Medal Honoru dla Amerykanina, który uratował Polaka w Afganistanie

Dla Michaela nie były ważne kamizelka i hełm, tylko drugi człowiek – powiedział kpt. Karol Cierpica o amerykańskim żołnierzu Michaelu Ollisie, który w 2013 r. osłonił go podczas ataku w Afganistanie. Medal Honoru dla poległego sierżanta określił ważnym gestem docenienia i świadectwem dla innych.

Karol Cierpica, chcąc oddać hołd Michaelowi Ollisowi, nadał to samo imię swojemu synowi

.Biały Dom zaaprobował pośmiertne przyznanie Medalu Honoru, najwyższego odznaczenia wojskowego USA, sierżantowi Michaelowi Ollisowi, który uratował w 2013 r. w Afganistanie polskiego kapitana Karola Cierpicę, zasłaniając go własnym ciałem. Żołnierze współdziałali przy obronie bazy podczas zamachu na nią w afgańskiej prowincji Ghazni.Karol Cierpica, chcąc oddać hołd Michaelowi Ollisowi, nadał to samo imię swojemu synowi

– To jest bardzo widzialny znak, oznaka, że ktoś docenia ten trud i pot, a w tej sytuacji nie tylko trud służby, ale także tę najwyższą ofiarę. To jest niezwykła chwila, wielka radość – powiedział Karol Cierpica, kapitan rezerwy, który obecnie mieszka i pracuje w Krakowie.

Przyznał, że kiedy dowiedział się o uhonorowaniu Michaela Ollisa, najpierw pomyślał o jego rodzicach, dla których było to marzeniem. Jak dodał, Ollis wychował się w „wojskowej rodzinie”, żołnierzami byli też jego ojciec i dziadek. – Ale to jest bardzo ważny gest nie tylko dla nich, to jest także świadectwo dla innych. Świadectwo, które ma za zadanie motywować, zachęcać do bezinteresownej służby – zaznaczył Cierpica.

Wspomniał wypowiedź matki sierżanta, Lindy Ollis, która powiedziała mu kiedyś, że „Michael zrobił to, co zawsze”. Poznając historię 24-latka, dowiedział się, że w szkole i swoim środowisku Ollis często zachowywał się tak, „jakby był na służbie”.

– Przez kilka minut, kiedy mogłem go poznać w tamtej konkretnej akcji, to ja to widziałem: on tak zadziałał. Nie kalkulował, dla niego nie była ważna kamizelka i hełm – nie miał ich przy sobie. Dla niego najważniejsze było wykonanie zadania, czyli drugi człowiek, który w tym momencie jest sam i potrzebuje pomocy. Nieważne, czy go znał, czy nie – podkreślił Cierpica, dodając, że dziś zachowanie Michaela Ollisa jest dla niego definicją służby.

Kapitan do dziś szczegółowo pamięta atak na bazę w Ghazni, do którego doszło 28 sierpnia 2013 roku podczas XIII zmiany Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie w ramach operacji ISAF, wielonarodowej misji pod dowództwem NATO. Była to jego trzecia zmiana w Afganistanie. Również Michael Ollis był wtedy po raz trzeci na misji.

Cierpica wspomniał, że napastnicy rozpoczęli ostrzał bazy z wielu kierunków, wykorzystując moździerze oraz rakiety. Kluczowym elementem uderzenia była eksplozja samochodu ciężarowego wypełnionego materiałami wybuchowymi pod ogrodzeniem, która doprowadziła do powstania dziury w systemie zabezpieczeń bazy i dostania się atakujących do środka.

– Kiedy słyszę wybuch, zamiast biec do schronu, biegnę sprawdzić, co się stało. Bardzo blisko widzę wielką chmurę dymu i wyrwę w ogrodzeniu. Wtedy orientuję się, co się stało. Wracam po karabin, hełm, kamizelkę i w kilka osób, m.in. z generałem Sokołowskim, odpieramy atak terrorystów, którzy są już w środku bazy – zrelacjonował.

Cierpica był wtedy młodszym oficerem operacyjnym. Został ranny i na chwilę wycofał się, ale kiedy rany okazały się niegroźne, inną drogą wrócił na pole walki i pobiegł w stronę napastników.

– Przebiegam między dwoma pojazdami, które ostrzeliwują wyrwę w ogrodzeniu, za chwilę odwracam się i uświadamiam sobie, że nie jestem sam, że ktoś biegnie tuż za mną. Jest to młody chłopak, uśmiechnięty. Pamiętam jego białe zęby, dużo energii i spojrzenie, które mówi mi, że nie jestem sam, że jest moim wsparciem – wspomina kapitan. Doprecyzował, że byli blisko. On prowadził ogień, a sierż. Ollis był za nim i go osłaniał. W pewnym momencie usłyszał wystrzały dochodzące z tyłu. Został ranny i ewakuowany do szpitala.

– Do szpitala za chwilę wnoszą tego młodego chłopaka, który umiera, oddając życie na służbie. A ja za chwilę mam bardzo mocne przekonanie, że on oddał to życie również za mnie, w momencie, kiedy postanowił pobiec za mną i mnie osłaniać – wyznał.

Cierpica dodał, że przypominanie postawy 24-letniego żołnierza dziś traktuje jako swoje zadanie. – Jako świadek nie mam prawa zostawić tej historii w domu, jestem zobowiązany się nią dzielić – podkreślił. – Tak samo jak dbać i przekazywać pamięć o wszystkich polskich żołnierzach biorących udział w operacjach poza granicami państwa, szczególnie podczas misji w Afganistanie – dodał kapitan.

Karol Cierpica, chcąc oddać hołd Michaelowi Ollisowi, nadał to samo imię swojemu synowi.

Kongresmenka z Nowego Jorku Nicole Malliotakis przekazała we wtorek, że – według informacji z Białego Domu – bohater Staten Island, sierżant sztabowy armii amerykańskiej Michael Ollis, otrzymał Medal Honoru za niezwykłe bohaterstwo. „W 2013 r. sierżant sztabowy Ollis poświęcił życie, aby uratować sojuszniczego żołnierza, a jego odwaga, bezinteresowność i poświęcenie stanowią najlepszy przykład wartości naszego narodu” – napisała na Facebooku.

Malliotakis podkreśliła, że zabiegi o uhonorowanie Ollisa trwały od lat i wyraziła wdzięczność prezydentowi Donaldowi Trumpowi za przyznanie żołnierzowi medalu.

Medal Honoru oznacza rygorystyczny proces weryfikacyjny

.Wdzięczność wyraziła też rodzina Ollisa. „Jesteśmy niezmiernie wdzięczni prezydentowi Stanów Zjednoczonych za uhonorowanie Medalem Honoru heroizmu naszego syna, sierżanta sztabowego armii amerykańskiej Michaela Ollisa. Świadomość, że życie Michaela, jego dziedzictwo i ostatni akt odwagi nie zostały zapomniane, wywołuje w nas ogromną dumę i wieczną wdzięczność” – napisała rodzina w wydanym oświadczeniu.

Na razie nie ogłoszono, kiedy odbędzie się uroczystość wręczenia medalu.

Obecne kryteria przyznawania Medalu Honoru zostały ustalone w 1963 r. w czasie wojny wietnamskiej. Zgodnie z nimi medal może zostać przyznany za działania podjęte przeciwko wrogowi Stanów Zjednoczonych podczas operacji wojskowych związanych z konfliktem z wrogimi siłami zagranicznymi lub podczas służby u boku sojuszniczych sił zagranicznych zaangażowanych w konflikt zbrojny, w którym USA nie są stroną wojującą.

Przyznanie medalu wiąże się z rygorystycznym procesem weryfikacyjnym. Każda rekomendacja wymaga szczegółowych raportów dotyczących samego czynu i warunków panujących na polu walki, co najmniej dwóch złożonych pod przysięgą zeznań naocznych świadków oraz dodatkowych dowodów potwierdzających. Rekomendacje muszą zostać zatwierdzone przez całą strukturę dowodzenia wojskowego, zanim trafią do prezydenta jako zwierzchnika sił zbrojnych.

Kapitan rezerwy Karol Cierpica to były spadochroniarz 6. Brygady Powietrznodesantowej, żołnierz rozpoznania, snajper i instruktor spadochronowy. Jest weteranem misji stabilizacyjnych w Bośni i Hercegowinie oraz w Afganistanie. Został odznaczony przez Sekretarza Obrony USA Brązową Gwiazdą, Honorową Bronią Białą przez MON i Krzyżem Wojskowym przez Prezydenta RP.

Polska jest dziś dla USA najważniejszym partnerem w Europie

.Stanom Zjednoczonym dziś zależy przede wszystkim na zabezpieczeniu wschodniej flanki NATO. Stosunki polsko-amerykańskie są najważniejszą relacją w Europie – mówi James CARAFANO w rozmowie z Agatonem KOZIŃSKIM

Agaton KOZIŃSKI: W jaki sposób wybory prezydenckie w USA wpłyną na Europę Środkową?

