Michał DREWNICKI: Kraków z obciętą głową

TSF Jazz Radio

Kraków z obciętą głową

Michał DREWNICKI

Radny Miasta Krakowa, przewodniczący Komisji Innowacji i wiceprzewodniczący Komisji Dialogu Obywatelskiego RMK. Twórca uchwał chroniących Kraków przed agresywną zabudową deweloperską. Pomysłodawca m.in. Żywych Lekcji Historii w fortach Twierdzy Kraków. Autor książki „Zlikwidować rady dzielnic!”.

zobacz inne teksty autora

Kraków jako drugie największe miasto w Polsce powinno mieć wizję rozwoju i „głowę”, która działając dla miasta i mieszkańców, koordynuje działania i wprowadza je w życie. Niestety, gdy patrzy się na dziką zabudowę miasta, wybuchające coraz to nowe protesty mieszkańców, brak spójności planów z inwestycjami, a także na ostatni paraliż komunikacyjny, widać, że nasze miasto zostało tej głowy pozbawione. Może to wynikać ze znużenia aktualnego układu władzy, który rządzi w mieście już 15 lat – pisze Michał DREWNICKI

.Pogłębiający się chaos przestrzenny w Krakowie jest faktem. Mieszanie zabudowy wysokiej z niską, całkowicie niezrozumiałe łączenie osiedli jednorodzinnych z zabudową wielorodzinną, losowo porozrzucane wysokie biurowce, a przy tym brak odpowiedniej infrastruktury transportowej i społecznej sprawiają, że Kraków może stanąć przed jednym z najpoważniejszych problemów w swojej historii. Przyjrzyjmy się jednak, co jest przyczyną tego złego stanu rzeczy.

Wpływ na chaos przestrzenny w Krakowie miała historia. Przed I wojną światową — co dzisiaj trudno sobie wyobrazić — Kraków był malutkim miasteczkiem w obrębie alei. Przejście z jednego końca na drugi zajmowało 30 minut. Po przyłączeniu okolicznych gmin zyskał na wielkości i w czasie dwudziestolecia międzywojennego zaczął się rozwijać. Po II wojnie światowej przyszły lata komunizmu, w czasie którego przyłączone zostały kolejne nowe tereny, wybudowano Nową Hutę, a w latach 70. i 80. zaczęło dominować budownictwo z wielkiej płyty. Nowa Huta została wybudowana od podstaw — architekci i urbaniści mieli ten komfort, że mogli swoje wizje i koncepcje realizować bez jakichkolwiek przeszkód, jeśli chodzi o istniejącą zabudowę. Do dzisiaj Nowa Huta jest jedną z najbardziej zielonych dzielnic Krakowa, z szerokimi ulicami lub alejami, z osiedlami, na których są przedszkola czy szkoły podstawowe. Centralizacja i całkowite podporządkowanie przestrzeni woli władzy było jednak niemożliwe po upadku komunizmu. I słusznie.

Niestety, jedną skrajność, zastąpiono drugą — w latach 90. nastąpiło całkowite rozprężenie i odejście od planowania na rzecz „wolnoamerykanki”. Chaotyczną zabudowę przypieczętowały zmiany ustaw, z którymi borykamy się do dzisiaj.

Kraków cierpi na brak wizji swojego rozwoju przestrzennego.

Mimo że posiadamy studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego, to jednak nie widać w tym dokumencie konkretnej koncepcji na rozwój. Enigmatyczne zapisy mają raczej zakonserwować chaos urbanistyczny i dogęścić istniejącą zabudowę, niż w sposób racjonalny koordynować rozwój miasta. Studium wydaje się więc dokumentem, który jak w soczewce skupia wszystkie problemy z planowaniem przestrzennym w Polsce od dziesięcioleci.

Drugą kwestią są wolno przygotowywane miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego. To one stanowią prawo miejscowe i pozwalają na konkretne inwestycje na wskazanym terenie lub ich zabraniają. Ile powierzchni miasta jest chronionych przez plany? Raptem połowa.

