Kiedy zakończy się wojna na Ukrainie?

Dzisiaj, 24 lutego, przypada czwarta rocznica wybuchu wojny na Ukrainie. Mijają dokładnie cztery lata od momentu, gdy przywódca Rosji Władimir Putin miał zdobyć Kijów w trzy dni; to bardzo wiele mówi o tym, w jaki sposób Ukraina przez cały ten czas walczy – ocenił prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski w dniu czwartej rocznicy inwazji Rosji na pełną skalę.
„Z małych zwycięstw składa się wielka Ukraina”
.Dziś mijają dokładnie cztery lata, odkąd Putin miał zająć Kijów w trzy dni. I to naprawdę bardzo wiele mówi o naszym oporze, o tym, jak Ukraina walczy przez cały ten czas. Za tymi słowami stoją miliony naszych ludzi. Za tymi słowami – wielka odwaga, bardzo ciężka praca, wytrwałość i długa droga, którą Ukraina pokonuje od 24 lutego” – powiedział Wołodymir Zełenski w nagraniu zamieszczonym w sieciach społecznościowych.
Prezydent wspomniał, że pierwsze rozmowy ze światowymi przywódcami, na samym początku wojny, odbywały się w małym pokoju w bunkrze przy ulicy Bankowej w Kijowie.
„To tutaj rozmawiałem z prezydentem (USA Joe) Bidenem i właśnie tutaj usłyszałem: »Wołodymyrze, istnieje zagrożenie, musi pan pilnie opuścić Ukrainę. Jesteśmy gotowi w tym pomóc«. A ja odpowiedziałem, że potrzebuję broni, a nie taksówki” – przypomniał Wołodymir Zełenski.
W pierwszym dniu pełnowymiarowej inwazji wszyscy Ukraińcy odczuwali strach, ale „na jakimś niewidzialnym poziomie wszyscy wiedzieli, że nie mają innej Ukrainy” – podkreślił prezydent.
„Bardzo chciałbym któregoś dnia przyjść tu z prezydentem USA (Donaldem Trumpem). Wiem na pewno: tylko będąc w Ukrainie i widząc na własne oczy nasze życie i naszą walkę, odczuwając (emocje) naszych ludzi i to morze bólu – tylko tak można zrozumieć, o co naprawdę chodzi w tej wojnie. I przez kogo ona została wywołana. Kto jest tu agresorem. Na kogo należy wywierać presję” – podkreślił Wołodymir Zełenski.
Ukraiński prezydent podziękował przywódcom państw Europy, USA, Kanady, Japonii i Australii, którzy „wybrali jasną stronę historii – wybrali Ukrainę”.
Wołodymir Zełenski zaznaczył, że „to nie jest uliczna bójka”, lecz „atak chorego państwa na suwerenny kraj”. Podkreślił, że to Putin jest przyczyną rozpoczęcia wojny i przeszkodą w jej zakończeniu. „To właśnie Rosję trzeba postawić na swoje miejsce, aby nastał prawdziwy pokój” – zaapelował.
W ocenie Wołodymira Zełenskiego Rosja nie jest w stanie pokonać Ukrainy na polu walki i dlatego prowadzi „wojnę z blokami mieszkalnymi i elektrowniami”.
„Teraz Ukraińcy przeżywają najtrudniejszą zimę w historii. I terror niemal każdej nocy. Nie wiem, kto jeszcze by to wytrzymał, nie załamał się, nie zachwiał. Ukraińcy to robią. To ogromne zmęczenie, bez wątpienia. Jaki inny naród potrafiłby tak wytrwać? Pomimo wojny, wszystkich ataków i prób – zwyciężać zło, pokonywać zwątpienie i rozpacz. I trwać. I trwać w jedności” – powiedział prezydent.
Dodał, że Ukraińcy osiągają rezultaty w wielu dziedzinach – odbudowują się po kolejnych atakach i za każdym razem uzupełniają zapasy rakiet do obrony przeciwlotniczej.
„Rozmawiać ze światem jak równy z równym. Zdobyć status kandydata do UE, sprowadzać do domu tysiące naszych jeńców. I każde międzynarodowe forum – od Davos po ONZ – czynić proukraińskim. Sprawiać, by głos Ukrainy był donośny w świecie donośny – wygrywać Eurowizję, zdobywać Oscara i BAFTA, być absolutnymi mistrzami świata w boksie i dowodzić, że Ukraińcy mają honor najwyższej próby – znacznie cenniejszy niż jakiekolwiek złoto tego Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, pozbawionego kręgosłupa (moralnego)” – podkreślił Wołodymir Zełenski.
