Jaki jest plan Izraela na długą wojnę z Iranem?

Izraelska armia ma szczegółowe plany operacyjne na kolejne trzy tygodnie wojny z Iranem – poinformował 16 marca 2026 r. rzecznik sił zbrojnych Nadaw Szoszani. W dniu 15 marca 2026 r. izraelski rząd w trybie nadzwyczajnym zatwierdził 827 mln dolarów na „pilne” zakupy wojskowe.
Jaki jest plan Izraela?
.„Chcemy się upewnić, że ten reżim będzie jak najsłabszy i że osłabimy wszystkie jego możliwości, wszystkie części i skrzydła jego struktur” – cytuje Nadawa Szoszaniego agencja Reutera. Podczas spotkania z dziennikarzami rzecznik dodał, że gotowe są też dodatkowe plany na bardziej odległą przyszłość.
Zgodnie z deklaracją Nadawa Szoszaniego celem izraelskiej armii jest „osłabienie zdolności Iranu do stwarzania zagrożenia wobec Izraela poprzez ataki na infrastrukturę rakiet balistycznych, obiekty nuklearne i aparat bezpieczeństwa”. Nadaw Szoszani dodał, że izraelska armia, która zmobilizowała ponad 110 tys. rezerwistów, „ma jeszcze do zaatakowania tysiące celów w Iranie”. Poinformował też, że w nocy z 15 na 16 marca 2026 r. Izrael przeprowadził kolejne działania ofensywne.
„Pilne” zakupy wojskowe Izraela
.W dniu 15 marca 2026 r. izraelski rząd zatwierdził 827 mln dolarów na „pilne” zakupy wojskowe. Nie ujawniono, na co dokładnie mają zostać wykorzystane te środki, ale według informacji dziennika „Haarec” dodatkowe fundusze zostaną przeznaczone na „zakupy związane z bezpieczeństwem” oraz zaspokojenie „pilnych potrzeb”.
Według dokumentów izraelskiego resortu finansów, które przytoczyły izraelskie media, „pojawiła się pilna i natychmiastowa potrzeba zapewnienia operacyjnej odpowiedzi, która będzie obejmować zakupy amunicji, zaopatrzenie w zaawansowany sprzęt wojskowy oraz uzupełnienie zapasów materiałów bojowych o krytycznym znaczeniu”.
Iran jest zagrożeniem dla istnienia państwa żydowskiego
.W dokumencie padło też stwierdzenie, że „jest to decyzja nadzwyczajna, której wyłącznym celem jest zaspokojenie potrzeb wynikających z prowadzenia walk”. Środki te zostaną pobrane z budżetu państwa, który izraelski rząd zatwierdził w czwartek, a który parlament powinien przyjąć do końca miesiąca.
Izrael i Stany Zjednoczone rozpoczęły wojnę 28 lutego. Według izraelskich władz Iran jest zagrożeniem dla istnienia państwa żydowskiego. W trwających od ponad dwóch tygodni działaniach zginęło, według danych ministerstwa zdrowia w Teheranie, ponad 1,4 tys. osób, a przeszło 18,5 tys. zostało rannych. Agencja ONZ ds. Uchodźców (UNHCR) szacuje, że co najmniej 3,2 mln osób opuściło domy.
W równolegle trwającej operacji wojsk Izraela przeciwko sprzymierzonemu z Iranem terrorystycznemu ugrupowaniu Hezbollah, którego działa na południu Libanu, zginęło – według władz w Bejrucie – ponad 850 osób, a ponad 800 tys. musiało opuścić domy. W efekcie irańskich ataków odwetowych w Izraelu śmierć poniosło co najmniej 12 osób, w krajach Zatoki Perskiej – co najmniej 16, a straty amerykańskie to 13 osób, w tym siedmiu żołnierzy.
Iran, amerykańska „Ukraina”?
