Relokacja systemu przeciwrakietowego THAAD z Korei na Bliski Wschód

Część pocisków amerykańskiego systemu przeciwrakietowego THAAD, stacjonującego w Korei Płd., jest przenoszona na Bliski Wschód w związku z wojną z Iranem – powiadomiły południowokoreańskie media. Operacja logistyczna już trwa, a władze w Seulu przyznają, że ze względu na umowy sojusznicze nie mogą jej zablokować. Relokacja systemu przeciwrakietowego THAAD z Korei na Bliski Wschód
Relokacja systemu przeciwrakietowego THAAD
.Agencja Yonhap doprecyzowała, że sześć mobilnych wyrzutni przemieszczono z bazy w Seongju do bazy lotniczej Osan, gdzie wyładowano z nich pociski, po czym pojazdy wróciły do macierzystej jednostki. „Pociski przechwytujące zostaną prawdopodobnie wkrótce przetransportowane na Bliski Wschód amerykańskimi samolotami” – podała agencja, cytując źródła wojskowe. Według szacunków, w bazie Osan może znajdować się do 48 takich rakiet.
Telewizja SBS zasugerowała, że proces ten rozpoczął się wcześniej niż sądzono. Stacja dotarła do nagrań z monitoringu z 3 marca 2026 r., na których widać kolumnę sześciu wyrzutni, opuszczających bazę w Seongju pod osłoną nocy. „To pierwszy raz, gdy tak duża liczba sprzętu wyjechała jednocześnie” – relacjonowali świadkowie, cytowani przez SBS.
Doniesienia te wywołały w Seulu obawy o osłabienie potencjału obronnego państwa. Dziennik „DongA Ilbo” ostrzegł przed ryzykiem wycofania kluczowego radaru AN/TPY-2, co uczyniłoby system bezużytecznym. Gazeta uspokajała jednak, cytując przedstawiciela rządu: „Nawet jeśli pociski zostaną wywiezione w związku z eskalacją na Bliskim Wschodzie, będzie to tylko część arsenału. Obecnie nie ma planów wycofania radarów ani wyrzutni”.
Prezydent Li Dze Mjung przyznał, że choć Seul zgłasza Waszyngtonowi zastrzeżenia, to w ramach sojuszu „trudno jest całkowicie zablokować relokację wynikającą z potrzeb wojskowych USA”. Dziennik „JoongAng Ilbo” wyjaśnił, że ręce południowokoreańskich władz wiąże porozumienie o „strategicznej elastyczności” (Strategic Flexibility) z 2006 r. Zgodnie z nim amerykańskie wojska na Półwyspie Koreańskim mogą być relokowane do innych regionów świata, co ogranicza wpływ Seulu na decyzje Pentagonu. Gazeta dodała, że wycofano już także część baterii Patriot.
System THAAD (Terminal High Altitude Area Defense) rozmieszczono w Korei Południowej w 2017 r. w celu ochrony przed atakami balistycznymi Pjongjangu. Instalacja systemu wywołała jednak gwałtowny kryzys dyplomatyczny w relacjach Pekin-Seul i zakrojoną na szeroką skalę chińską kampanię retorsji ekonomicznych. Komunistyczne władze ChRL utrzymywały bowiem, że system ten służy jako amerykańskie narzędzie inwigilacji strategicznej, a nie wyłącznie jako tarcza obronna. Obecna relokacja sprzętu wiąże się z trwającym konfliktem zbrojnym między USA a Iranem, który wymusił na Pentagonie pilne wzmocnienie obrony w regionie Zatoki Perskiej.
Iran, amerykańska „Ukraina”?
.Koalicja USA-Izrael posiada miażdżącą przewagę wojskową nad Iranem. Siły powietrzne prawie tam nie istniały, obrona przeciwlotnicza była dziurawa i dziś można stwierdzić, że koalicja uzyskała całkowitą dominację w powietrzu. Tak samo wygląda sytuacja w przypadku marynarki wojennej. Szkopuł w tym, że dominacja w powietrzu i na morzu nie jest wystarczająca, by zmusić Iran do kapitulacji. Dowodzą tego doświadczenia wielu wojen – pisze prof. Kazimierz DADAK
Donald Trump jako kandydat na urząd prezydenta nieustannie obiecywał, że za jego rządów nie będzie „wojen bez końca”. Jego hasło „America First” skupiało uwagę na sprawach wewnętrznych, dzięki czemu Stany Zjednoczone miały ponownie stać się, jak on sam głosił, „wielkie”. Wojna z Iranem nie tylko podważa te obietnice, ale może stać się tak wielkim wyzwaniem dla Waszyngtonu, jak dla Kremla stała się wojna z Ukrainą.
Władimir Putin najechał Ukrainę, mając nadzieję, że zwycięstwo przyjdzie szybko i bez większych strat. Niespodziewany amerykańsko-izraelski atak na Iran miał przynieść podobne wyniki. W obu przypadkach naczelnym zadaniem było „regime change” (zmiana władzy z nieprzyjaznej na życzliwą). Uśmiercenie duchowego przywódcy irańskich szyitów, ajatollaha Alego Chameneiego, miało otworzyć drzwi lokalnym opozycjonistom do przejęcia władzy, a w najgorszym przypadku doprowadzić do ziszczenia się „scenariusza wenezuelskiego”, w którym jego następcy przerażeni perspektywą utraty władzy, a może i życia bez wahania przyjmą amerykańskie warunki.
