Kim jest Katarzyna MIECZKOWSKA, dyrektor Muzeum Narodowego w Lublinie

Marta Cienkowska, zdecydowała, że Katarzyna Mieczkowska obejmie stanowisko dyrektora Muzeum Narodowego w Lublinie. Jej pięcioletnia kadencja rozpocznie się 30 września – poinformował resort kultury.
Autorka licznych publikacji naukowych z zakresu samorządu, kultury, muzealnictwa, komunikacji w muzeach. Katarzyna MIECZKOWSKA
.Muzeum Narodowe w Lublinie to jedna z najstarszych i największych instytucji kulturalnych na wschodzie Polski. Ma cztery oddziały na terenie Lublina i pięć zamiejscowych. Główna siedziba muzeum i większość jego oddziałów to wysokiej klasy zabytki. Gromadzi ono i eksponuje zabytki z zakresu archeologii, etnografii, militariów, numizmatyki i sztuki.
Minister kultury i dziedzictwa narodowego Marta Cienkowska powołała dr hab. Katarzynę Mieczkowską na stanowisko dyrektora Muzeum Narodowego w Lublinie na pięcioletnią kadencję, która rozpocznie się 30 września – poinformowano w opublikowanym komunikacie.
Katarzyna Mieczkowska jest muzealnikiem, kustoszem dyplomowanym, doktorem nauk humanistycznych. Stopień doktora habilitowanego uzyskała w dziedzinie nauk społecznych. Ukończyła Wydział Politologii na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie oraz dwuletnie podyplomowe studia na kierunku „Dziennikarstwo i Komunikacja Społeczna” na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego, a także podyplomowe studia „Zarządzanie i Marketing” na Politechnice Lubelskiej. Ponadto, w latach 2016-2017 odbyła studia Master of Business Administration z University of Minnesota na Politechnice Lubelskiej.
W 2005 r. rozpoczęła pracę naukowo-dydaktyczną w Zakładzie Samorządów i Polityki Lokalnej Wydziału Politologii UMCS. W latach 2005-2009 pracowała w Akademickim Centrum Kultury, a następnie jako rzeczniczka prasowa UMCS. W latach 2010-2011 pełniła funkcję dyrektora Kancelarii Prezydenta w Urzędzie Miasta Lublin, a w latach 2012–2014 funkcję zastępcy prezydenta ds. kultury. W 2015 r. została dyrektorem Muzeum Lubelskiego w Lublinie. 1 października 2020 r. została powołana na pięcioletnią kadencję na stanowisku dyrektora Muzeum Narodowego w Lublinie.
Jest autorką licznych publikacji naukowych z zakresu samorządu, kultury, muzealnictwa, komunikacji w muzeach i projektowania wystaw muzealnych. Członek Rady ds. Muzeów i Miejsc Pamięci Narodowej przy Ministrze Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz licznych gremiów doradczych i eksperckich.
Muzea są wizytówkami państw
.W świecie zsekularyzowanym muzea pełnią rolę świeckich katedr, miejsc, które wyznaczają w przestrzeni tożsamość narodów i miast. Są wizytówkami państw i magnesami przyciągającymi turystów. Luwr, British Muzeum, muzea watykańskie, Prado są zadeptywane przez miliony zwiedzających rocznie – twierdzi Robert KOSTRO.
Piotr ZAREMBA: Czy przełom w stosunku władzy do Muzeum nie nastąpił jeszcze pod koniec rządów Platformy?
Robert KOSTRO: Rozważałem wtedy dymisję, bo wydawało się, że nie pójdziemy dalej. Co gorsza, w 2014 roku władze Warszawy wycofały się z lokalizacji nad Trasą Łazienkowską. Prezydentem była wówczas Hanna Gronkiewicz -Waltz. Uzasadnieniem były obawy o koszty przedsięwzięcia i ewentualną konieczność zamknięcia Trasy w okresie budowy. Przedstawialiśmy ekspertyzy, z których wynikało, że prace będzie można realizować bez większych utrudnień ruchu.
– Platforma mówiła: zrobimy to, ale wolniej? Niektórzy politycy PO niby Muzeum popierali.
– To paradoks, ale współpraca z rządem PO – choć nie była prosta – stworzyła pewne nowe ciekawe możliwości i konieczności. Po pierwsze, musiałem współpracować z Radami Muzeum, w składzie których znalazło się wiele postaci bliskich tamtego obozu rządzącego, w tym profesorowie Henryk Samsonowicz i Andrzej Friszke. To była okazja do rozmowy i do zbudowania wzajemnego zaufania, że szukamy wspólnych rozwiązań. Musiałem też chodzić i przekonywać – polityków i intelektualistów. Kiedyś jadąc do Krakowa spotkałem w wagonie Warsu Adama Michnika. Podszedłem, przedstawiłem się i zacząłem mówić o Muzeum. Najpierw odpowiedział dowcipnie: „Ale ja nie jestem masonem”, potem rozmowa się potoczyła i przenieśliśmy się do przedziału, gdzie siedział z Heleną Łuczywo. Rozmawialiśmy całą drogę. Umawiałem się z różnymi osobami – z Małgorzatą Kidawą-Błońską, z Aleksandrem Smolarem. Z kolei Tomek Merta pracował nad swoim przyjacielem Rafałem Grupińskim. Wspierał mnie również Kazik Ujazdowski, lobbował u ówczesnego marszałka Sejmu Grzegorza Schetyny i szefa struktur mazowieckich, Andrzeja Halickiego.
Powstało też Stowarzyszenie Przyjaciół Muzeum Historii Polski. I tam udało mi się zgromadzić ludzi z różnych środowisk. Było wśród nich grono profesorów: Magdalena Gawin, Andrzej Nowak, Wojciech Roszkowski, Adam Daniel Rotfeld, dr Mateusz Werner, dr Kazimierz Wóycicki, Zdzisław Najder,. List otwarty w sprawie Muzeum oprócz ludzi kojarzonych z prawicą podpisali także Eugeniusz Smolar i profesor Jan Kofman. Popierali nas zawsze członkowie Rady, w tym Władysław Bartoszewski, Henryk Samsonowicz i Andrzej Friszke. Przekonałem też do naszej sprawy profesora Tomasza Nałęcza, wówczas doradcę prezydenta Komorowskiego.
Kiedyś podczas uroczystości Święta Niepodległości Komorowski, obok którego stał Nałęcz, przywitał się ze mną i rzekł: „Tomek zabiega o Muzeum”. Myślę, że te wszystkie działania pomogły przetrwać tej instytucji, budowały przekonanie, że to nie jest jakieś prawicowe polityczne i ideologiczne przedsięwzięcie, tylko projekt włączający różnych ludzi. Ostatecznie jednak w budowę nie chciał zaangażować się rząd. Po prostu nie byłem postrzegany jako człowiek tej formacji.
– Projekt Muzeum Drugiej Wojny Światowej odbierałeś jako konkurencyjny? To był projekt Tuska, Paweł Machcewicz miał początkowo swoją siedzibę w kancelarii premiera.
– Tak bym tego nie ujął, bo nie sądzę, żeby ktoś w pierwszych latach rządu PO w ogóle poważnie rozważał budowę MHP. Na pewno Muzeum Drugiej Wojny Światowej to była odpowiedź na Muzeum Powstania Warszawskiego – ale też i forma odpowiedzi na niemieckie inicjatywy, takie jak Centrum Przeciw Wypędzeniom. Rozmawiałem o MHP kiedyś z Wojciechem Dudą, redaktorem naczelnym kwartalnika „Przegląd Polityczny”, gdańskim liberałem i doradcą Tuska do spraw polityki historycznej. Był 2009 rok, rocznica powstania Ruchu Młodej Polski świętowana w Gdańsku, podszedłem więc i spytałem, czy mógłbym liczyć na jego wsparcie u premiera w sprawie Muzeum. Odpowiedział, że „Donald nie zamierza przejść do historii jako człowiek, który buduje muzea. O Muzeum Historii Polski niech się zatroszczy Zdrojewski”. To było połowicznie prawdziwe. Rzeczywiście priorytetem Tuska było Muzeum Drugiej Wojny Światowej, jednak inwestycja tej skali co nasze Muzeum nie zależała od samego Zdrojewskiego, a od decyzji całego rządu.
W 2014 roku zamierzałem podać się do dymisji, ale kiedy Donald Tusk został Przewodniczącym Rady Europejskiej, a wiosną Zdrojewski wyjechał do Brukseli obejmując mandat europosła, klimat się zmienił. Urząd ministra objęła Małgorzata Omilanowska, miałem z nią dobrą, konkretną rozmowę. Dostałem czytelny komunikat: muzeum nad Trasą Łazienkowską nie powstanie, ale znajdzie się finansowanie na zbudowanie gmachu w innej lokalizacji.
Poprosiłem ją wówczas, żeby publicznie nie mówiła o zmianie miejsca, dopóki nie znajdziemy nowego. Kilka dni później powiedziała jednak dziennikarzowi, że nie ma możliwości realizacji projektu Paczowskiego, a to oznaczało, że sprawa staje się publicznym faktem, co otworzyło mi drogę do krytyki tej decyzji. Dałem kilka wywiadów, między innymi w „Rzeczpospolitej”, w „Sieciach” i „Do Rzeczy”. W dwa miesiące później spotkałem ją podczas jakiejś konferencji. Miała pretensję, że ją atakuję: „Pan wie, że nad Trasą zbudować się nie da”. Ja jej na to: „Wiem, ale gdybym ja to powiedział, sam byłbym odpowiedzialny za wyszukanie nowej lokalizacji, a skoro pani to mówi, to na pani ciąży obowiązek znalezienia innego miejsca”. Kiwnęła głową „Ma pan rację”.
– Dlaczego nie dało się budować nad Trasą?
– Być może kiedy uzgadnialiśmy lokalizację przed konkursem w 2009, urząd miasta w ogóle nie traktował tej sprawy poważnie. Po konkursie zaczęło się podnoszenie wielu technicznych i praktycznych problemów. Były obawy, że realizacja projektu Paczowskiego oznaczać może ograniczenia ruchu na Trasie Łazienkowskiej. Przeciwko nam nastawiał media Wojciech Krukowski, który szefował wówczas Centrum Sztuki Współczesnej i bał się zdominowania Zamku Ujazdowskiego przez architekturę Muzeum. Ujawnili się miłośnicy widoku z Placu Trzech Krzyży na praską stronę, obrońcy domków fińskich… Ostatecznym hamulcowym okazały się jednak władze Warszawy.
– Czy Omilanowska coś zrobiła?
– O Trasę nie walczyła, ale jej czasów powstała idea umieszczenia Muzeum na Cytadeli. Współautorem koncepcji był szef MON Tomasz Siemoniak, który uważał, że budowa nowego Muzeum Wojska Polskiego będzie zbyt droga i w związku z tym chciał się podzielić kosztami jego realizacji z Ministerstwem Kultury. W ten sposób pojawił się pomysł przejęcia przez nas głównego budynku spośród trzech obiektów planowanych jako nowy kompleks MWP. To był jakiś konkret.
Ale droga do budowy muzeum była wciąż niełatwa, zwłaszcza że określony wiosną 2015 roku budżet był zbyt niski w stosunku do potrzeb. Ówczesny szef Departamentu Finansowego MKiDN, zmarły niedawno Wojciech Kwiatkowski powiedział, że więcej teraz nie dostaniemy, ale że budżet zostanie urealniony po zakończeniu projektowania budynku. Wzięliśmy więc to, co udało się uzyskać i jeszcze przed wyborami rząd przyjął pierwszą uchwałę w sprawie Wieloletniego Planu Rządowego. Podpisana została również umowa z udziałem Omilanowskiej i Siemoniaka oraz mnie i Zbigniewa Wawra, dyrektora MWP. Potem rozpoczęliśmy negocjowanie umowy z projektantami z pracowni WXCA, żeby adaptować gmach do naszych potrzeb.