James CARAFANO: Na świecie często przecenia się wpływ amerykańskich wyborów na politykę zagraniczną USA. Proszę zobaczyć, jak w stosunkach międzynarodowych zachowywało się czterech ostatnich prezydentów. Byli z różnych partii, mieli różne osobowości, temperamenty, a mimo to w polityce zagranicznej nie dało się zauważyć radykalnych zwrotów.

Ale zmienia się sytuacja geopolityczna – a te zmiany uniemożliwiają utrzymywanie status quo.

Jeśli mówimy o Europie Środkowej i Południowej, to należy podkreślić dwie kwestie. Po pierwsze, USA nie opuszczą NATO. Bez względu na wszystko. Po drugie, Ameryka nie pozostawi samej sobie Ukrainy. Podkreślam to, bo w czasie kampanii wyborczej słychać było mnóstwo histerycznych opinii o tym, że dojdzie do radykalnego zwrotu politycznego po wyborach, zwłaszcza w relacjach z Europą. Tyle że to po prostu nieprawda.

Donald Trump w kampanii wyraźnie mówił, że Putin powinien zaatakować kraje w Europie niewydające przynajmniej 2 proc. PKB na obronność. Jasna sugestia, że jego stosunek do NATO ulegnie zmianie.

Tylko co to znaczy w rzeczywistości? Kanada nie wydaje 2 proc. PKB na obronność. Czy gdyby Rosja ją zaatakowała, to USA nie pomogłyby swojemu sąsiadowi? Oczywiście, że Amerykanie broniliby Kanady. Reakcje na tamte słowa Trumpa pokazują, jak banalna jest większość analiz polityki międzynarodowej. Przede wszystkim abstrahują one od jednej zasadniczej zmiennej: że Trump już był prezydentem i dobrze wiemy, co zrobił przez cztery lata. W tym czasie nigdy nie zostawił Europy, nie wycofał się z NATO. Takie są fakty. A jednocześnie jego krytyka wobec innych członków Sojuszu jest jak najbardziej uzasadniona, bo przecież wielu z nich cały czas nie wydaje odpowiednio dużo na obronność. W tej kwestii Trump miał absolutną rację. Zresztą potwierdziło to życie – przecież po jego słowach większość państw europejskich zwiększyła swoje budżety wojskowe. Trump powtarzał też, że budowę Nord Stream 2 należy wstrzymać, i w tej kwestii miał rację, bo dziś głównym problemem wielu krajów europejskich jest znalezienie sposobu na zagwarantowanie sobie bezpieczeństwa energetycznego. On wreszcie był pierwszym prezydentem USA, który pomógł uzbroić Ukrainę.

W 2018 r. podjął decyzję o sprzedaży Kijowowi systemów przeciwpancernych Javelin.

Bez tej decyzji Ukraina nie byłaby w stanie odeprzeć rosyjskiego ataku w lutym 2022 r. Poza tym Trump był jednym z pierwszych światowych liderów, którzy zaczęli pracować nad Finlandią i Szwecją, by te dołączyły do NATO.

Jednak mnożą się wątpliwości dotyczące tego, czy Trump będzie skłonny dalej wspierać Ukrainę.

Gdyby nie chciał jej pomagać, toby powiedział republikańskim kongresmenom, by po prostu głosowali przeciw pakietowi pomocy dla Kijowa. Naprawdę nie ma żadnego dowodu na to, że Trump jako prezydent będzie chciał pozostawić Ukrainę samej sobie czy wycofać się z NATO. Proszę zwrócić uwagę, że każdy kraj tworzący zewnętrzną granicę Sojuszu wydaje na obronność co najmniej 2 proc. PKB. To jak Rosjanie mieliby zaatakować państwa leżące dalej? Przelecą nad Polską, by uderzyć w Niemcy? Przecież to bez sensu. Rozumiem tamtą wypowiedź Trumpa inaczej – jako wezwanie, by kraje należące do NATO zaczęły rzeczywiście traktować je poważnie. Każdy powinien wydawać tyle, ile się zobowiązał, ale też każdy powinien wzmacniać te obszary, które wzmacniają cały Sojusz. Problem w tym, że zwraca się uwagę na wypowiedzi prezydenta dopiero wtedy, gdy powie coś ostro, dosadnie.