Połowa miasta nie ma zatem żadnej ochrony i w tych miejscach chaos przestrzenny może się tylko pogłębiać. Przykładem niech będzie wybudowane niedawno potężne osiedle w dzielnicy Czyżyny dla 10 tysięcy nowych mieszkańców. W dzielnicy przed budową betonowego blokowiska mieszkało 26 tysięcy osób. Na terenach zielonych i zabytkowym pasie startowym powstały 17-kondygnacyjne wieżowce, które powinny być symbolem dogęszczania miasta na siłę. Nikt nie zadał sobie trudu, by stwierdzić, że skupienie na zabudowanym już obszarze tylu tysięcy nowych mieszkańców, bez możliwości budowy nowych dróg, bez nowych szkół czy obiektów usługowych, może sprawić, że dzielnica przestanie być funkcjonalna.

Coraz więcej mieszkańców ma przeczucie, że na planowanie przestrzenne potężny wpływ mają deweloperzy, których rola w procesie zabudowy miasta jest niejasna.

Niedawno w mediach pojawiła się informacja, że jeden z deweloperów wpłacał kilkadziesiąt tysięcy złotych na kampanię wyborczą prezydenta Jacka Majchrowskiego, który wydawał specjalne decyzje drogowe dotyczące jego inwestycji.

Przewodniczący Rady Miasta Krakowa jest członkiem rady nadzorczej jednej ze spółek deweloperskich, a rodzina jednego z wiceprezydentów pracowała dla deweloperów.

Kwestia dzikiej i chaotycznej zabudowy przybiera na sile, a jest to sprawa o tyle istotna, że zła rozbudowa miasta będzie negatywnie rzutować na rozwój i życie na następne kilkadziesiąt lat.

Komunikacja zaś to prawdziwy horror. Przejazd przez miasto w godzinach szczytu zajmuje nawet kilka godzin. Bywa że stosunkowo krótkie odcinki drogi mieszkańcy pokonują w kilkadziesiąt minut. Co najciekawsze, zakorkowane bywają wówczas nie tylko drogi, ale i buspasy czy… tory tramwajowe.

Paraliż miasta jest dobitnym przykładem braku myślenia strategicznego. Mimo że Kraków ma przygotowaną politykę transportową, większość jej postulatów występuje tylko na papierze. Prezydent Majchrowski woli zwodzić mieszkańców historyjkami o nowym projekcie, szumnie nazwanym „Mobilnym Krakowem”, zamiast zająć się poważnie kluczowymi przedsięwzięciami, takimi jak kolej czy metro. Brak działań i spójnej wizji połączony z dogęszczaniem miasta i dziką zabudową może spowodować, że Kraków za kilka lat będzie najbardziej zakorkowanym miastem w Polsce.

Dużo w ostatnim czasie mówi się o zmianie polityki miejskiej w tym zakresie. Według danych przedstawianych przez prezydenta poruszamy się po mieście w następujący sposób: komunikacja publiczna stanowi 36,3 proc., ruch samochodowy 33,7 proc. oraz piesi 28,4 proc. Według planów proporcje te mają ulec zmianie i 75% mieszkańców powinno poruszać się po mieście na rowerach, na piechotę lub komunikacją miejską, a samochodami tylko 25%. Idea to szczytna, ale jak ją zrealizować?

Prezydent planuje wyrzucić lub znacząco ograniczyć ruch w centrum Krakowa poprzez zakazy — powstać mają specjalne strefy ruchu, a tramwaje czy autobusy na kluczowych liniach mają jeździć częściej. Jednakże już teraz w centrum miasta przystanki tramwajowe funkcjonują na granicach swoich możliwości. Przepustowość konkretnych tras ma swoje ograniczenia. Już dzisiaj spotykamy się z sytuacją, gdy kilka tramwajów czeka na swoją kolej wjazdu na przystanek. W wielu przypadkach nie będzie możliwości zwiększenia częstotliwości kursowania tramwajów, bo infrastruktura nie jest na to przygotowana.

W referendum krakowianie opowiedzieli się za powstaniem w Krakowie metra. Po trzech latach od plebiscytu realizacja zadania jest w powijakach.

Mimo że rząd przekazał 10 milionów złotych na studium wykonalności metra dla Krakowa, prezydent nie kwapi się z działaniem.

Krakowianie wyrazili też wolę, by miasto budowało szybko ścieżki rowerowe, co jest zgodne z tym, co mówi prezydent — mieszkańcy mają przesiadać się z samochodów na rowery. Jednakże jak pokazują statystyki, przed referendum ścieżki rowerowe budowano szybciej niż teraz. Deklaracje to jedno, a realizacja to drugie.

