Niemcy chcą położyć rękę na francuskim potencjale nuklearnym

Francuska broń nuklearna

Niemieccy komentatorzy widzą szansę w propozycji prezydenta Francji Emmanuela Macrona udziału krajów europejskich we francuskim odstraszaniu nuklearnym. Gazety podkreślają, że kluczową rolę w tym przedsięwzięciu mają odegrać Niemcy.

Francuska broń nuklearna

.„Epokowy zwrot w Europie” – ocenił w dniu 3 marca 2026 r. tygodnik „Die Zeit”. „Francja chce rozwijać w Europie nuklearne odstraszanie i włącza do tego projektu Bundeswehrę” – pisze Joerg Lau. „Die Zeit” zwraca uwagę na słowa Emmanuela Macrona, że Francja prowadzi rozmowy z ośmioma krajami europejskimi, przy czym „kluczowa rola ma przypaść Niemcom”. „Die Zeit” zaznacza, że odpowiedź Berlina jest tym razem pozytywna.

Komentator uznał reakcję Berlina za „epokowy zwrot”, gdyż – jak tłumaczy – wcześniejsze oferty Emmanuela Macrona były przez Niemcy ignorowane z obawy przed urażeniem Amerykanów, którzy zapewniali Europie odstraszanie poprzez „nuklearny udział”. Wątpliwości co do gotowości prezydenta Donalda Trumpa do obrony sojuszników z NATO skłoniły państwa europejskie do poszukiwania wiarygodnej alternatywy.

„Die Zeit” zaznaczył, że równocześnie z przemówieniem Emmanuela Macrona, Niemcy i Francja opublikowały oświadczenie o przyszłej współpracy. Mowa jest o utworzeniu grupy sterującej, która zajmie się opracowaniem doktryny nuklearnej. Już w 2026 roku Bundeswehra ma uczestniczyć w atomowych manewrach armii francuskiej.

Niemcy chcą położyć rękę na francuskim potencjale nuklearnym

.„Die Zeit” przypomniał, że poprzednicy Friedricha Merza, Angela Merkel i Olaf Scholz, wyhamowali inicjatywę Emmanuela Macrona, którą po raz pierwszy przedstawił już w 2020 r. „Zasługą Friedricha Merza jest to, że zerwał z dotychczasową niemiecką powściągliwością i uchwycił wyciągniętą dłoń Emmanuela Macrona” – pisze w podsumowaniu Lau.

„Sueddeutsche Zeitung” podziela pozytywną ocenę propozycji Emmanuela Macrona. Francja postanowiła włączyć europejskich partnerów do swoich sił atomowych, zapraszając ich do obserwowania manewrów i następnie do udziału w nich. Gazeta zaznaczyła, że Paryż wyklucza udział innych państw w podejmowaniu decyzji o użyciu broni nuklearnej. „Guzik obsługuje wyłącznie prezydent Republiki (francuskiej)” – czytamy w „SZ”.

Bardziej sceptycznie ocenia propozycję Emannuela Macrona „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Francuska propozycja „oznacza postęp, ale nie jest pełnowartościową rekompensatą parasola atomowego USA”. Zdaniem „FAZ” ani udział Niemiec w nuklearnych manewrach we Francji, ani nawet skierowanie do Niemiec strategicznych francuskich samolotów nie zostałyby odebrane w Moskwie jako sygnał, który trzeba potraktować poważnie.

Francja nie będzie gotowa do zaryzykowania atomowej śmierci

.„Kluczowe jest pytanie, czy francuski prezydent byłby gotów do zaryzykowania atomowej śmierci dla Niemiec i innych krajów europejskich. Zarówno lewica, jak i prawica kategorycznie to wykluczają. Dlatego oferta Emmanuela Macrona jest aktualna tylko do wyborów we Francji na wiosnę przyszłego roku. Niemiecki problem nuklearnego odstraszania pozostaje nierozwiązany” – czytamy w „FAZ“.