W ocenie prezydenta właśnie z takich małych zwycięstw składa się wielka Ukraina. „Wielka, bo ma was. Ludzi, którzy inspirują planetę” – podsumował Wołodymir Zełenski.
Czwarta rocznica wybuchu wojny na Ukrainie. Jakie są nastroje wśród narodu ukraińskiego?
.Moje oczekiwania wobec czwartej rocznicy inwazji pozostają niezmienne: czekam na zakończenie wojny. Biorąc bezpośredni udział w walkach na południu, wierzyłem w potencjał Sił Zbrojnych Ukrainy i możliwość wyzwolenia okupowanych terytoriów w tym regionie. Niestety, z powodu szeregu czynników nie udało się tego dotąd osiągnąć – powiedział 35-letni Serhij, sierżant w 47. Samodzielnej Brygadzie Zmechanizowanej „Magura”.
– Oczywiście chciałbym, aby ta wojna wreszcie się skończyła. Ale stanowczo nie zgadzam się na oddawanie naszych terytoriów w zamian za wątpliwe porozumienia pokojowe, na które nalegają niektórzy sojusznicy zza oceanu. Takie ustalenia na pewno nie przyniosą nam prawdziwego pokoju – zaznaczył Serhij.
Sierżant przyznał, że jego nastawienie przez cztery lata wojny zmieniło się – od początkowego, pełnego energii optymizmu do wyważonej codziennej rutyny. – Dziś to wykonywanie każdego dnia dziesiątek różnorodnych zadań, podporządkowanych jednemu celowi: utrzymać linię obrony powierzoną mojemu pododdziałowi – wyjaśnił.
– Przez cztery lata wojny całkowicie zmienili się ludzie wokół mnie. Na początku widziałem tysiące zaangażowanych ochotników, którzy jasno rozumieli swoją rolę w wojsku. Niestety, wielu z nich, w tym moi przyjaciele, zginęło, zostało rannych lub odeszło ze służby z różnych powodów – stwierdził Serhij.
Zdaniem wojskowego bieżący rok upłynie pod znakiem ciągłych dyskusji o negocjacjach pokojowych. Jednocześnie Rosja nie zatrzyma się i będzie kontynuowała działania ofensywne, zwłaszcza w Donbasie i na południu Ukrainy, gdzie obecnie intensywnie wzmacnia swoje siły, by mieć przewagę przy stole rozmów.
– Równolegle wróg będzie niszczył naszą infrastrukturę cywilną, próbując cofnąć kraj do „epoki kamienia” i pogłębić przygnębiające nastroje na zapleczu. Wojna nie zakończy się w najbliższym czasie. Nawet jeśli zostaną zawarte jakieś porozumienia, prawdziwego pokoju w tym roku na pewno nie zobaczymy – uważa Serhij.
Zdaniem 32-letniej mieszkanki Kijowa Anny wszyscy Ukraińcy co roku mają jedno życzenie – by kolejny rok stał się rokiem zwycięstwa. – Jednak przez „pokój” rozumiemy nie kapitulację, na którą niektórzy sugerują przystać, lecz klęskę Rosji. Tylko kapitulacja agresora zapewni, że wreszcie zostawi nas w spokoju – uważa.
Kijowianka przyznała, że prognozy to niewdzięczna sprawa, co pokazały doświadczenia minionych lat. – Ostatecznie będzie tak, jak będzie. Nam pozostają wiara, nadzieja i konkretne działania, by przybliżyć prawdziwy finał tej wojny – zaznaczyła.
– W czwartą rocznicę wojny pomaga mi trzymać się leczenie antydepresyjne i świadomość realiów. Mimo ogromnego zmęczenia i wyczerpania nerwowego zaciskam zęby i idę dalej. Alternatywą dla walki jest kolejny rosyjski ludobójczy scenariusz, a to najgorsza możliwa opcja. Dlatego trzeba się zebrać w sobie i nie załamać – stwierdziła Anna.
35-letni Witalij, żołnierz Centrum Specjalnego Przeznaczenia „Omega”, powiedział, że postawa ukraińskich władz spełnia jego oczekiwania. – W procesie negocjacyjnym nie oddaje się Ukrainy. Wszyscy skłaniają nas do kapitulacji, ale nasz prezydent broni interesów państwa – stwierdził.