.Koalicja USA-Izrael posiada miażdżącą przewagę wojskową nad Iranem. Siły powietrzne prawie tam nie istniały, obrona przeciwlotnicza była dziurawa i dziś można stwierdzić, że koalicja uzyskała całkowitą dominację w powietrzu. Tak samo wygląda sytuacja w przypadku marynarki wojennej. Szkopuł w tym, że dominacja w powietrzu i na morzu nie jest wystarczająca, by zmusić Iran do kapitulacji. Dowodzą tego doświadczenia wielu wojen – pisze prof. Kazimierz DADAK
Donald Trump jako kandydat na urząd prezydenta nieustannie obiecywał, że za jego rządów nie będzie „wojen bez końca”. Jego hasło „America First” skupiało uwagę na sprawach wewnętrznych, dzięki czemu Stany Zjednoczone miały ponownie stać się, jak on sam głosił, „wielkie”. Wojna z Iranem nie tylko podważa te obietnice, ale może stać się tak wielkim wyzwaniem dla Waszyngtonu, jak dla Kremla stała się wojna z Ukrainą.
Władimir Putin najechał Ukrainę, mając nadzieję, że zwycięstwo przyjdzie szybko i bez większych strat. Niespodziewany amerykańsko-izraelski atak na Iran miał przynieść podobne wyniki. W obu przypadkach naczelnym zadaniem było „regime change” (zmiana władzy z nieprzyjaznej na życzliwą). Uśmiercenie duchowego przywódcy irańskich szyitów, ajatollaha Alego Chameneiego, miało otworzyć drzwi lokalnym opozycjonistom do przejęcia władzy, a w najgorszym przypadku doprowadzić do ziszczenia się „scenariusza wenezuelskiego”, w którym jego następcy przerażeni perspektywą utraty władzy, a może i życia bez wahania przyjmą amerykańskie warunki.
Wojna amerykańsko-izraelsko-irańska trwa dopiero sześć dni, a w trzecim dniu działań wojskowych Donald Trump wyraził przekonanie, że zmagania będą trwać 4–5 tygodni. Niemniej sam prezydent dodał, że wojna może potrwać dłużej i że także w tym mniej optymistycznym przypadku on się „nie znudzi” i będzie prowadzić wojnę aż do osiągnięcia zamierzonych celów. Miejmy nadzieję, że zaiste wojna będzie krótka, ale minister Pete Hegseth i przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów, gen. Dan Caine, podali do publicznej wiadomości, że na Bliski Wschód kierowane są posiłki. Zatem zgromadzona tam armada najwyraźniej okazuje się niewystarczająca do wcielenia w życie założonych planów.
ficjalne cele mają charakter ściśle wojskowy – likwidacja programu atomowego, unicestwienie arsenału rakiet balistycznych i floty wojennej oraz zakończenie wspierania ruchów szyickich w świecie muzułmańskim. W sumie oznacza to całkowite rozbrojenie Iranu i trudno sobie wyobrazić, aby jakikolwiek rząd chroniący suwerenność swego państwa mógł przystać na te warunki. Bez zmiany władzy na całkowicie zależną od Waszyngtonu spełnienie tych wymogów raczej nie wchodzi w grę.
Jeśli chodzi o możliwość pojawienia się przychylnej Waszyngtonowi władzy, mamy do czynienia z poważnymi kłopotami. Prezydent Donald Trump i sekretarz Marco Rubio głośno nawołują Irańczyków do wyjścia na ulice i przejęcia władzy, ale jak można oczekiwać takiego rozwoju sytuacji, gdy z jednej strony wokół są wybuchy, a z drugiej służby bezpieczeństwa nadal są sprawne? Ponadto takie przypadki jak zbombardowanie szkoły dla dziewczynek czy szpitala nie przysparza Stanom Zjednoczonym przyjaciół. Ogólnie rzecz biorąc, naciski z zewnątrz, mające na celu obalenie władzy, powodują raczej zwarcie szeregów niż przejście na drugą stronę.
.Presja wojskowa najwyraźniej nie przyniosła oczekiwanych wyników. Unicestwienie dużej części przywództwa politycznego i wojskowego nie doprowadziło do kapitulacji. Pomimo poniesionych strat irańskie siły zbrojne przystąpiły do kontrataku niecałe dwie godziny po rozpoczęciu wojny. Władze były więc przygotowane do przyjęcia takiego ciosu – rozwój sytuacji najwyraźniej zaskoczył koalicję amerykańsko-izraelską. Już sam fakt, że pojawienie się armady nie doprowadziło do wywieszenia przez Teheran białej flagi, był dla Waszyngtonu niespodzianką, ale nie spowodował wypracowania planu B.
PAP/MJ



