Piotr LEGUTKO: Czas na burzę mózgów

TSF Jazz Radio

Czas na burzę mózgów

Piotr LEGUTKO

Dziennikarz, publicysta, pedagog. Debiutował w „Tygodniku Powszechnym”. Od 1991 do 1997 w „Czasie Krakowskim”, także jako redaktor naczelny. Od 2007 do 2011 r. redaktor naczelny „Dziennika Polskiego”, obecnie pracuje w „Gościu Niedzielnym”. Jest współautorem (z Dobrosławem Rodziewiczem) książek „Gra w media” i „Mity IV władzy”, autorem poradnika „Sztuka debaty”, zbioru esejów „Jad medialny” oraz wywiadów „Kod buntu” i „Dlaczego zawiedliśmy?”. Wykładowca Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II. Wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Kieruje kanałem TVP Historia.

Ryc.: Fabien Clairefond

zobacz inne teksty autora

Nie jest przypadkiem, że najciekawsze intelektualnie i poznawczo analizy publikowane są dziś na portalach zakładanych przez ludzi urodzonych w III RP, pozbawionych natręctw i obsesji mojego pokolenia, niesnobujących się, niebywających – pisze Piotr LEGUTKO

Jedni twierdzą, że inteligencja wyginęła na skutek działań dwóch totalitaryzmów, inni, że zdradziła po wojnie i tak już jej zostało. Ale o „zdradzie klerków” wiadomo od czasów słynnej książki Juliena Bendy. To nic nowego, że intelektualiści i artyści ulegają politycznym namiętnościom w sposób uniemożliwiający racjonalną refleksję. Nie jest też polską specyfiką, że inteligencja kieruje się instynktem stadnym, choć (teoretycznie przynajmniej) powinna dawać „masom nieoświeconym” do myślenia, idąc pod prąd, zadając pytania, wątpiąc.

Jerzy Jedlicki jest jednym z autorów bardzo ważnej książki „Dzieje inteligencji polskiej do roku 1918”, ale w społeczności internautów kojarzony bywa raczej ze słynną (auto)definicją współczesnego inteligenta jako tego, który czyta „Gazetę Wyborczą”, „Politykę” i „Tygodnik Powszechny”. Ów cytat zrobił oszałamiającą karierę po obu stronach polskiego Rowu Mariańskiego. I nie pomogło tłumaczenie autora, że został źle zrozumiany, bo przecież inteligencja może być prawicowa i lewicowa, liberalna i chadecka. Pewnie gdzieś może, ale nie w dzisiejszej Polsce. Tu ów termin jest zarezerwowany od blisko 70 lat dla jednego środowiska.

Rzeczywiście, w czasach PRL lud prawicowy trwał przy Kościele, ale intelektualnych środowisk konserwatywnych nie było. Trudno za takie uznać np. Kluby Inteligencji Katolickiej. Wraz z nimi pojawiło się określenie „lewica laicka”, dziś trochę odbierane jak „masło maślane”, ale wówczas dobrze definiujące środowisko będące jakby drugą połową, dopełnieniem „lewicy katolickiej”. Dopełnieniem niepozostawiającym już praktycznie miejsca na inne stany istnienia polskiej inteligencji.

Ten rys historyczny jest potrzebny, by zrozumieć wciąż żywy sposób myślenia o sprawach publicznych, obecny w trzech wspomnianych tytułach prasowych oraz ich telewizyjno-radiowych mutacjach. Zamiast podziału na lewicę i prawicę, konserwatystów i liberałów wolą one podział na społeczeństwo i władzę, na demokrację i totalitaryzm. I choć ten podział dawno stracił swą funkcjonalność i nie przystaje do obecnych realiów, wciąż jest używany w tekstach programowych i polemikach. To jedna z możliwych odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak definiowana inteligencja nie buduje dziś wspólnoty, nie prognozuje przyszłości, nie opisuje wyzwań ani nie stara się podpowiadać, jak im sprostać. Ona walczy z władzą. Tak żwawo biega z taczkami, że nie ma czasu ich naładować.

Nie sposób pozbyć się tego wrażenia, obserwując zachowania, czytając manifesty (bo przecież to nie czas na analizy), zaglądając na portale społecznościowe firmowane przez ludzi nierozstających się z „niezbędnikiem inteligenta”. Jak w czasach młodości – oni znów są na barykadach. Linia frontu w walce z wrażym państwem może się pojawić wszędzie: na uczelni, w zakładzie pracy, podczas wywiadówki czy próby w teatrze. I tam trzeba dawać świadectwo. To przekonanie silne było w kulturze lat 70., potem w stanie wojennym. Ale dziś?

Choć od trzech dekad mamy upragnioną wolność – ów manichejski podział na „dobrych i złych” wciąż wykorzystywany jest w politycznej walce i zastępuje dialog i chłodną refleksję – teoretycznie najsilniejszą broń inteligencji. Choć w powietrzu wciąż latają pojęcia z podręczników prawa i politologii, tak naprawdę sprawa jest banalnie prosta: albo my, albo oni. Ale też trudno się dziwić, przecież III RP nie zrodziła się z jakiejś opozycyjnej myśli państwowej, nawet nie z solidarnościowego etosu, ale z codziennej walki politycznej, pełnej konfliktów i zatargów. A konstytucję, którą (w wersji T-shirt) nakłada się dziś na krzyże i pomniki, uchwalono… dopiero gdy do władzy wrócili postkomuniści.

Inteligencja zastygła w geście i rytuale sprzed lat, niczym w chocholim tańcu. Zaczyna niebezpiecznie przypominać sektę zamykającą się na świat zewnętrzny, żyjącą groteskowym mitem o swojej wyjątkowości.

Znów – nie mówimy o wszystkich ludziach mogących wylegitymować się cenzusem wykształcenia, bo żyjemy w czasach, gdy co drugi Polak ów cenzus posiada. Ani tym bardziej o klasie społecznej w sensie marksistowskim. Raczej o pewnym środowisku aspirującym do sprawowania rządu polskich dusz (w znaczącej większości zresztą w istnienie duszy jako takiej niewierzącym). O elicie społecznej powstałej na zasadzie dziedziczenia lub kooptacji, trzymającej pakiet kontrolny w kulturze, mediach i na uniwersytetach. I to środowisko zajęte jest dziś głównie obroną owego pakietu, a nie pełnieniem roli, która się z nim wiąże.

To nie jest kwestia politycznego sporu, raczej wypadnięcia z obiegu. Jako rocznik 1960 mogę śmiało dodać – także kwestia demografii. Nie jest przypadkiem, że najciekawsze intelektualnie i poznawczo analizy publikowane są dziś na portalach zakładanych przez ludzi urodzonych w III RP, pozbawionych natręctw i obsesji mojego pokolenia, niesnobujących się, niebywających. W jakimś sensie inteligencję zabiły także nowe media, w których zanikają autorytety. Ich użytkownikom nie są potrzebne certyfikaty mądrości, w sieci słabo sprzedają się kapłani wiarygodności i dystrybutorzy prestiżu.

Inteligencja straciła też powab modernizmu, dawno zgasł przysługujący jej z wieku i urzędu kaganek oświaty. Nużą prowadzone z pozycji wyższościowych kolejne krucjaty przeciw polskiej zaściankowości, która jakoby tamuje drogę rozwoju nowych prądów myślowych, artystycznych czy ekonomicznych. Ile można czytać o „dusznej atmosferze” i braku otwartości na świat… który właśnie zaczyna się dławić własną otwartością. To jest raczej czas, gdy potrzeba nam autorefleksji, wyjścia poza schemat. Czas na burze mózgów, a nie – excusez-moi – „gównoburze”, które tak dziś uwielbia aspirująca do herbertowskich wyżyn polska inteligencja.

Znakomite wciąż samooceny jaskrawo kontrastują w tym środowisku z gwałtownie spadającą realną pozycją i możliwością oddziaływania na losy kraju. I bardzo dobrze – ktoś powie – bo po co nam takie elity. Otóż wręcz przeciwnie, bardzo niedobrze, bo trudno sobie wyobrazić świetlaną przyszłość kraju, w którym akt apostazji z narodowej wspólnoty ogłaszają ludzie kultury, nauki, sędziowie czy dziennikarze.

Cała nadzieja w tym, że przy całej swej postępowości i bezkrytycyzmie wobec wszystkiego, co „światowe”, przy słabo skrywanej pogardzie wobec Janusza i Grażyny, inteligentowi z definicji Jedlickiego na Polsce rzeczywiście zależy. Przyjmijmy założenie, że faktycznie „nie jest mu wszystko jedno” (by posłużyć się ważnym dla tego środowiska cytatem). Jeśli tak, to na ciągłości z tradycją coś można odbudować. Bo skoro wciąż istotny dla inteligencji jest zestaw pojęć i wartości zrodzony podczas walki z komuną, warto sobie przypomnieć kluczowy dla tamtych czasów motyw solidarności i empatii.

.Skoro powinniśmy być otwarci, to nie tylko na odmienne, ubogacające nas kultury, ale i na poglądy sąsiada z klatki schodowej. Odzyskanie społecznego słuchu i wyostrzenie wzroku niewątpliwie poprawia percepcję. Inteligencji potrzeba dziś – jak w połowie lat 70. – ponownego nawiązania kontaktu z ziemią. Taki socjologiczny update, konfrontacja z rzeczywistością, pozbycie się uprzedzeń, może przynieść zaskakujące efekty. Jeśli chce się nadal pełnić rolę przewodników stada, warto o nim wiedzieć nie tylko to, że składa się z samych baranów.

Piotr Legutko
Tekst publikowany w nr 7 miesięcznika opinii “Wszystko Co Najważniejsze” w bloku tekstów “Co stało się z polską inteligencją?”. Inne teksty dostępne w wydaniu: [LINK]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam