Reżim w Teheranie może zostać obalony tylko przez samych Irańczyków [Gideon SAAR]

Gideon SAAR

Izraelski minister spraw zagranicznych Gideon Saar wyraził w dniu 17 marca 2026 r. przekonanie, że Iran został poważnie osłabiony, ale tylko sami Irańczycy mogą obalić reżim w Teheranie. Izraelskie wojsko poinformowało wcześniej tego dnia o zabiciu Alego Laridżaniego, którego opisano jako „faktycznego przywódcę irańskiego reżimu”.

Reżim w Teheranie mogą obalić tylko sami Irańczycy?

.Gideon Saar podkreślił, że Irańczycy są bezpieczniejsi po zabiciu Alego Laridżaniego. Jak zaznaczył, Laridżani kierował irańskim aparatem represji i był odpowiedzialny zarówno za zabijanie Irańczyków, jak też atakowanie cywilów w Izraelu.

Iran nie potwierdził jak dotąd śmierci Alego Laridżaniego, który był sekretarzem Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, odpowiedzialnej za kierowanie irańską polityka zagraniczną i bezpieczeństwa. Laridżani od lat zajmował wysokie stanowiska w irańskim aparacie władzy i był uważany za bliskiego współpracownika najwyższego przywódcy kraju Alego Chameneiego, zabitego na początku wojny.

W komunikacie izraelskiej armii przekazano, że po śmierci Alego Chameneiego to Ali Laridżani faktycznie kierował państwem. 8 marca na miejsce Alego Chameneiego wybrano jego syna, Modżtabę Chameneiego, który jednak nie pokazywał się od tego czasu publicznie. Krążą informacje, że mógł zostać ranny podczas wojny.

– Za zabicie Alego Laridżaniego USA płaciły 10 mln dolarów, a my zrobiliśmy to za darmo – powiedział Gideon Saar podczas konferencji prasowej w Jerozolimie. – Będziemy kontynuować wojnę do czasu, aż ta misja zostanie zakończona – zapewnił szef izraelskiej dyplomacji.

Ilu ludzi zginęło do tej pory w nowej wojnie na Bliskim Wschodzie?

.Izraelska armia przekazała 17 marca 2026 r., że w jej atakach zginął również Golamreza Solejmani, przywódca masowej ochotniczej paramilitarnej organizacji Basidż, oraz jego zastępca Said Kariszi. Izrael i USA od 28 lutego bombardują Iran, który w odpowiedzi atakuje Izrael i państwa Zatoki Perskiej. W tych uderzeniach zginęło około 50 osób, w tym 13 amerykańskich żołnierzy i 15 izraelskich cywilów.

Według niezależnych źródeł w nalotach na Iran zginęło około 1300 irańskich cywilów, 3,2 mln osób zostało tymczasowo przesiedlonych, a ponadto uszkodzono prawie 22 tys. budynków cywilnych. Zabito też wielu irańskich przywódców politycznych i wojskowych, m.in. ministra obrony Amira Nasirzadeha czy szefa Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) Mohammada Pakpura.

Władze USA i Izraela od początku wojny wzywają też Irańczyków, by obalili reżim w Teheranie. Nie ma jednak doniesień o poważnych wystąpieniach antyrządowych w Iranie, przez który na początku stycznia przetoczyła się fala krwawo stłumionych protestów. Informacje o sytuacji wewnątrz tego kraju są jednak trudne do zweryfikowania z powodu niemal całkowitej blokady informacyjnej, wprowadzonej przez władze. 

Im dłużej Iran trwa w oporze, tym sytuacja USA jest trudniejsza

.Nie mam pojęcia, jak można było przypuścić, że obywatele Iranu, w dużej części przeciwni panującemu reżimowi, ale przecież reżimowi dysponującemu doskonałym i bezwzględnym aparatem represji, wyjdą od razu na ulice, by ten reżim obalić. Szanse na rychłą kapitulację władz, i to kapitulację właściwie bezwarunkową oraz totalną, były prawie zerowe – pisze prof. Jacek KORONACKI.

Przełom wieków XX i XXI upływał pod znakiem budowania przez amerykański establishment polityczny, w którym rząd dusz sprawowali tzw. neokonserwatyści, „życzliwej hegemonii” USA nad światem. Ich celem pierwszym była przebudowa Bliskiego Wschodu, mająca być przeprowadzona środkami wojennymi. Najbardziej wpływowy z neokonserwatystów, Norman Podhoretz, mówił w kontekście tej przebudowy o IV wojnie światowej (trzecią miała być – taką nomenklaturę stosował inny ważny neokonserwatysta, Eliot Cohen – zimna wojna zakończona rozpadem Związku Sowieckiego).

Dzień po tragedii w World Trade Center, a więc jeszcze przed inwazją USA na Afganistan, która nastąpiła 7 października 2001, inny wpływowy neokonserwatysta William Bennett powiedział w programie sieci telewizyjnej CNN, że Kongres musi ogłosić wojnę przeciw wojowniczemu islamowi i użyć do tego potężnej amerykańskiej siły militarnej. Bennett wymienił jako cel ataku na Bliskim Wschodzie Liban, Libię, Syrię, Irak oraz Iran (nota bene, nie wymienił Afganistanu, mimo że ten stanowił sanktuarium terrorystów Osamy Bin Ladena). W roku 2007 były sekretarz generalny NATO gen. Wesley Clark ujawnił, że Sekretarz Departamentu Obrony USA przedstawił w roku 2001 memorandum, w którym planował zaatakowanie i wymianę rządów w wymienionych krajach Bliskiego Wschodu oraz w Somalii i Sudanie w ciągu 5 lat.

Dwudziestego września 2001 r. czterdziestu najbardziej wpływowych neokonserwatystów wystosowało do Białego Domu list otwarty, instruujący Prezydenta George’a W. Busha jak ma wyglądać wojna z terroryzmem. List miał formę ultimatum. Aby zachować poparcie sygnatariuszy, oświadczono, prezydent musi wszcząć akcję przeciw Hezbollahowi, a także przeciw Syrii i Iranowi, jeśli te nie rozluźnią swoich związków z Hezbollahem, oraz musi obalić Saddama Husseina. Zaniechanie ataku na Irak, ostrzegli Busha, będzie wczesnym i być może decydującym poddaniem się w wojnie przeciw terroryzmowi.

Opowiedzenie się neokonserwatystów za zbrojną przebudową Bliskiego Wschodu nie wzięło się znikąd. Miesiąc przed inwazją na Irak 20 marca 2003 r. jeden z redaktorów Washington Post, Robert Kaiser, zacytował wysokiego rangą urzędnika administracji USA, który miał mu powiedzieć: dziś tu rządzą poplecznicy Likudu. Jako członków proizraelskiej sieci w administracji Kaiser wymienił Richarda Perle’a (w owym czasie doradcę prezydenta George’a W. Busha i szefa Rady Polityki Obronnej), Paula Wolfowitza i Douglasa Feitha (wiceministrów w Departamencie Obrony), Davida Wurmsera z Departamentu Obrony i Elliota Abramsa z Rady Bezpieczeństwa Narodowego.

W roku 1996 Perle, Feith i Wurmser napisali dla premiera Netanyahu tekst pt. Czyste zerwanie: Nowa strategia zabezpieczenia terytorium kraju. Chodziło o zerwanie z duchem i literą porozumienia z Oslo (które były od początku równie chętnie gwałcone przez Autonomię Palestyńską Arafata). Konserwatywny komentator Patrick Buchanan przypominał w artykule z marca 2003 r., iż wedle strategii Perle’a, Feitha i Wurmsera, wrogiem Izraela pozostaje Syria, ale droga do Damaszku wiedzie przez Bagdad. Przypominał też: W roku 1992 przeciek sprawił, że do opinii publicznej dotarł ciekawy dokument z biura Paula Wolfowitza w Pentagonie. Memoriał Wolfowitza wzywał do amerykańskiej stałej wojskowej obecności na sześciu kontynentach, by „odstraszyć potencjalnych konkurentów od podjęcia prób odegrania bardziej znaczącej roli globalnej lub lokalnej”. Plan Wolfowitza został odrzucony za prezydentury George’a H. W. Busha, ale wrócono doń po ataku terrorystycznym 11 września 2001 r.

.Krótko mówiąc, neokonserwatyści byli częścią lobby izraelskiego. Byli też przekonani, że skoro świat stał się jednobiegunowy z USA jako jedynym mocarstwem zdolnym zapanować nad światem, to mocarstwo to powinno przyjąć rolę takiego hegemona, jakkolwiek „życzliwego”. Przeciwni utopii amerykańskiej „życzliwej hegemonii” oraz inwazji na Irak byli tzw. paleokonserwatyści, ale ci zostali pozbawieni za sprawą neokonserwatystów jakichkolwiek wpływów politycznych na przełomie lat 1980-tych i 1990-tych. Przeciwni im byli również polityczni realiści, ale byli ignorowani. Chęć promowania demokracji liberalnej jak świat długi i szeroki uważali nie tylko za nonsens, ale przede wszystkim zapowiedź klęsk USA w przyszłości, od klęski w Iraku poczynając. Jednak administracja przyjęła za swoją strategię proponowaną przez lobby izraelskie i tak zaczął się okres awanturniczej polityki amerykańskiej na Bliskim Wschodzie. Amerykanie doświadczyli faktycznej klęski w Iraku i upokarzającego finału wojny w Afganistanie, nie mówiąc o kompromitującej interwencji w Libii.

PAP/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 17 marca 2026