Prof. Andrzej NOWAK: Putin wobec Polski

Putin wobec Polski

Photo of Prof. Andrzej NOWAK

Prof. Andrzej NOWAK

Historyk, sowietolog, członek Narodowej Rady Rozwoju. Wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego. Profesor zwyczajny w Instytucie Historii PAN. Laureat Nagrody im. Lecha Kaczyńskiego, Kawaler Orderu Orła Białego.

Ryc.Fabien Clairefond

zobacz inne teksty Autora

Rok 2002 był ważny w stosunkach polsko-rosyjskich i z tego względu, że odwiedził wtedy Polskę nowy prezydent: Władimir Putin, reprezentant elity służb specjalnych totalitarnego państwa – pisze prof. Andrzej NOWAK

.Szkocki politolog Steven White przeanalizował tysiąc biografii osób, które w latach 2003–2007 zajmowały najważniejsze stanowiska w państwie rosyjskim. Wynik, jaki otrzymał, jest niespotykany w dziejach świata. Otóż w niektórych okresach od 40 do 78%, a nigdy mniej niż 15–20% elity władzy (czyli ministrowie, członkowie Dumy (parlamentu), ministrowie w gabinecie prezydenta, gubernatorzy poszczególnych obwodów) chwaliło się w swoich oficjalnych danych, iż było funkcjonariuszami służb tajnych i specjalnych: KGB, GRU (wojskowa służba) lub ich następczyń po 1991 roku: FSB i SWR. W żadnym innym kraju świata nie ma drugiej takiej elity władzy, która składałaby się w takim procencie z ludzi szkolonych latami do oszukiwania, manipulowania innymi, a nawet do podstępnego zabijania przeciwników politycznych. Taką wyjątkową kadrę rządzącą ma jedno z największych państw na świecie, z którym mamy nieszczęście sąsiadować. Władimir Putin jest typowym reprezentantem tej formacji – można powiedzieć: jest carem kagiebistów.

Wszystko to niestety wzięliśmy jakby w nawias, patrząc na dobrą atmosferę, w jakiej odbywała się owa wizyta prezydenta Putina w Polsce – pierwsza i ostatnia, ponieważ w roli prezydenta do Polski już więcej nie przyjechał. Wtedy, na początku 2002 roku, Putin wykonał w Warszawie gesty symboliczne pod adresem polskiej pamięci związanej z wywózkami w głąb Związku Sowieckiego w latach 1939–1941. Od tej strony jego wizycie nie można było nic zarzucić. Nie była wtedy w otwarty sposób prowadzona gra propagandowa, która miałaby osłabić wymowę tych gestów, przypominających winy państwa sowieckiego wobec obywateli polskich w czasach II wojny światowej.

Owa przyjazna atmosfera, jaka towarzyszyła tej wizycie, była jednak tylko propagandową otuliną zasadniczego celu pobytu Putina nad Wisłą. Sprowadzał się on do konkretnego interesu: chodziło o sprzedaż dużej części polskiego rynku naftowego potężnej rosyjskiej firmie naftowej Łukoil, o sprzedaż rafinerii i Naftoportu w Gdańsku. To nie tylko miało zapewnić dojście do polskiego rynku naftowego od strony Bałtyku, ale do zmonopolizowania tego rynku przez Rosję, odcięcia od alternatywy, jaką mogło być zaopatrzenie w nośniki energii transportowane drogą morską – nie z Rosji.

.Rozmowy w tej sprawie były już bardzo zaawansowane, uczestniczył w nich ze strony rządu SLD minister Janusz Kaczmarek. Bardzo intensywnie zaangażowany był również dr Jan Kulczyk (i jego interesy), który w tej sprawie spotykał się dwukrotnie, m.in. w Wiedniu, ze słynnym skądinąd agentem, płk. Władimirem Ałganowem. Być może dr Kulczyk nie porozumiał się dobrze z ministrem Kaczmarkiem, nastąpił w każdym razie spór pomiędzy dwiema grupami interesów. O ile Kaczmarek wydawał się zwolennikiem podziału polskiego rynku naftowego na dwie części, i tylko jedną chciał sprzedać Rosji, o tyle Kulczyk był podobno zainteresowany skumulowaniem rynku i sprzedaniem go w całości Rosji z dużym zyskiem dla siebie – tak przynajmniej można to interpretować z oficjalnych relacji złożonych przez Urząd Ochrony Państwa wobec afery, która następnie się w tej sprawie rozwinęła.