Zdaniem Witalija nastroje wśród wojskowych pozostają bojowe. – Chce się zabijać Rosjan. Jedyną rzeczą, która naprawdę cieszy, są sukcesy w niszczeniu wroga. Oczywiście odczuwalne jest silne zmęczenie, ale ogólnie stan jest w porządku – dodał.
– Mnie jest łatwiej, bo mam możliwość czasem przyjechać do domu i odpocząć. Rozumiem jednak chłopaków, którzy bez przerwy przebywają na pierwszej linii – tam wyczerpanie i apatia sięgają granic krytycznych – zaznaczył Witalij.
Szefowa Fundacji Charytatywnej „KRUB” 48-letnia Julia postrzega obecny rok jako przełomowy. – To nie będzie nagły poranek bez wojny, ale nadejdzie moment, gdy stanie się jasne: na pewno nie przegraliśmy. Ukraina jako państwo i naród przetrwała – oświadczyła.
– Wojna nie ma przycisku „stop”, ale ma punkt wyczerpania agresora i punkt dojrzałości społeczeństwa. Właśnie się do nich zbliżamy. Zasoby wroga wyraźnie się wyczerpują, a nasze społeczeństwo w tym czasie oczyściło się i odnalazło własne wewnętrzne oparcie – zauważyła.
Według Julii ludzie radzą sobie różnie, odczuwalne jest ogromne zmęczenie i złość, ale pojawiła się też trzeźwość. – Nauczyliśmy się żyć w warunkach, jakie mamy — bez wody czy prądu, samodzielnie rozwiązując problemy tu i teraz. Nikt już nie czeka na ratunek z zewnątrz, każdy stał się reżyserem własnego życia na swoim miejscu – wyjaśniła.
O źródłach niechęci i dystansu Polaków wobec Ukraińców
.Skuteczna polityka społeczna powinna opierać się na rozumieniu źródeł niechęci, a nie na ich negowaniu. Bez uwzględnienia traum historycznych, realnych konfliktów interesów oraz pogarszającego się poczucia bezpieczeństwa społecznego trudno oczekiwać trwałej poprawy relacji polsko-ukraińskich – pisze prof. Piotr DŁUGOSZ
Szukając adekwatnego tytułu do niniejszego tekstu, poświęconego konfliktom w relacjach polsko-ukraińskich, przypomniało mi się stare rosyjskie powiedzenie: „Kurica nie ptica, Polsza nie zagranica”. Miało ono ukazywać stereotypy panujące wśród Polaków dotyczące Rosjan i vice versa. Jedni i drudzy mieli poczucie wyższości cywilizacyjnej: Polacy lekceważyli Rosjan jako tolerujących i uosabiających bałagan i imperializm, natomiast Rosjanie lekceważyli Polaków jako niewdzięcznych sługusów Zachodu. Patrząc na tarcia i kryzys w stosunkach polsko-ukraińskich, wydaje się, że sedno problemu tkwi w tym, iż Polacy traktują Ukraińców protekcjonalnie, lekceważąco i nieufnie, a Ukraińcy mają pretensje do wyższego statusu, społecznego uznania i prestiżu. Często słychać skargi Ukraińców, że mówi się im, iż są „tylko gośćmi”. Z kolei Polacy narzekają na brak wdzięczności i roszczeniowość wschodniego sąsiada, który ma się panoszyć w naszym kraju.
Warto podkreślić, że od dłuższego czasu mamy do czynienia z paniką moralną w odniesieniu do relacji na linii Polacy-Ukraińcy. Media, komentatorzy, eksperci i politycy biją na alarm, że po fazie romantycznej nastąpił duży kryzys w relacjach polsko-ukraińskich. Miłość, jakiej Ukraińcy doświadczali ze strony Polaków na początku wojny, miała w ostatnim czasie przerodzić się w niechęć, a nawet nienawiść.
W mediach ukraińskich teksty o antyukraińskich nastrojach nad Wisłą są obecne od dłuższego czasu. Z relacji ukraińskich dziennikarzy ma wynikać, że w Polsce Ukraińcy muszą mierzyć się z wrogością, uprzedzeniami i narastającymi nastrojami antyukraińskimi po wyborze Karola Nawrockiego na prezydenta RP. Działające na emocje reportaże o „złych Polakach” są niejednokrotnie okraszone wypowiedziami polskich ekspertów, które mają je uwiarygodniać w oczach ukraińskiej opinii publicznej.
Polacy za niewłaściwy stosunek do Ukraińców są „chłostani” nie tylko przez media nad Wisłą i nad Dnieprem. W podobne tony uderzają publikacje w innych państwach, wypominając nam ksenofobię, uprzedzenia oraz dyskryminację wobec przybyłych do nas sąsiadów zza wschodniej granicy. Wtórują im komentarze polskich użytkowników internetu o rzekomym panowaniu atmosfery „przedpogromowej”. Oczywiście pojawiają się tu historyczne kalki mające na celu egzemplifikację nastrojów grozy przed faszyzującą prawicą.
Jednym z przykładów dominującego dyskursu w mediach zagranicznych był tekst w brytyjskim „Guardianie”, obwiniający za wzrost nastrojów antyukraińskich w Polsce dezinformację oraz politykę prowadzoną przez prezydenta Karola Nawrockiego.
Wydaje się, że brytyjscy dziennikarze, jak też ich akolici, mylą symptomy zjawiska z jego przyczynami. Owszem, łatwe i wygodne jest znalezienie „kozła ofiarnego”, szczególnie jeśli ma nim być polski prezydent. Należy jednak zmierzyć się z prawdą i z wieloma niewygodnymi faktami, które niewątpliwie doprowadziły do głębokiej erozji relacji polsko-ukraińskich. Nie da się zredukować wyjaśnienia erozji stosunków polsko-ukraińskich do jednego czynnika. Warto też przypomnieć, że „zwrot antyukraiński” w polskim społeczeństwie nastąpił dużo wcześniej, jeszcze przed wyborami prezydenckimi. W kampanii wyborczej obaj główni kandydaci podnosili kwestię ograniczenia przywilejów dla ukraińskich uchodźców, kierując się zapewne nastrojami społecznymi Polaków.
Celem niniejszego artykułu jest próba analizy relacji polsko-ukraińskich w oparciu o wyniki badań, które autor prowadzi od początku wojny. Pozwoli to w sposób rzeczowy zaprezentować niezmiernie skomplikowane zjawisko, wokół którego narosło wiele mitów i nieporozumień.
Biorąc pod uwagę badania socjologiczne, należy stwierdzić, że Polacy raczej nie darzyli Ukraińców jako nacji, czyli grupy etnicznej, szczególną sympatią ani przyjaźnią. Od początku badań realizowanych przez CBOS, tj. od 1993 r., stosunek Polaków do Ukraińców był negatywny. Jego wartość na siedmiopunktowej skali (od –3 do 3) wynosiła –1,4. W kolejnych latach to nastawienie zmieniało się w kierunku pozytywnym, by w 2008 r. uzyskać wartość neutralną. W niewielkim stopniu ewoluowało do 2021 r. Od tego momentu miało już dodatni wektor, osiągając w 2023 r. najwyższą wartość (0,64). W minionym roku wróciło jednak do poziomu sprzed wojny i ponownie osiągnęło wartość ujemną (–0,18), co oznacza, że wśród Polaków jest więcej postaw negatywnych niż pozytywnych wobec Ukraińców. Można przypuszczać, że stało się tak za sprawą realnych konfliktów międzygrupowych, z którymi mieliśmy i mamy do czynienia w relacjach między Polakami i Ukraińcami.
W badaniach CBOS z lutego 2025 r. wśród 20 narodów branych pod uwagę w ocenie (sympatia vs niechęć) Ukraińcy uplasowali się na 13. pozycji. Respondenci częściej deklarowali wobec nich niechęć (38 proc.) niż sympatię (30 proc.); obojętność zadeklarowało 27 proc.
Moje własne badania, mające na celu identyfikację dystansu społecznego oraz polskiego stereotypu Ukraińca, zrealizowane na próbie 728 respondentów za pomocą ankiety online przez European National Panel w październiku 2024 r., potwierdziły dominację sceptycznych postaw wobec Ukraińców. Sympatię wobec wschodniego sąsiada wyraziło 25 proc. respondentów, niechęć – 30 proc., a 45 proc. zadeklarowało obojętność. Za pomocą listy 17 przeciwstawnych przymiotników (dyferencjał semantyczny) zrekonstruowano stereotyp Ukraińców, który miał charakter neutralny.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-piotr-dlugosz-kurica-nie-ptica-polsza-nie-zagranica-o-zrodlach-niecheci-i-dystansu-polakow-wobec-ukraincow/
PAP/MB



