Kim był Ernest Renan i dlaczego jego definicja narodu wciąż dzieli Francję?

Ernest Renan

Żaden francuski myśliciel nie jest dziś cytowany częściej w debacie o narodzie niż Ernest Renan. Paradoks polega jednak na tym, że niemal wszyscy uczestnicy tego sporu odwołują się do tego samego tekstu, wyciągając z niego odmienne wnioski.

.Kiedy francuscy politycy spierają się o migrację, republikę, asymilację czy przyszłość państwa, bardzo często odwołują się do autora, który zmarł jeszcze w XIX wieku. Ernest Renan nie uczestniczy oczywiście w kampanii prezydenckiej 2027 roku, jego nazwisko pojawia się jednak w tle niemal każdej poważnej dyskusji o narodzie. Cytują go filozofowie i historycy, demografowie i konstytucjonaliści, publicyści oraz politycy reprezentujący bardzo odmienne środowiska. Dzieje się tak dlatego, że to właśnie jego wykład „Qu’est-ce qu’une nation?”, wygłoszony na Sorbonie 11 marca 1882 roku, do dziś pozostaje jednym z najważniejszych tekstów europejskiej myśli politycznej.

W powszechnej świadomości Renan funkcjonuje przede wszystkim jako autor słynnego zdania, że naród jest „codziennym plebiscytem”. Cytat ten powtarzany jest tak często, iż łatwo zapomnieć, że stanowi jedynie zakończenie znacznie bogatszej refleksji. W rzeczywistości Renan nie próbował stworzyć efektownej definicji narodu. Chciał odpowiedzieć na pytanie, które po klęsce Francji w wojnie z Prusami i utracie Alzacji oraz Lotaryngii stało się jednym z najważniejszych problemów politycznych jego epoki: co sprawia, że wspólnota polityczna trwa mimo wojen, zmian granic, różnic językowych i przemian historycznych?

Aby zrozumieć znaczenie jego odpowiedzi, trzeba najpierw przypomnieć świat, w którym powstała. Europa drugiej połowy XIX wieku była kontynentem rodzących się nacjonalizmów, zjednoczeń państw oraz sporów o granice i przynależność narodową. W Niemczech coraz większe znaczenie zdobywały koncepcje wiążące naród z językiem, pochodzeniem lub wspólnym etnosem. Renan świadomie polemizował z takim sposobem myślenia. Nie dlatego, że negował znaczenie historii czy kultury, lecz dlatego, że uważał, iż żadna z tych kategorii nie wyjaśnia w pełni istnienia narodu.

To właśnie dlatego jego wykład przetrwał ponad sto czterdzieści lat. Nie daje bowiem prostej odpowiedzi. Przeciwnie – otwiera debatę, która trwa do dziś i która przed wyborami prezydenckimi we Francji w 2027 roku ponownie znalazła się w samym centrum życia publicznego.

Europa, która szukała definicji narodu

Kiedy Ernest Renan wygłaszał swój wykład na Sorbonie, Europa przeżywała głęboką przebudowę polityczną. Zaledwie jedenaście lat wcześniej zakończyła się wojna francusko-pruska, która przyniosła Francji nie tylko dotkliwą klęskę militarną, lecz także utratę Alzacji i części Lotaryngii. Powstanie Cesarstwa Niemieckiego zmieniło układ sił na kontynencie, a pytanie o to, czym właściwie jest naród i co decyduje o przynależności do niego, przestało być wyłącznie przedmiotem filozoficznych rozważań. Stało się problemem politycznym o ogromnych konsekwencjach.

Właśnie dlatego Renan nie rozpoczyna swojego wykładu od przedstawienia własnej definicji. Najpierw analizuje odpowiedzi, które dominowały w XIX-wiecznej Europie, i pokazuje, dlaczego uważa je za niewystarczające. Jego zdaniem narodu nie da się wyjaśnić poprzez odwołanie do jednej cechy, nawet jeśli wydaje się ona wyjątkowo przekonująca.

Pierwszą z odrzucanych kategorii jest rasa. Renan sprzeciwia się przekonaniu, że wspólnota polityczna wynika z biologicznego pochodzenia jej członków. Przypomina, że historia Europy jest historią nieustannego mieszania się ludów, migracji i wzajemnych wpływów. Narody nie są wspólnotami „czystej krwi”, lecz rezultatami długich procesów historycznych. Próba budowania polityki wyłącznie na kryterium pochodzenia prowadziłaby – jego zdaniem – do fałszywego obrazu dziejów kontynentu.

Nie przekonuje go również język. Choć wspólny język ułatwia tworzenie więzi społecznych i przekazywanie kultury, sam w sobie nie tworzy jeszcze narodu. Renan wskazuje, że istnieją państwa posługujące się wieloma językami, które zachowują silną jedność polityczną, podobnie jak istnieją społeczności mówiące tym samym językiem, lecz należące do różnych narodów. Język może sprzyjać powstawaniu wspólnoty, ale nie wyjaśnia jej istnienia.