Drugie europejskie mocarstwo atomowe – Wielka Brytania, ale także Niemcy mają być zgodnie z planami Emmanuela Macrona „partnerami kluczowymi” Francji – pisze „Die Welt”.

Zainteresowanie współpracą zasygnalizowały także Polska, Holandia, Belgia, Dania i Grecja – wylicza niemiecka gazeta, zaznaczając, że podjęcie rozmów z Francją i innymi sojusznikami zapowiedział premier Donald Tusk. „Zbroimy się z przyjaciółmi, aby wrogowie nie ośmielili się nas zaatakować” – cytuje szefa polskiego rządu „Die Welt”. Zdaniem gazety prezydent Karol Nawrocki opowiedział się niedawno za budową polskiej bomby atomowej. 

Sławomir CENCKIEWICZ: Nie wierzę w podzielenie się przez Francję swoim potencjałem nuklearnym z Polską

Szef BBN Sławomir Cenckiewicz powiedział, że nie wierzy w podzielenie się przez Francję swoim potencjałem nuklearnym nawet z – jak dodał – „tak wspaniałym sojusznikiem” jak Polska. Dla Francji posiadanie i kontrola nad bronią jądrową są w pewnym stopniu kluczowe dla postrzegania własnej suwerenności – dodał.

Zapytany 3 marca 2026 r. w Radiu ZET o zapowiedzi Emmanuela Macrona, Sławomir Cenckiewicz powiedział, że „nie wierzy w podzielenie się przez Francję swoim potencjałem nuklearnym nawet z tak wspaniałym sojusznikiem, jakim jest Rzeczpospolita Polska”. Jak mówił, dla Francji posiadanie i kontrola nad własną bronią jądrową jest do pewnego stopnia kluczowa dla postrzegania własnej niepodległości i suwerenności.

Francja nie buduje swojego Nuclear Sharing

„Francja definiuje trochę swoją suwerenność i niepodległość przez pryzmat posiadanej broni jądrowej. Jej konflikty w ramach struktur NATO od lat 50., wychodzenie ze struktur wojskowych Sojuszu są do pewnego stopnia związane z tym, że Francja chce mieć stuprocentowe panowanie nad swoim arsenałem nuklearnym, którym nie chce się dzielić – tak jak to robią Amerykanie w ramach Nuclear Sharing” – stwierdził szef BBN. Dodał, że „Francja nie buduje swojego Nuclear Sharing”.

W ramach amerykańskiej inicjatywy Nuclear Sharing niektóre z europejskich państw NATO – w tym Niemcy, Włochy i Turcja – przechowują w swoich bazach lotniczych pewną liczbą amerykańskich bomb jądrowych.

Sławomir Cenckiewicz przypomniał też, że ostatecznie decyzja o ewentualnym użyciu francuskiej broni jądrowej należy do prezydenta Francji, a jak ocenił, przez ostatnie dekady „we wszystkim kluczowych kwestiach dotyczących zagrożeń Polski, w ostatnich latach mieliśmy sprzeczną z francuską percepcję zagrożeń”. Jak przyznał, „teraz się to trochę zmieniło”, a np. zapisy o zagrożeniu ze strony Rosji we francuskich dokumentach strategicznych są „bardzo ciekawe”.

„To pokazuje pozytywną ewolucję francuskiego myślenia. Musimy jednak być podejrzliwi (…) w tym sensie, że we wszystkich kluczowych kwestiach w percepcji zagrożeń mieliśmy rozbieżności prze długie, długie lata” – powiedział szef BBN.

Sławomir Cenckiewicz potwierdził też słowa prezydenckiego ministra Marcina Przydacza, iż Kancelaria Prezydenta ani Biuro Bezpieczeństwa Narodowego nie znają szczegółów dotyczących ewentualnych negocjacji rządu z Francją.

