Prof. Jan WOLEŃSKI: Wciąż niezachwiane rozumienie podstaw cywilizacji

Wciąż niezachwiane rozumienie podstaw cywilizacji

Photo of Prof. Jan WOLEŃSKI

Prof. Jan WOLEŃSKI

Filozof analityczny, logik i epistemolog, teoretyk prawdy oraz filozof języka, profesor nauk humanistycznych.

Ryc. Fabien Clairefond

zobacz inne teksty Autora

Być może Rosja i Chiny będą dążyły do zmiany zasad prawa międzynarodowego, np. w kierunku prawnego usankcjonowania dominacji mocarstw regionalnych, także w dziedzinie interpretacji praw człowieka – radykalnie na przekór wielowiekowej tradycji cywilizacji zachodniej – pisze prof. Jan WOLEŃSKI

.Czy w ciągu ostatniego roku zmieniły się postrzeganie i świadomość praw człowieka? Czy miały na to wpływ wydarzenia np. na Ukrainie, Tajwanie czy w Iranie? Czy na tle takich wydarzeń coś może się zmienić w prawie międzynarodowym? Ponieważ uważam, że w miarę uzasadnione odpowiedzi na te w miarę uzasadnione pytania wymagają dłuższej perspektywy czasowej (w pierwszej kwestii są również niezbędne badania socjologiczne, i to o charakterze międzynarodowym), mogę tylko wyrazić swoje intuicje i przypuszczenia poparte obserwacjami historycznymi.

Nie ma wątpliwości, że problem praw człowieka nabrał szczególnej wagi w ostatnich dziesięcioleciach. To nie znaczy, że nie ma swojej historii. Pomijając liczne propozycje doktrynalne, wystarczy wskazać na rolę rzymskiego prawa prywatnego (rozwój pojęcia podmiotowości prawnej), chrześcijaństwo (ekumenizm i egalitaryzm religijny) czy przywileje stanowe (szlacheckie) w średniowieczu. Dalsze fakty to rozmaite deklaracje praw człowieka i obywatela oraz konstytucje, w których wyrażały się tendencje równościowe – to wydarzyło się w XVIII w. (i oczywiście później). Wiek XIX przyniósł m.in. pierwsze konwencje międzynarodowe, w szczególności chroniące ludność cywilną w czasie wojny, ustawodawstwo socjalne, zniesienie niewolnictwa w USA i pierwsze sukcesy w ruchu na rzecz praw kobiet. Wprawdzie, jak zauważył Stanisław Jerzy Lec, nikt nie spodziewał się, że po XIX wieku nastąpi wiek XX (chodziło o dwie wojny światowe), to jednak plon działań Ligi Narodów i ONZ w zakresie praw człowieka jest niezaprzeczalny. 

Obecnie mamy kilkadziesiąt aktów międzynarodowych regulujących tę sferę, tj. prawa polityczne, wolnościowe, indywidualne, zbiorowe, ekonomiczne, edukacyjne itd., a ponadto są one przedmiotem regulacji wewnętrznych w ustawodawstwach poszczególnych państw. Co więcej, państwa aspirujące do członkostwa w Unii Europejskiej (lub nawet stowarzyszenia z nią) muszą wyrazić zgodę np. na likwidację kary śmierci czy jakąś, nawet ograniczoną, kontrolę przestrzegania praw człowieka przez instytucje (zwłaszcza trybunały) wspólnotowe. Ciekawym faktem było podpisanie Aktu Końcowego Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie w 1975 r., który zawierał wyraźne nawiązanie do praw człowieka – dwadzieścia lat później powstała Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie.

Powyższe fakty (i oczywiście wiele innych) wyraźnie świadczą o historycznym trendzie polegającym na 
– wyraźnym opowiedzeniu się tzw. cywilizacji europejskiej (zachodniej) za uznaniem praw człowieka za jeden z jej fundamentów;
– powszechnym, tj. bezwyjątkowym charakterze tych uprawnień;
– dążeniem do ich pozytywizacji w prawie wewnętrznym i międzynarodowym.
To wszystko odbywa się w kontekście wzrastającej świadomości indywidualnej i zbiorowej dotyczącej praw człowieka, co silnie przejawiło się w ruchach emancypacyjnych w ostatnich stu latach, zarówno tych „wielkich”, tj. dekolonizacyjnych, jak i „mniejszych”, tj. rasowych, genderowych czy związanych z orientacją seksualną.

