Kim jest Marcin CELEJEWSKI, prezes Azotów

Marcin Celejewski

Marcin Celejewski został wybrany przez Radę Nadzorczą Zakładów Azotowych Puławy na prezesa spółki, a Wojciech Kozak na wiceprezesa – poinformowała spółka w komunikacie giełdowym. Rada odwołała też – w związku z upływem kadencji – dotychczasowy zarząd.

Rada nadzorcza Zakładów Azotowych Puławy i nowy prezes

.„Rada Nadzorcza Spółki, podjęła na posiedzeniu w dniu 18 grudnia 2025 roku uchwały powołujące z dniem 1 stycznia 2026 roku na Członków Zarządu Spółki, na czas nowej wspólnej trzyletniej kadencji Zarządu rozpoczynającej się 1 stycznia 2026 roku: Pana Marcina Celejewskiego, powierzając mu pełnienie funkcji Prezesa Zarządu, Pana Wojciecha Kozaka, powierzając mu pełnienie funkcji Wiceprezesa Zarządu” – poinformowano w komunikacie giełdowym zarządu spółki Grupa Azoty Zakłady Azotowe Puławy S.A.

Jak dodano, w związku z upływem 31 grudnia 2025 r. obecnej kadencji zarządu, podjęto też uchwały o odwołaniu wraz z końcem br. wiceprezes i pełniącą obowiązki prezesa Katarzyny Stasiak, wiceprezesów Wojciecha Kozaka i Wojciecha Szmyły oraz członka zarządu Andrzeja Skwarka.

Uchwały rady nadzorczej zarówno ws. powołania nowych członków zarządu, jak i odwołania poprzednich wchodzą w życie z chwilą podjęcia.

Grupa Azoty to jedna z kluczowych grup kapitałowych branży nawozowo-chemicznej w Europie. Zajmuje drugą pozycję w Unii Europejskiej w produkcji nawozów azotowych i wieloskładnikowych, działa również na rynkach takich produktów, jak melamina, poliamid, alkohole OXO, plastyfikatory czy biel tytanowa. 

Marcin Celejewski życiorys

.Jak wskazano również w komunikacie, Marcin Celejewski to doświadczony menedżer specjalizujący się w strategii korporacyjnej, skutecznej transformacji biznesowej oraz zrównoważonym rozwoju. Ma międzynarodowe doświadczenie w sektorach mobilności, pasażerskich przewozów lotniczych i kolejowych, logistyki, a także w przemyśle farmaceutycznym i ochronie zdrowia.

Dodano, że Marcin Celejewski zajmował się m.in. wdrożeniem Pendolino w PKP Intercity, strtegią rozwoju w Polskich Liniach Lotniczych LOT, strategią obsługi sektora premium w Qatar Airways i strategią rozwoju w Kolejach Ukraińskich. Pracował też m.in. w Kenya Airwaves. Jest też założycielem DSMC – Doradztwo Strategiczne. Obecnie zajmuje stanowisko dyrektora Departamentu Strategii w Poczcie Polskiej.

Marcin Celejewski uzyskał tytuł magistra na kierunku Zarządzanie i Marketing – Zarządzanie Strategiczne w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Ukończył studia podyplomowe – Zrównoważone Modele Biznesowe w gospodarce realizującej cele UN ESG – University of Cambridge Judge Business School – Executive Education. Kończy studia magisterskie na kierunku Praktyczna Psychologia Społeczna na Uniwersytecie SWPS – dodano w jednym z załączników do komunikatu giełdowego.

Wojciech Kozak to z kolei menadżer posiadający ponad 30-letnie doświadczenie w sektorze chemicznym i energetycznym, w tym w bezpośrednim zarządzaniu segmentami produkcji, energetyki i zaopatrzenia w surowce energetyczne. Obecnie jest wiceprezesem odpowiedzialnym za prace w obszarach: energetyki, działalności inwestycyjnej, rozwojowej, remontowej i zakupowej w Zakładach Azotowych Puławy. Wcześniej był m.in. głównym specjalistą ds. gospodarki wodno-ściekowej oraz dyrektorem Pionu Energetycznego w spółce.

Kozak ma wyższe wykształcenie, ukończył Politechnikę Lubelską z tytułem magistra inżyniera oraz Politechnikę Śląską na kierunku Auditing energetyczny w przemyśle. Ukończył też Harvard Business Review – rozwój nowoczesnego przywództwa.

Cała Grupa Azoty, do której należą puławskie zakłady, w pierwszych trzech kwartałach 2025 r. odnotowała przychody na poziomie 10,04 mld zł, co oznacza wzrost o ok. 2,1 proc. wobec 9,83 mld zł w analogicznym okresie 2024 r. EBITDA Grupy wzrosła z -299 mln zł do 312 mln zł, co przekłada się na poprawę o 611 mln zł. EBITDA po wyłączeniu Grupy Azoty Polyolefins poprawiła się z -186 mln zł do 346 mln zł, co oznacza wzrost o 532 mln zł.

Polska w oczach Zachodu

.W globalnej polityce nie wystarczy istnieć – trzeba być obecnym i słyszalnym. Na razie jesteśmy pustym miejscem na mapie Europy. Pytanie tylko, czy odważymy się je wreszcie wypełnić. Może próba wejścia do G20 będzie tym, czego potrzebujemy, by spiąć się, by znowu osiągnąć cel, jakim jest awans międzynarodowy? – pisze Piotr ARAK.

Gdy trzy dekady temu runął Mur Berliński, wydawało się, że Europa wreszcie stanie się jednością. Polska dołączyła do NATO, później do Unii Europejskiej, gospodarka urosła kilkakrotnie, a w podręcznikach do ekonomii i politologii zaczęły pojawiać się przykłady transformacji „udanych”. W teorii byliśmy więc już częścią Zachodu. W praktyce – zwłaszcza w oczach zachodnich elit politycznych i medialnych – nadal wyglądamy jak puste miejsce na mapie.

Widać to dobrze, gdy słucha się dyskusji w CNN, BBC, France 24 czy na niemieckich kanałach publicystycznych. Gdy chodzi o Ukrainę, bezpieczeństwo NATO czy przyszłość Unii, wciąż analizuje się każdy gest Berlina, Paryża czy Londynu. Perspektywa Szwecji albo Finlandii – państw mniejszych i wcale nie silniejszych gospodarczo czy militarnie niż Polska – pojawia się regularnie. O Polsce, Czechach czy Rumunii mówi się sporadycznie. Jakby te kraje wciąż były tłem, a nie uczestnikami gry.

Nie jest to zresztą tylko subiektywne wrażenie urażonego Polaka. Podobne spostrzeżenia mają moi koledzy z USA czy Niemiec – nawet ci, którzy patrzą na Polskę z dużą sympatią i doceniają jej rolę w regionie. Oni także zauważają, że w zachodnich mediach i debatach publicznych Polska pojawia się zaskakująco rzadko, a uwaga i emocje skupiają się głównie na „tradycyjnych” graczach Zachodu. Brakuje jednak twardych danych, które pozwoliłyby dokładniej zmierzyć skalę tego zjawiska – to raczej obserwacja powtarzająca się w rozmowach i doświadczeniach osób żyjących po drugiej stronie Odry i dalej.

Dlaczego tak się dzieje? Zachodnimi mediami, uniwersytetami i think tankami rządzą dziś sześćdziesięciolatkowie. To ludzie, którzy dorastali w czasach zimnej wojny. Na ich mapie mentalnej Polska i cała Europa Środkowo-Wschodnia były „tam, za żelazną kurtyną” – daleko, obco, mało ważne.

Nie mieli kolegów ze studiów z Warszawy czy Bukaresztu, nie jeździli na weekend do Krakowa. Polska była dla nich krajem z kart „Foreign Affairs” – w kontekście stanu wojennego, długów czy strajków w stoczni. W najlepszym wypadku kojarzyła się z papieżem Janem Pawłem II i Lechem Wałęsą. Dla nich Polska była miejscem egzotycznym i trudnym do zrozumienia. W efekcie – pustym miejscem na politycznej mapie Europy.

To się przekłada na codzienną praktykę medialną. O Polsce mówi się wtedy, gdy dzieje się coś spektakularnego: wybory, katastrofa, kryzys w relacjach z Izraelem, kryzys migracyjny czy – ostatnio – rosyjskie drony. Ale już następnego dnia, gdy kurz opadnie, Polska znika z radaru.

Węgry są wyjątkiem – i to wyłącznie dzięki Viktorowi Orbánowi, który w roli enfant terrible Europy doskonale nadaje się na bohatera zagranicznych nagłówków. To jednak tylko potwierdza regułę: trzeba być głośnym, aby wypełnić własne miejsce na mapie.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/piotr-arak-puste-awans-miedzynarodowy-polski/

PAP/ LW

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 19 grudnia 2025