Marine LE PEN prowadzi, ale wybory 2027 mogą przynieść niespodziankę

Marine Le Pen pozostaje zdecydowaną faworytką pierwszej tury wyborów prezydenckich we Francji w 2027 roku, z poparciem sięgającym 34–35 proc. Za nią trwa jednak coraz bardziej wyrównana walka o drugie miejsce, w której Édouard Philippe, Gabriel Attal i Jean-Luc Mélenchon dzielą zaledwie pojedyncze punkty procentowe. Obecny układ sił wydaje się stabilny, ale francuskie wybory wielokrotnie pokazywały, że kilka ostatnich miesięcy kampanii może całkowicie zmienić skład drugiej tury.
.Na niespełna dziewięć miesięcy przed pierwszą turą wyborów prezydenckich we Francji jeden element francuskiego krajobrazu politycznego wydaje się wyjątkowo stabilny. Marine Le Pen ma elektorat, którego wielkość oraz stopień mobilizacji wyraźnie odróżniają ją od pozostałych kandydatów.
Według danych Odoxa przywoływanych przez francuski portal Atlantico Marine Le Pen mogłaby obecnie otrzymać od 34 do 35 proc. głosów, zależnie od konfiguracji kandydatów uczestniczących w pierwszej turze. Co szczególnie istotne, 86 proc. wyborców deklarujących zamiar oddania na nią głosu twierdzi, że jest już pewnych swojego wyboru.
Nie jest to przy tym poparcie pojawiające się wyłącznie w badaniach prezydenckich. Wynik jest zbliżony do poziomu osiąganego przez Zjednoczenie Narodowe w wyborach europejskich oraz parlamentarnych w 2024 roku. Oznacza to, że RN dysponuje obecnie niezwykle silnym blokiem wyborców, który w pierwszej turze wyborów prezydenckich daje jego kandydatowi ogromną przewagę nad konkurentami.
To właśnie dlatego najważniejsza walka w obecnej fazie kampanii nie toczy się o pierwsze, lecz o drugie miejsce.
Marine Le Pen daleko przed konkurentami
Za Marine Le Pen różnice stają się niewielkie. Édouard Philippe uzyskuje w zależności od wariantu około 17–18 proc., Gabriel Attal 15–16 proc., podobnie Jean-Luc Mélenchon.
Raphaël Glucksmann, który jeszcze kilka miesięcy temu mógł być przedstawiany jako potencjalny „trzeci człowiek” francuskich wyborów, pozostaje w okolicach 10 proc. i na obecnym etapie wyraźnie traci dystans do grupy kandydatów walczących o drugą turę.
Taki układ jest istotny z dwóch powodów. Po pierwsze, pokazuje skalę przewagi Marine Le Pen. Po drugie jednak, ujawnia, że francuskie wybory prezydenckie 2027 pozostają znacznie bardziej otwarte, niż wynikałoby to z prostego spojrzenia na nazwisko lidera sondaży.
Sondaż na dziewięć miesięcy przed wyborami nie jest bowiem prognozą wyniku. Szczególnie we Francji, gdzie pierwsza tura wielokrotnie przynosiła gwałtowne przesunięcia poparcia w ostatnich tygodniach kampanii.
Dodatkowo aż 44 proc. badanych nie jest jeszcze w stanie jednoznacznie wskazać jednego lub kilku kandydatów, których bierze pod uwagę. To niezwykle ważna informacja. Oznacza, że mimo intensyfikacji aktywności politycznej ogromna część Francuzów nie weszła jeszcze faktycznie w kampanię prezydencką.
Czy Marine Le Pen może nie wejść do drugiej tury?
Matematycznie taki scenariusz istnieje. Politycznie pozostaje obecnie bardzo mało prawdopodobny. Aby Marine Le Pen nie znalazła się w drugiej turze, musiałoby dojść jednocześnie do kilku bardzo dużych przesunięć. Liderka RN musiałaby przede wszystkim stracić około 10–15 punktów procentowych obecnego poparcia. Byłby to spadek większy niż zmiany obserwowane pomiędzy sondażami prowadzonymi na podobnym etapie kampanii a rzeczywistym wynikiem wyborów w 2017 i 2022 roku.
Jednocześnie jeden z jej konkurentów musiałby wykonać ruch dokładnie w przeciwnym kierunku. W przypadku Jean-Luka Mélenchona oznaczałoby to konieczność powrotu przynajmniej w okolice wyniku z pierwszej tury wyborów prezydenckich w 2022 roku. Lider La France Insoumise otrzymał wówczas 21,95 proc. głosów i zabrakło mu nieco ponad 400 tys. głosów, aby wyprzedzić Marine Le Pen i wejść do drugiej tury przeciw Emmanuelowi Macronowi. To doświadczenie jest jednym z powodów, dla których Mélenchona nie można wykreślać z gry.
Jean-Luc Mélenchon ma jeden atut, którego nie można lekceważyć
Jean-Luc Mélenchon należy dziś jednocześnie do najbardziej rozpoznawalnych i najbardziej odrzucanych polityków Francji. Według danych Odoxa 69 proc. Francuzów postrzega go jako polityka sekciarskiego, 81 proc. jako agresywnego, a jedynie 25 proc. uważa go za kompetentnego.
Jego problem jest więc odwrotnością problemu polityka próbującego dopiero zdobyć rozpoznawalność. Francuzi bardzo dobrze wiedzą, kim jest Mélenchon, lecz większość ma już na jego temat wyrobioną, często zdecydowanie negatywną opinię.
Od wyborów 2022 roku jego sytuację dodatkowo komplikowały kolejne konflikty wewnątrz La France Insoumise, sprawa Adriena Quatennensa, odsuwanie części dawnych współpracowników oraz kontrowersje związane ze stanowiskiem LFI po ataku Hamasu na Izrael 7 października 2023 roku.
A jednak Mélenchon zachowuje atut, którego nie należy lekceważyć. Ma zdyscyplinowany elektorat i bardzo rozbudowaną sieć aktywistów zdolnych do prowadzenia intensywnej kampanii terenowej i internetowej.
W 2022 roku pokazał ponadto, że potrafi w końcowych tygodniach kampanii skupić wokół siebie wyborców lewicy przekonanych, że tylko głos oddany na niego może doprowadzić kandydata tego obozu do drugiej tury. Jeżeli podobny mechanizm uruchomiłby się w 2027 roku, pierwszymi jego ofiarami byliby inni kandydaci lewicy.
Philippe i Attal mają inny problem
Jeszcze inaczej wygląda sytuacja kandydatów wywodzących się z szeroko rozumianego centrum. Zarówno Édouard Philippe, jak i Gabriel Attal dysponują poparciem pozwalającym im poważnie myśleć o drugiej turze, lecz żaden z nich nie zbliża się obecnie do poziomu Marine Le Pen.
Ich zasadniczym problemem pozostaje dziedzictwo Emmanuela Macrona. Oto bowiem aż 80 proc. Francuzów oczekuje polityki odmiennej od prowadzonej przez obecnego prezydenta. Jednocześnie dawny elektorat macronizmu rozpada się. Jak opisywaliśmy we „Wszystko co Najważniejsze”, badanie Fundacji Jean-Jaurèsa wskazuje, że tylko 35 proc. wyborców Emmanuela Macrona z pierwszej tury wyborów w 2022 roku pozostaje dziś przy centrowym obozie skupionym wokół Philippe’a i Attala.
To fundamentalna zmiana wobec sytuacji z 2017 roku. Emmanuel Macron potrafił wówczas przedstawić się jako kandydat przekraczający dotychczasowy podział na lewicę i prawicę. Jego potencjalni następcy muszą natomiast przekonać Francuzów, że są czymś więcej niż kontynuacją macronizmu.
I właśnie dlatego walka Philippe’a i Attala o drugą turę może być jednym z najważniejszych pojedynków całej kampanii.
Marine Le Pen i Jordan Bardella. Jedność, która będzie wystawiona na próbę
Najciekawsze procesy zachodzą jednak także wewnątrz samego Zjednoczenia Narodowego. Powrót Marine Le Pen do roli kandydatki zmienił sytuację Jordana Bardelli, który przez wiele miesięcy przygotowywany był jako naturalny wariant zastępczy. Relacje między nimi pozostają publicznie poprawne, ale ich profile polityczne nie są identyczne.
Dane Odoxa pokazują interesującą różnicę. Jordan Bardella uzyskuje nieco więcej pozytywnych ocen niż Marine Le Pen, 46 wobec 44 proc., w grupach szczególnie istotnych z punktu widzenia dalszego poszerzania elektoratu RN. Chodzi między innymi o kadrę kierowniczą, mieszkańców metropolii, osoby o wyższych dochodach oraz część wyborców Republikanów i Reconquête.
Różnice dotyczą również programu. Marine Le Pen opowiada się za utrzymaniem ustawowego wieku emerytalnego na poziomie 62 lat, podczas gdy Bardella sygnalizował możliwość odejścia od takiego rozwiązania i większego otwarcia systemu na element kapitałowy.
Dopóki jednak spór między nimi nie przenosi się na forum publiczne, RN może korzystać z niezwykle korzystnej sytuacji: Marine Le Pen mobilizuje tradycyjny elektorat partii, podczas gdy Bardella dociera do części wyborców, którzy wcześniej pozostawali poza jej zasięgiem.
Kandydatura Marine Le Pen jest jednocześnie atutem i obciążeniem
Nowe badanie pokazuje przy tym paradoks dotyczący samej Marine Le Pen. Większość Francuzów uznaje jej decyzję o kandydowaniu za uprawnioną. Tak uważa 51 proc. ogółu badanych, 63 proc. sympatyków RN oraz 56 proc. sympatyków Republikanów. Jej notowania poprawiły się również wśród wyborców LR i Reconquête, a więc w dwóch środowiskach, których głosy mogą mieć ogromne znaczenie w ewentualnej drugiej turze.
Kiedy jednak pytanie dotyczy nie prawa do kandydowania, lecz politycznej skuteczności takiej decyzji, odpowiedzi są mniej korzystne. Jedynie 25 proc. Francuzów uważa kandydaturę Marine Le Pen za atut, podczas gdy 37 proc. postrzega ją jako obciążenie. Nawet wśród sympatyków RN 42 proc. uważa, że kandydatura może być dla obozu politycznym handicapem.
W tle pozostaje jej sprawa sądowa, która mimo rozstrzygnięcia apelacji nadal będzie obecna w kampanii. Dodatkowo wciąż pamiętajmy: Marine Le Pen ma obecnie najsilniejszy elektorat pierwszej tury, ale część wyborców RN uważała jeszcze kilka miesięcy temu, że Jordan Bardella byłby skuteczniejszym kandydatem do ostatecznego zwycięstwa.
Największym problemem Marine Le Pen pozostaje druga tura
Wewnątrz własnego elektoratu Marine Le Pen osiąga wyniki niemal plebiscytarne. 94 proc. sympatyków RN uważa ją za kompetentną, 92 proc. za osobę bliską ludziom, a 85 proc. przypisuje jej demokratyczny sposób działania.
Poza elektoratem RN obraz jest jednak zupełnie inny. Znaczna większość sympatyków lewicy oraz obozu obecnej większości uważa ją za polityka niebezpiecznego. 71 proc. Francuzów klasyfikuje ją jako przedstawicielkę skrajnej prawicy, a połowa badanych uważa ją za rasistkę. Właśnie dlatego nie można automatycznie przełożyć jej 34–35 proc. w pierwszej turze na zwycięstwo w drugiej turze.
Francuski system wyborczy premiuje kandydatów zdolnych nie tylko do mobilizacji własnego obozu, lecz także do przyciągnięcia części wyborców pokonanych kandydatów. W przypadku Marine Le Pen pozostaje pytanie, jak wielu Francuzów, którzy nie zagłosują na nią w pierwszej turze, będzie gotowych poprzeć ją dwa tygodnie później.
Front republikański jest dziś znacznie słabszy niż w czasach Jacques’a Chiraca czy pierwszego zwycięstwa Emmanuela Macrona. Nie oznacza to jednak, że zniknął. Może odtworzyć się w określonej konfiguracji drugiej tury, szczególnie jeżeli wybory zostaną przedstawione jako głosowanie nie za jednym z kandydatów, lecz przeciw drugiemu.
Najważniejsza walka toczy się dziś o drugie miejsce
Na obecnym etapie kampanii scenariusz, w którym Jean-Luc Mélenchon wchodzi do drugiej tury, a Marine Le Pen z niej wypada, pozostaje bardzo mało prawdopodobny. Wymagałby jednocześnie gwałtownego osłabienia Marine Le Pen oraz mobilizacji elektoratu lewicy na skalę większą niż obecnie pokazują badania.
Znacznie bardziej prawdopodobna jest inna konsekwencja obecnego układu sił. Marine Le Pen może przez najbliższe miesiące pozostawać wyraźnym liderem pierwszej tury, podczas gdy rzeczywista kampania będzie rozgrywała się przede wszystkim pomiędzy kandydatami walczącymi o drugie miejsce. Philippe, Attal, Retailleau i Mélenchon nie muszą na razie pokonać Marine Le Pen. Muszą pokonać siebie nawzajem.
To zmienia logikę całych wyborów. Każdy z nich będzie próbował przekonać swój polityczny obóz, że głos oddany na konkurenta jest głosem zmarnowanym. Mélenchon będzie próbował skupić lewicę, Philippe i Attal będą walczyć o schedę po macronizmie, a kandydaci tradycyjnej prawicy będą starali się nie dopuścić do całkowitego przejęcia ich elektoratu przez RN.
Marine Le Pen może więc przez długi czas obserwować tę walkę z pozycji lidera. Nie oznacza to jednak, że wybory są rozstrzygnięte.
Francuskie wybory prezydenckie wygrywa się bowiem nie w jednej, lecz w dwóch turach. A kandydat, który ma najlepszą pozycję do zwycięstwa 18 kwietnia 2027 roku, niekoniecznie musi mieć najlepszą pozycję dwa tygodnie później, kiedy Francuzi wybiorą następcę Emmanuela Macrona.
Arkadiusz Jordan
Paryż