W lipcu Robert O’Brien, specjalista ds. bezpieczeństwa w otoczeniu Trumpa, napisał artykuł w „Foreign Affairs”, w którym przedstawił koncepcję polityki zagranicznej nazwanej „pokój poprzez siłę”. Donald Trump będzie działał zgodnie z tą doktryną?

Rzeczywiście, ten artykuł był dość precyzyjną wizją tego, czego należy się spodziewać po administracji Trumpa w zakresie polityki zagranicznej. Warto pamiętać, że Trump polityczną pełnoletność osiągnął w latach 80. Pod wieloma względami jego wzorem stał się Ronald Reagan. To właśnie wtedy dostrzegł on ideę pokoju poprzez siłę – rozumianą jako koncepcja, która dopuszcza użycie siły w obronie własnych interesów. Pod tym względem to tradycyjna polityka polegająca na demonstrowaniu chęci ochrony własnych interesów, ale także obrony własnych sojuszników.

Stany Zjednoczone mają obecnie trzy krytyczne teatry działań: Europę Zachodnią, Bliski Wschód i obszar Indo-Pacyfiku. USA zależy na utrzymaniu pokoju we wszystkich tych trzech obszarach, ale nie mamy potencjału militarnego, by być silnym we wszystkich trzech częściach świata jednocześnie. Jak więc osiągnąć ten główny cel? Trzeba ustalić priorytety. W przypadku Europy granica NATO na wschodniej flance jest dziś w lepszym stanie niż w czasach zimnej wojny. Ma większą głębię strategiczną. Do tego dochodzi Ukraina ze swoją silną armią. Rosja nie mogłaby zaatakować kraju należącego do NATO i po prostu przejechać obok, ignorując ukraińskie wojsko. To poważna przeszkoda. Dziś korelacja sił jest korzystniejsza dla Zachodu, niż była w czasie zimnej wojny. Ameryka nie zamierza porzucić żadnego teatru działań. Odwrotnie, musi zapewnić stabilność w Europie i na Bliskim Wschodzie, ponieważ jest to naprawdę jedyna rzecz, która pozwoli im zbudować więcej dodatkowych zdolności w regionie Indo-Pacyfiku. Myślę więc, że taki będzie cel prezydenta.

Elbridge Colby, specjalista ds. bezpieczeństwa w otoczeniu Trumpa, jasno podkreśla, że USA muszą skoncentrować się na regionie Indii i Pacyfiku, zwłaszcza na Chinach. Nawet porzucając inne teatry, przenosząc się z Europy do Chin. To możliwy scenariusz?

Jedyną naprawdę wpływową osobą w polityce zagranicznej jest dziś sam Donald Trump. Ma dwóch ulubionych senatorów, z którymi najczęściej rozmawia: Randa Paula i Lindseya Grahama. Każdy, kto zna amerykańską politykę, wie, że obaj mają dokładnie przeciwne poglądy na politykę zagraniczną – a jednak prezydent naprawdę lubi rozmawiać z nimi dwoma. A potem samodzielnie podejmuje decyzję, kierując się w tym interesem USA. Jestem pewien, że wokół prezydenta jest wiele osób oferujących wiele rad. Ale nie ma jednej osoby, o której można by powiedzieć, że ma na niego przemożny wpływ.

Największą różnicą w polityce zagranicznej między Bidenem i Trumpem okaże się pewnie stosunek do Niemiec. Demokraci tradycyjnie mają dobre relacje z Berlinem. Jak wobec niego będzie się zachowywał Trump?

Nie zgadzam się z opinią o tym, że Biden był dobrym prezydentem dla Niemiec, w rzeczywistości był dla nich złym partnerem. Jego administracja nigdy nie wymagała od Niemiec podejmowania trudnych decyzji. Tymczasem sytuacja, w której amerykański prezydent tylko powtarza Niemcom, że są wspaniali, nie jest pomocna dla Niemiec. Dziś Berlin ma przed sobą kilka bardzo trudnych decyzji dotyczących gospodarki, polityki zagranicznej, imigracji i wielu innych kwestii.

Będzie musiał je podjąć po wyborach nowy rząd – pewnie z kanclerzem Friedrichem Merzem, liderem CDU.

To może być nowy początek dla stosunków amerykańsko-niemieckich. Wygląda na to, że CDU planuje skręcić w kierunku polityki zagranicznej, która jest bliższa poglądom Trumpa. Jest szansa na naprawdę pozytywne partnerstwo między USA i Niemcami pod jego rządami.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/james-carafano-polska-jest-dzis-dla-usa-najwazniejszym-partnerem-w-europie/ 

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 7 lutego 2026