Następnym wyzwaniem stojącym przed Krakowem jest 120 tysięcy samochodów, które codziennie wjeżdżają do Krakowa z ościennych gmin. Prezydent przedstawił rozwiązanie — budowa parkingów na obrzeżach miasta i połączenie ich z liniami komunikacji miejskiej. Brzmi rozsądnie. Plany są jednak bardzo skromne. Do 2020 roku ma powstać 15 takich parkingów na… 2 tysiące miejsc! Jeśli założymy, że wszystkie miejsca zostaną zapełnione, to jednak dalej 118 tysięcy samochodów będzie wjeżdżało do Krakowa. Brak sensu? No cóż.

Rozwiązaniem mogłaby być szybka kolej aglomeracyjna. Radni klubu Prawa i Sprawiedliwości w Radzie Miasta od kilku lat zgłaszali ten postulat, składając poprawki do budżetu, jednakże prezydent i rządząca z nim Platforma Obywatelska odrzucali je. W tym roku prezydent jednak zmienił zdanie i jego autopoprawką zadanie zgłoszone po raz kolejny weszło do budżetu. Nie wiadomo, co było przyczyną zmiany zdania, szkoda natomiast, że kilka lat zostało zmarnowanych.

Problemy komunikacyjne, których nie potrafi rozwiązać prezydent, mogą zostać w dużym stopniu rozwiązane poprzez działanie rządu. Minister infrastruktury Andrzej Adamczyk intensywnie pracuje nad budową północnej obwodnicy Krakowa, która ma zacząć się już niebawem. Co więcej, rząd przekazuje znaczne środki finansowe na ważne duże inwestycje strategiczne w mieście, jak drogi, studium wykonalności metra czy nowe linie tramwajowe.

Miasto zostało podzielone na „księstwa” — wydziały, jednostki miejskie, walczących ze sobą wiceprezydentów — którzy podejmują decyzje w ramach swoich kompetencji, ale często nie koordynują swoich działań z innymi.

„Księstwa” takie, niekontrolowane, ulegają degradacji, a ich działanie skupia się na zarządzaniu bieżącymi problemami. Najgorsza jest sytuacja, w której jeden wydział w urzędzie planuje coś innego niż drugi i powstaje chaos. Przykład taki miałem ostatnio, gdy jeden wydział planował budowę hali sportowej, a drugi przygotowywał plan, który miał to zablokować.

Prywatne „księstewka” powstają także w jednostkach nadzorowanych przez miasto. Radny Krakowa Adam Kalita wykrył niedawno, że z jednego z miejskich teatrów jego dyrektor zrobił sobie prywatny folwark. Kupowane za miejskie pieniądze były drogie zegarki, samochody, mieszkania, z których korzystali dyrektor i jego żona zatrudniona w tym teatrze. Co ciekawe, miejska kontrola przeprowadzona na wniosek radnego potwierdziła szereg poważnych nieprawidłowości. Dzisiaj sprawę bada prokuratura. Pojawia się pytanie, dlaczego dopiero w sytuacji, gdy media zaczęły nagłaśniać naganne procedery.

W mojej ocenie prezydent przestał kontrolować sytuację w mieście — wypalił się. Gdy nie ma kota, myszy harcują. Takie resortowe funkcjonowanie miasta obciąża prezydenta Majchrowskiego, bo to on stoi na czele Krakowa. Poszczególne komórki urzędu starają się wydzierać władzę innym, a to powoduje niejednokrotnie chaos. Miasto musi działać jak jeden organizm!

.Jacek Majchrowski jest prezydentem Krakowa od 2002 roku i widać, że dawny żar gaśnie. Brak wizji, brak energii, brak sił do kontrolowania całego urzędu negatywnie odbija się na życiu w mieście. Sam prezydent w maju tego roku w wywiadzie dla portalu krknews.pl na pytanie o swoje polityczne plany stwierdził: „Ja już tego nie wytrzymuję psychicznie. Ja nawet przestałem chodzić na posiedzenia rady swojego wydziału”. To pokazuje, że Krakowowi potrzebna jest zmiana. Na czele miasta powinna stanąć silna, prężnie działająca i energiczna osoba. Liczę na to, że w przyszłym roku w Krakowie będziemy mieli nowego prezydenta. Szczególnie cieszyłbym się, gdyby głową Krakowa została kobieta. Na to liczy Kraków.

Michał Drewnicki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam