Ta wojna nie jest sprawą NATO [Friedrich MERZ]

Kanclerz Niemiec Friedrich Merz oświadczył w dniu 16 marca 2026 r. w Berlinie, że Niemcy nie wezmą udziału w wojnie Stanów Zjednoczonych i Izraela przeciwko Iranowi. Podkreślił, że od początku było jasne, iż konflikt ten nie jest sprawą NATO.
Ta wojna nie jest sprawą NATO
.Brakuje mandatu ONZ, Unii Europejskiej lub NATO, wymaganego zgodnie z niemiecką ustawą zasadniczą. Dlatego od samego początku było jasne, że ta wojna nie jest sprawą NATO – powiedział Friedrich Merz na wspólnej konferencji prasowej z premierem Holandii Robem Jettenem.
Kanclerz zaznaczył, że Stany Zjednoczone i Izrael nie konsultowały z Niemcami rozpoczęcia ataków na Iran. – W sprawie Iranu nigdy nie zapadła wspólna decyzja co do tego, czy w ogóle należy podejmować jakiekolwiek działania. Dlatego nie pojawia się pytanie, w jaki sposób Niemcy mogłyby zaangażować się militarnie – dodał.
Wcześniej rzecznik rządu RFN i minister obrony Boris Pistorius oświadczyli, że Niemcy nie wezmą udziału w działaniach na rzecz odblokowania cieśniny Ormuz środkami militarnymi. Podkreślili, że konflikt ten nie ma nic wspólnego z obronnym sojuszem NATO.
Holandia weźmie udział w operacji odblokowania Cieśniny Ormuz?
.Z kolei premier Holandii Rob Jetten powiedział w Berlinie, że z „otwartym umysłem” podchodzi do ewentualnych próśb o udział w misji mającej na celu ochronę przepływów handlowych w cieśninie Ormuz. Zastrzegł jednak, że obecna skala ataków w tym rejonie uniemożliwia udzielenie takiej pomocy w tej chwili.
Rob Jetten przekazał też, że dotąd nie wpłynęła żadna konkretna prośba o udział w jakiejkolwiek misji w cieśninie. Prezydent USA Donald Trump powiedział 16 marca 2026 r., że „liczne kraje” poinformowały go o gotowości wsparcia USA w otwarciu cieśniny Ormuz. Skrytykował jednak sojuszników Waszyngtonu za brak „entuzjazmu” wobec tego przedsięwzięcia.
W ostatnich dniach Donald Trump ponowił apel, by inne państwa dołączyły do operacji mającej zapewnić swobodną żeglugę przez blokowaną przez Iran cieśninę Ormuz, mającą duże znaczenie dla światowych dostaw ropy naftowej. Dodał też, że USA są zawsze gotowe pomagać państwom NATO i „pomagają im w kwestii Ukrainy, mimo że dzieli nas ocean i ta wojna nas nie dotyczy”.
Im dłużej Iran trwa w oporze, tym sytuacja USA jest trudniejsza
.Nie mam pojęcia, jak można było przypuścić, że obywatele Iranu, w dużej części przeciwni panującemu reżimowi, ale przecież reżimowi dysponującemu doskonałym i bezwzględnym aparatem represji, wyjdą od razu na ulice, by ten reżim obalić. Szanse na rychłą kapitulację władz, i to kapitulację właściwie bezwarunkową oraz totalną, były prawie zerowe – pisze prof. Jacek KORONACKI.
Przełom wieków XX i XXI upływał pod znakiem budowania przez amerykański establishment polityczny, w którym rząd dusz sprawowali tzw. neokonserwatyści, „życzliwej hegemonii” USA nad światem. Ich celem pierwszym była przebudowa Bliskiego Wschodu, mająca być przeprowadzona środkami wojennymi. Najbardziej wpływowy z neokonserwatystów, Norman Podhoretz, mówił w kontekście tej przebudowy o IV wojnie światowej (trzecią miała być – taką nomenklaturę stosował inny ważny neokonserwatysta, Eliot Cohen – zimna wojna zakończona rozpadem Związku Sowieckiego).
Dzień po tragedii w World Trade Center, a więc jeszcze przed inwazją USA na Afganistan, która nastąpiła 7 października 2001, inny wpływowy neokonserwatysta William Bennett powiedział w programie sieci telewizyjnej CNN, że Kongres musi ogłosić wojnę przeciw wojowniczemu islamowi i użyć do tego potężnej amerykańskiej siły militarnej. Bennett wymienił jako cel ataku na Bliskim Wschodzie Liban, Libię, Syrię, Irak oraz Iran (nota bene, nie wymienił Afganistanu, mimo że ten stanowił sanktuarium terrorystów Osamy Bin Ladena). W roku 2007 były sekretarz generalny NATO gen. Wesley Clark ujawnił, że Sekretarz Departamentu Obrony USA przedstawił w roku 2001 memorandum, w którym planował zaatakowanie i wymianę rządów w wymienionych krajach Bliskiego Wschodu oraz w Somalii i Sudanie w ciągu 5 lat.
Dwudziestego września 2001 r. czterdziestu najbardziej wpływowych neokonserwatystów wystosowało do Białego Domu list otwarty, instruujący Prezydenta George’a W. Busha jak ma wyglądać wojna z terroryzmem. List miał formę ultimatum. Aby zachować poparcie sygnatariuszy, oświadczono, prezydent musi wszcząć akcję przeciw Hezbollahowi, a także przeciw Syrii i Iranowi, jeśli te nie rozluźnią swoich związków z Hezbollahem, oraz musi obalić Saddama Husseina. Zaniechanie ataku na Irak, ostrzegli Busha, będzie wczesnym i być może decydującym poddaniem się w wojnie przeciw terroryzmowi.
Opowiedzenie się neokonserwatystów za zbrojną przebudową Bliskiego Wschodu nie wzięło się znikąd. Miesiąc przed inwazją na Irak 20 marca 2003 r. jeden z redaktorów Washington Post, Robert Kaiser, zacytował wysokiego rangą urzędnika administracji USA, który miał mu powiedzieć: dziś tu rządzą poplecznicy Likudu. Jako członków proizraelskiej sieci w administracji Kaiser wymienił Richarda Perle’a (w owym czasie doradcę prezydenta George’a W. Busha i szefa Rady Polityki Obronnej), Paula Wolfowitza i Douglasa Feitha (wiceministrów w Departamencie Obrony), Davida Wurmsera z Departamentu Obrony i Elliota Abramsa z Rady Bezpieczeństwa Narodowego.
W roku 1996 Perle, Feith i Wurmser napisali dla premiera Netanyahu tekst pt. Czyste zerwanie: Nowa strategia zabezpieczenia terytorium kraju. Chodziło o zerwanie z duchem i literą porozumienia z Oslo (które były od początku równie chętnie gwałcone przez Autonomię Palestyńską Arafata). Konserwatywny komentator Patrick Buchanan przypominał w artykule z marca 2003 r., iż wedle strategii Perle’a, Feitha i Wurmsera, wrogiem Izraela pozostaje Syria, ale droga do Damaszku wiedzie przez Bagdad. Przypominał też: W roku 1992 przeciek sprawił, że do opinii publicznej dotarł ciekawy dokument z biura Paula Wolfowitza w Pentagonie. Memoriał Wolfowitza wzywał do amerykańskiej stałej wojskowej obecności na sześciu kontynentach, by „odstraszyć potencjalnych konkurentów od podjęcia prób odegrania bardziej znaczącej roli globalnej lub lokalnej”. Plan Wolfowitza został odrzucony za prezydentury George’a H. W. Busha, ale wrócono doń po ataku terrorystycznym 11 września 2001 r.
.Krótko mówiąc, neokonserwatyści byli częścią lobby izraelskiego. Byli też przekonani, że skoro świat stał się jednobiegunowy z USA jako jedynym mocarstwem zdolnym zapanować nad światem, to mocarstwo to powinno przyjąć rolę takiego hegemona, jakkolwiek „życzliwego”. Przeciwni utopii amerykańskiej „życzliwej hegemonii” oraz inwazji na Irak byli tzw. paleokonserwatyści, ale ci zostali pozbawieni za sprawą neokonserwatystów jakichkolwiek wpływów politycznych na przełomie lat 1980-tych i 1990-tych. Przeciwni im byli również polityczni realiści, ale byli ignorowani. Chęć promowania demokracji liberalnej jak świat długi i szeroki uważali nie tylko za nonsens, ale przede wszystkim zapowiedź klęsk USA w przyszłości, od klęski w Iraku poczynając. Jednak administracja przyjęła za swoją strategię proponowaną przez lobby izraelskie i tak zaczął się okres awanturniczej polityki amerykańskiej na Bliskim Wschodzie. Amerykanie doświadczyli faktycznej klęski w Iraku i upokarzającego finału wojny w Afganistanie, nie mówiąc o kompromitującej interwencji w Libii.
PAP/Iwona Weidmann/MJ






