Michał BONI: "Upał w polityce"

TSF Jazz Radio

Upał w polityce

Michał BONI

Poseł do Parlamentu Europejskiego. Były minister pracy i polityki socjalnej, sekretarz stanu odpowiedzialny m.in. za politykę rynku pracy, szef zespołu doradców strategicznych Prezesa Rady Ministrów, minister administracji i cyfryzacji.

Ryc.: Fabien Clairefond

zobacz inne teksty autora

 

Jest upał, więc z trudem się poruszam, najchętniej nieustannie polewałbym się zimną wodą, żeby ciało trochę odpoczęło, a umysł zaczął coś rozumieć. 

Polską politykę trudno jest rozumieć — nie tylko w upale.

.Widać dzisiaj, że wygrała w polityce opcja marketingowa. Sprzedać wszystko za każdą cenę, zdobyć satysfakcję klienta w krótkim czasie, a później znowu go „zbajerować”.

Nie ma żadnego namysłu nad tąpnięciem, które zdarzyło się 7 – 8 tygodni temu. Oburzeni, wykluczeni, oczekujący nowych relacji z państwem obywatele — temat numer jeden szybkich diagnoz sprzed 50 – 60 dni dzisiaj nie jest na topie.

Liczy się tylko (w medialnym skrócie i dominującym obrazie) wyścig dwóch kobiet do funkcji premiera. Jak supergwiazdy — ścigają się autobusem i pociągiem. Jak „fighterzy” — walczą na riposty słowne. Jak popularne produkty — przekonują do tego, że to one są najlepsze. Zwycięża forma i opakowanie, nie zawsze treść.

Cieszę się co prawda, że Platforma po przegranej bitwie się zmobilizowała. I w przeciwieństwie do odchodzących kiedyś po przegranych — Unii Wolności, AWS-u — całkiem niegłupio walczy. I przyjmuje reguły gry, które jak dziś widać, są dla Polaków najważniejsze. Tylko czy one są najważniejsze dla Polski?

O jednym nie wolno zapomnieć — że bunt przeciwko polityce zupełnie wygasł. Może ruch wokół Kukiza był chwilowy, jak sugerowałem jeszcze w maju. Może dał symboliczne emocje i tożsamość momentu, jak kiedyś było to przy głosowaniach na Tymińskiego czy Leppera, czy w trakcie ACTA w Polsce, które dla części młodej generacji było przeżyciem pokoleniowym. Ale siła tego doświadczenia chwili, nawet gdy się pomniejsza i znika, to nie wyparowuje na zawsze. Problem deficytu obywatelskości w działaniach państwa, deficytu poczucia uczestnictwa w demokracji — pozostał i będzie szukał rozwiązania. I mądrzej byłoby do tego problemu nawiązywać w polskiej polityce, nawet tej skupionej tylko na marketingu i walce.

.Dlaczego dwa duże ugrupowania polityczne mają kłopot z uchwyceniem tego problemu — fenomenu powstałego wokół Kukiza (bo już chyba nie o samego Kukiza chodzi)? Choć jeśli zapatrzone w siebie dwie gwiazdy marketingowego sporu o Polskę ominą Polskę obywatelską, zwyczajną, pogubioną — to kto wie, czy w wyborach październikowych nie pojawią się kolejne niespodzianki. Otóż dla dwóch obozów dzisiaj znów liczy się to, co było osią polskiego sporu od okresu 2003 – 2005 — systemowy (a więc kompletnie inny niż antysystemowy) spór o nasz kraj. Tylko aktorzy się zmienili: Tuska i Kaczyńskiego wyparły Panie: Kopacz i Szydło. Bo już nawet prezydent elekt trochę jakby wypada z gry. Będzie służył za odwód w potrzebie pokazywania bezstronności państwa w sporach, które zmaksymalizują się w 2. połowie sierpnia.

.O co walczą supergwiazdy i systemy? To jest pytanie w tych gorących dniach. O lepszą Polskę? Na pewno. Choć mało w prezentowanych obrazach kraju przyszłości czegoś, co byłoby naprawdę dalekosiężne i strategiczne.

Moi koledzy zwykli mówić w takich sytuacjach: „Co tam, liczy się chwila i krótka meta”. To prawo krótkiego rozumu, wpisujące się w polską politykę, świetnie sprawdza się w kampanii marketingowej. Nijak w rozwiązywaniu realnych problemów Polski.

W marketingu obowiązuje zasada dopasowania się do klienta za wszelką cenę, żeby sprzedać produkt. Jestem pewien, że kampanie polityczne prowadzone są w oparciu o analizy postaw i poglądów obywateli i różnych grup docelowych.

Lecz w polityce, odwrotnie niż w marketingu, klient, a raczej obywatel, nie zawsze w sprawach dalekosiężnych musi mieć rację. Odpowiedzialna polityka nie może tylko odpowiadać na potrzeby ludzkie, musi wyjaśniać konteksty, musi sięgać dalej, musi przekonywać do swoich racji — które są i powinny być długofalowymi racjami, budującymi dobro obywateli w długiej perspektywie. Gdyby w latach 90. wygrał lęk przed Europą i „udomowienie” polskiej gospodarki, to nie bylibyśmy dziś w Unii Europejskiej.

Przez lata mówiliśmy, że infrastruktura drogowa jest kluczowa, teraz pokazujemy — i słusznie — jak ważna jest kolejowa. Ale cisza jest wokół najważniejszej infrastruktury dla przyszłości — sieci, dostępu do internetu, centrów przetwarzania danych, platform wymiany handlowej.

.Świat cyfrowy — jak na razie jest poza rozumieniem jego istotności w obu obozach.

