
Człowiek w czasach sztucznej inteligencji
Leon XIV opublikował encyklikę Magnifica humanitas („Wspaniałe człowieczeństwo”). To dokument o godności osoby ludzkiej wobec wyzwań technologii, w tym sztucznej inteligencji – pisze prof. Dariusz KOWALCZYK SJ
.Papież chce wpisać się w wielką tradycję nauczania społecznego Kościoła i jednocześnie otworzyć nowy rozdział, odpowiadający na rewolucję cyfrową. Dlatego właśnie podkreśla, że jego encyklika ukazuje się w 135. rocznicę Rerum novarum Leona XIII.
Kim jest homo sapiens?
.Najmocniejszą stroną encykliki jest jej wymiar chrystologiczno-antropologiczny. Leon XIV kreśli wizję człowieczeństwa opartą na Biblii i tradycji patrystycznej, wskazując na „obraz Boży” jako fundament niezbywalnej godności każdej osoby: „Stworzył Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył” (Rdz 1,27). Dopełnieniem dzieła stworzenia człowieka, a zarazem kluczem do jego zrozumienia, jest wcielenie. W centrum rozważań papieża nie stoi technologia, lecz właśnie prawda o wcieleniu: „Tajemnica człowieka wyjaśnia się naprawdę dopiero w tajemnicy Słowa wcielonego” (Gaudium et spes, nr 22). Zauważmy, że to stawianie Chrystusa w centrum stanowi rys charakterystyczny nauczania Leona XIV, który nie ogranicza się do etyki naturalnej czy praw człowieka, ale od początku chce mówić językiem ewangelicznym i teologicznym. Kryterium oceny technologii, w tym sztucznej inteligencji, jest to, czy i w jakim stopniu służy ona człowiekowi stworzonemu na obraz Boży i powołanemu w Chrystusie do wiecznej relacji z Bogiem.
Encyklika rozpoczyna się od dwóch obrazów biblijnych: wieża Babel i odbudowa Jerozolimy przez Nehemiasza. Babel to symbol technologii bez odniesienia do Boga, co sprawia, że mimo nawet dobrych intencji jej twórców prędzej czy później zwraca się ona przeciw człowiekowi. Odbudowa Jerozolimy to dzieło wspólnej odpowiedzialności, zbudowanej na modlitwie i słuchaniu słowa Bożego. Papież nie sięga po łatwy technopesymizm, ale też przestrzega przed naiwną wiarą, że postęp technologiczny rozwiąże wszystkie problemy. Technologie są narzędziem, które przybierają twarz tych, którzy je projektują, finansują i regulują. W związku z tym „innowacje technologiczne – w tym sztuczna inteligencja – nie są neutralne: mogą poszerzać uczestnictwo i sprawiedliwość, ale mogą też pogłębiać nierówności, kontrolę i wykluczenie” (Magnifica humanitas, nr 85).
Papież poświęca sporo miejsca temu, co nazywamy transhumanizmem i posthumanizmem. Transhumanizm to wizja ewolucji człowieka poprzez „ulepszenie” go dzięki zdobyczom biomedycyny i komputeryzacji. Posthumanizm idzie jeszcze dalej, kreśląc perspektywy stworzenia czegoś innego niż człowiek, którego znamy. Chodziłoby o zastąpienie homo sapiens nową istotą, powstałą na bazie człowieka, maszyn i komputerów. Leon XIV zauważa, że nawet jeśli tego rodzaju wizje są dalekie od realizacji, to mają wpływ na wyobraźnię zbiorową i decyzje polityczno-ekonomiczne. „Punktem krytycznym nie jest – stwierdza – samo używanie techniki, lecz wizja leżąca u jej podstaw: jeśli istota ludzka jest traktowana jako materiał do udoskonalenia albo do przekroczenia, wówczas łatwiej przyjąć, że niektórzy zostaną uznani za mniej użytecznych, mniej pożądanych czy mniej godnych. W imię postępu można dojść do wyobrażenia sobie «koniecznych ofiar» i kazać najsłabszym płacić cenę domniemanej optymalizacji gatunku” (MH, nr 117).
Kluczem do czytania encykliki może być m.in. przemówienie, jakie Leon XIV skierował do uczestników konferencji „Chronić ludzkie głosy i twarze”, poświęconej edukacji medialnej i sztucznej inteligencji (21 maja br.). Wskazał, że współczesny świat doświadcza „zaćmienia poczucia tego, co znaczy być człowiekiem”. Owo zaćmienie pogłębia się przez niekontrolowane wdrażanie nowych technologii i zastępowanie relacji międzyludzkich kontaktami z narzędziami cyfrowymi. Dlatego „wyzwanie, przed którym obecnie stoimy, nie jest technologiczne, ale antropologiczne”. Trzeba odzyskać rozumienie godności i powołania człowieka zgodnie z Bożym planem. A Kościół ma w tej kwestii coś istotnego do powiedzenia.
Kilka uwag krytycznych
.Encyklika liczy 245 numerowanych paragrafów i ponad 220 przypisów. Pięć rozdziałów omawia kolejno: historię nauczania społecznego Kościoła (rozdz. I), zasady tego nauczania (rozdz. II), technologię i AI (rozdz. III), prawdę, pracę i wolność (rozdz. IV) oraz kulturę potęgi i cywilizację miłości (rozdz. V). To zakres tematyczny wart kilku oddzielnych dokumentów. Miejscami odnosi się wrażenie, że encyklika jest bardziej sumą wszystkich możliwych wątków niż spójną, przekonująco skonstruowaną argumentacją. Czytelnik, który podejmuje lekturę z pytaniem: „Co Kościół mówi o sztucznej inteligencji?”, musi przebrnąć przez dziesiątki stron, w tym przez historyczny przegląd od Rerum novarum do Fratelli tutti, przez systematyczny wykład zasad pomocniczości, solidarności i powszechnego przeznaczenia dóbr. To ważne zagadnienia, ale czy trzeba je było tak szeroko przypominać w tym właśnie dokumencie? Krótko mówiąc, nasuwa się pytanie, czy nie należałoby wrócić do tradycji krótkich, skondensowanych encyklik i adhortacji, które same nie są książkami, ale na temat których pisze się książki.
Encyklika jest silna w diagnozie, słabsza w proponowaniu terapii. Papież opisuje zagrożenia związane z koncentracją władzy technologicznej w rękach prywatnych podmiotów ponadnarodowych, z algorytmicznym wykluczeniem, z ryzykiem delegowania decyzji etycznych na systemy, które „nie znają współczucia, miłosierdzia, przebaczenia” (MH, nr 102). Ale co dalej? Można odczuwać pewien niedosyt z powodu braku konkretnych postulatów pod adresem instytucji państwowych, międzynarodowych organów regulacyjnych, środowisk programistycznych. Nauczanie społeczne Kościoła od Rerum novarum starało się łączyć diagnozę z propozycjami: prawa pracownicze, zasada pomocniczości, sprawiedliwa płaca. Magnifica humanitas wydaje się pod tym względem dość wstrzemięźliwa.
Lektura encykliki nasuwa pytanie, do kogo jest ona zaadresowana. Oczywiście, należy odpowiedzieć znaną formułą, że do wiernych Kościoła, a także do wszystkich ludzi dobrej woli. W praktyce jednak dokument zakłada u odbiorcy rozległą znajomość historii Kościoła i poprzednich encyklik oraz gotowość do kilkugodzinnej lektury. Tymczasem przeciętny inżynier AI czy urzędnik europejski zainteresowany regulacją technologii cyfrowych może nie przebić się przez gąszcz teologiczno-historycznych rozważań, by dotrzeć do interesujących go opinii i propozycji na temat sztucznej inteligencji. To napięcie między słuszną ambicją dialogu ze światem a faktyczną przystępnością tekstu jest strukturalnym problemem wielu dokumentów Stolicy Apostolskiej. Magnifica humanitas jest tego kolejnym przykładem.
Wyczekiwana i potrzebna
.Przy wszystkich powyższych zastrzeżeniach encyklika, która była od roku zapowiadana i oczekiwana, zasługuje na uwagę i poważną lekturę. W świecie, w którym kluczowe debaty o przyszłości technologii toczą się bez odniesienia do jakiegokolwiek namysłu antropologicznego, a kategorie godności człowieka, potrzeby samoograniczenia i odpowiedzialności są wypierane przez logikę optymalizacji i zysku, głos Kościoła jest – czy się to komuś podoba, czy nie – głosem potrzebnym, więcej, jest głosem niezbędnym. Leon XIV nie boi się nazwać monopoli cyfrowych po imieniu, mówić o nowych formach wykluczenia, o środowiskowych kosztach AI, o ryzyku, że to, co ma służyć człowiekowi, zacznie nim sterować, prowadząc do jego degradacji. Co nie znaczy, że nie dostrzega pożytków, jakie może odnieść człowiek z posługiwania się nowymi technologiami.
Na koniec powróćmy jeszcze do zasygnalizowanego już problemu. Skierujmy pytanie do czytelników i… do redaktorów kolejnych dokumentów Stolicy Apostolskiej: czy nie byłoby lepiej powiedzieć mniej, ale jaśniej i dobitniej? Encyklika Rerum novarum miała „tylko” 64 niedługie numery. Wstrząsnęła Kościołem i światem.

Tekst pierwotnie ukazał się w 1068 numerze tygodnika „Idziemy”. Przedruk za zgodą redakcji.





