Iran chwali Hiszpanię za brak wsparcia dla USA

Iran chwali Hiszpanię

Bazy wojskowe na południu Hiszpanii, które od dekad użytkują wojska amerykańskie, nie udzielają pomocy armii USA w jej ofensywie przeciwko Iranowi – poinformowała w dniu 2 marca 2026 r. minister obrony Hiszpanii Margarita Robles, cytowana przez portal radia Cadena SER.

Iran chwali Hiszpanię za brak wsparcia dla USA

.Margarita Robles zaznaczyła, że pomoc może być udzielona włącznie w ramach prawa międzynarodowego. Przypomniała, że porozumienie amerykańsko-hiszpańskie dot. użytkowania baz nie pozwala amerykańskiej armii na jednostronne działania, bez międzynarodowych ram.

Amerykanie są obecni w Hiszpanii od 1953 r. na mocy paktu madryckiego, który umożliwił budowę baz w zamian za pomoc dla reżimu generała Francisco Franco. Obecnie w Andaluzji działają dwie bazy: lotnicza w Moron i morska – Rota (Kadyks w południowo-zachodniej Hiszpanii), część systemu obrony NATO. Ponadto w Hiszpanii stacjonuje pięć amerykańskich niszczycieli.

Hiszpańskie media podkreślały w czerwcu 2025 r., po amerykańsko-izraelskim ataku na obiekty jądrowe w Iranie, że bazy w Hiszpanii odegrały kluczową rolę w amerykańskiej operacji logistycznej. W bazie Moron stacjonowało wówczas kilkanaście amerykańskim „latających cystern” KC-135. W dniu 1 marca 2026 r. dziennik „El Pais” poinformował, że w operacji na Bliskim Wschodzie biorą udział m.in. dwa amerykańskie niszczyciele USS Roosevelt i USS Bulkeley, które chronią Izrael przed działaniami odwetowymi Iranu. Okręty stacjonowały wcześniej w bazie Rota.

Izrael krytykuje Hiszpanię

.Dziennik „El Mundo” podał z kolei, że trzy amerykańskie samoloty udały się w dniu 28 lutego 2026 r. z bazy Moron do Niemiec; następnie w dniu 1 marca 2026 r. osiem „latających cystern” również odleciało z południa Hiszpanii w kierunku wschodnim. „El Mundo” wiąże te ruchu z odmową pomocy, o której mówiła w dniu 2 marca 2026 r. Margarita Robles.

Po ataku USA i Izraela na Iran z 28 lutego 2026 r. premier Hiszpanii Pedro Sanchez oświadczył, że jego kraj odrzuca „jednostronną akcję militarną” USA i Izraela przeciwko Iranowi. Ambasador Iranu w Madrycie Reza Zabib stwierdził, że „docenia reakcję rządu hiszpańskiego na agresję”. Szef izraelskiej dyplomacji Gideon Saar skrytykował 2 marca 2026 r. we wpisie na portalu X decyzję Hiszpanii o odmowie użytkowania przez USA baz na południu kraju i chwalący Hiszpanię wpis ambasady Iranu.

Łupnąć i skończyć

.Prezydent USA potrzebuje pewności, iż jego rozkaz uderzenia za pomocą potężnych „bunker bustersów” zakończy wojnę prewencyjną wszczętą przez Izrael. W żadnym bowiem razie Donald Trump nie może sobie pozwolić na wojnę z Iranem – pisze Jan ROKITA.

Donald Trump zrobi wiele, ba… niemal wszystko, aby nie musieć uderzyć na Iran. Jego sławne: „I may do it, I may not”, w odpowiedzi na uporczywe pytania ze strony mediów, świadczy o tym dobitnie. To przecież nic innego, jak dobrze nam znana i ulubiona Trumpa metoda nacisku i szantażu, tym razem mająca trzymać w szachu nie tylko spanikowanych perskich mułłów, ale na dobrą sprawę cały świat. Po historii z megacłami, wprowadzanymi dla postrachu i traktowanymi przez Trumpa jako optymalna metoda negocjacji, nauczyliśmy się już, że jeśli Trump mówi, że MOŻE ci zrobić krzywdę, to znaczy, że bardzo nie chce jej zrobić. Bo jak chce ją zrobić naprawdę, to ją po prostu ROBI, bez oglądania się na przeciwności. Tę oczywistą intuicję wspierają wiarygodne przecieki z Waszyngtonu, takie choćby jak ten opublikowany na portalu Axios, któremu anonimowy współpracownik amerykańskiego przywódcy mówi: „Bardzo chcemy być w tej wojnie niepotrzebni, ale prezydent musi mieć pewność, że nie jesteśmy potrzebni”. Dlatego Trump domaga się od armii pewności, że uderzenie amerykańskimi bunker busters w podziemne fabryki broni nuklearnej, położone w pustynnym środkowym Iranie, daje gwarancję militarnego sukcesu.

.Ta pewność to kluczowa sprawa w całej grze. Ameryka w żadnym razie nie może sobie pozwolić na uwikłanie się w dłuższą i nierozstrzygalną wojnę z Persami. Coś takiego byłoby w dzisiejszych okolicznościach nieszczęściem politycznym dla kraju, a dla samego Trumpa – polityczną katastrofą. Po Iraku i Afganistanie, gdzie USA bezsensownie próbowały siłą zaprowadzić liberalne rządy, prawa kobiet, swobodę aborcji i jeszcze kilka równie nonsensownych rzeczy, Ameryka musi odreagować te własne dziwaczne eksperymenty, podejmowane wcześniej bez sukcesu. Pod tym względem Trump (skądinąd podobnie jak niegdyś Nixon) trafnie i precyzyjnie zdefiniował współczesne interesy swojego kraju. To Amerykanie nie chcą dziś żadnej nowej wojny, a ostatnie badania opinii pokazują, że owa niechęć panuje ponad partyjnymi podziałami i dotyczy zarówno elity społecznej, jak i prostych ludzi z amerykańskiego interioru. I Amerykanie, nie chcąc wojny, intuicyjnie pojmują to, czego dziś potrzebuje Ameryka.

PAP/Marcin Furdyna/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 3 marca 2026