Prof. Andrzej JAJSZCZYK: Sukces nauki zaczyna się w szkole

Sukces nauki zaczyna się w szkole

Photo of Prof. Andrzej JAJSZCZYK

Prof. Andrzej JAJSZCZYK

Profesor nauk technicznych, wiceprzewodniczący Europejskiej Rady ds. Badań Naukowych (ERC), dyrektor Narodowego Centrum Nauki w latach 2011-2015, członek korespondent PAN. Autor 12 książek, 300 artykułów i 19 patentów. W 2017 nagrodzony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Ryc. Fabien CLAIREFOND

zobacz inne teksty Autora

Wbrew często głoszonym opiniom, że wystarczy znacząco zwiększyć finansowanie badań naukowych, a problem będzie rozwiązany, uważam, że słabość uprawianej u nas nauki ma znacznie głębsze korzenie. W szczególności wiąże się to z niedostatkami kształcenia na szczeblu podstawowym i średnim – pisze prof. Andrzej JAJSZCZYK

O jakości badań naukowych w Polsce napisano w ostatnich latach bardzo dużo. Niestety, na ogół nie były to pochwały. Nauka niedostatecznie wspiera krajową gospodarkę, bardzo rzadko jesteśmy świadkami naprawdę ważnych odkryć w naszych laboratoriach czy centrach badawczych, uczeni pracujący w Polsce praktycznie nie uczestniczą w światowym dyskursie na temat najważniejszych problemów współczesności, a także niedostatecznie przebija się w świecie nasza własna narracja historyczna. Słabo wypadamy w międzynarodowych rankingach jednostek naukowych, a mizeria uprawianej u nas nauki nie tylko nie przyciąga do nas tęgich umysłów ze świata, ale powoduje także odpływ talentów za granicę.

A jednak pojawiają się iskierki nadziei. W styczniu 2022 r. ogłoszono, że ośmiu naukowców pracujących w naszym kraju zdobyło bardzo prestiżowe granty Europejskiej Rady ds. Badań Naukowych (ERC) w ostatnim konkursie przeznaczonym dla osób rozpoczynających karierę naukową. Wygląda to na przełom, ponieważ w dotychczasowych konkursach tego typu zdobywaliśmy nie więcej niż trzy granty, a i to nie zawsze. Co najbardziej cieszy, to fakt, że po raz pierwszy w historii grantów ERC naukowcy z Polski mieli większy od średniej europejskiej, wynoszącej ok. 10 proc., współczynnik sukcesu, mierzony jako stosunek liczby uzyskanych grantów do liczby zgłoszonych wniosków. Co więcej, prześcignęliśmy pod tym względem niektóre bardzo silne naukowo kraje, w tym Austrię, Belgię, Danię czy Szwecję. A warto przypomnieć, że we wcześniejszych konkursach nasz współczynnik sukcesu oscylował w okolicach dwóch procent.

Kluczowe jest pytanie, czy sukces ten potwierdzi się w następnych konkursach organizowanych przez ERC. Musimy także pamiętać, że w liczbach bezwzględnych określających liczbę uzyskanych grantów nadal wypadamy słabo. Ale dynamika jest obiecująca.

Źródłem wspomnianego wyżej sukcesu są przede wszystkim sami naukowcy – ich pomysłowość, a także ciężka i systematyczna praca. Ale nie do przecenienia jest rola instytucji i osób wspierających osoby starające się o granty ERC oraz wcześniejsze doświadczenia badaczy w ubieganiu się o granty Narodowego Centrum Nauki – instytucji kierowanej przez samych naukowców i opartej, w dużej mierze, na przejrzystych i uczciwych procedurach konkursowych stosowanych w ERC. Moim zdaniem w ostatnim sukcesie widać wyraźnie także pozytywny efekt projakościowej reformy systemu nauki i szkolnictwa wyższego Jarosława Gowina. Tę ostatnią tezę potwierdzają najnowsze dane na temat prac opublikowanych na przykład przez pracowników mojej uczelni, czyli Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. W roku 2021 opublikowano 159 prac za 200 ministerialnych punktów, a dwa lata wcześniej – tylko 106. Oznacza to wzrost o 50 proc. W przypadku prac za 140 punktów wzrost ich liczby wyniósł 132 proc. (z 404 na 937). Natomiast bardzo spadła liczba najniżej punktowanych publikacji. Podobne tendencje zaobserwowano także w innych polskich uczelniach.

Niezależnie od tego, że wartość publikacji naukowych określa się ich zawartością, a nie miejscem opublikowania, artykuły słabe i nieraportujące ważnych osiągnięć naukowych mają małe szanse ukazania się w renomowanych czasopismach o zasięgu międzynarodowym, a są to właśnie, przynajmniej w przypadku nauk ścisłych i technicznych, czasopisma, które uzyskały 200 czy 140 punktów w klasyfikacji opracowanej przez Komisję Ewaluacji Nauki działającej przy Ministerstwie Edukacji i Nauki. Wielka szkoda, że stosowane ostatnio przez MEN „ręczne” sterowanie punktacją czasopism, szczególnie w obszarze nauk humanistycznych i społecznych, niszczy projakościowy zwrot w zwyczajach publikacyjnych.

Mimo napawających nadzieją wieści z ERC otwarte pozostaje pytanie, co należałoby zrobić, by zbliżyć się do poziomu nauki uprawianej w krajach bardziej od nas rozwiniętych. A bez tego nie możemy myśleć o ich doścignięciu i w innych wymiarach. Wbrew często głoszonym opiniom, że wystarczy znacząco zwiększyć finansowanie badań naukowych, a problem będzie rozwiązany, uważam, że słabość uprawianej u nas nauki ma znacznie głębsze korzenie, i to o podłożu kulturowym. W szczególności wiąże się to z niedostatkami kształcenia na szczeblu podstawowym i średnim. Jednym z nich jest niestabilność całego systemu i chaos wynikający z nieprzemyślanych reform, dokonywanych pod kątem doraźnych korzyści politycznych.

Niestety, następujące w ostatnich latach zmiany zamiast promować otwartość na świat, mobilność, umiejętność radzenia sobie z zalewem informacji oraz krytycyzm w ocenie faktów i zjawisk, idą w dokładnie przeciwnym kierunku. Posiadanie wymienionych tu cech jest niezbędnym wyposażeniem każdego prawdziwego naukowca, pozwalającym mu na poszerzanie granic naszej wiedzy, kwestionowanie błędnych teorii czy tworzenie nowych, a także proponowanie innowacyjnych rozwiązań, zarówno technicznych, jak i dotyczących życia społecznego.

Pierwszym znaczącym krokiem wstecz była likwidacja gimnazjów. Niezależnie od wszystkich ich słabości gimnazja pozwalały dzieciom z najmniejszych miejscowości nie tylko na naukę w lepiej wyposażonych szkołach z silniejszą na ogół kadrą pedagogiczną, ale przede wszystkim pokazywały im inny, szerszy świat, umożliwiały poznanie osób spoza ich wąskiego środowiska i zachęcały do dalszej nauki poza rodzinną miejscowością. Likwidacja gimnazjów powoduje, że wiele zdolnych dzieci, szczególnie pochodzących z rodzin o niskim kapitale kulturowym, nie zdecyduje się na bardziej ambitne ścieżki edukacyjne. To niepowetowana strata nie tylko dla wspomnianych dzieci, ale także dla naszego kraju.

W ostatnich latach obserwuję systematyczne obniżanie się poziomu kształcenia matematycznego. Poziom absolwentów szkół średnich rozpoczynających studia bywa zatrważający. Nadal nie możemy otrząsnąć się ze skutków likwidacji egzaminu maturalnego z tego przedmiotu, którą zafundowały nam rządy SLD. A przecież matematyka uczy logicznego myślenia i stanowi podstawę rozumienia wielu zjawisk, nie tylko fizycznych, ale także dotyczących życia społecznego.

Niepokoi również zawężanie podstaw programowych niektórych przedmiotów. Dotyczy to na przykład historii, w której zwiększono nacisk na zagadnienia związane z historią Polski. To samo założenie przyświeca także podstawie programowej nowego przedmiotu historia i teraźniejszość. Jakkolwiek nikt nie kwestionuje konieczności poznania dziejów własnego kraju, ich prawdziwe zrozumienie jest możliwe dopiero w szerszym, międzynarodowym kontekście. Jest to szczególnie ważne w warunkach szybko postępującej globalizacji, której zatrzymanie jest po prostu niemożliwe. Trudno sobie będzie wyobrazić w przyszłości polskich naukowców prowadzących badania dotyczące krajów odległych od nas geograficznie, ale jakże bliskich teraz w zglobalizowanym świecie, jeżeli już szkoła nie rozbudzi zainteresowania ich historią, kulturą i gospodarką.

W projekcie rozporządzenia Ministra Edukacji i Nauki w sprawie podstawy programowej z dnia 16 grudnia 2021 r., w części dotyczącej przedmiotów historia oraz historia i teraźniejszość, niejednokrotnie razi jednostronność przekazu. Nie ukształtujemy otwartych i krytycznych umysłów, ukrywając całą złożoność postaw i losów ludzi. Idealizowanie własnej przeszłości i niechęć do zmierzenia się z jej ciemnymi stronami są najbardziej niebezpieczne dla nas samych. We wspomnianym projekcie podstawy programowej nie podobają mi się także pytania z tezą.

Stawianie oryginalnych, często trudnych pytań, to istotny element rozwoju krytycznego myślenia, bez którego nie można sobie wyobrazić uprawiania nauki. Tego krytycznego myślenia nie rozwiniemy, gdy będziemy nachalnie podpowiadać uczniom pożądane przez władze odpowiedzi.

Oczywiście wspomniane tu jako przykład podstawy programowe dwóch przedmiotów są i tak na tyle elastyczne, że inteligentni, dobrze przygotowani i motywowani nauczyciele będą potrafili zarówno zainteresować uczniów, jak i pokazać im złożoność dyskutowanych tematów. Dochodzimy w tym miejscu do kolejnego kluczowego problemu – jakości kadry nauczycielskiej. Niewątpliwie sporo jest w niej osób znakomicie przygotowanych i z oddaniem wykonujących swoje obowiązki. Ale nie brakuje tam też przeciętniaków i osób przypadkowych. Parafrazując znane powiedzenie Jana Zamoyskiego „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie…”, można śmiało napisać, że takie będzie młodzieży chowanie, jacy będą nauczyciele. Bez spowodowania tego, że nauczycielami będą zostawać tylko oddani sprawie kształcenia, bardzo dobrzy absolwenci uczelni, na poprawę sytuacji nie możemy liczyć. To, rzecz jasna, niełatwe zadanie, którego powodzenie będzie zależeć nie tylko od znacznego zwiększenia wynagrodzeń tej grupy zawodowej.

.Pamiętajmy – bez szkół uczących kreatywnego i krytycznego myślenia, kształtujących umiejętności pracy zespołowej i uczących rozwiązywania problemów, nie możemy marzyć w przyszłości o osiągnięciach w badaniach naukowych.

Andrzej Jajszczyk

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 16 lutego 2022