Iran z wsparciem Chin i Rosji [Prof. Radosław FIEDLER]

Radosław FIEDLER

W interesie Rosji i Chin jest to, aby system władzy Islamskiej Republiki Iranu utrzymał się – podkreślił w rozmowie prof. Radosław Fiedler z UAM. Wskazał, że „wszelka zmiana w Iranie może być dla tych państw ryzykowna”.

Iran z wsparciem Chin i Rosji

.Rano 28 lutego 2026 r. rozpoczął się atak Izraela i USA na Iran. Prezydent USA Donald Trump oświadczył, że armia amerykańska rozpoczęła „dużą operację bojową” i zapowiedział, że Iran nie zdobędzie broni jądrowej i wezwał naród irański do przejęcia władzy w kraju. Premier Izraela Benjamin Netanjahu ze swej strony oznajmił, że amerykańsko-izraelski atak na Iran potrwa tak długo, jak będzie trzeba. Irańskie media państwowe potwierdziły 1 marca 2026 r., że najwyższy przywódca duchowo-polityczny Iranu, ajatollah Ali Chamenei, zginął rano 28 lutego 2026 r. w swoim biurze. Wcześniej o jego śmierci informowały władze USA i Izraela.

Prof. Radosław Fiedler, kierownik Zakładu Pozaeuropejskich Studiów Politycznych, Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM powiedział, że w tym konflikcie „globalnie Iran ma ciche wsparcie Chin i Rosji – i to w sumie nie tylko ciche wsparcie”. – W interesie Rosji i Chin jest, żeby ten system władzy Islamskiej Republiki Iranu utrzymał się. Wszelka zmiana może być dla nich ryzykowna. Jakaś opcja prozachodnia, to jest co prawda mało prawdopodobny wariant, ale utrata Iranu to jest poważny geopolityczny problem zwłaszcza dla Rosji, która już przecież straciła swoje wpływy w Syrii, Kaukazie, Armenii, czy Azerbejdżanie – powiedział profesor.

Dodał, że Rosja z Iranem współpracują m.in. wojskowo, w programie atomowym. – Jest to wielopłaszczyznowa współpraca wojskowo-polityczno-inwestycyjna. To także doświadczenia w omijaniu sankcji; Iran ma w tym względzie większe niż Rosja doświadczenie i po 2022 roku w Rosji korzystano garściami z tych doświadczeń irańskich – powiedział.

Sprzęt rosyjski został rozpracowany na Ukrainie

.Wskazał, że Rosja posiada także zaplecze sprzętu wojskowego dla Iranu. – Co prawda Iran ten sprzęt przeciwlotniczy z Rosji ściągnął, ale został on szybko wyłączony; te wyrzutnie itd. Sprzęt rosyjski najprawdopodobniej, taka jest moja hipoteza, został rozpracowany już na wojnie na Ukrainie przez Zachód, przez Amerykanów i oni wiedzą jakie są jego ograniczenia – ocenił.

Odnosząc się z kolei do stosunków Iranu z Chinami, ekspert wskazał, że można odnieść wrażenie, iż Państwo Środka dzieli się informacjami wywiadowczymi oraz rozpoznaniem satelitarnym z Irańczykami. – Dzielą się tym, gdzie są rozmieszczone siły amerykańskie, gdzie uderzać itd. Niewykluczone, że w Iranie taki know-how mają właśnie głównie dzięki Chińczykom – powiedział.

Ekspert podkreślił, że podobnie jak Rosji, tak i Chinom jest na rękę to, żeby reżim w Iranie przetrwał. – W ocenie Chin nawet jeżeli ten reżim będzie zradykalizowany i będzie próbował rozwijać program atomowy i produkcję broni, to lepiej mieć to, niż jakąś zmianę polityczną. Szczególnie, jeśli taka zmiana wiązałaby się np. z tym, że gdzieś tam pojawią się jakieś bazy amerykańskie i nagle Amerykanie będą decydować komu ropę sprzedawać – dodał.

Profesor zwrócił uwagę, że po zniesieniu sankcji i przeprowadzeniu koniecznych modernizacji infrastruktury, „Iran może być jednym z największych producentów i ropy naftowej, i gazu”. – Iran ma drugie co do wielkości, po Rosji, złoża gazu ziemnego – zauważył ekspert.

Łupnąć i skończyć

.Prezydent USA potrzebuje pewności, iż jego rozkaz uderzenia za pomocą potężnych „bunker bustersów” zakończy wojnę prewencyjną wszczętą przez Izrael. W żadnym bowiem razie Donald Trump nie może sobie pozwolić na wojnę z Iranem – pisze Jan ROKITA.

Donald Trump zrobi wiele, ba… niemal wszystko, aby nie musieć uderzyć na Iran. Jego sławne: „I may do it, I may not”, w odpowiedzi na uporczywe pytania ze strony mediów, świadczy o tym dobitnie. To przecież nic innego, jak dobrze nam znana i ulubiona Trumpa metoda nacisku i szantażu, tym razem mająca trzymać w szachu nie tylko spanikowanych perskich mułłów, ale na dobrą sprawę cały świat. Po historii z megacłami, wprowadzanymi dla postrachu i traktowanymi przez Trumpa jako optymalna metoda negocjacji, nauczyliśmy się już, że jeśli Trump mówi, że MOŻE ci zrobić krzywdę, to znaczy, że bardzo nie chce jej zrobić. Bo jak chce ją zrobić naprawdę, to ją po prostu ROBI, bez oglądania się na przeciwności. Tę oczywistą intuicję wspierają wiarygodne przecieki z Waszyngtonu, takie choćby jak ten opublikowany na portalu Axios, któremu anonimowy współpracownik amerykańskiego przywódcy mówi: „Bardzo chcemy być w tej wojnie niepotrzebni, ale prezydent musi mieć pewność, że nie jesteśmy potrzebni”. Dlatego Trump domaga się od armii pewności, że uderzenie amerykańskimi bunker busters w podziemne fabryki broni nuklearnej, położone w pustynnym środkowym Iranie, daje gwarancję militarnego sukcesu.

.Ta pewność to kluczowa sprawa w całej grze. Ameryka w żadnym razie nie może sobie pozwolić na uwikłanie się w dłuższą i nierozstrzygalną wojnę z Persami. Coś takiego byłoby w dzisiejszych okolicznościach nieszczęściem politycznym dla kraju, a dla samego Trumpa – polityczną katastrofą. Po Iraku i Afganistanie, gdzie USA bezsensownie próbowały siłą zaprowadzić liberalne rządy, prawa kobiet, swobodę aborcji i jeszcze kilka równie nonsensownych rzeczy, Ameryka musi odreagować te własne dziwaczne eksperymenty, podejmowane wcześniej bez sukcesu. Pod tym względem Trump (skądinąd podobnie jak niegdyś Nixon) trafnie i precyzyjnie zdefiniował współczesne interesy swojego kraju. To Amerykanie nie chcą dziś żadnej nowej wojny, a ostatnie badania opinii pokazują, że owa niechęć panuje ponad partyjnymi podziałami i dotyczy zarówno elity społecznej, jak i prostych ludzi z amerykańskiego interioru. I Amerykanie, nie chcąc wojny, intuicyjnie pojmują to, czego dziś potrzebuje Ameryka.

PAP/Anna Jowsa/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 2 marca 2026