Podobnie ocenia religię. W dawnych epokach odgrywała ona ogromną rolę w organizowaniu życia zbiorowego, jednak nowoczesne społeczeństwa nie mogą już opierać swojej jedności wyłącznie na wspólnym wyznaniu. Także geografia, choć wyznacza przestrzeń życia państwa, nie tłumaczy, dlaczego mieszkańcy określonego terytorium chcą tworzyć jedną wspólnotę polityczną. Góry, rzeki i granice mogą wpływać na historię narodów, lecz same ich nie tworzą.

Odrzucając kolejne wyjaśnienia, Renan nie prowadzi akademickiej gry pojęciami. Zmierza do pytania znacznie ważniejszego. Skoro ani pochodzenie, ani język, ani religia, ani geografia nie wystarczają do zdefiniowania narodu, to co sprawia, że miliony ludzi uznają się za część tej samej wspólnoty i są gotowe ponosić odpowiedzialność za jej przyszłość? Właśnie w tym miejscu jego wykład staje się jedną z najważniejszych prób zrozumienia nowoczesnego narodu i do dziś pozostaje punktem odniesienia dla kolejnych pokoleń francuskich myślicieli.

Nieprzypadkowo Renan wygłasza swój wykład właśnie na Sorbonie. W drugiej połowie XIX wieku uczelnia ta nie była jedynie miejscem prowadzenia badań naukowych. Stanowiła jedno z najważniejszych centrów francuskiej refleksji nad państwem, historią i republiką. Wykład o narodzie nie był więc akademickim ćwiczeniem z filozofii polityki. Był publiczną próbą odpowiedzi na pytanie, które po wojnie z Prusami zajmowało całą francuską elitę intelektualną: co sprawia, że wspólnota polityczna trwa nawet wtedy, gdy doświadcza klęski i utraty części własnego terytorium.

Naród rodzi się z pamięci, ale żyje dzięki woli

Dopiero po odrzuceniu kolejnych XIX-wiecznych definicji narodu Ernest Renan przedstawia własną odpowiedź. Jest ona znacznie bardziej złożona, niż sugeruje to często przywoływane zdanie o „codziennym plebiscycie”. W rzeczywistości francuski myśliciel buduje swoją koncepcję na dwóch wzajemnie uzupełniających się filarach: wspólnej pamięci oraz wspólnej woli dalszego życia razem. Żaden z nich nie wystarcza samodzielnie. Dopiero ich połączenie tworzy naród.

Renan rozpoczyna od pamięci. Naród nie powstaje przypadkowo ani nie jest prostą sumą ludzi zamieszkujących to samo terytorium. Jest rezultatem długiego doświadczenia historycznego, wspólnie przeżytych zwycięstw i klęsk, sukcesów, dramatów oraz wyrzeczeń. Pokolenia przekazują sobie nie tylko język i instytucje, lecz również pamięć o wydarzeniach, które ukształtowały wspólnotę. W tym sensie historia nie jest jedynie zapisem przeszłości. Staje się spoiwem łączącym ludzi żyjących w różnych epokach.

W tym miejscu Renan formułuje jeszcze jedną myśl, która należy do najbardziej oryginalnych elementów jego wykładu, a jednocześnie bywa zaskakująco rzadko przywoływana. Pisze, że narody powstają nie tylko dzięki temu, co pamiętają, lecz również dzięki temu, o czym potrafią zapomnieć. W słynnym zdaniu stwierdza, że „zapomnienie, a nawet błąd historyczny, są istotnym czynnikiem tworzenia narodu”. Nie zachęca oczywiście do fałszowania historii. Zwraca uwagę na coś znacznie subtelniejszego. Żadna wspólnota nie byłaby w stanie przetrwać, gdyby każda dawna krzywda, wojna domowa, konflikt religijny czy spór dynastyczny pozostawały nieustannie obecne w świadomości kolejnych pokoleń. Budowanie narodu wymaga pamięci, ale wymaga również zdolności przezwyciężania dawnych podziałów, aby wspólna przyszłość nie pozostawała zakładnikiem wszystkich sporów przeszłości.

Jednocześnie Renan przestrzega przed naiwnym przekonaniem, że naród może istnieć wyłącznie dzięki pamięci. Historia Europy pokazuje bowiem, że nawet najgłębsze więzi ulegają osłabieniu, jeżeli kolejne pokolenia przestają uważać wspólnotę za własną. Dlatego obok wspólnej pamięci równie ważna jest świadoma zgoda na dalsze współtworzenie tej samej wspólnoty politycznej. Naród nie trwa siłą przyzwyczajenia ani wyłącznie dzięki odziedziczonej tradycji. Trwa dlatego, że jego członkowie każdego dnia odnawiają decyzję o wspólnym losie.

Dopiero w tym miejscu pojawia się zdanie, które przeszło do historii myśli politycznej. Renan pisze, że „istnienie narodu jest codziennym plebiscytem”. Wyrwane z kontekstu bywa interpretowane jako pochwała nieustannego głosowania lub dowód, że naród jest wyłącznie rezultatem indywidualnej decyzji obywateli. Tymczasem sens tej metafory jest znacznie głębszy. „Codzienny plebiscyt” nie oznacza codziennego wyboru od zera. Oznacza raczej codzienne potwierdzanie wspólnoty, która została odziedziczona po poprzednich pokoleniach i którą każde pokolenie przekazuje następnemu.

To właśnie dlatego Renan tak mocno podkreśla znaczenie zarówno pamięci, jak i przyszłości. Naród nie żyje wyłącznie wspomnieniami ani nie może opierać się jedynie na bieżącej zgodzie politycznej. Łączy ludzi zmarłych, żyjących i tych, którzy dopiero się narodzą. Wspólnota polityczna jest więc jednocześnie dziedzictwem i zobowiązaniem. Otrzymuje się ją od poprzedników, lecz jej dalsze istnienie zależy od decyzji współczesnych.

Tak rozumiana definicja narodu okazuje się zaskakująco odległa zarówno od koncepcji opartych wyłącznie na pochodzeniu etnicznym, jak i od poglądu sprowadzającego naród do zbioru obywateli podlegających temu samemu państwu. Renan proponuje rozwiązanie bardziej wymagające. Pokazuje, że wspólnota polityczna istnieje tylko wtedy, gdy pamięć historyczna i wola wspólnego życia wzajemnie się uzupełniają. Jeżeli zabraknie jednego z tych elementów, naród stopniowo traci zdolność odnawiania samego siebie.

Właśnie dlatego wykład wygłoszony w 1882 roku pozostaje tak często przywoływany we współczesnej Francji. Nie dlatego, że dostarcza prostych odpowiedzi na dzisiejsze problemy, lecz dlatego, że przypomina o dwóch pytaniach, których żadna republika nie może uniknąć. Pierwsze dotyczy tego, jakie doświadczenia i wartości chce przekazać następnym pokoleniom. Drugie zaś pyta, czy obywatele nadal chcą budować wspólną przyszłość w ramach tej samej wspólnoty politycznej. Między tymi dwoma pytaniami rozciąga się cała współczesna francuska debata o narodzie.

Każde pokolenie odkrywa Renana na nowo

Niewielu autorów może powiedzieć, że ich dzieło żyje własnym życiem przez ponad sto czterdzieści lat. Tak właśnie stało się z wykładem Ernesta Renana. Nie dlatego, że jego definicja narodu została powszechnie zaakceptowana. Przeciwnie – dlatego, że niemal każde pokolenie Francuzów odczytywało ją na nowo, dostrzegając w niej odpowiedzi na własne pytania i własne niepokoje.

W pierwszych dziesięcioleciach III Republiki wykład Renana postrzegano przede wszystkim jako intelektualną odpowiedź na konsekwencje wojny francusko-pruskiej oraz utratę Alzacji i Lotaryngii. W centrum uwagi znajdowało się pytanie, czy mieszkańców tych ziem należy uznawać za Niemców ze względu na język lub pochodzenie, czy też za Francuzów z racji ich historycznej przynależności i politycznej woli pozostania częścią Francji. W tym kontekście Renan przeciwstawiał się deterministycznym teoriom narodu, podkreślając znaczenie historii i świadomego wyboru wspólnoty politycznej.

Po II wojnie światowej jego wykład zaczął być odczytywany w nowym świetle. Europa, która doświadczyła katastrofalnych skutków rasizmu i biologicznych teorii narodu, chętnie przywoływała fragmenty odrzucające pochodzenie etniczne jako fundament wspólnoty politycznej. Renan stał się dla wielu symbolem republikańskiego uniwersalizmu, pokazującym, że naród nie jest wspólnotą krwi, lecz wspólnotą historii i obywatelskiej odpowiedzialności.

Pod koniec XX wieku akcent przesunął się raz jeszcze. Coraz częściej zwracano uwagę nie tylko na słynny „codzienny plebiscyt”, lecz również na pierwszą część wykładu, w której Renan mówi o wspólnej pamięci, dziedzictwie oraz konieczności przekazywania kolejnym pokoleniom doświadczeń budujących wspólnotę. To właśnie ten fragment zaczął odgrywać coraz większą rolę w refleksji filozofów zastanawiających się nad przyszłością republiki w warunkach przyspieszających przemian społecznych.

Nie jest więc przypadkiem, że współcześni uczestnicy francuskiej debaty tak często odwołują się do tego samego tekstu, dochodząc jednak do odmiennych wniosków. Pierre Manent dostrzega u Renana przypomnienie, że republika nie może istnieć bez wspólnoty historycznej zdolnej podtrzymywać własne instytucje i własną kulturę polityczną. Alain Finkielkraut zwraca uwagę na rolę pamięci, szkoły i dziedzictwa, bez których codzienna zgoda na życie razem staje się coraz trudniejsza. Marcel Gauchet odczytuje Renana przez pryzmat trwałości demokracji i zdolności społeczeństwa do opowiadania własnej historii.

Z kolei François Héran, Patrick Weil czy inni badacze współczesnej republiki podkreślają przede wszystkim obywatelski wymiar jego myśli. W ich interpretacji Renan pozostaje autorem, który odrzucił biologiczne i etniczne definicje narodu, wskazując, że wspólnota polityczna opiera się na zgodzie obywateli oraz wspólnym uczestnictwie w życiu republiki. Nie oznacza to odrzucenia historii, lecz przypomnienie, że przeszłość sama nie tworzy jeszcze narodu, jeśli nie towarzyszy jej świadoma wola dalszego życia razem.

Jeszcze inaczej czytają Renana autorzy tacy jak Mathieu Bock-Côté. Ich uwagę przyciąga przede wszystkim napięcie między pamięcią a wolą, które francuski filozof uznawał za warunek istnienia narodu. W tym ujęciu „codzienny plebiscyt” nie oznacza dowolności ani możliwości dowolnego redefiniowania wspólnoty, lecz zobowiązanie do podtrzymywania dziedzictwa otrzymanego od poprzednich pokoleń. To właśnie dlatego współczesna debata o narodzie tak często powraca do Renana: jego tekst nie zamyka dyskusji, lecz pozostawia przestrzeń dla różnych interpretacji.

Na tym polega niezwykłość wykładu z 1882 roku. Nie jest on dokumentem należącym wyłącznie do historii idei ani zabytkiem francuskiej myśli politycznej. Stał się tekstem, który kolejne pokolenia czytają na nowo, ponieważ każde z nich odnajduje w nim pytania bardziej niż gotowe odpowiedzi. Być może właśnie dlatego Renan pozostaje obecny w debatach XXI wieku z siłą, której nie przewidziałby nawet on sam.

Dlaczego Renan wciąż jest obecny we francuskiej debacie?

Można odnieść wrażenie, że wykład Ernesta Renana należy już wyłącznie do historii filozofii politycznej. Nic bardziej mylnego. Wystarczy sięgnąć do współczesnych francuskich książek, czasopism opinii czy debat publicznych, aby przekonać się, że jego nazwisko pojawia się z zadziwiającą regularnością. Nie dzieje się tak dlatego, że Francuzi żyją przeszłością. Powód jest znacznie prostszy. Renan sformułował pytania, na które kolejne pokolenia wciąż próbują znaleźć własne odpowiedzi.

To właśnie dlatego współczesna debata o narodzie tak często powraca do jego wykładu. Pierre Manent, zastanawiając się nad przyszłością republiki i znaczeniem wspólnoty politycznej, przypomina, że demokracja nie istnieje w oderwaniu od narodu zdolnego uznać wspólne prawa, obowiązki i instytucje za własne.

Nie jest przypadkiem, że właśnie Pierre Manent należy dziś do najważniejszych współczesnych interpretatorów Renana. Nie traktuje jego wykładu jako historycznego dokumentu ani zamkniętej teorii narodu. Czyta go jako punkt wyjścia do refleksji nad kondycją współczesnej republiki i nad pytaniem, czy demokratyczne instytucje mogą zachować trwałość bez wspólnoty świadomej własnej historii. Dzięki temu między wykładem z 1882 roku a współczesną debatą nie powstaje przepaść. Powstaje ciągłość myślenia, która pozwala lepiej zrozumieć, dlaczego pytania Renana pozostają żywe również w XXI wieku.

Alain Finkielkraut, pisząc o kulturze, szkole i pamięci historycznej, pokazuje, że wspólnota polityczna nie rodzi się wyłącznie z procedur demokratycznych, lecz wymaga również przekazywania dziedzictwa, które kolejne pokolenia uznają za wspólne. Marcel Gauchet, analizując kryzys współczesnej demokracji, stawia pytanie o zdolność społeczeństwa do podtrzymywania wspólnej opowieści o sobie samym.

Nie są to jednak próby prostego powtarzania Renana. Każdy z tych autorów prowadzi z nim własny dialog, wykorzystując jego intuicje do opisu problemów, których XIX-wieczny filozof nie mógł przewidzieć. Migracje na niespotykaną wcześniej skalę, globalizacja, integracja europejska, rewolucja cyfrowa czy zmieniająca się struktura społeczeństw sprawiają, że pytanie o naród pojawia się dziś w zupełnie nowych okolicznościach. Tym bardziej zaskakuje fakt, że wykład wygłoszony ponad sto czterdzieści lat temu nadal okazuje się użytecznym punktem odniesienia.

Z drugiej strony badacze tacy jak François Héran czy Patrick Weil również odwołują się do republikańskiej tradycji, choć akcentują inne elementy tej samej spuścizny. Ich refleksja koncentruje się przede wszystkim na obywatelstwie, instytucjach państwa oraz sposobie funkcjonowania współczesnego społeczeństwa. W ich przekonaniu siła republiki polega właśnie na zdolności włączania nowych obywateli do wspólnoty politycznej poprzez wspólne prawo i wspólne instytucje. Także oni nie odrzucają Renana, lecz odczytują go przez pryzmat republikańskiego uniwersalizmu, który pozostaje jednym z fundamentów francuskiej tradycji politycznej.

To właśnie dlatego francuska debata nie jest prostym konfliktem między zwolennikami i przeciwnikami myśli Renana. Znacznie trafniej byłoby powiedzieć, że niemal wszyscy uczestnicy tej dyskusji poruszają się w przestrzeni pytań, które on wyznaczył. Różnią się odpowiedziami, inaczej rozkładają akcenty, odmiennie interpretują znaczenie historii, kultury, obywatelstwa czy pamięci, jednak punkt wyjścia pozostaje zaskakująco podobny. W tym sensie Renan nie jest autorem jednej szkoły myślenia. Jest raczej wspólnym punktem odniesienia dla bardzo różnych tradycji francuskiej refleksji nad narodem.

Polski czytelnik ma dziś wyjątkową możliwość śledzenia tej rozmowy bez konieczności sięgania wyłącznie do francuskich wydawnictw. Na łamach „Wszystko co Najważniejsze ”od wielu lat publikowane są teksty Pierre’a Manenta, Alaina Finkielkrauta, Marcela Gaucheta, Luca Ferry’ego oraz wielu innych autorów uczestniczących w tej debacie. Czytane razem układają się one w wielogłos, który pozwala zrozumieć, że współczesny francuski spór o naród nie rozpoczął się wraz z kampanią prezydencką 2027 roku. Kampania jedynie nadała mu większą widoczność. Sama rozmowa trwa natomiast od dziesięcioleci i wszystko wskazuje na to, że pozostanie jednym z najważniejszych elementów francuskiego życia intelektualnego również po zakończeniu obecnego cyklu wyborczego.

Dlaczego wszyscy cytują Renana, choć nie rozumieją go tak samo?

Nie ma chyba drugiego autora we współczesnej francuskiej myśli politycznej, którego przywoływano by równie często i jednocześnie interpretowano w tak odmienny sposób. Wystarczy prześledzić najważniejsze książki poświęcone narodowi, republice czy obywatelstwu, aby przekonać się, że nazwisko Ernesta Renana pojawia się niemal wszędzie. Nie oznacza to jednak istnienia zgody co do sensu jego wykładu. Przeciwnie – to właśnie wieloznaczność jego myśli sprawia, że pozostaje ona nieustannie obecna w debacie.

Dla części autorów najważniejszym przesłaniem Renana pozostaje odrzucenie biologicznych i etnicznych definicji narodu. To ten fragment jego wykładu najczęściej przywoływany jest przez badaczy podkreślających obywatelski charakter republiki francuskiej. W ich interpretacji Renan przypomina przede wszystkim, że wspólnoty politycznej nie można budować na pochodzeniu, rasie czy języku, ponieważ historia Europy pokazuje, iż narody zawsze powstawały w wyniku długotrwałych procesów historycznych, a nie biologicznej jednorodności.

Inni czytelnicy zwracają uwagę przede wszystkim na drugą część jego wywodu. Ich zdaniem Renan nie ogranicza się do odrzucenia dawnych definicji narodu, lecz proponuje własną koncepcję opartą na pamięci historycznej, wspólnym doświadczeniu oraz odpowiedzialności za przyszłość. To właśnie ten element jego refleksji inspiruje autorów zastanawiających się nad warunkami trwałości republiki oraz możliwością przekazywania wspólnej kultury kolejnym pokoleniom.

Obie interpretacje znajdują oparcie w tekście z 1882 roku. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy jedna z nich zaczyna być przedstawiana jako jedyne możliwe odczytanie Renana. Tymczasem siła jego wykładu polega właśnie na tym, że nie daje się sprowadzić do jednego zdania ani jednego politycznego programu. Renan nie proponuje gotowej recepty dla przyszłych pokoleń. Wyznacza raczej przestrzeń, w której kolejne generacje muszą samodzielnie odpowiedzieć na pytanie o naturę własnej wspólnoty.

To dlatego jego myśl pozostaje tak odporna na upływ czasu. Nie zamyka debaty, lecz ją otwiera. Każda epoka odnajduje w niej inne akcenty, ponieważ każda staje wobec innych wyzwań. Francja końca XIX wieku szukała odpowiedzi na pytanie o skutki wojny z Prusami i utraty części terytorium. Francja drugiej połowy XX wieku próbowała odbudować republikę po doświadczeniu wojny i okupacji. Francja XXI wieku mierzy się z problemami migracji, integracji, bezpieczeństwa oraz przemian demograficznych. Pytania się zmieniają, lecz wykład Renana pozostaje jednym z niewielu tekstów, do których można wracać za każdym razem, gdy wspólnota polityczna próbuje zrozumieć samą siebie.

Być może właśnie dlatego współczesne francuskie dyskusje tak często sprawiają wrażenie rozmowy prowadzonej z Renanem, a nie jedynie o Renanie. Jego wykład nie funkcjonuje już jako dokument należący do historii idei. Stał się częścią języka, którym Francuzi opisują własną republikę. To zaś oznacza, że zrozumienie jego myśli nie jest wyłącznie zadaniem historyka filozofii. Jest jednym z kluczy do zrozumienia współczesnej Francji.

Od Renana do wyborów prezydenckich 2027

Między wykładem wygłoszonym na Sorbonie w 1882 roku a kampanią prezydencką prowadzoną we Francji ponad sto czterdzieści lat później rozciąga się epoka, której Renan nie mógł sobie nawet wyobrazić. Dwie wojny światowe, dekolonizacja, budowa integracji europejskiej, globalizacja, rewolucja cyfrowa oraz przemiany demograficzne zmieniły społeczeństwo francuskie w stopniu nieporównywalnym z doświadczeniem XIX wieku. A jednak pytania postawione przez autora Qu’est-ce qu’une nation? nie utraciły znaczenia.

Zmieniły się natomiast okoliczności, w których są stawiane. Renan zastanawiał się nad naturą narodu w czasie, gdy Europa budowała nowoczesne państwa narodowe. Współczesna Francja próbuje odpowiedzieć na podobne pytania w świecie, w którym państwa pozostają częścią większych struktur politycznych i gospodarczych, społeczeństwa stają się coraz bardziej zróżnicowane, a migracje, mobilność i rozwój technologii zmieniają sposób funkcjonowania wspólnot politycznych.

Nie oznacza to, że kampania prezydencka 2027 roku będzie referendum nad myślą Renana. Kandydaci nie prowadzą sporów o interpretację jego wykładu i rzadko odwołują się do niego wprost. W praktyce odpowiadają jednak na pytania, które on sformułował z niezwykłą precyzją. Jakie doświadczenia tworzą wspólnotę narodową? Jaką rolę odgrywają pamięć historyczna i szkoła? Czy republika zachowuje zdolność integrowania kolejnych pokoleń obywateli? W jaki sposób można pogodzić ciągłość wspólnoty z nieuniknioną zmianą społeczną?

Właśnie wokół tych zagadnień od wielu lat koncentrują się francuskie dyskusje dotyczące migracji, asymilacji, laickości, bezpieczeństwa, obywatelstwa czy polityki edukacyjnej. Każdy z tych tematów posiada własną historię i własną dynamikę, jednak wszystkie spotykają się w jednym miejscu – w pytaniu o warunki trwałości republiki. Dlatego uczestnicy współczesnych debat tak często wracają do autorów, którzy próbowali opisać naturę wspólnoty politycznej, nawet jeśli ich odpowiedzi nie dają się bezpośrednio zastosować do problemów XXI wieku.

To również pozwala lepiej zrozumieć, dlaczego kampania prezydencka 2027 roku ma charakter wykraczający poza zwykłą rywalizację polityczną. Oczywiście będzie ona dotyczyła gospodarki, finansów publicznych, miejsca Francji w Europie, bezpieczeństwa czy polityki zagranicznej. Równocześnie stanie się kolejnym etapem znacznie głębszej rozmowy o tym, czym jest naród i jakie więzi pozwalają wspólnocie politycznej zachować ciągłość mimo nieustannych zmian.

W tym sensie Ernest Renan pozostaje uczestnikiem współczesnej francuskiej debaty nie dlatego, że jego wykład zawiera gotowe rozwiązania dla problemów XXI wieku. Pozostaje obecny dlatego, że nauczył kolejne pokolenia stawiać pytania, których żadna republika nie może na zawsze odłożyć na bok. Wybory prezydenckie w 2027 roku będą jedynie kolejnym rozdziałem tej rozmowy, a nie jej zakończeniem.

Czy można powoływać się na Renana, pomijając połowę jego myśli?

Los wielu wielkich dzieł polega na tym, że z czasem zaczynają funkcjonować bardziej jako zbiór cytatów niż jako spójne wywody. Nie ominęło to również wykładu Ernesta Renana. W debacie publicznej najczęściej przywoływane jest jedno zdanie o „codziennym plebiscycie”, podczas gdy znacznie rzadziej przypomina się drogę rozumowania, która prowadzi autora do tej konkluzji. W efekcie łatwo odnieść wrażenie, że Renan stworzył prostą definicję narodu, choć w rzeczywistości jego wykład jest próbą pogodzenia kilku pozornie sprzecznych intuicji.

Najczęściej pomijanym elementem tej refleksji jest przekonanie, że wspólnota polityczna nie może istnieć bez pamięci. Renan wielokrotnie podkreśla, że naród jest rezultatem wspólnie przeżytej historii oraz doświadczeń, które kolejne pokolenia uznają za własne. Nie chodzi wyłącznie o pamięć zwycięstw. Równie ważne są cierpienia, porażki i wyrzeczenia, ponieważ to one budują poczucie solidarności silniejsze niż doraźny interes polityczny. W tym sensie pamięć nie jest dodatkiem do narodu, lecz jednym z warunków jego istnienia.

Równie często upraszcza się drugi filar jego myśli, czyli wolę dalszego życia razem. Współcześnie bywa ona interpretowana tak, jakby wspólnota polityczna mogła być codziennie tworzona od nowa wyłącznie na podstawie indywidualnych decyzji obywateli. Tymczasem Renan pisze o czymś znacznie bardziej wymagającym. Wola życia razem nie oznacza dowolności ani możliwości nieustannego redefiniowania narodu. Jest świadomym podjęciem odpowiedzialności za dziedzictwo, które zostało odziedziczone po wcześniejszych pokoleniach i które należy przekazać następnym.

Dopiero odczytanie obu tych elementów łącznie pozwala zrozumieć, dlaczego wykład z 1882 roku do dziś wywołuje tak odmienne interpretacje. Autorzy akcentujący przede wszystkim republikański uniwersalizm chętniej przypominają fragmenty odrzucające rasę, język czy religię jako jedyne kryteria narodu. Ci, którzy zastanawiają się nad trwałością wspólnoty politycznej, częściej wracają do rozważań o pamięci, kulturze i odpowiedzialności za wspólne dziedzictwo. Obie grupy odnajdują u Renana argumenty istotne dla własnego sposobu myślenia, ponieważ jego wykład rzeczywiście zawiera oba te wymiary.

To właśnie ta wewnętrzna równowaga sprawia, że myśl Renana nie starzeje się mimo upływu czasu. Nie daje prostych odpowiedzi, które można bez zmian zastosować do nowych problemów. Zmusza natomiast do zachowania proporcji między historią i przyszłością, między pamięcią i wolą, między dziedzictwem a odpowiedzialnością. Być może właśnie dlatego kolejne pokolenia Francuzów wracają do niego nie po gotowe rozwiązania, lecz po sposób stawiania pytań o wspólnotę polityczną.

Można odnieść wrażenie, że współczesna debata nie toczy się już o samą definicję narodu, lecz o proporcje między elementami, które Renan próbował utrzymać w równowadze. Jedni mocniej akcentują znaczenie wspólnej historii, inni rolę obywatelstwa i instytucji republiki. Tymczasem siła jego wykładu polega właśnie na tym, że nie pozwala zredukować wspólnoty politycznej do jednego tylko wymiaru. Każda próba odczytywania Renana wyłącznie przez pryzmat pamięci albo wyłącznie przez pryzmat obywatelstwa sprawia, że jego myśl traci swoją najbardziej charakterystyczną cechę – wewnętrzną równowagę.

Dlaczego warto czytać Renana również w Polsce?

Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że wykład Ernesta Renana należy wyłącznie do historii francuskiej myśli politycznej. Powstał w określonym momencie dziejów Francji, był odpowiedzią na doświadczenie wojny z Prusami oraz utraty Alzacji i Lotaryngii, a jego autor prowadził polemikę z koncepcjami narodu obecnymi w Europie drugiej połowy XIX wieku. Wszystko to jest prawdą. Jednocześnie jednak trudno znaleźć drugi tekst, który z podobną precyzją stawiałby pytania powracające w niemal każdej demokracji.

Renan nie pyta przede wszystkim o granice państwa ani o sposób organizacji jego instytucji. Interesuje go coś znacznie bardziej podstawowego: dlaczego ludzie chcą tworzyć wspólnotę polityczną i co sprawia, że trwa ona mimo upływu pokoleń, zmian społecznych oraz kolejnych kryzysów. Są to pytania, które nie należą wyłącznie do historii Francji. Powracają wszędzie tam, gdzie społeczeństwa zastanawiają się nad własną przyszłością, nad znaczeniem obywatelstwa, pamięci historycznej i odpowiedzialności za dobro wspólne.

Z tej perspektywy wykład z 1882 roku można czytać nie jako gotowy model państwa ani jako receptę na rozwiązywanie współczesnych sporów politycznych, lecz jako zaproszenie do refleksji nad samą naturą wspólnoty. Renan nie proponuje prostego przepisu na naród. Pokazuje raczej, że żadna wspólnota nie utrzymuje się wyłącznie dzięki prawu, gospodarce czy sprawnym instytucjom. Potrzebuje również pamięci o własnej historii oraz przekonania, że wspólna przyszłość jest dobrem, o które warto wspólnie zabiegać.

Właśnie dlatego jego wykład zachowuje aktualność również poza Francją. Nie dlatego, że inne państwa powinny naśladować francuskie doświadczenia lub przyjmować francuskie odpowiedzi. Każdy naród rozwijał się w odmiennych warunkach historycznych i wypracował własny model życia politycznego. Renan pomaga jednak zrozumieć, że niezależnie od tych różnic wszystkie trwałe wspólnoty stają przed podobnym wyzwaniem: muszą nieustannie odnawiać więź między przeszłością, teraźniejszością i przyszłością.

Dla polskiego czytelnika jest to cenna lekcja jeszcze z jednego powodu. Debaty o narodzie bardzo łatwo ulegają uproszczeniu i zamieniają się w spór haseł, w którym jedna strona przeciwstawia historię nowoczesności, a druga obywatelstwo tradycji. Renan pokazuje, że rzeczywistość jest znacznie bardziej złożona. Wspólnota polityczna nie rozwija się dzięki prostym przeciwstawieniom, lecz dzięki umiejętności łączenia elementów, które na pierwszy rzut oka wydają się trudne do pogodzenia: pamięci i otwartości, ciągłości i zmiany, dziedzictwa i wolności.

Być może właśnie dlatego wykład wygłoszony na Sorbonie ponad sto czterdzieści lat temu pozostaje jedną z najważniejszych lektur europejskiej myśli politycznej. Nie dlatego, że zamknął dyskusję o narodzie, lecz dlatego, że nadał jej formę, w której może być prowadzona również dzisiaj. Każde pokolenie odnajduje w nim własne pytania. Niewiele tekstów potrafi przetrwać próbę czasu w tak przekonujący sposób.

Rozmowa, która wciąż trwa

Ernest Renan z pewnością nie przewidział świata, w którym żyjemy. Nie mógł znać doświadczeń dwóch wojen światowych, narodzin i rozwoju integracji europejskiej, globalizacji, rewolucji cyfrowej ani przemian demograficznych, które na nowo stawiają pytania o naturę wspólnot politycznych. Nie próbował również tworzyć programu dla przyszłych pokoleń. Pozostawił po sobie coś znacznie cenniejszego – sposób myślenia, który nie zamyka debaty, lecz zachęca do jej dalszego prowadzenia.

To właśnie dlatego jego wykład z 1882 roku zachowuje niezwykłą żywotność. Nie jest czytany dlatego, że zawiera ponadczasową receptę na rozwiązanie wszystkich problemów republiki. Jest czytany dlatego, że z wyjątkową przenikliwością pokazuje złożoność samego pytania o naród. Renan przypomina, że wspólnota polityczna nie daje się sprowadzić ani do wspólnego pochodzenia, ani do języka, ani do prawa, ani nawet do pamięci historycznej rozumianej w oderwaniu od teraźniejszości. Istnieje tam, gdzie historia spotyka się z odpowiedzialnością, a odziedziczone doświadczenie staje się świadomym zobowiązaniem wobec przyszłości.

Być może właśnie ta równowaga sprawia, że jego myśl pozostaje odporna na polityczne mody i zmieniające się interpretacje. Każde pokolenie odkrywa u Renana coś innego, ponieważ każde staje wobec własnych wyzwań. Jedni odnajdują u niego obronę republikańskiego uniwersalizmu, inni przypomnienie o znaczeniu pamięci i kultury, jeszcze inni refleksję nad odpowiedzialnością obywateli za trwałość wspólnoty. Żadne z tych odczytań nie wyczerpuje jednak całości jego myśli, która świadomie wymyka się prostym klasyfikacjom.

W tym sensie Renan pozostaje nie tyle autorem jednej definicji narodu, ile przewodnikiem po jednym z najtrudniejszych zagadnień nowoczesnej polityki. Nie podpowiada, jaką decyzję powinny podejmować kolejne pokolenia obywateli. Uczy raczej, że pytanie o wspólnotę polityczną nie może zostać raz na zawsze rozstrzygnięte, ponieważ każda epoka musi odpowiedzieć na nie na nowo, korzystając z własnego doświadczenia, ale nie zapominając o doświadczeniu tych, którzy byli wcześniej.

Dlatego wykład Qu’est-ce qu’une nation? pozostaje czymś więcej niż klasycznym tekstem z historii idei. Jest jedną z tych nielicznych lektur, do których warto wracać nie po to, aby znaleźć gotowe odpowiedzi, lecz aby lepiej zrozumieć pytania. A pytanie o to, czym jest naród i co sprawia, że wspólnota polityczna trwa mimo upływu czasu, należy do tych, które – niezależnie od epoki i szerokości geograficznej – nigdy nie tracą aktualności.

Można powiedzieć, że największym osiągnięciem Renana nie było stworzenie nowej definicji narodu. Było nim pokazanie, że pytanie o wspólnotę polityczną nie daje się raz na zawsze rozstrzygnąć. Każde pokolenie musi odpowiedzieć na nie samodzielnie, korzystając z własnego doświadczenia i własnej historii. W tym sensie jego wykład nie zamyka dyskusji. Wyznacza jedynie reguły rozmowy, która trwa już od ponad stu czterdziestu lat.

Być może właśnie dlatego Ernest Renan pozostaje obecny w XXI wieku nie jako postać z podręczników historii, lecz jako rozmówca. Nie uczestniczy już w debatach prowadzonych na uniwersytetach ani w sporach toczonych na łamach gazet. Nadal uczestniczy jednak w czymś znacznie ważniejszym – w niekończącej się europejskiej rozmowie o tym, czym jest wspólnota polityczna i dlaczego kolejne pokolenia uznają, że warto ją zachować.

Arkadiusz Jordan
Paryż

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 18 lipca 2026