Nie ma wątpliwości, że rozwój idei i praktyki praw człowieka jest powodem do chluby ludzkości, przynajmniej zdaniem większości myślicieli politycznych. Ale jest i druga strona medalu, mianowicie zawsze występujące ograniczenia uprawnień uważanych za kształtujące tę domenę. Nie poruszając niekontestowanych restrykcji związanych z bezpieczeństwem publicznym i obroną przed agresją, trzeba pamiętać, że niewolnicy byli wykluczeni z grona podmiotów prawa rzymskiego, chrześcijaństwo (podobnie inne religie) stało się triumfujące, gdy zyskało status religii panującej (liczne wojny religijne mało dbały o prawa człowieka), mieszczanie i chłopi w Polsce byli upośledzeni (wykluczeni spośród większości przywilejów), szczytne hasła Wielkiej Rewolucji Francuskiej były ograniczone, np. wezwaniem Saint-Justa „nie ma wolności dla wrogów wolności”, ojcowie założyciele USA głosili, że wszyscy ludzie są wolni, ale przez długi czas nie dotyczyło to Murzynów. Zawsze też było tak, że ci, co są zasobniejsi, korzystali z mniejszego zasobu praw człowieka niż biedni. Nawet pomijając reżymy totalitarne (stalinowski czy nazistowski), explicite kwestionujące prawa człowieka czy też ograniczające je do pewnych grup (np. ludu czy aryjczyków), można przytoczyć, także w systemach demokratycznych (przez takie rozumiem spełniające typowe warunki demokracji lub należące do związków państw uznających demokrację za standard), zwłaszcza w ostatnich czasach, masę przykładów grania prawami człowieka dla bardzo doraźnych celów politycznych. Wystarczy wspomnieć poczynania Donalda Trumpa w kwestii legalności wyborów, które nie zakończyły się jego reelekcją, czy gry obecnych władz polskich w sprawie zmiany kodeksu wyborczego i obsady lukratywnych stanowisk w spółkach skarbu państwa. 

Zawsze było również tak, że ludność cywilna cierpiała z powodu wojen, niezależnie od tego, czy była przedmiotem, czy podmiotem agresji, tj. brała czynny udział w działaniach militarnych przeciwko innemu państwu. Nie można też zapomnieć w tym miejscu o propagandzie, która jest na bakier z prawem do rzetelnej informacji, czy programach edukacyjnych (w rodzaju „historia i teraźniejszość”), które często otwarcie propagują treści niezgodne ze współczesnym rozumieniem praw człowieka (sytuacja mniejszości seksualnych, związków partnerskich czy nawet sensowność konwencji antyprzemocowych). Można postrzegać te kwestie jako nieuniknioną cenę za ochronę praw człowieka w niejednorodnych i z tego powodu jakoś skonfliktowanych społeczeństwach, a nawet twierdzić, że takie napięcia są efektem natury ludzkiej, zdolnej do „dobrego i złego”, a więc trzeba je przyjąć, by tak rzec, z dobrodziejstwem inwentarza, oraz mieć nadzieję, że demokracja jest jedynym efektywnym sposobem okiełznania destruktywnych dążeń społecznych.

Jak jednak traktować fakty wymienione w pytaniach zacytowanych na wstępie, a więc agresję Rosji wobec Ukrainy, wydarzenia w Iranie czy na Tajwanie w kontekście dyskusji o prawach człowieka? Przypomnijmy:
– 24 lutego 2022 r. Rosja zaatakowała Ukrainę i po niepowodzeniach na froncie rozpoczęła działania zmierzające do zniszczenia tzw. infrastruktury krytycznej w Ukrainie, a więc bezpośrednio godzące w ludność cywilną,
– Mahsa Amini, 22-letnia Kurdyjka, została aresztowana przez irańską policję obyczajową za to, że chusta na jej głowie była zbyt luźno zawiązana, i niewykluczone, że potem zabita przez funkcjonariuszy tejże obyczajówki, a protesty były (i nadal są) brutalnie tłumione (można dodać, że parlament irański przegłosował karę śmierci dla protestujących, a gdy piłkarze reprezentacji Iranu dali do zrozumienia, że są przeciw represjom, zagrożono torturowaniem ich rodzin),
– Chiny uznały, że problem Tajwanu jest ich wewnętrzną sprawą i mają prawo rozwiązać go siłowo.
Do tego można dodać publiczne egzekucje w Afganistanie i Korei Północnej (rozstrzelanie dwóch chłopców rozpowszechniających filmy z Korei Południowej). Punkty dotyczące Rosji i Chin mają charakter międzynarodowy, ale z konsekwencjami dla praw człowieka na danym terytorium, np. wywożenie dzieci ukraińskich do Rosji, przymusowe wcielanie Ukraińców do armii rosyjskiej czy poddanie Tajwańczyków restrykcjom obywatelskim obowiązującym w Chinach kontynentalnych, natomiast sprawa Kurdyjki i Korei Północnej są typowymi represjami reżimów skrajnie totalitarnych przeciwko własnym obywatelom, dążącym do politycznej emancypacji, nawet w bardzo ograniczonym zakresie. 

Wspominałem wyżej o podpisaniu końcowego dokumentu KBWE w 1975 r. Wszelako ZSRR i tzw. państwa demokracji ludowej zgodziły się na to pod warunkiem, że będą miały wolną rękę we wprowadzaniu konkretnych praw człowieka do swojego wewnętrznego ustawodawstwa. Wygląda na to, że niektóre państwa UE, np. Polska i Węgry, kontynuują tę niezbyt chlubną tradycję. Jeśli chodzi o ZSRR i Federację Rosyjską, to świat zachodni uważał, że państwo to można włączyć do ogólnoświatowego ładu demokratycznego, a tzw. pierestrojka wzmocniła te nadzieje. Jednak jeszcze raz okazało się, że spór pomiędzy zapadnikami (zwolennikami wprowadzenia standardów zachodnich w Rosji) i słowianofilami (raczej: wostocznikami) zakończył się porażką tych pierwszych i uznaniem, że tzw. Zachód jest śmiertelnym wrogiem rosyjskości. Aleksander Zinowiew, logik i filozof rosyjski, dysydent, napisał książkę Przepastne wysokości, satyrę na ZSRR (w książce jest to Ibańsk – niezbyt parlamentarna nazwa). Otóż wedle Zinowiewa kraj ten jest „okrużen zapadom, toże od wostoka” (otoczony zachodem także od wschodu). Zinowiew został wygnany z ZSRR za ten utwór, ale wrócił do ojczyzny po 1990 r. i został słowianofilem. Przykład ten nieco wyjaśnia ciągle ponad 50-procentowe poparcie dla rosyjskiej „operacji militarnej” przeciwko Ukrainie, a także postulaty unicestwienia narodu ukraińskiego głoszone w oficjalnych mediach rosyjskich.

.Jak zatem odpowiedzieć na początkowe pytania? Po pierwsze, nie wydaje się, aby wydarzenia w nich wymienione (i inne) zmieniły postrzeganie i uświadamianie sobie praw człowieka. Dalej są one traktowane jako ważne, ale chyba (prawie) wszyscy rozumieją, że ich akceptacja i stosowanie są ograniczone – to nie jest tak, że są obecne i realizowane na całym globie. Po drugie, nikt chyba nie oczekiwał, że Iran po Chomeinim, Afganistan pod rządami talibów i Korea Północna przyłączą się do ruchu na rzecz praw człowieka. Trzeba przemyśleć sposoby pokojowej zmiany tego stanu rzeczy, ale to może nie być proste w obecnej sytuacji międzynarodowej. Po trzecie, może pewnym rozczarowaniem było to, że agresywny imperializm jeszcze raz zwyciężył w Rosji. Jeśli chodzi o Chiny, to nadzieja na ich demokratyczną internacjonalizację była wiązana z szybkim rozwojem ekonomicznym, ale efekty w tym zakresie są raczej mizerne. Problem poważny (chyba najpoważniejszy) polega na tym, że Rosja i Chiny są dalekie od wyrzeczenia się użycia siły w realizowaniu swoich interesów politycznych, a przykład Ukrainy jest realną ilustracją, do czego to może prowadzić w kwestii praw człowieka. Jasne, że działania Rosji są niezgodne (łagodnie mówiąc) z prawem międzynarodowym (podobnie będzie w przypadku ewentualnej zbrojnej akcji Chin wobec Tajwanu). Być może oba te mocarstwa będą dążyły do zmiany zasad prawa międzynarodowego, np. w kierunku prawnego usankcjonowania dominacji mocarstw regionalnych, także w dziedzinie interpretacji praw człowieka, ale realizacja takiego postulatu byłaby radykalnie na przekór wielowiekowej tradycji cywilizacji zachodniej. W ogólności, jeśli uzna się, że ta tradycja jest ważna, rozmaite lokalne uzurpacje do wyłącznego czy nawet najlepszego jej reprezentowania są dobrą drogą do jej destrukcji. 

Jan Woleński
Tekst opublikowany w nr 48 miesięcznika opinii „Wszystko co Najważniejsze” [PRENUMERATA: Sklep Idei >>>]

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 6 marca 2023