– A potem nastąpiły wybory i wygrał je PiS…
– Dla inicjatywy kluczowe było od tego momentu zaangażowanie nowego ministra kultury prof. Piotra Glińskiego i jego wiceministra Jarosława Sellina. Sprawa nie była wcale oczywista. Jeszcze przed wyborami spotkałem się z krytyką niektórych prawicowych publicystów, że Cytadela, dawna carska twierdza, to złe miejsce dla Muzeum. Między innymi uczestniczyłem w burzliwej dyskusji w Gdyni, podczas Festiwalu Niezłomni Niepokorni Wyklęci, gdzie mocno zaatakował mnie Paweł Nowacki.
Zatem ta decyzja wymagała od Ministra odwagi i bez jego przekonania, że projekt powinien być kontynuowany, że trzeba urealnić jego budżet i że nie ma co wyglądać idealnej lokalizacji dla Muzeum, dużo byśmy nie zdziałali. Szukanie nowej lokalizacji to byłyby kolejne lata i kto wie, czy dzisiaj gmach byłby ukończony. Później Nowacki, kiedy był pierwszy raz w Muzeum, przyznał, że miałem wtedy rację. Muszę przyznać, że zaangażowanie nowego ministra do prowadzenia tej inwestycji było kluczowe wówczas i w wielu sytuacjach kryzysowych, których nie zabrakło w ciągu kolejnych ośmiu lat.
Na tym etapie istotne było też stanowisko Jarosława Kaczyńskiego. Zwłaszcza że w pewnym momencie Antoni Macierewicz chciał na przykład, żeby do naszego gmachu z powrotem wprowadzić Muzeum Wojska Polskiego. Domagał się, żeby była tam ich przestrzeń wystawiennicza i dyrekcja. Ja się nie mogłem na to zgodzić i miałem wsparcie Glińskiego, że to zniszczy tożsamość Muzeum. Ostatecznie kompromisowym wyjściem było umieszczenie w naszym gmachu magazynów i pracowni konserwatorskich MWP.
Prezes Kaczyński i premier Beata Szydło pojawili się też na prezentacji koncepcji architektonicznej gmachu w gabinecie ministra Glińskiego. Muszę przyznać, że ta pierwsza dyskusja nie wyszła dobrze. W zasadzie nikt z obecnych nie miał przekonania do przedstawionych pomysłów, bo gmach miał mieć górne kondygnacje pokryte blachą, co kojarzyło się z puszką, konserwą, zamknięciem. Wreszcie, dzięki pomysłowi Piotra Walkowiaka, architekta i pełnomocnika Ministra, udało się przekonać projektantów do urozmaicenia górnych kondygnacji dużymi oknami, które dały gmachowi więcej lekkości.
Z projektem był jeszcze jeden problem. W pierwszym podejściu architekci zaprojektowali pudełko bez żadnych symbolicznych odniesień do historii, dziedzictwa narodowego i temu podobnych spraw. Tłumaczyli, że historia to ma być „absolut”. Ja to skomentowałem, że historia to nie żaden absolut, tylko proces: warstwy, ciągłości i nieciągłości. Na jednym z kolejnych spotkań Szczepan Wroński i Paweł Grodzicki, projektanci z firmy WXCA zaproponowali, by elewacje kamienne układały się w warstwy. W tych warstwach pojawiły się też reliefy z motywami zapożyczonymi z rozmaitych historycznych budowli – począwszy od średniowiecznych Drzwi Gnieźnieńskich aż po detale z pawilonu polskiego na światowej wystawie w Paryżu w 1925 roku.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/robert-kostro-muzea-sa-wizytowkami-panstw/
PAP/MB





