Trump proponował Europejczykom deal w sprawie Iranu [Financial Times]

Prezydent USA Donald Trump zagroził wstrzymaniem dostaw broni dla Ukrainy, aby wymóc na europejskich sojusznikach przyłączenie się do działań mających na celu ponowne otwarcie cieśniny Ormuz – podał w dniu 1 kwietnia 2026 r. „Financial Times”, powołując się na osoby zaznajomione z przebiegiem rozmów.
Trump proponował Europejczykom deal w sprawie Iranu
.Cieśnina została praktycznie zamknięta przez Iran w odpowiedzi na rozpoczętą 28 lutego 2026 r. operację militarną USA i Izraela. Zablokowanie szlaku, którym zazwyczaj transportowana jest jedna piąta światowej ropy, przyczyniło się do znaczącego wzrostu cen tego surowca.
W marcu 2026 r. Donald Trump zażądał od marynarek wojennych krajów NATO pomocy w ponownym otwarciu Ormuzu, ale państwa europejskie mu odmówiły, wyjaśniając, że to niemożliwe w trakcie trwania konfliktu, a kilka z nich wskazało również, że „to nie jest nasza wojna”.
Trzech urzędników zaznajomionych z przebiegiem rozmów, na których powołuje się brytyjski dziennik, poinformowało, że Donald Trump zareagował groźbą wstrzymania dostaw do PURL, inicjatywy NATO, która polega na zakupach przez kraje europejskie broni dla Ukrainy z amerykańskich zapasów.
USA wstrzyma pomoc dla Ukrainy w ramach programu PURL?
.Jak podaje „FT”, w rezultacie pod naciskiem sekretarza generalnego NATO Marka Ruttego grupa państw, w tym kluczowi członkowie sojuszu – Francja, Niemcy i Wielka Brytania – wydała 19 marca pospiesznie uzgodnione oświadczenie, w którym napisano: „Wyrażamy gotowość do wsparcia odpowiednich działań mających na celu zapewnienie bezpiecznego przepływu przez cieśninę (Ormuz)”.
– To Mark Rutte nalegał na wspólne oświadczenie, ponieważ Donald Trump groził wycofaniem się z PURL i ogólnie z Ukrainy. Oświadczenie zostało następnie szybko sporządzone, a inne kraje dołączyły do niego później, ponieważ nie było wystarczająco dużo czasu, aby zaprosić wszystkich do natychmiastowego podpisania się pod nim – powiedział jeden z urzędników poinformowanych o przebiegu rozmów.
Dwóch urzędników poinformowało, że Mark Rutte brał udział w wielu rozmowach telefonicznych z Trumpem i sekretarzem stanu USA Markiem Rubio w ciągu dwóch dni poprzedzających wydanie oświadczenia. Według innego urzędnika, Mark Rutte podczas rozmowy z przedstawicielami władz Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii wyjaśnił, iż Trump był „dość histeryczny” w związku odmową przez Europejczyków pomocy w ochronie cieśniny Ormuz.
Z kolei brytyjscy urzędnicy twierdzili, że przed 19 marca Wielka Brytania i USA omawiały na „poziomie wojskowym” opcje zabezpieczenia cieśniny, ale nie zaprzeczyli, że Waszyngton groził wycofaniem wsparcia dla Ukrainy, jeśli kraje NATO nie zwiększą zaangażowania.
Kto mrugnie pierwszy?
.To miała być szybka operacja; precyzyjna, ograniczona i przeprowadzona z chirurgiczną precyzją. W strategicznej logice Tel Awiwu i Waszyngtonu uderzenie w Iran miało bowiem sparaliżować kluczowe elementy aparatu państwowego i wojskowego tego kraju, takie jak systemy obrony powietrznej, centra dowodzenia, infrastrukturę rakietową, a jego celem nie była klasyczna wojna, lecz dekapitacja reżimu ajatollahów i doprowadzenie do politycznego wstrząsu wewnętrznego. Po dwóch tygodniach wiemy już jednak, że tak się nie stało – pisze Michał KŁOSOWSKI.
Coraz wyraźniej widać, że rzeczywistość wygląda inaczej. Zamiast krótkiej operacji specjalnej (sic!) pojawia się konflikt przypominający wojnę na wyczerpanie: walkę o zasoby, odporność społeczną, międzynarodową opinię publiczną i czas. Bo Iran się broni. Izrael i Stany Zjednoczone uderzają zaś coraz mocniej. A każda kolejna fala nalotów podnosi stawkę.
Z perspektywy wojskowej pierwsza faza operacji przyniosła realne rezultaty. Amerykański strateg republikański Adolfo Franco, były doradca senatora Johna McCaina, twierdzi nawet, że Stany Zjednoczone osiągnęły już znaczące cele militarne. Jego zdaniem amerykańskie uderzenia zniszczyły lub poważnie osłabiły irańską obronę powietrzną oraz lotnictwo, a także uderzyły w infrastrukturę produkcji i odpalania rakiet balistycznych oraz dronów. Zdolności Iranu w tym zakresie miały więc zostać znacząco ograniczone.
Jednocześnie jednak – jak podkreśla – droga wyjścia z konfliktu wciąż jest bardzo odległa. Donald Trump od początku mówił, że operacja może potrwać co najmniej cztery do pięciu tygodni; w chwili powstawania tego tekstu bylibyśmy więc w połowie tego okresu. I choć działania militarne mogą przebiegać szybciej, niż planowano, nie oznacza to szybkiego końca wojny. „Nikt nie mówił, że to potrwa 12 godzin” – zauważa Franco. To zdanie dobrze oddaje charakter momentu, w którym się znaleźliśmy: przewaga militarna nie oznacza politycznego rozwiązania.
Problem polega bowiem na tym, że Iran nie próbuje wygrać tej wojny w klasyczny sposób. Teheran sięga po strategię, którą rozwija od dziesięcioleci: wojnę asymetryczną. W konfliktach, w których jedna strona ma zdecydowaną przewagę militarną, jak w przypadku USA i Izraela, słabszy przeciwnik stara się unikać bezpośredniej konfrontacji. Zamiast tego uderza w słabe punkty przeciwnika: logistykę, koszty, polityczną cierpliwość, opinię społeczną i stabilność regionu. Iran wykorzystuje w tym celu kilka narzędzi.
Po pierwsze i najważniejsze, taktykę wyczerpywania przeciwnika. Teheran wysyła fale stosunkowo tanich dronów i rakiet, które zmuszają Izrael i USA do używania niezwykle drogich systemów obrony powietrznej. Jeden irański dron typu Shahed kosztuje kilkadziesiąt tysięcy dolarów. Rakiety przechwytujące z systemów Patriot czy THAAD nawet kilka milionów. Ta dysproporcja sprawia, że konflikt staje się wojną kosztów. Drugim elementem irańskiej strategii jest uderzenie w globalną gospodarkę. Iran zablokował cieśninę Ormuz, kluczowy szlak transportu ropy, przez który przechodzi ok. 20 procent światowych dostaw surowców energetycznych. Ataki na tankowce i napięcia w Zatoce Perskiej natychmiast wywołały skok cen ropy powyżej 100 dolarów za baryłkę. Rynki finansowe reagują nerwowo, a w regionie pojawiają się obawy przed globalnym kryzysem energetycznym.
.Teheran sygnalizuje też gotowość do uderzeń w infrastrukturę gospodarczą, czyli banki, porty, centra technologiczne oraz przechowywania danych czy instalacje energetyczne, a nawet wodne powiązane z USA i Izraelem. W świecie globalnych rynków finansowych nawet ograniczone działania mogą wywoływać efekt domina. Kraje regionu były w końcu od dziesięcioleci budowane jako oazy bezpieczeństwa i konkurencyjności dla inżynierów czy programistów z całego świata. A skoro współcześnie globalnym językiem są dane, to atak na taką właśnie infrastrukturę czy tych, którzy w istocie tworzą stelaż świata danych, może być po prostu zabójczy.
PAP/MJ






