Dziennik „Les Echos” wzywa do zwiększenia imigracji [Nathaniel GARSTECKA]

masowa imigracja

Nie spodziewaliśmy się tak rażącej propagandy ze strony tak poważnej gazety. „Les Echos” opublikowało artykuł, w którym otwarcie wzywa się do zwiększenia imigracji w celu zrekompensowania załamania demograficznego w Europie. Jednak ewidentna porażka 60 lat masowej imigracji powinna chronić nas przed takimi publikacjami.

Nie można wyrazić się jaśniej: „Kraje europejskie będą musiały zwiększyć imigrację” – głosi tytuł gazety „Les Echos”. „Imigracja w Europie jest nieunikniona i konieczna” – pozwala sobie nawet dodać dziennikarz Richard Hiault, autor tekstu, opierając się na raporcie opublikowanym przez Komitet Działania na rzecz Morza Śródziemnego (CAM) „z okazji seminarium współorganizowanego z Instytutem Świata Arabskiego (IMA) i Francuską Agencją Rozwoju (AFD)”.

Następnie przedstawiono dane liczbowe: gwałtownie spadający wskaźnik dzietności (1,61 we Francji; 1,34 w UE), spadek liczby osób aktywnych zawodowo oraz wzrost liczby wolnych miejsc pracy. Wyraźnie wynika z tego, że nasza cywilizacja kontynuuje swoją transformację demograficzną, która rozpoczęła się już ponad sto lat temu. Diagnoza ta jest słuszna: pokolenie „baby boomers” nie miało dzieci. Trzeba to powtarzać, ponieważ właśnie w tym tkwi sedno obecnie widocznego problemu. Przyczyny tej sytuacji są zróżnicowane: exodus z obszarów wiejskich, postęp medycyny, „wyzwolenie” kobiet, skupienie się na dobrobycie, nadejście społeczeństwa rekreacyjnego, dechrystianizacja… Można o tym dyskutować.

Problem dotyczy interpretacji tej nowej rzeczywistości i rozwiązań, jakie należy wprowadzić – na kilka miesięcy przed kluczowymi dla Francji wyborami prezydenckimi 2027. Według gazety „Les Echos” masowa imigracja jest konieczna, jeśli chcemy utrzymać dynamikę naszej gospodarki. Należałoby nawet wzmocnić partnerstwa z krajami Afryki Północnej, aby kształcić tam specjalistów, których tak bardzo potrzebujemy. Powstaje ryzyko nasilenia drenażu mózgów z Afryki do Europy, czego w pełni świadomy jest dziennikarz Richard Hiault. „Chodzi raczej o wspólne zorganizowanie z wyprzedzeniem prawdziwych ścieżek kształcenia, zatrudnienia i mobilności, przynoszących obopólne korzyści po obu stronach Morza Śródziemnego” – czytamy w artykule. Brzmi to jednak fałszywie, ponieważ od kilkudziesięciu lat obserwujemy mobilność zawodową i rodzinną, przebiegającą niemal wyłącznie z Południa na Północ.

Wyzwaniu, przed którym stoi nasza cywilizacja, powinno się zatem sprostać, zdaniem dziennikarza, za pomocą sztucznych rozwiązań migracyjnych. Jest to sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem, który sugeruje raczej poszukiwanie rozwiązań poprzez adaptację i innowacje. Nasza populacja starzeje się? Według zwolenników imigracji należy zamaskować ten problem, kompensując nasze zmiany demograficzne napływem nowej ludności, podczas gdy powinniśmy raczej dostosować się do rzeczywistości naszej ewolucji, przekształcić naszą strukturę gospodarczą i wprowadzić niezbędne innowacje techniczne.

„To niemożliwe, zajmie to zbyt dużo czasu i będzie zbyt kosztowne” – odpowiadają nam „eksperci biznesowi” i inni lobbyści. Rzeczywiście, jeśli nie rozpoczniemy natychmiast wprowadzania niezbędnych rozwiązań technicznych, grozi nam długie oczekiwanie. Japonia natomiast była w stanie podjąć ten wysiłek. Zamiast ulegać krótkoterminowej łatwości, jaką jest imigracja zarobkowa w celu zrównoważenia starzenia się społeczeństwa, postawiła wszystko na automatyzację i robotyzację. W rezultacie ma już nad nami znaczną przewagę.

Z kolei gazeta „Les Echos” woli atakować Europejczyków, którzy „odmawiają dostrzeżenia rzeczywistości” i głosują na partie antyimigracyjne, określane mianem „skrajnej prawicy”. Posuwa się nawet do przytoczenia jako kontrprzykładu Giorgii Meloni, która „zderzyła się z ekonomiczną rzeczywistością swojego kraju” po tym, jak była „zaciekle wroga imigracji”. Jednak to nie z realiami gospodarczymi swojego kraju zderzyła się włoska premier, lecz z ideologiczną sklerozą europejskich elit, które zamiast wspierać innowacje i postęp techniczny, pozostają zamknięte w wąskiej wizji gospodarki i dążą do zaostrzania norm, przepisów i zakazów w imię „walki o klimat”.

Zamiast uruchomić szeroko zakrojony program zachęt do automatyzacji tych sektorów gospodarki, w których jest to możliwe, Komisja Europejska mnoży ekologiczno-feministyczne absurdy i ideologiczne ingerencje w państwach członkowskich UE. Tak więc Giorgia Meloni, podobnie jak Viktor Orbán czy Mateusz Morawiecki, zostali zmuszeni do ustąpienia w kwestii polityki migracyjnej. Nie dlatego, że byłoby to właściwym rozwiązaniem, ale dlatego, że nie znaleźli niezbędnych warunków instytucjonalnych, by postąpić inaczej.

Ponadto pojawia się jeszcze jeden problem. Problem ignorowany lub bagatelizowany przez europejskie elity rządzące: chodzi o charakter imigracji, którą nam się narzuca – to masowa imigracja arabsko-muzułmańska i afrykańska, imigracja należąca do bloku cywilizacyjnego obcego i wrogiego wobec naszego. W coraz większej liczbie miast i dzielnic różnice kulturowe stopniowo przeradzają się w ukryte napięcia, a następnie w otwarte konflikty. Młodzież arabsko-muzułmańska, urodzona we Francji i której administracyjnie przyznano obywatelstwo francuskie, nie została wychowana w duchu szacunku wobec kraju przyjmującego.

Bieda i brak perspektyw to jedynie mglisty pretekst wysuwany przez hojnie dotowanych socjologów lub lewicowych polityków, którzy mają na oku elektorat imigrancki przed wyborami prezydenckimi we Francji w 2027 roku. Wiejskie departamenty Francji są znacznie biedniejsze niż przedmieścia dużych miast. Francja wykazała się niespotykaną hojnością wobec nowo przybyłych społeczności, które nie miały najmniejszej intencji włączenia się we francuską tkankę narodową. Zbudowaliśmy dla nich wszystko i wszystko im ofiarowaliśmy: mieszkania, infrastrukturę, możliwości gospodarcze, „pozytywną dyskryminację”, a także kryminalizację podstawowych instynktów przetrwania narodu francuskiego. Dostosowaliśmy nawet naszą dyplomację do nowego składu francuskiego społeczeństwa.

Jednak to nie wystarcza i prawdopodobnie nigdy nie wystarczy. Przestępczość gwałtownie rośnie, handel narkotykami niszczy nasze miasta, „niekulturalne zachowania” zatruwają życie Francuzów, a nawet tych imigrantów, którzy chcą się zintegrować; rosną żądania kulturowe islamistów, przyczyniające się do tworzenia się odrębnych społeczności w dotkniętych tym zjawiskiem dzielnicach; zamachy regularnie przypominają nam o błędzie, jaki popełniliśmy, akceptując tę masową imigrację… Dzisiaj nikt już nie zaprzecza Wielkiej Zamianie: lewica chce ją wspierać, aby czerpać z tego korzyści wyborcze, prawica podchodzi do tematu z wielką ostrożnością, aby dokończyć proces swojej dediabolizacji. Niektóre partie prawicowe zajmują się tą kwestią z pełnym zaangażowaniem, ale w sondażach osiągają maksymalnie 5 proc.

Jak jednak mogłoby być inaczej, skoro wielkie media stają się bezkrytycznymi tubami propagandy różnych „instytutów śródziemnomorskich” i innych grup wpływowych ze środowisk biznesowych? „Dzisiaj w Europie nadszedł czas na reorganizację przepływów imigracyjnych” – twierdzi Richard Hiault. Jedyną reorganizacją przepływów migracyjnych, jaką powinniśmy zorganizować, jest ich odwrócenie. Imigracja ujemna, jak sugeruje kandydat w wyborach prezydenckich Éric Zemmour.

Nasza cywilizacja potrafiła samodzielnie podnieść się po katastrofach demograficznych, wywołanych przez dżumę czy wojnę trzydziestoletnią. Potrafiła samodzielnie ewoluować na przestrzeni wieków, czerpiąc inspirację z innowacji innych cywilizacji, nie uciekając się przy tym do masowej imigracji spoza Europy. Czeka nas okres spadku gospodarczego i niedoboru siły roboczej? To nie ma znaczenia, pod warunkiem że uruchomimy niezbędny postęp techniczny. Nasza populacja starzeje się i maleje? To nie ma znaczenia, pod warunkiem że nie będziemy próbować tego sztucznie kompensować. System socjalny przechodzi kryzys? To nie ma znaczenia, pod warunkiem że będziemy mieli polityczną wolę, by go zreformować.

Jesteśmy w pełni zdolni do sprostania tym wyzwaniom bez konieczności polegania na imigracji z krajów spoza Europy, która zresztą w znacznym stopniu przyczynia się do kryzysów, z którymi się borykamy. Nieodpowiedzialne artykuły, takie jak ten opublikowany w „Les Echos”, nie są rozwiązaniem. One same stanowią problem.

Nathaniel Garstecka
Tekst pochodzi z cotygodniowej kroniki prowadzonej w języku francuskim i polskim przez Autora w tygodniku „Gazeta na Niedzielę” [link]. Przedruk za zgodą redakcji.

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 4 lipca 2026