Jest jasne, że lepsza Polska — to bezpieczeństwo demograficzne. A więc emerytury i polityka prorodzinna, sprzyjanie zwiększeniu dzietności rodzin. Pomysły na obniżenie wieku emerytalnego to długofalowo największy możliwy błąd, jaki można popełnić — gdy już udało się w bólach wprowadzić w 2012 roku przesunięcie wieku emerytalnego i to bardzo rozłożone w czasie.

Prawdziwie lepszej Polski z pomysłu obniżenia wieku emerytalnego nie będzie. Bo nawet łatanie dziur w budżecie przez dodatkowe opodatkowanie bogatych firm nie zapobiegnie problemom, które pojawią się w przyszłości, ani nie będzie rozwiązaniem kuriozum w postaci tzw. udomowienia banków, o którym mądry skądinąd Staszek Kluza ostatnio mówił. A gdyby tak uciec ze zniewolenia stereotypową maszynką językową nastawioną na walkę z obcym kapitałem — jak w marksizmie, tak i teraz? I gdyby tak spytać o oszczędności na dodatkowe emerytury i zachęcać do nich? Skoro już zdestruowaliśmy OFE, to może odważne nowe pomysły są potrzebne. Zamiast bełkotać co jakiś czas o emeryturach obywatelskich…

I gdyby zamiast walczyć o powrót do późniejszego startu dzieci w systemie szkolnym, co jest przeciw trendom w świecie i demografii (350 tysięcy na rok podejmujących pracę wcześniej to przy starzeniu się społeczeństw będzie jak wytchnienie) — poprawiać system edukacji?

Poprawy edukacji nie osiągniemy przez hasła: że nie zostanie zamknięta żadna szkoła albo że wszystkie podręczniki będą za darmo — bo to sprawy tak naprawdę sytuujące się obok głównych wyzwań edukacyjnych.

Edukacja dopasowana do rynku pracy i jego totalnej zmiany już za 10 lat (znowu — problem związany z rozwojem gospodarki cyfrowej) — to jest zadanie. Rozwój szkół zawodowych jest też niezbędny, ale to było zadanie do uchwycenia 15 lat temu (jako pierwsza korekta zmian w edukacji po wprowadzeniu gimnazjów, tymczasem rząd SLD zniósł wtedy maturę z matematyki).

.Dzisiaj kluczem do edukacji jest uczenie programowania, współpracy ze sobą, ucieczka przed skrajnym utestowieniem nauczania: potrzebujemy szkoły umiejętności oraz rozwoju kapitału społecznego.

Czy zasiłki na kolejne dzieci — te 500 zł na drugie, trzecie dziecko, i już słychać kolejne zapowiedzi — pomogą w poprawie sytuacji demograficznej? Nie sądzę, choć będzie miło i dobrze w rodzinach, kiedy te zasiłki wpłyną do budżetów domowych. Czy byłoby lepiej dla demografii, gdyby za te pieniądze wybudować oraz utrzymywać dostępne łatwo i tanio żłobki, żeby ułatwiać rodzicom łączenie pracy i opieki nad dziećmi? I proszę nie mówić w XXI wieku, że to niszczy więzi rodzinne, etc. A gdyby nie przejmując się pohukiwaniami, że nie ma tych dodatkowych 8 mld złotych, znaleźć je — i przekierować na: nowe miejsca pracy i start zawodowy młodych, pomoc w edukacji starszych, żeby osoby 50+ i 60+ nie czuły się tak koszmarnie zagrożone? Albo — odważnie przy podwyższeniu kwoty wolnej od podatku — co warto zrobić! — nie obniżać dochodów samorządom (a na dziś taki będzie skutek proponowanego rozwiązania), tylko zrekompensować im ten ubytek (mniej więcej właśnie kwotą rzędu 8 mld). Samorządy są tym miejscem i siłą rozwoju, które wymagają doinwestowania — i same pieniądze unijne tu nie wystarczą.

.Brakuje mi więc w tej marketingowej debacie koni wyścigowych — rzetelności. Należy co prawda przyznać, że w dniu konwencji programowej PiS i zapowiedzi wydatków na 39 mld zł premier Kopacz nie dała się wciągnąć w grę marketingową.

Tej rzetelności niestety brakuje, jak na razie, trochę bardziej — szczególnie w różnych zapowiedziach Beaty Szydło. Choć trzeba przyznać, że robi to z siłą dobrego menedżera. Ale wstydliwym koszmarem była jej wypowiedź o euro w Polsce jako jakimś totalnym zagrożeniu i sugerowanie, że grecki problem wziął się właśnie z euro… A grecki problem wziął się z rządzenia, z jakości polityki — i nawet prorozwojowe 200 mld euro, jakie Grecja dostała w ostatnich 5 latach, nie mogło temu krajowi pomóc. Grecy sami sobie nie umieli pomóc. To nie osławiona „austerity” ich zniszczyła, ale brak odpowiedzialności.

Już wolę odpowiedzialną obronę budżetu, jaką przedstawia Ewa Kopacz — choć nie powinna to być jedyna mantra. Wolę, gdy Ewa Kopacz, znana w świecie skrótu sieciowego jako PEK, mówi o ludziach, z ludźmi — jest w tym taka zwyczajna, i to zapewnia jej punkty.

.Istotą prawdziwej polityki nie może być z jednej strony marketingowe obiecywanie wszystkiego. Ani zakazywanie rozwoju opartego na inwestycjach w „miękkie” obszary gospodarki. Istotą polityki jest wybór. Co wybieramy kosztem czego? Albo — co wybieramy uznawane przez nas za najważniejsze?

Tylko czy my w Polsce, w polskiej polityce, wiemy dzisiaj: co jest najważniejsze?

Michał Boni
4 lipca 2015

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam