Holandia nie radzi sobie z antysemityzmem

Po nocnym wybuchu przed szkołą żydowską w Amsterdamie izraelskie ministerstwo spraw zagranicznych oświadczyło w dniu 14 marca 2026 r. w serwisie X, że w Holandii szerzy się fala antysemityzmu.
Holandia nie radzi sobie z antysemityzmem
.W nocy z 13 na 14 marca 2026 r. doszło do eksplozji przed żydowską szkołą w dzielnicy Amsterdamu Buitenveldert. Nikt nie ucierpiał, a zniszczenia były ograniczone. „Gdzie nastąpi następny atak?” – pyta ministerstwo w komunikacie, oceniając, że „holenderski rząd musi zrobić znacznie więcej, by walczyć z antysemityzmem”.
Resort przypomniał także wcześniejsze incydenty. „Skalę (antysemityzmu – przyp. red.) widzieliśmy podczas pogromu Izraelczyków w Amsterdamie w listopadzie 2024 roku” – napisano, nawiązując do wydarzeń po meczu AFC Ajax – Maccabi Tel Awiw, kiedy w centrum miasta doszło do serii bójek i ataków na kibiców z Izraela.
Wspomniano również o ataku na synagogę w Rotterdamie w nocy z 12 na 13 marca 2026 r., gdzie doszło do podpalenia i eksplozji. Szef izraelskiej dyplomacji Gideon Saar skrytykował w dniu 13 marca 2026 r. holenderskie władze: „Synagoga w Rotterdamie została zaatakowana, ale Holandia uznała za stosowne zaangażować się w sfabrykowaną sprawę wniesioną przez Republikę Południowej Afryki przeciwko Izraelowi. Wstyd” – napisał w serwisie X.
Gideon Saar odniósł się do sprawy złożonej przez RPA przeciwko Izraelowi przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości, w której Izrael oskarżony jest o naruszenie Konwencji w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa w związku z działaniami wojskowymi w Strefa Gazy. Holandia zapowiedziała w czwartek złożenie własnego stanowiska w sprawie interpretacji konwencji.
Lewicowy Holocaust Pawła Łysaka
.Skrajna lewica ma już swojego kultowego antysemickiego bohatera. Stary, schyłkowy antysemityzm gaszącego świece chanukowe Brauna podał rękę nowemu, rozkwitającemu antysemityzmowi Pawła Łysaka, zakazującego wspominania żydowskich Ofiar Zagłady na łódzkiej scenie – pisze Jan ROKTIA
Wkońcu w Polsce będzie porządnie i należycie, czyli tak, jak już od dawna jest na całym Zachodzie – w Europie i w Ameryce. Przynajmniej gdy idzie o ideologiczną afiliację antysemityzmu, który – jak wiadomo od czasu ukazania się w roku 2004 sławnego eseju André Glucksmanna – już dawno przeniósł swą główną rezydencję ze skrajnej prawicy na skrajną lewicę.
Glucksmann przypisywał tę ideową przeprowadzkę antysemityzmu fenomenowi, który nazwał „socjalizmem głupców”, czyli typowym dla skrajnej lewicy utożsamieniem „złego żydowskiego kapitału” z wyzyskiem, imperializmem i złowrogą na lewicy „kulturą patriarchalną”. I zwracał uwagę na przewrotność lewicowego podejścia do najnowszej historii, które z upodobaniem zestawia hitlerowską Zagładę Żydów z tym, jak Żydzi zwykli traktować palestyńskich Arabów.
Od czasu wydania tamtej książki minęły przeszło dwie dekady i nikt się już dziś nie dziwi temu, że wielka manifestacja nacjonalistów angielskich maszeruje przez Londyn pod łopoczącymi sztandarami z krzyżem św. Jerzego i gwiazdą Dawida, a w Paryżu lidera tamtejszej lewicy Jean-Luca Mélenchona traktuje się jako „persona non grata” podczas żałobnych upamiętnień ofiar Holocaustu. Jeszcze ciekawiej dzieje się w Ameryce, gdzie Kongres USA wymusił dymisję najbardziej postępowych feministek z funkcji rektorów kilku czołowych uniwersytetów Ivy League… nie, nie z tego powodu, że usuwały one z uniwersytetów białych mężczyzn, ale dlatego, że przy okazji antyżydowskich zamieszek na kampusach ujawniły swoje skrywane dotąd antysemickie fobie.
.Polskość – trzeba to niestety przyznać – w tej przynajmniej mierze była dotąd „nienormalnością”, by odwołać się do sławnej i starej cytaty z pewnego męża stanu. A w każdym razie musiała jawić się jako nienormalność tym, którzy nie uznają żadnego polskiego narodowego mesjanizmu czy wyjątkowości i czują się Europejczykami, pełniącymi misję naśladowania rozwiniętego i postępowego Zachodu.
PAP/MJ



