Karim BOUAMRANE chce zostać prezydentem Francji

Karim Bouamrane, socjalistyczny mer Saint-Ouen-sur-Seine, oficjalnie ogłosił start w wyborach prezydenckich we Francji w 2027 roku. Polityk przedstawia się jako alternatywa zarówno dla Jean-Luka Mélenchona i La France Insoumise, jak i dla tradycyjnego establishmentu Partii Socjalistycznej. Jego kandydatura może wpłynąć na układ sił po lewej stronie sceny politycznej, gdzie o przywództwo rywalizują także Raphaël Glucksmann i inni potencjalni kandydaci.
.Karim Bouamrane mówi o sobie jako o kandydacie „zakorzenionym w rzeczywistości”, zdolnym do jednoczenia i odrzucającym fałszywy wybór między Zjednoczeniem Narodowym a La France Insoumise. W jego deklaracji najważniejsze nie jest więc samo ogłoszenie ambicji prezydenckich, lecz próba zajęcia miejsca między Jean-Lukiem Mélenchonem a Raphaëlem Glucksmannem, między lewicą radykalną a lewicą socjaldemokratyczną, republikańską i samorządową.
Kim jest Karim Bouamrane?
Karim Bouamrane urodził się w 1973 roku w Clichy. Jest synem imigranta z Maroka, robotnika budowlanego. Wychował się w Saint-Ouen pod Paryżem, w departamencie Seine-Saint-Denis. Politycznie zaczynał bardzo wcześnie. Jako nastolatek angażował się w manifestacje solidarnościowe, a w 1995 roku wstąpił do Partii Komunistycznej. W wieku 22 lat został radnym miejskim.
Później przeszedł do Partii Socjalistycznej. Pracował także w sektorze bezpieczeństwa informatycznego, zajmując stanowiska menedżerskie w firmach technologicznych. Ten życiorys pozwala mu budować opowieść inną niż klasyczni kandydaci partyjni: samorządową, społeczną, miejską i zarazem związaną z nowoczesną gospodarką.
Od 2020 roku jest merem Saint-Ouen-sur-Seine. W jego politycznej biografii ważne są także funkcje w departamencie Seine-Saint-Denis oraz aktywność wokół projektów miejskich i metropolitalnych, w tym Grand Paris. To właśnie ten wymiar samorządowy ma odróżniać go od liderów lewicy funkcjonujących głównie w logice partyjnej i parlamentarnej.
Kandydat przeciwko Mélenchonowi
Najwyraźniejszym przeciwnikiem Bouamrane’a po lewej stronie sceny politycznej jest Jean-Luc Mélenchon. Mer Saint-Ouen reprezentuje linię zdecydowanie anty-LFI. Nie chce, aby francuska lewica została sprowadzona do wyboru między Mélenchonem a prawicą narodową. Odrzuca również scenariusz drugiej tury, w której naprzeciw siebie stanęłyby La France Insoumise Mélenchona i Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen i Jordana Bardelli.
W tym sensie Bouamrane nie rywalizuje dziś bezpośrednio z Jordanem Bardellą czy Édouardem Philippem. Jego pierwsza konkurencja znajduje się wewnątrz lewicy. To Jean-Luk Mélenchon, Raphaël Glucksmann, Olivier Faure, a szerzej także wszystkie środowiska próbujące odpowiedzieć na pytanie, kto ma prawo mówić w imieniu lewicowej Francji w 2027 roku.
Najostrzejsza walka Bouamrane’a będzie więc walką o wyborcę lewicy niechętnego LFI, ale jednocześnie nieprzekonanego, że Partia Socjalistyczna odzyskała już wiarygodność. To wyborca miejski, republikański, socjaldemokratyczny, wrażliwy społecznie, lecz niechętny radykalizacji języka politycznego. O tego samego wyborcę zabiegać może Raphaël Glucksmann.
Glucksmann, Hollande, Faure. Z kim naprawdę konkuruje Bouamrane
Bouamrane uderzył w Raphaëla Glucksmanna, mówiąc, że ten „nie jest kandydatem”, lecz „rozgrzewa się”. To zdanie dobrze pokazuje jego strategię. Mer Saint-Ouen chce wystąpić jako ten, który nie czeka na układy, prawybory i decyzje aparatu, ale sam ogłasza polityczną wolę startu.
Jego bezpośrednią konkurencją nie jest jednak tylko Glucksmann. W tle pozostaje François Hollande, który wciąż może oddziaływać na część elektoratu socjalistycznego, a także Olivier Faure i kierownictwo Partii Socjalistycznej. Bouamrane wchodzi więc w pole już zatłoczone, ale nieuporządkowane. To pole kandydatów, którzy chcą być alternatywą wobec Mélenchona, a jednocześnie muszą udowodnić, że są czymś więcej niż tylko kolejną wersją dawnej Partii Socjalistycznej.
Na tym polega jego problem. Bouamrane może być interesującą postacią medialną i symbolem awansu republikańskiego, ale w kampanii prezydenckiej potrzebuje czegoś więcej: rozpoznawalności ogólnokrajowej, zaplecza, 500 podpisów osób publicznych, pieniędzy, struktur i sondażowego dowodu, że nie jest wyłącznie kandydatem autodeklaracji.
Lewica coraz bardziej podzielona
Kandydatura Bouamrane’a ma znaczenie przede wszystkim jako objaw głębszego procesu. Francuska lewica nie wchodzi w wybory 2027 jako jeden obóz. Wchodzi jako kilka konkurujących ze sobą rodzin politycznych. Jedna skupia się wokół Mélenchona i LFI. Druga szuka twarzy w Glucksmannie. Trzecia próbuje odbudować Partię Socjalistyczną. Czwarta, samorządowa i socjaldemokratyczna, może próbować mówić językiem Bouamrane’a.
To rozdrobnienie jest tym ważniejsze, że po drugiej stronie sceny politycznej Jordan Bardella utrzymuje pozycję jednego z głównych faworytów pierwszej tury, a Édouard Philippe pozostaje jednym z najważniejszych kandydatów centrum i prawicy umiarkowanej. W takim układzie każdy dodatkowy kandydat lewicy nie tylko poszerza debatę, ale także zwiększa ryzyko rozproszenia głosów.
Bouamrane może więc nie zmienić od razu sondażowej hierarchii. Może jednak zmienić rozmowę o lewicy. Jego kandydatura zmusza Glucksmanna, Mélenchona i socjalistów do odpowiedzi na pytanie, czy lewica ma być przede wszystkim protestem, ruchem moralnym, partią klasy średniej, czy projektem republikańskim zakorzenionym w samorządzie i codziennym doświadczeniu przedmieść.
Na razie Karim Bouamrane nie jest kandydatem, który grozi wejściem do drugiej tury. Jest kandydatem, który może zabrać głos, przestrzeń i kilka cennych punktów procentowych tym, którzy już dziś walczą o przywództwo po lewej stronie. A w wyborach prezydenckich 2027 nawet kilka punktów może okazać się różnicą między obecnością w decydującej rozgrywce a kolejną porażką francuskiej lewicy.
Arkadiusz Jordan
Paryż