Bruno RETAILLEAU: Francuskie odstraszanie nuklearne nie podlega współdzieleniu

.Bruno Retailleau, polityk niegdyś bliski Nicolasowi Sarkozyemu i Republikanom, dziś minister spraw wewnętrznych w rządach premierów powoływanych przez prezydenta Emmanuela Macrona, jest dziś jednym z najpoważniejszych kandydatów w wyborach prezydenckich 2027 roku. W tekście opublikowanym w tygodniku „Journal du Dimanche” przekonuje, że francuskie odstraszanie nuklearne jest wielkim atutem Francji – i tak powinno pozostać.

Tekst Bruno Retailleau w „Journal du Dimanche” ukazuje się na kilkadziesiąt godzin przed tym, gdy sef państwa przemówił z Île Longue – bazy francuskich atomowych okrętów podwodnych przenoszących pociski balistyczne, stanowiących oceaniczny komponent odstraszania. Okręty typu SNLE, z których jeden nieustannie przebywa na morzu, zapewniają Francji zdolność do odwetu, podczas gdy lotniczy komponent nuklearny, pozostający również w stałej gotowości, umożliwiłby w razie potrzeby przekazanie strategicznego sygnału groźnemu przeciwnikowi.

Na rok przed opuszczeniem Pałacu Elizejskiego prezydent Emmanuel Macron na nowo określił rolę francuskiego odstraszania w nowym porządku światowym i europejskim w tym, jak słychać wśród doradców prezydenta Francji, dzielenia się swoimi zasobami nuklearnymi z innymi, np. Niemcami.

Poprzednie przemówienie prezydenta Emmanuela Macrona na temat odstraszania, wygłoszone w lutym 2020 roku, odbyło się w École militaire w Paryżu. Jak zauważa dziennik „Le Figaro”, Donald Trump był wówczas prezydentem Stanów Zjednoczonych, a zwierzchnik sił zbrojnych wyrażał już zaniepokojenie „kryzysem multilateralizmu” oraz ryzykiem „poważnego konfliktu”. W duchu swoich poprzedników, lecz z większą jednoznacznością, Emmanuel Macron przypomniał wówczas o „europejskim wymiarze” żywotnych interesów Francji. Zaproponował otwarcie „dialogu strategicznego” z europejskimi partnerami Francji „na temat roli francuskiego odstraszania w zbiorowym bezpieczeństwie kontynentu”. Propozycja ta pozostała bez dalszego ciągu.

Teraz jest jednak inaczej: to europejscy partnerzy Francji chcieliby skorzystać z jej parasola atomowego. Europejczycy – jak donosi „Le Figaro” – pytają o „definicję francuskich żywotnych interesów” i ich „wymiar europejski”, o „scenariusze użycia”.

Bruno Retailleau w tekście opublikowanym w „Journal du Dimanche” zwraca uwagę na fakt, że francuskie odstraszanie nuklearne, owoc dziesięcioleci ogromnego wysiłku naukowego i budżetowego, od 1964 roku zapewnia ochronę żywotnych interesów Francji.

Minister spraw wewnętrznych i kandydat Republikanów w zbliżających się wyborach prezydenckich 2027 r. przypomina dalekowzroczność generała de Gaulle’a, dzięki któremu francuskie odstraszanie nuklearne okazało się najpewniejszym atutem wobec zewnętrznej agresji, poprzez niedopuszczalne straty, jakie może zadać potencjalnemu napastnikowi. Nazywa ją wręcz „polisą na życie narodu”, utrzymywaną przez dekady przez kolejne pokolenia francuskich wojskowych.

.Dziś francuskie odstraszanie nuklearne pokazuje, jak ważna jest suwerenność, która wcale nie jest reliktem przeszłości. Więcej, bardziej niż kiedykolwiek jest najważniejszą tarczą Francji i pozwala nam na samostanowienie i samodecydowanie, czy to w wymiarze wojskowym, politycznym, czy dyplomatycznym.

PAP/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 3 marca 2026