Czy Raphaël GLUCKSMANN może odebrać Jean-Lukowi MÉLENCHONOWI przywództwo na lewicy?

Na niespełna rok przed rozpoczęciem właściwej kampanii przed wyborami prezydenckimi we Francji coraz częściej powraca pytanie, kto będzie reprezentował lewicę w wyścigu do Pałacu Elizejskiego. Przez ostatnie lata odpowiedź wydawała się oczywista. Jean-Luc Mélenchon trzykrotnie był kandydatem lewicy radykalnej w wyborach prezydenckich, dwukrotnie otarł się o wejście do drugiej tury i pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci francuskiej polityki.
.Jednak przed wyborami prezydenckimi 2027 roku pojawia się polityk, który coraz wyraźniej próbuje zakwestionować ten stan rzeczy. Raphaël Glucksmann, eurodeputowany i lider Place publique, rozpoczyna własną kampanię polityczną, starając się przekonać wyborców, że francuska lewica potrzebuje nowego przywództwa.
Jego pierwszy duży wiec wyborczy odbywa się w Aubervilliers, na terenie departamentu Sekwana-Saint-Denis. To nieprzypadkowy wybór. Tydzień wcześniej właśnie tam kampanię rozpoczął również Jean-Luc Mélenchon. Obaj politycy walczą bowiem o podobną przestrzeń polityczną, choć proponują zupełnie różne wizje przyszłości francuskiej lewicy.
Mélenchon od lat buduje swoją pozycję na krytyce elit politycznych, globalizacji i liberalnego modelu gospodarczego. Glucksmann reprezentuje natomiast nurt bardziej socjaldemokratyczny, proeuropejski i umiarkowany. To właśnie podczas wyborów europejskich udało mu się zdobyć znaczną część wyborców, którzy nie odnajdują się ani w radykalizmie La France insoumise, ani w obozie prezydenckim Emmanuela Macrona.
Problem Raphaëla Glucksmanna polega jednak na tym, że sukces w wyborach europejskich nie musi oznaczać sukcesu w wyborach prezydenckich. We Francji prezydent wybierany jest bezpośrednio, a wyborcy zwracają szczególną uwagę nie tylko na program, ale również na osobowość, zdolność przywódczą i umiejętność ucieleśnienia projektu politycznego.
Dla części Francuzów Glucksmann pozostaje symbolem wielkomiejskich elit. Absolwent Sciences Po, syn znanego filozofa André Glucksmanna, związany z jedną z najbardziej rozpoznawalnych dziennikarek francuskich mediów, od lat zmaga się z opinią polityka zakorzenionego bardziej w świecie intelektualnym niż w codziennych doświadczeniach przeciętnych wyborców. Przypominane są także jego wcześniejsze wypowiedzi o tym, że kulturowo czuje się bliżej Berlina lub Nowego Jorku niż Pikardii.
To właśnie na tym polu Jean-Luc Mélenchon nadal zachowuje przewagę. Lider La France insoumise pozostaje politykiem potrafiącym mobilizować tłumy i budować emocjonalną więź z własnym elektoratem. Nawet jego przeciwnicy przyznają, że dysponuje energią polityczną, której wielu kandydatom francuskiej lewicy brakuje.
Jednocześnie sytuacja po stronie socjaldemokratycznej pozostaje bardzo rozproszona. Bernard Cazeneuve nie ukrywa swoich ambicji prezydenckich. Własne plany polityczne rozwija również mer Saint-Ouen Karim Bouamrane. W debacie publicznej regularnie powraca także nazwisko byłego prezydenta François Hollande’a. Każda kolejna kandydatura oznacza dalsze rozdrobnienie elektoratu, który Glucksmann chciałby skupić wokół własnej osoby.
Mimo tych trudności pozostaje dziś najmocniejszym kandydatem lewicy poza La France insoumise. W większości badań opinii publicznej wyprzedza innych przedstawicieli swojego obozu politycznego i regularnie osiąga wyniki pozwalające mu zajmować czołowe miejsca po lewej stronie sceny politycznej. To jednak wciąż za mało, by realnie zagrozić głównym kandydatom walczącym o wejście do drugiej tury.
Najważniejszym wyzwaniem Raphaëla Glucksmanna nie jest bowiem dziś Jordan Bardella, Gabriel Attal czy Édouard Philippe. Jego pierwszym przeciwnikiem pozostaje sam Jean-Luc Mélenchon. Dopóki lider La France insoumise utrzymuje dominującą pozycję na lewicy, droga Glucksmanna do Pałacu Elizejskiego pozostaje wyjątkowo trudna.
.Dlatego najbliższe miesiące mogą okazać się decydujące nie tyle dla wyniku wyborów prezydenckich 2027 roku, ile dla odpowiedzi na pytanie, kto będzie politycznym liderem francuskiej lewicy. To właśnie ten pojedynek może stać się jednym z najważniejszych wątków francuskiej kampanii przed wyborami prezydenckimi.
Arkadiusz Jordan
Paryż