Ostatecznie w 2002 roku Putin wyjechał z Polski z kompletnie pustymi rękami wskutek konfliktu w kołach wpływowych baronów SLD. Nie załatwił kluczowego ze swego punktu widzenia interesu gospodarczo-strategicznego w Polsce, jakim miało być całkowite uzależnienie polskiego rynku naftowego od Rosji. Spowodowało to, że z dnia na dzień stosunki polsko-rosyjskie stały się z pozornie poprawnych – radykalnie gorsze. Nie jest więc tak, że te stosunki zmieniły się na złe dopiero w 2004 roku, z chwilą wybuchu tzw. Pomarańczowej Rewolucji nad Dnieprem i wskutek wsparcia, jakiego temu ruchowi na Ukrainie udzieliła Polska, także po części sam prezydent Aleksander Kwaśniewski. Swoisty negatywny reset dokonał się w Moskwie już w 2002 roku. Putin oczywiście nie zamierzał się poddawać i nie rezygnował z dalszego wzmocnienia zależności Polski na odcinku gazowym (i nie tylko).

W latach 2004–2005 sytuacja zmieniła się raptownie za sprawą ogólnej zmiany na scenie geopolitycznej.

Już po wejściu Polski w 1999 roku do Paktu Północnoatlantyckiego rząd Leszka Millera dokonał szeregu posunięć, które bardzo denerwowały Moskwę. Było to zaangażowanie we współpracę z Ameryką, próba odegrania przez Polskę pod rządami SLD, a konkretnie Leszka Millera, roli ważnego sojusznika Stanów Zjednoczonych w rozgrywce prowadzonej na Bliskim Wschodzie, w Iraku. Wtedy Polska była potrzebna Ameryce. Kiedy przeciwstawiano tzw. starą Europę (Francja i Niemcy), która zbliżała się intensywnie z Rosją Putina, nowej Europie, która trzymała się Stanów Zjednoczonych, wydawało się, że Polska ma szanse na większą podmiotowość w Europie Środkowo-Wschodniej w oparciu właśnie o USA. Istotny przełom rzeczywiście niebawem nastąpił.

.W listopadzie 2004 roku wybuchła Pomarańczowa Rewolucja, a w 2005 roku doszło do zwycięstwa w Polsce Prawa i Sprawiedliwości w wyborach parlamentarnych oraz Lecha Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich. Wpływy rosyjskie w Polsce zostały gwałtownie zagrożone, i to w paru aspektach. Po pierwsze nastąpiła likwidacja WSI – Wojskowych Służb Informacyjnych, które od 1990 roku były nieustannie ważnym kanałem utrwalającym niejawne wpływy dawnej centrali moskiewskiej nad Wisłą. To było arcyważne posunięcie ze strony nowego rządu, dokonane na osobistą interwencję prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Po drugie, podjęto próbę zorganizowania dla Polski systemu bezpieczeństwa energetycznego, wyjścia z tej pętli zależności, którą Rosja starała się mimo wszystko na różne sposoby zacieśniać wokół całej Europy Środkowej. Jedną z metod Moskwy w tym zakresie było blokowanie Zatoki Wiślanej i tym samym portu w Elblągu. Dotarcie drogą morską do tego portu możliwe było tylko przez wody terytorialne Rosji. Rząd PiS rzucił wtedy hasło, niestety zaniechane przez następny rząd (a realizowane dopiero w ostatnich latach), wyjścia z tej pułapki poprzez przekopanie Mierzei Wiślanej na odcinku należącym do Polski tak, ażeby statki polskie, które byłyby zainteresowane zawinięciem do portu w Elblągu, mogły bez problemów wpływać do Zatoki, bez pytania o zgodę Federacji Rosyjskiej.

Bezpośrednim natomiast sposobem obrony polskiej suwerenności gospodarczej była próba zorganizowania alternatywnej sieci przesyłu nośników energii do Polski. Odbyły się trzy kolejne szczyty energetyczne, które zorganizował prezydent Lech Kaczyński. Pamiętamy o symbolicznych aspektach jego prezydentury, a o tym bardzo konkretnym projekcie czasem zapominamy. Był on rozwijany w oparciu o próbę współpracy z Ukrainą, Gruzją i Azerbejdżanem, a po drugiej stronie Morza Kaspijskiego z Kazachstanem i Turkmenistanem. Spotkania na szczycie tych państw prowadziły do pierwszych konkretnych decyzji: do projektu budowy linii przesyłowej na odcinku Odessa-Brody, który następnie miał być kontynuowany drogą morską przez Gruzję do Azerbejdżanu, dysponującego sporymi zasobami ropy i gazu, i dalej przez Morze Kaspijskie właśnie do Kazachstanu i Turkmenistanu. Układ ten mógł zabezpieczyć przed szantażem gazowym ze strony Rosji nie tylko Polskę, ale sporą część naszego regionu. Stanowił potencjalne antidotum dla całego projektu uzależniania Europy Środkowo-Wschodniej i Europy w ogóle od rosyjskich nośników energii. A projekt tego uzależnienia opracował wszak, o czym też warto przypomnieć, doktor gazownictwa Władimir Putin. Nie tylko bowiem był podpułkownikiem KGB, ale ma także tytuł naukowy doktora gazownictwa, zdobyty zanim został prezydentem, na podstawie rozprawy obronionej w Instytucie Gazownictwa w Petersburgu, a poświęconej ściśle właśnie temu tematowi – jak wykorzystać zasoby gazu Federacji Rosyjskiej jako narzędzie wpływów i przewagi politycznej.

Strategia Putina przewidywała dwa wielkie ramiona, którymi Europa miała być opasana i już właściwie jest: Nord Stream oraz wzmacniający go później Nord Stream II, czyli gazociąg północny, biegnący po dnie Morza Bałtyckiego, wiążący ściśle i bezpośrednio Rosję z Niemcami, a także dalej kolejne kraje Europy Zachodniej dostawami gazu z Rosji. Od południa miało obejmować Europę drugie ramię: South Stream, o którym mniej mówimy, biegnący przez Morze Czarne w stronę krajów Europy Południowej, przede wszystkim Austrii i Włoch. Te dwa ramiona miały poprzez ekonomię zapewnić Rosji trwały, stabilny wpływ polityczny na Europę Zachodnią i dawać w razie czego możliwość szantażu nieposłusznych krajów, które sprawiałyby jakieś kłopoty w owym systemie. To południowe ramię mogło właśnie zostać osłabione skutecznie przez działanie prezydenta Lecha Kaczyńskiego na rzecz budowy alternatywnej linii łączącej Polskę z Gruzją, Azerbejdżanem i krajami nadkaspijskimi. Znaczenie tej kwestii ujawniło się w sposób podwójny, kiedy Putin postanowił skarcić niezależnego prezydenta Gruzji i sprowokował w sierpniu 2008 roku wojnę, w którą Micheil Saakaszwili nieroztropnie dał się wciągnąć.

.Walka o pamięć o katach i ofiarach, o imperium i prawie do niepodległości mniejszych narodów, walka, jaką toczymy także w Polsce i w Europie, jest ważna po to także, żeby dopomóc zmianom w Rosji. Mówił o tym prezydent Lech Kaczyński w czasie ostatniej rozmowy, jaką miałem zaszczyt przeprowadzić z nim dla „Arcanów”. Mówił, że Rosję i prezydenta Putina, czy też innego lidera tego państwa, zgubi to, co gubi każdego imperatora w historii: poczucie pychy po serii sukcesów, które wydają się nie mieć końca. Rosja, która pod władzą Władimira Putina rozpędza się tak szybko do przejmowania najbardziej brutalnymi metodami władzy nad krajami sąsiednimi, wzbudzi w końcu, i o tym mówił prezydent Lech Kaczyński, opór, kontrakcję. Będzie tak, jak zawsze do tej pory w dziejach. Gdy imperium staje się coraz większe, coraz potężniejsze, nie tylko przekracza pewną barierę własnych możliwości, ale przekracza też barierę cierpliwości innych silnych graczy, którzy chcą pozostać najsilniejsi na świecie. Stany Zjednoczone ustępowały, bo było im to wygodne, a Chiny czekają, bo mają czas. Europa Zachodnia jest w stanie kryzysu, zamętu, może z niego nie wyjdzie, ale od tego zależy także nasza przyszłość. Kraje islamskie nie czekają, ekspandują, a przypomnijmy, że Rosja – Federacja Rosyjska – jest już dzisiaj w 25% krajem muzułmańskim, a w 2050 roku przekroczy barierę 50%; połowa obywateli Federacji Rosyjskiej będzie wtedy wyznania islamskiego.

To nie są problemy, które same miną, to są problemy, które zmuszą Rosjan, elity rosyjskie i które będą zmuszały także sąsiadów, w tym poważnych, potężnych graczy sceny światowej, do zmiany polityki w Rosji wobec – Rosji. Najważniejsze dla nas w tej sytuacji to nie stracić pamięci o tym, że prawda o dziejach, o tym, kto kogo zabijał i w imię jakich ideałów lub interesów, kto budował cywilizację obywatelską, a kto wybierał i wspierał despotyzm – jest ważna.

.Jeśli będziemy o tym pamiętać, wcale nie musimy robić tego kosztem naszych interesów materialnych, bo jak widzimy, polityka, w której rezygnujemy z upominania się o prawdę historyczną, nie prowadzi do zabezpieczenia polskich interesów ekonomicznych. Wprost przeciwnie. Parafrazując powiedzenie pewnego amerykańskiego prezydenta, możemy na koniec tej wędrówki powiedzieć: It’s history, stupid. To jest historia, której nie możemy przespać. Bo nas obudzi – jak czyni to w dramatycznym roku 2022.

Andrzej Nowak

Fragment książki: Polska i Rosja. Sąsiedztwo wolności i despotyzmu X-XXI w., wyd. Biały Kruk, 2022 r. [LINK]

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 12 kwietnia 2024
Fot.: Adam CHEŁSTOWSKI / Forum. 16.01.2002.