Anna DRUŚ, Michał KŁOSOWSKI: «We are superhumans», czyli niepełnosprawni w mediach

«We are superhumans», czyli niepełnosprawni w mediach

Photo of Michał KŁOSOWSKI

Michał KŁOSOWSKI

Zastępca Redaktora Naczelnego „Wszystko co Najważniejsze”, szef działu projektów międzynarodowych Instytutu Nowych Mediów, publikuje w prasie polskiej i zagranicznej. Autor programów radiowych i telewizyjnych. Stypendysta Departamentu Stanu USA oraz rzymskiego Angelicum. Ukończył studia na Uniwersytecie Jagiellońskim, Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie i London University of Arts.

Ryc.Fabien Clairefond

zobacz inne teksty Autora

Photo of Anna DRUŚ

Anna DRUŚ

Dziennikarka i redaktor. Pracowała w „Pulsie Biznesu”, „Newsweeku” i Katolickiej Agencji Informacyjnej.

zobacz inne teksty Autorki

„Skoro już na nas patrzą, niech patrzą na nas jak na gwiazdy”. W Światowym Dniu Osób Niepełnosprawnych rozmawiamy o zmianach, jakie zaszły w społecznym postrzeganiu osób niepełnosprawnych dzięki mediom społecznościowym.

Michał KŁOSOWSKI: – Tematem tygodnia „Wszystko co Najważniejsze” są osoby z niepełnosprawnościami. Rozmawiamy z Anną Druś o tym, jak zmienił się i jak wygląda dziś język mówienia o niepełnosprawnościach oraz jak postrzega się osoby z niepełnosprawnościami w przestrzeni publicznej i komunikacji społecznej. Patrząc na trendy w obecnej komunikacji, zarówno tej medialnej, jak i tej codziennej, międzyludzkiej, mam wrażenie, że szczególnie w internecie niepełnosprawność przestała już być tematem tabu.

Anna DRUŚ: Owszem, też zwróciłam na to uwagę, mogę wręcz dodać słowo: nareszcie, bo fakt, że niepełnosprawność była przez całe lata tematem tabu, na pewno tym osobom nie służył. Zbyt wiele lat osoby z niepełnosprawnościami były spychane na margines społeczny i traktowane jak ludzie „drugiej kategorii”, jako pewne przedmioty, a nie podmioty starań „lepszej” części społeczeństwa. Zwróćmy uwagę, że gdy na przykład pełnosprawna intelektualnie osoba poruszająca się na wózku wchodziła do urzędu, urzędnik zamiast zwracać się do niej, często zwracał się do towarzyszącej jej osoby pełnosprawnej fizycznie. Jakby sam fakt poruszania się na wózku czynił z niej mniej samodzielną w działaniach osobę. Mówię o tym, bo sami niepełnosprawni zwracają na to uwagę.

– Chciałbym się nad tym chwilę zatrzymać. Wydaje mi się, że po części jest to kwestia świadomości, po części rozpoznawalności, a po części języka. Podany przez Ciebie przykład urzędu pokazuje, jak zmienił się język, sposób, w jaki mówimy o niepełnosprawnościach, nie tylko fizycznych czy intelektualnych. Ponadto wieloletnie kampanie, które zwracały uwagę odbiorcy na kwestie techniczne, jak podjazdy dla osób niepełnosprawnych, oraz bardziej świadomościowe – w mojej ocenie podniosły bardzo poziom wiedzy ludzi pełnosprawnych o niepełnosprawnych.

– Poziom wiedzy i świadomości społecznej zdecydowanie się poprawił. Jest to proces dotyczący nie tylko Polski, ale i całego świata zachodniego. Mówię: zachodniego, bo sądzę, że w krajach gorzej rozwiniętych jest w tej kwestii ciągle zdecydowanie więcej do zrobienia niż w Polsce czy na Zachodzie. U nas – trzeba to przyznać – choć pewne bariery w naszych głowach ciągle istnieją, zmieniło się bardzo dużo. Wydaje mi się również, że jest to element większego procesu, który można by nazwać równościowym zwiększaniem społecznej empatii. Do publicznego dyskursu weszły problemy, z jakimi mierzą się różne słabsze dotychczas grupy społeczne, w tym osoby z niepełnosprawnościami. Dyskryminowanie ich uznawane jest za pewną pieśń przeszłości, która powinna dawno przebrzmieć, otwierając przed nami świat równy dla wszystkich.

– Nowe narzędzia komunikacji i technologia zdecydowanie temu sprzyjają, choć chyba musimy przyznać, że ciągle jest wiele do zrobienia. Wielokrotnie słyszymy o sytuacjach, o których też wspomniałaś, kiedy osoby z niepełnosprawnościami są jeszcze wykluczane z różnych dziedzin czy aktywności, choćby przez bariery architektoniczne. Tu trzeba raczej podkreślać rolę państwa w zwalczaniu owych barier, bo państwo przecież powinno służyć wszystkim swoim obywatelom na różne sposoby. Z kolei w kwestii komunikacji można zauważyć inną ciekawą rzecz, mianowicie przekłucie bańki wstydu, jaka dotychczas towarzyszyła tematowi niepełnosprawności. Jakby niepełnosprawność była czymś wstydliwym, o czym nie powinno się zbyt otwarcie mówić. Dziś, patrząc szczególnie na media społecznościowe, można mieć wrażenie, że tak już nie jest, że niepełnosprawność nie jest już ani tabu, ani tematem wstydliwym.

– Rzeczywiście, można wręcz powiedzieć, że media społecznościowe stworzyły dla wielu osób niepełnosprawnych okazję, by mogły uświadomić reszcie społeczeństwa swoje istnienie, swoje problemy, ale też swoją wartość. Mamy już popularne profile prowadzone przez niewidomych, głuchych, osoby z różnymi niepełnosprawnościami ruchowymi, osoby autystyczne. I co ciekawe, bardzo często nie są to profile z prośbą o wsparcie takie czy inne, tylko właśnie konta, które mają nas edukować, poszerzać społeczną świadomość i wrażliwość. Widać w nich również, że niepełnosprawność nie tylko przestała być powodem do wstydu i ukrywania się, ale wręcz stała się okazją do… błyszczenia. Znakomicie to podsumował polski tiktoker Bartosz, znany jako „Saintfluencer”, poruszający się na dwóch protezach nóg. W jednym z filmików opowiada o swojej nauce pływania i rozterkach związanych ze zwracaniem na siebie uwagi przez to, że nie ma nóg. Mówi, jak wielkim uwolnieniem psychicznym było dla niego zaakceptowanie faktu, że zawsze będzie zwracał na siebie uwagę. Powiedział wręcz, że nie ma już o to do ludzi pretensji, bo to normalne zjawisko, że nasz mózg zwraca uwagę na coś nietypowego – a brak nóg jest nietypowy. Na koniec powiedział takie genialne zdanie: „A skoro już się na nas patrzą, to niech patrzą jak na gwiazdy”. Czyli: twoja odmienność, twoja niepełnosprawność to może być twój atut, a nie powód do wstydu.

– Myślisz, że to właśnie media społecznościowe w jakiś sposób pomogły tę bańkę wstydu przekłuć? Bo mam wrażenie, że większość ludzi, które publikują w mediach społecznościowych, ma świadomość, że sporo osób zobaczy ich twórczość. I teraz zachodzi taki mechanizm, w którym niepełnosprawność, będąca trendem w mediach społecznościowych, może zmienić swoje znaczenie, pomóc osobie z niepełnosprawnością wyjść z jakichś mentalnych problemów. Zatem mimo różnych złych zjawisk, które towarzyszą mediom społecznościowym, to jest dobre: stają się dla osób z niepełnosprawnościami takim miejscem terapeutycznym?

– Zdecydowanie. Zresztą wiele osób mierzących się z jakimiś przeciwnościami przyznaje, że założyło konta w mediach społecznościowych i zaczęło o tym mówić publicznie, żeby pomóc samym sobie. Może to jest trochę paradoks, ale media społecznościowe są miejscem dającym pewną intymność, kontrolę nad tym, co pokazuję i ujawniam. Zwróć uwagę, że aby nagrać filmik na TikTok, Instagram czy YouTube, jednak nie występujesz przed tłumem, tylko jesteś sam na sam ze swoim telefonem czy kamerą. Ponadto masz pełną kontrolę nad tym, co tam zamieszczasz, w jakiej formie. O wiele większą kontrolę niż w innych mediach, tzw. tradycyjnych. To zaś pozwala otworzyć się, być bardziej szczerym, nawet jeśli później spotka cię za to fala nieprzychylnych komentarzy. W ubiegłym roku moją uwagę na TikToku przykuła pewna pani, która założyła konto i publikowała krótkie filmiki wyłącznie po to, by… przeżywać swoją żałobę po tragicznie zmarłym mężu. To szokuje, prawda? Ale ona wprost mówiła o tym, że – pomimo wielu nieprzychylnych komentarzy – mówienie o swoich uczuciach do obcych ludzi ma dla niej walor terapeutyczny i pomaga jej przeżyć najtrudniejsze chwile. Zresztą rzeczywiście otrzymała od gromadzącej się wokół niej społeczności wiele wsparcia. Po prostu nie chciała być w tym sama, tylko zaprosić do swoich zmagań obcych ludzi. Myślę, że też wiele osób mogło zmienić swój sposób myślenia o formach przeżywania żałoby.

– I tu chyba można zadać pytanie, czy tak się rzeczywiście dzieje, czy tego typu treści zmieniają oglądających. Dobrze, jeśli takie publikacje mają wymiar terapeutyczny dla publikujących, ale ciekawe, czy dla oglądających również. Jestem ciekawy, czy są jakieś dane albo badania dotyczące takich przemian. Czy podglądanie w mediach społecznościowych tego, jak ktoś radzi sobie z przeciwnościami albo ograniczeniami, naprawdę nas otwiera i zmienia? Czy wyjście do cyfrowego świata ludzi z niepełnosprawnościami powoduje, że później w życiu realnym jest im łatwiej?

– Niestety nie natrafiłam na takie badania, sądzę, że to dość nowe zjawisko i że może być za wcześnie na jego badanie, a może właśnie teraz ktoś prowadzi na jakiejś uczelni takie analizy. Mogę za to powiedzieć o swojej intuicji. A mówi ona o tym, że algorytmy, rządzące mediami społecznościowymi, podpowiadające nam coraz to nowe rzeczy, podobne do tych, które już nam się podobały, mogą dużo tu zmieniać. Wystarczy, że jakaś niepełnosprawna osoba ma dobry pomysł na swoje treści w mediach społecznościowych, do tego ma talent, poczucie humoru i jest kreatywna – jej konto stanie się bardzo popularne. A to z kolei może spowodować, że do wielu ludzi trafi komunikat: hej, mam takie ograniczenia, ale żyję normalnie, jak ty, nie musisz się mnie bać, możesz mnie lubić, też mam coś ciekawego do powiedzenia i mimo swoich ograniczeń mogę wiele wnieść do naszego świata. Myślę, że to ważny komunikat, który już roznosi się po świecie. Naprawdę sporo osób z niepełnosprawnościami zgromadziło sporą publiczność w mediach społecznościowych i już edukują swoich obserwujących. Od razu myślę tu choćby o kanale „VIP Team”, prowadzonym przez Monikę i Mikołaja w różnych mediach. Monika i Mikołaj są osobami z niepełnosprawnością wzroku (visual impaired person, stąd VIP Team) i od kilku lat robią zabawne filmiki odpowiadające na pytania często zadawane niewidomym: Czy mają sny? Jak bez wzroku obsłużyć smartfona? Czy mogą jeździć na rowerze, grać w tenisa albo zwiedzać? I tak dalej. Ich kanał stał się bardzo popularny zwłaszcza na TikToku, gdzie taki autoironiczny humor po prostu przyciąga. I w ciągu tych dwóch lat, od kiedy ich obserwuję, widzę przemianę w komentarzach wpisywanych przez ich widzów. Zamiast banału czy głupich pytań pojawia się tam więcej prawdziwego zrozumienia i empatii.

– Myślisz, że z tych pojedynczych puzzli w internecie, tych ciekawych przykładów pozytywnego działania można już ułożyć jakąś sensowną całość? Podejmujemy teraz ten temat z jednej strony, by zagłębić się w problemy osób z niepełnosprawnościami, a z drugiej, by jakoś sobie pomóc. Czy jako społeczeństwo mamy jeszcze problem z niepełnosprawnością? Wydaje mi się, że choć empatia i czułość na szczęście się zwiększają, to jest jeszcze wciąż mnóstwo do zrobienia.

– Znów odpowiem Ci przykładem. Siedzi we mnie ciągle przekaz, jaki niósł niezwykły klip promujący sześć lat temu paraolimpiadę w Rio de Janeiro. Piosenka i teledysk miały tytuł We are superhumans – „Jesteśmy superludźmi”, powtarzały się w niej słowa: „Yes, I can” – „Tak, mogę”. Cudowny, swingowy utwór wykonywała orkiestra złożona z muzyków z niepełnosprawnościami, a w tle były migawki z zawodów niepełnosprawnych uczestników olimpiady. Ten przekaz był bardzo mocny. Patrzysz na przykład na poruszającego się na wózku akrobatę albo na niewidomych piłkarzy grających hałasującą piłką, albo na gitarzystę robiącego bez udziału rąk cuda na gitarze, a każdy z nich swinguje z uśmiechem: tak, mogę! We mnie ten przekaz od razu wywołał przeświadczenie, że każdy z nas ma jakieś ograniczenia – może nie od razu dostrzegalne, jak brak rąk czy brak wzroku. Ale one są, bo jesteśmy ludźmi. Coś nas hamuje, coś nam ciągle szepcze: nie dasz rady, nie przeskoczysz, nie dorastasz do takich czy innych wyzwań. Tymczasem jako ludzie mamy w sobie ten niezwykły pierwiastek „superludzi”. Wystarczy, że zechcemy, że mamy motywację i odwagę, a różne ograniczenia i okoliczności nie staną nam na przeszkodzie, by sięgnąć wyżej, dalej, lepiej, by stawać się lepszymi wersjami siebie.

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 21 grudnia 2022