Wojna amerykańsko-izraelsko-irańska trwa dopiero sześć dni, a w trzecim dniu działań wojskowych Donald Trump wyraził przekonanie, że zmagania będą trwać 4–5 tygodni. Niemniej sam prezydent dodał, że wojna może potrwać dłużej i że także w tym mniej optymistycznym przypadku on się „nie znudzi” i będzie prowadzić wojnę aż do osiągnięcia zamierzonych celów. Miejmy nadzieję, że zaiste wojna będzie krótka, ale minister Pete Hegseth i przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów, gen. Dan Caine, podali do publicznej wiadomości, że na Bliski Wschód kierowane są posiłki. Zatem zgromadzona tam armada najwyraźniej okazuje się niewystarczająca do wcielenia w życie założonych planów.
ficjalne cele mają charakter ściśle wojskowy – likwidacja programu atomowego, unicestwienie arsenału rakiet balistycznych i floty wojennej oraz zakończenie wspierania ruchów szyickich w świecie muzułmańskim. W sumie oznacza to całkowite rozbrojenie Iranu i trudno sobie wyobrazić, aby jakikolwiek rząd chroniący suwerenność swego państwa mógł przystać na te warunki. Bez zmiany władzy na całkowicie zależną od Waszyngtonu spełnienie tych wymogów raczej nie wchodzi w grę.
Jeśli chodzi o możliwość pojawienia się przychylnej Waszyngtonowi władzy, mamy do czynienia z poważnymi kłopotami. Prezydent Donald Trump i sekretarz Marco Rubio głośno nawołują Irańczyków do wyjścia na ulice i przejęcia władzy, ale jak można oczekiwać takiego rozwoju sytuacji, gdy z jednej strony wokół są wybuchy, a z drugiej służby bezpieczeństwa nadal są sprawne? Ponadto takie przypadki jak zbombardowanie szkoły dla dziewczynek czy szpitala nie przysparza Stanom Zjednoczonym przyjaciół. Ogólnie rzecz biorąc, naciski z zewnątrz, mające na celu obalenie władzy, powodują raczej zwarcie szeregów niż przejście na drugą stronę.
Presja wojskowa najwyraźniej nie przyniosła oczekiwanych wyników. Unicestwienie dużej części przywództwa politycznego i wojskowego nie doprowadziło do kapitulacji. Pomimo poniesionych strat irańskie siły zbrojne przystąpiły do kontrataku niecałe dwie godziny po rozpoczęciu wojny. Władze były więc przygotowane do przyjęcia takiego ciosu – rozwój sytuacji najwyraźniej zaskoczył koalicję amerykańsko-izraelską. Już sam fakt, że pojawienie się armady nie doprowadziło do wywieszenia przez Teheran białej flagi, był dla Waszyngtonu niespodzianką, ale nie spowodował wypracowania planu B.
Takie kroki podejmowane są dopiero teraz. Na gwałt próbuje się stworzyć koalicję chętnych do zbrojnej rebelii wewnątrz Iranu. Najlepszymi kandydatami do takiej roli wydają się Kurdowie i Azerowie – oba te narody stanowią zdecydowaną większość w północno-zachodnim Iranie. Ale taki rozwój sytuacji nie jest oczywisty. Obecny prezydent Iranu, Masud Pezeszkian, jest z pochodzenia Azerem. Azerowie są także w zdecydowanej większości szyitami, więc mają bliskie związki religijne z Persami. Kurdowie w swej masie są sunnitami, ale nie mają dobrych doświadczeń we współpracy z Amerykanami. Zamieszkują nie tylko Iran, ale także Irak, Turcję i Syrię.
W 1991 r. w trakcie pierwszej wojny z Irakiem prezydent George H.W. Bush (senior) wezwał Kurdów irackich do powstania, ale po zwycięstwie nie udzielił im żadnej pomocy i ówczesny dyktator, Saddam Husajn, krwawo się z nimi rozprawił. Ostatnio Stany Zjednoczone posłużyły się Kurdami w Syrii przy obalaniu Baszara al-Asada, ale po osiągnięciu tego celu Waszyngton raczej postawił na zwycięskiego Ahmada asz-Szara (Araba). Stąd rodzi się pytanie, na ile Azerowie i Kurdowie będą skłonni nadstawiać karku w tych zmaganiach. Ponadto taka taktyka na pewno spotka się ze zdecydowanym sprzeciwem Turcji, w której od dziesięcioleci tli się kurdyjska rebelia – perspektywa kurdyjskiego państwa po drugiej strony granicy stanowi dla Ankary jaskrawą czerwoną linię. Zatem najbardziej obiecująca droga Ameryki do osiągnięcia zamierzonych celów wydaje się nadzwyczaj wyboista.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-kazimierz-dadak-iran-amerykanska-ukraina/
PAP/ Krzysztof Pawliszak/ LW





