zasada prawa — jako kanoniczna reguła Unii — tworzy przejrzyste ramy postępowania, ale też np. chroni jednostkę i jej prawa przed presjami większości. Opowiadam, jak Europa odwrócona tyłem do rozumienia zasady ochrony prywatności w internecie — po ACTA — zrozumiała i przyjęła, iż jest to fundamentalne prawo człowieka. I teraz wdraża nowe regulacje, by ta wartość została przełożona na zasady dyrygujące codziennością. Siedząca obok Rebecca Harms, także z Parlamentu Europejskiego, ale z Grupy Zielonych, mówi o tym, jak w Europie — w procesie, w dialogu, a nawet w sporze, lecz prowadzącym do rozwiązywania problemów — buduje się niełatwe decyzje, ale buduje się je, tak jak obecnie w sprawie uchodźców.

Rozmawiamy długo — jest trochę tak, jak w Polsce w pierwszej połowie lat 90.

.Na konferencji YES (Yalta European Strategy) ostre spory o Ukrainę, Europę, świat. Trzy linie sporne uwidoczniły się bardzo wyraźnie: Czy Ukraina naprawdę zaczęła reformy? Czy Europa i świat naprawdę pomagają Ukrainie w walce z Rosją? Czy decentralizacja proponowana przez ukraiński parlament jest taka, jaka jest naprawdę potrzebna krajowi na przyszłość?

Czuło się w Kijowie inną atmosferę niż rok temu. Wtedy dominowały empatia, aplauz, podziw. Dzisiaj po obu stronach, ukraińskiej i, umownie, europejskiej jest dużo więcej goryczy oraz zmęczenia sytuacją. Tylko Amerykanie zachowują się spokojnie, trzymając z sympatią kciuki, realnie pomagając (250 mln USD na sprawy wojskowe) i czekając.

Nawet racjonalni komentatorzy, jak Rachman z FT czy Sackur z BBC, nie umieli ukryć zniecierpliwienia, że reform jeszcze nie widać. Podobnie o skutkach reform — jako pozytywnych osiągnięciach — myśli duża część społeczeństwa, nie tyle wyrażając niepokój, że się jeszcze nie zaczęły, ile obawę, że nie przynoszą dobrych efektów: już i zaraz!

.Traktuje się reformy jak czarodziejską różdżkę, i to zarówno w Unii Europejskiej, w opiniotwórczych środowiskach międzynarodowych instytucji, jak i na Ukrainie, w części elit politycznych.

Brak zrozumienia, że tak jak w Polsce, pierwsze realne rezultaty reform szerzej widać po 3 – 5 latach. A jak już np. porządkowanie cen ciepła i energii widać w dramatycznej zmianie struktury wydatków w gospodarstwach domowych, to prowadzący debatę z premierem Jaceniukiem — Sackur z BBC —nie pozwolił premierowi na opisanie mechanizmu pomocy dla najuboższych i atakował go za brak wzrostu wynagrodzeń w gospodarce. Kryje się za tym właśnie jakieś rozczarowanie, że Ukraina nie zmienia się czarodziejsko. I kryje się za tym kompletny brak zrozumienia, że jest wojna. I że nie ma chyba i nie było na świecie kraju, który równocześnie miałby przeprowadzać głęboką transformację i bronić się w wojnie.

.Jest co prawda wiele racji, kiedy chodzi o walkę z korupcją. Bo to papierek lakmusowy gotowości Ukrainy do startu z prawdziwymi zmianami. Saakaszwili, były prezydent Gruzji, obecnie zaproszony do pełnienia roli gubernatora w Odessie, mówi nawet o rządzie-cieniu na Ukrainie, czyli zmowie oligarchów i biurokratów przeciw reformom, w obronie państwa korupcyjnego. Chociaż z drugiej strony — prawo antykorupcyjne zostało przyjęte, procedury się zmieniają, praktyczna walka z wpływami oligarchów trwa, odzyskiwanie kontroli nad państwowymi przedsiębiorstwami zostało w końcu rozpoczęte. Zmiana modelu zarządzania policją, lepsze wynagrodzenia, podobne działania podjęte wobec służb celnych — i w ogóle integracja służb granicznych, ich informatyzacja — już przynoszą i będą krok po kroku przynosiły efekty.

Kiedy słuchałem przedstawicieli rządu, takiego „dream team”, jaki został wystawiony do dyskusji przez premiera, to miałem wrażenie, że widzę różne osoby z polskich rządów z początku transformacji. Młodzi, zdeterminowani, z szerokimi horyzontami, z wiedzą, z menedżerskim nastawieniem, uczący się w biegu polityki — i to tej dobrej, skupionej na zadaniach i rozwiązywaniu problemów, a nie grach i podchodach.

.Oni i młoda, majdanowa część parlamentu są nadzieją Ukrainy. Ale czas jest już inny, niż było to rok temu. Nie mają łatwo, są atakowani ze wszystkich stron, i to bez zrozumienia. Coś musi szwankować w komunikacji, że zarówno w Europie, jak i na samej Ukrainie wiedza o tym, co się naprawdę robi na rzecz reform, jest tak mała.

Parę miesięcy temu prezentowaliśmy razem z kolegami ukraińskimi zieloną księgę o e-zarządzaniu. Na spotkaniu z agencją, która koordynuje te przedsięwzięcia, miałem poczucie, że nabierają tempa większego niż w Polsce. Cztery duże projekty pilotażowe — dotyczące usług w sprawach budowlanych, katastru, spraw środowiskowych, rejestrowania firm drogą elektroniczną. Współpraca z regionami i na poziomie lokalnym, by reforma samorządowa miała wsparcie w nowych modelach e-zarządzania. Elektroniczna wymiana informacji i dokumentów wewnątrz administracji. Wspólnie z bankiem centralnym, bankami i instytucjami odpowiedzialnymi za system ochrony zdrowia — start prac nad identyfikacją, w przyszłości elektronicznym dokumentem tożsamości pozwalającym na funkcjonowanie w wielu dziedzinach.

Ukraina wykorzystuje doświadczenia estońskie, a zarazem szybko wchodzi w europejskie reguły interoperacyjności i podpisu elektronicznego. Z inicjatywy prezydenta wchodzą w życie przepisy o otwarciu danych i zasobów publicznych. Słucham, dyskutuję, patrzę z uznaniem, trochę zazdroszczę.

Ale ten brak przejrzystej komunikacji — choć czy jest na świecie kraj, gdzie minister spraw wewnętrznych na Facebooku wyjaśniałby swoje decyzje? — mocno dał się we znaki przy debacie o decentralizacji.

.Grojsman, marszałek parlamentu — mimo przerywania przez moderatora z BBC — usiłował przedstawić racje. Ukraina potrzebuje decentralizacji. Zmiany w konstytucji ją umożliwiają, zadania i kompetencje są podzielone. Ale nie jest jasne, czy oprócz kompetencji nowo wybrane władze będą miały narzędzia do lokalnego i regionalnego efektywnego rządzenia. Jest obawa, że nadmiar praktycznej władzy w rękach przedstawicieli rządu — ograniczy realną samorządność. Jest też obawa dotycząca tego, czy podczas wyborów wewnętrzni migranci będą mieli prawo głosować.

Z powodu wojny z Ukrainy wyjechało do Rosji ok. 750 tysięcy osób, do innych krajów sąsiedzkich, w tym do Polski — ok. 800 tysięcy, a prawie 1,5 miliona przemieściło się i rozlokowało na Ukrainie.

Grojsman zapewnił, że poprawki, które są w parlamencie, dadzą takie uprawnienia tym osobom. Ale będą głosowali tam, gdzie teraz są. I nadal nie jest jasne, jak wybory mają wyglądać na terenach objętych wojną. Co ma znaczyć specjalny status tych regionów na wschodniej Ukrainie? Niezależność od władz centralnych Ukrainy? To temat sporny. Są wymogi porozumienia z Mińska w tej materii, jest zamieszanie w debacie publicznej. To ten punkt spowodował dramat wydarzeń przed parlamentem — zamieszki, śmierć kilku osób. Nie ma jedności w tej sprawie na Ukrainie.

Tak naprawdę reformowanie Ukrainy musi być w cieniu wojny. I dlatego rozwiązanie problemu wojny na Ukrainie, agresji rosyjskiej, Putinowskiego zaboru Krymu — wymaga wspólnych wysiłków. Także rozłożenia w czasie zadań: uwolnienie wschodniej Ukrainy od rosyjskich terrorystów jest paradoksalnie może bliższe niż odzyskanie Krymu. Tym bardziej, że coraz głośniej mówi się — przy niepokojach w Mołdawii — o możliwej interwencji Rosji na Zadniestrzu.

Prezydent Poroszenko mocno podkreślał, że czas gra na korzyść Ukrainy i deklarował gotowość wypełnienia porozumienia z Mińska, ale w sprawiedliwy sposób, czyli także przez stronę rosyjską. Premier Jaceniuk z emfazą powiedział nawet, że w jakimś sensie „Putin jest już politycznym trupem”. Obaj mówili z goryczą o zbyt słabym wsparciu ze strony Europy i świata. Jasno powiedzieli, że potrzebna jest broń i wzmocnienie sił obronnych Ukrainy, nie przeznaczonych do ataku.

.Wszyscy w dyskusjach mieli świadomość, że w kontekście kryzysu uchodźców, sytuacji w Syrii, działań Państwa Islamskiego — Ukraina dzisiaj nie jest już punktem numer jeden w debatach o bezpieczeństwie świata. Ale z drugiej strony — skoro Europa jest w klinczu co najmniej dwóch wojen: na Ukrainie oraz w Syrii, a jeszcze dodatkowo zagrożona terroryzmem z zewnątrz i z wewnątrz, to zrozumienie, iż Rosja jest świadomym graczem na pewno na dwóch polach: ukraińskim i syryjskim, musi uświadamiać, iż polityka wobec Rosji jest kluczem do pokoju i stabilności świata. Polityka mocna, stanowcza, jednoznacznie negatywna wobec agresorskiego charakteru postawy Putina. I jeśli w kijowskich debatach konferencji YES były głosy wyrażające jakąś uległość wobec Rosji, to było ich niewiele, niektóre francuskie. A w czasie konferencji taką inną twarz Europy wobec Rosji pokazał jedynie Berlusconi, wyprawiając się na Krym.

Polityka wobec Rosji jest kluczem do pokoju i stabilności świata. Polityka mocna, stanowcza, jednoznacznie negatywna wobec agresorskiego charakteru postawy Putina.

Zarówno więc liderzy Ukrainy, jak i politycy świata zachodniego rozumieją potrzebę twardej cierpliwości, albo lepiej powiedzieć — twardej wytrwałości w stawianiu Rosji warunków. Sankcje są taką formą warunków. I — jak twierdzą niektórzy analitycy: utrzymanie sankcji, jeśli to okaże się potrzebne, do co najmniej połowy 2016 roku, przyniesie realnie długotrwałe osłabienie rosyjskiej gospodarki. To Rosja wie i dlatego będzie chciała stworzyć dodatkowe pola zaostrzenia konfliktu — w Syrii i może w Zadniestrzu, i przy wyborach na wschodniej Ukrainie — by podczas ewentualnych rozmów mieć argumenty. Zamiast trzech ustępstw — jedno. A nuż Zachód to zaakceptuje? Więc dlatego trzeba mądrej twardości. Tak jak i wzmocnienia sprawności NATO.

W interaktywnych częściach kijowskiej konferencji pytano uczestników o rozwiązania: wzmocnienie i poszerzenie NATO było główną podpowiedzią. Ale z europejskiego punktu widzenia jest ważne jeszcze coś ponadto. NATO nie załatwi wszystkich problemów obronnych Europy. Dlatego lepsza koordynacja polityki zagranicznej i obronnej UE jest potrzebna. I mocniejsze zaangażowanie państw w rozwijanie potencjału obronnego. Dlatego dyskutowane w grupie chadeckiej rozwiązanie, by zachęcać kraje do wydatków na obronę do poziomu ok. 2% PKB (jak zrobiła to Polska — tyle wystarczy i jest możliwe), a zarazem neutralizować ten wysiłek wydatkowy poprzez niewliczanie go do podstawy możliwego karania za przekraczanie poziomu deficytu, jest tak istotne.

.Spotkanie w Kijowie było okazją do otwartej wymiany poglądów, także sporów. Pozwoliło również wiele spraw wyjaśnić. Rozumienie jednak powinno być wolne od emocji — szczególnie od goryczy i rozczarowania. Bo wtedy nie widać perspektywy szans. A myślenie i działanie, przeniknięte nastawieniem na szanse może — otwierając nasze oczy i umysły — pomóc w rozplątaniu tego węzła gordyjskiego, jakim dzisiejsza Ukraina jest trochę. Szansą jest jedność i wola działań Ukrainy. Szansą jest prawdziwa i mierzalna solidarność świata.

Michał Boni
13 września 2015

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam