Izrael jako sprawca ludobójstwa? Riposta Jeana Quatremera [Nathaniel GARSTECKA]

ludobójstwo w Strefie Gazy

W swoim felietonie w stacji telewizyjnej LCI dziennikarz Jean Quatremer poruszył kwestię naszego postrzegania pojęcia ludobójstwa oraz naszego stosunku do różnych sytuacji mających miejsce na świecie. Chociaż nie stwierdzono jeszcze żadnych zamiarów ludobójczych ze strony Izraela wobec mieszkańców Strefy Gazy, znaczna część opinii publicznej uważa winę Izraela za oczywistą.

.Podwójne standardy? W swoim komentarzu w LCI we wtorek 24 marca 2026 r. dziennikarz Jean Quatremer skrytykował tych, którzy nadmiernie skupiają się na oskarżeniach o izraelskim ludobójstwo w Strefie Gazy: „Myślę o oskarżeniach o ludobójstwo, którymi obciąża się Izrael od początku wojny w Strefie Gazy i które mobilizują tłumy oraz partie polityczne na całym świecie. A potem są ludobójstwa, zbrodnie przeciwko ludzkości i zbrodnie wojenne, o które nikogo nie oskarża się, bo nikogo to nie obchodzi”.

Powiedziane z mocą, ale trafnie. Jazydzi w Iraku, Rohingjowie w Birmie, Ujgurzy w Chinach, chrześcijanie w Afryce, czystki etniczne w Sudanie… „Czy słyszeliście, by kampusy, opinia publiczna i partie polityczne oburzały się z powodu tych masakr?”, pyta z lekką nutką prowokacji Jean Quatremer, nawiązując w ten sposób do aktywistów skrajnej lewicy, którzy skandowali „Wszyscy jesteśmy dziećmi Gazy!” przed ratuszem w Saint-Denis podczas zwycięstwa kandydata radykalnie lewicowej LFI Bally’ego Bagayoko w ostatnich wyborach samorządowych.

Rohingjowie i Ujgurzy to mniejszości muzułmańskie prześladowane przez niemuzułmanów, co jednak nie wywołuje żadnej znaczącej mobilizacji ze strony krajów muzułmańskich ani zachodniej opinii publicznej, tak chętnej do potępiania „islamofobii” tam, gdzie rzekomo ją dostrzega.

„Wszyscy oskarżają Izrael o popełnienie ludobójstwa. Kwestia ta nie jest już nawet przedmiotem dyskusji, stała się faktem”. Można się o tym przekonać, przeglądając media społecznościowe: pod każdym postem opublikowanym przez izraelskiego ministra lub ambasadę Izraela gromadzą się komentarze w stylu: „Jak śmiesz po tym, co zrobiłeś w Strefie Gazy?” lub „Ile dzieci tym razem wymordowałeś?”, i to we wszystkich językach. Wymiana poglądów jest niemożliwa z powodu utrwalonego dogmatu, że Izrael jest z konieczności winny. Dogmat ten propagują niezwykle dobrze zorganizowane sieci: szyickie kanały propagandowe, międzynarodowi korespondenci przychylni Hamasowi, środowiska skrajnej lewicy i skrajnej prawicy, antyzachodnie, prorosyjskie lub antysemickie.

Jednak jak twierdzi Jean Quatremer, „Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości, który wydał trzy orzeczenia w sprawie wydarzeń w Strefie Gazy, w ogóle nie rozstrzygnął kwestii ludobójstwa”. Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości, który zresztą trudno podejrzewać o to, by chciał iść na rękę Beniaminowi Netanjahu. „Aby doszło do ludobójstwa, musi istnieć jasny zamiar zniszczenia w całości lub w części grupy narodowej, etnicznej, rasowej lub religijnej” – kontynuuje dziennikarz, stwierdzając, że wojna prowadzona przez Izrael nie ma na celu eksterminacji Palestyńczyków, ale pokonanie Hamasu.

„Przed każdym atakiem Izrael ostrzega ludność i zachęca ją do ewakuacji z obszarów operacyjnych”. Czy armia mająca zamiar popełnienia ludobójstwa zachowywałaby się w ten sposób? „Według ONZ 80 proc. budynków w Strefie Gazy zostało zniszczonych. Czy 80 proc. ludności Strefy Gazy zostało wybite? Nie”, dodaje Jean Quatremer. Niemniej jednak to, czego doświadczyła ludność cywilna w Strefie Gazy, jest tragedią, czemu dziennikarz nie zaprzecza. Podobnie izraelska armia mogła popełnić zbrodnie wojenne i to właśnie na tym opierają się oskarżenia wobec premiera Netanjahu, a nie na ewentualnym ludobójstwie.

Jak zatem wyjaśnić tę upartą determinację, by atakować wyłącznie Izrael? Jean Quatremer przywołuje „szloch białego człowieka” Pascala Brucknera i zachodnie wyrzuty sumienia: „Kiedy byli kolonizowani mordują się nawzajem, nic nie mówimy, ponieważ zbytnio boimy się oskarżeń o neokolonialny paternalizm”. „Izrael ma wszystkie te szatańskie cechy, których zachodnia młodzież i artyści z Hollywood nie znoszą u nas” – podkreśla, podając jako przykład demokrację, rządy prawa, tolerancję religijną i wolność słowa.

Można by dodać, że Izrael stanowi model, który nasza cywilizacja zdecydowanie odrzuciła tuż po II wojnie światowej: model państwa narodowego walczącego o przetrwanie i niewahającego się użyć siły w obronie swoich życiowych interesów. Nowoczesny kraj (projekt syjonistyczny jest spadkobiercą XIX-wiecznych nacjonalizmów europejskich) krytykowany przez kraje postnowoczesne (które porzucają swoje zasady narodowe), ponieważ nie chce ustąpić krajom, w których panuje średniowieczny plemienny porządek.

„Nienawiść do Izraela symbolizuje nienawiść do samych siebie, którą praktykujemy na co dzień” – podsumowuje Jean Quatremer. W niektórych przypadkach można jednak również dostrzec tradycyjną nienawiść do Żydów, odziedziczoną po wiekach antysemityzmu i podsycaną historycznymi i pamięciowymi nieporozumieniami, ale także teoriami spiskowymi, w które wygodnie jest wierzyć z powodu intelektualnego lenistwa.

.Podczas telewizyjnej dyskusji dziennikarz David Pujadas poruszył interesującą kwestię: Izrael jest bardziej krytykowany, ponieważ oczekuje się od niego wzorowego postępowania, godnego demokracji. W tej obserwacji jest bez wątpienia ziarno prawdy. W końcu czyż armia izraelska nie określa się jako „najbardziej moralna na świecie”? W tym kontekście najmniejsza nawet skaza Tsahalu może wydawać się nie do zniesienia w oczach opinii publicznej. Nie umniejsza to jednak w niczym trafności felietonu Jeana Quatremera.

Nathaniel Garstecka
Tekst pochodzi z cotygodniowej kroniki prowadzonej w języku francuskim i polskim przez Autora w tygodniku „Gazeta na Niedzielę” [link]. Przedruk za zgodą redakcji.

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 28 marca 2026