Jordan BARDELLA może wygrać wybory prezydenckie 2027? Klucz leży w elitach, nie w ulicy

Jordan Bardella wybory 2027

Nie wyborcy protestu, lecz elity mogą przesądzić o wyniku wyborów prezydenckich 2027 we Francji. Analiza Hugona Drochona pokazuje, że przyszłość Jordana Bardelli rozstrzyga się nie tylko na ulicy, ale przede wszystkim w obrębie samego systemu, który jego obóz deklaratywnie kontestuje.

Populizm potrzebuje elit

Hugo Drochon, profesor nauk politycznych na Uniwersytecie w Nottingham i autor książki Elites and Democracy, w rozmowie w „Le Figaro” wskazuje na proces, który jeszcze dekadę temu wydawał się sprzeczny z logiką populizmu. Elity nie tylko odrzucają ruchy takie jak Rassemblement National (RN) – coraz częściej zaczynają się do nich zbliżać.

Ten ruch działa w obu kierunkach. Skoro RN, partia Marine Le Pen i Jordana Bardelli, jest dziś postrzegane jako realny kandydat do władzy, część elit zaczyna traktować je nie jako zagrożenie, lecz jako przyszłego partnera. W tym sensie potencjalne zwycięstwo Jordana Bardelli przestaje być wyłącznie funkcją mobilizacji elektoratu ludowego. Staje się także kwestią zdolności przyciągania wpływowych środowisk.

Ten proces niesie jednak fundamentalne ryzyko. Wsparcie elit może legitymizować ugrupowanie, ale jednocześnie podważa jego antysystemowy charakter. Jak zauważa Drochon, jest to „broń obosieczna”. Im bardziej RN staje się akceptowalne dla establishmentu, tym trudniej utrzymać wiarygodność jako siła protestu. W perspektywie wyborów 2027 oznacza to konieczność balansowania między dwiema sprzecznymi logikami: integracją i odrębnością.

Elity, które nie odstraszają

Nie wszystkie elity działają jednak tak samo. Symboliczne znaczenie ma związek Bardelli z arystokracją (głośny związek z księżniczką Marią Caroliną de Bourbon des Deux-Siciles, o których pisaliśmy). W interpretacji Hugo Drochona może on działać na korzyść polityka, ponieważ odwołuje się do elity historycznej, a nie technokratycznej.

To rozróżnienie jest kluczowe. Elektorat ludowy nie odrzuca elit jako takich – sprzeciwia się raczej ich konkretnemu typowi. Arystokracja, jako nośnik tradycji i symboli, nie wywołuje tego samego oporu co współczesne elity administracyjne czy finansowe.

Znacznie bardziej problematyczne są relacje z wielkim biznesem. Kontakty z przedstawicielami gospodarczego establishmentu mogą rozmywać tożsamość RN i osłabiać jego przekaz.

To właśnie tutaj przebiega najważniejsza linia napięcia. O ile symboliczne związki z elitą historyczną mogą wzmacniać przekaz, o tyle zbyt bliska relacja z elitą ekonomiczną grozi utratą wiarygodności.

Warunek zwycięstwa: pęknięcie systemu

Hugo Drochon wskazuje, że zmiana władzy wymaga jednoczesnego spełnienia dwóch warunków: silnego ruchu ludowego oraz części elit, która odcina się od reszty systemu.

To właśnie ten drugi element okazuje się decydujący. Bez rozłamu w elitach nawet najsilniejsza mobilizacja społeczna może okazać się niewystarczająca. Przykłady z Francji sugerują jednak, że taki proces może już się rozpocząć.

Koniec „kordonu sanitarnego”?

W tym kontekście słabnie skuteczność mechanizmów blokujących, takich jak „kordon sanitarny”. Hugo Drochon interpretuje go jako narzędzie obronne elit, które z czasem traci swoją siłę. Dla niego „kordon sanitarny” to ni więcej, tylko fortel mający zapobiec obaleniu przez inną elitę, w tym przypadku populistyczną.

Jednak strategia „kordonu sanitarnego” staje się coraz mniej skuteczna. „Weźmy przykład Érica Ciottiego, przedstawiciela tradycyjnej prawicy konserwatywnej, który sprzymierzył się z RN (i wygrał merostwo w Nicei). Część elit politycznych i gospodarczych wydaje się gotowa do negocjacji, a nawet do tworzenia koalicji” – zauważa Hugo Drochon. A więc: jeśli ta tendencja się utrzyma, dalsza normalizacja RN może stać się faktem – a wraz z nią realna droga do zwycięstwa.

Zmiana systemu czy zmiana elit?

Ostateczna konkluzja jest mniej radykalna, niż mogłoby się wydawać. Populizm nie stoi poza systemem elit, lecz jest jego częścią.

„Przywódcy populistyczni wywodzą się z elit ekonomicznych, społecznych bądź medialnych, nawet jeśli nie należą do tradycyjnej elity politycznej. W naszych demokracjach należy przyjąć, że rządzi elita. Demokracja, bardziej niż władzą ludu, jest więc możliwością kwestionowania elit rządzących, aby wyłaniać nowe” – przekonuje Hugo Drochon.

Ewentualne zwycięstwo Jordana Bardelli nie oznaczałoby w tej sytuacji zerwania z systemem, lecz zmianę jego obsady.

Szanse Jordana Bardelli w wyborach prezydenckich 2027 zależą od kruchej równowagi: utrzymania poparcia społecznego, przyciągnięcia części elit oraz pogłębiania ich wewnętrznych podziałów. To nie bunt przeciw systemowi, lecz jego pęknięcie może przesądzić o wyniku.

Arkadiusz Jordan

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 15 kwietnia 2026
Fot. Ivan Couturier / Hans Lucas Agency / Forum