
Cud nad Wisłą łukami triumfalnymi opisany
Prezydent Trump rzucił ostatnio pomysł wzniesienia w Waszyngtonie ogromnego łuku triumfalnego. Takim monumentem również Warszawa miała uczcić wielki triumf polskiej armii i całego narodu w sierpniu 1920 roku. Najwznioślej taki pomysł wyrażają fascynujące rysunki Stanisława Noakowskiego i projekt Meštrovicia – pisze prof. Jerzy MIZIOŁEK
.Liczne projekty łuków triumfalnych, którymi zasłynął Stanisław Noakowski (1867–1928), tak niezwykle głęboko wpisane w tradycję klasyczną rodem z Rzymu, można uznać za marzenia architektoniczne. Wszakże niektóre z nich były niemal gotowymi projektami upamiętnienia tych, którzy przelali krew za odradzającą się po latach niewoli ojczyznę. Niektórzy z nich, jak Stach Strzałecki, gdy polegli, mieli zaledwie 16 lat; przypomina o tym epitafium w kościele wizytek w Warszawie. Prezentujemy tu coś w rodzaju krótkiego szkicu do tego ważnego dla zbiorowej pamięci tematu.

.Fascynacja łukami triumfalnymi Noakowskiego była ogromna już od czasów studiów; rysował i te słynne zachowane z czasów rzymskich, i te późniejsze, nieco mniej znane. Znał je z autopsji, gdyż zwiedził nie tylko Italię, ale także Grecję i inne kraje europejskie. W szkicach z historii sztuki, pisanych na rok przed śmiercią, taką między innymi zawarł myśl: „Żaden naród starożytnego świata nie miał większego kultu dla sławy niż Rzymianie, żaden przeto nie stworzył więcej pomników, by sławę tę uwiecznić i pokoleniom przyszłym przekazać. Stąd powstały liczne łuki i kolumny triumfalne, gloryfikujące przeważnie wielkie czyny wojskowe, zwycięstwa znakomite na lądzie i morzu, a rozrzucone po całym Imperium”.
O kilku projektach „Bram Wolności”
.Przyszły autor jakże licznych przedstawień łuków triumfalnych urodził się w Nieszawie, uczył się w szkole realnej we Włocławku, a następnie w gimnazjum w Łowiczu, by później odbyć studia z zakresu architektury w Petersburgu. Gdy w 1918 roku Polska pojawiła się ponownie na mapie świata, ten uznany już wówczas architekt i rysownik natychmiast wrócił z Rosji (po latach przebywania nie tylko w Petersburgu, ale i w Moskwie) i został profesorem architektury na Politechnice Warszawskiej. Od 1920 roku pełnił funkcję dziekana w tej znakomitej uczelni.

.„Uniwersalizm jego artyzmu był szczerze polski” – tak o Noakowskim napisał w dziesięciolecie jego śmierci Bronisław Krystall. Ten polski przedsiębiorca, filozof, kolekcjoner, mecenas sztuki i wielki dobrodziej Muzeum Narodowego w Warszawie zamówił u Noakowskiego projekt ogromnego, jednoprzelotowego łuku triumfalnego, który miał stanąć przy wjeździe na Most Poniatowskiego, na tle planowanego Muzeum Narodowego. W tym znakomitym, zapewne wspólnym pomyśle artysty i jego mecenasa z 1920 (lub z 1924) roku powiązano monument upamiętniający odzyskanie wolności (jej obronę i utwierdzenie w 1920 roku) z ideą ważnej placówki polskiej kultury, sytuując go w tym szczególnym miejscu z widokiem na przedpola Warszawy, w kierunku Radzymina i Ossowa – miejsc wielkiej bitwy.
Pełen niezwykłego dostojeństwa projekt łuku triumfalnego, wykonany tuszem i sepią, powstał w ramach liczącego 19 szkiców cyklu Bramy Wolności. Bramy te, de facto w większości łuki triumfalne par excellence, nawiązują do słynnych łuków antycznych, ale zawierają też cechy rodzime, renesansowe. Dostrzegamy je również w przedstawieniu łuku zamówionego przez Krystalla; wszakże monument ten miał zostać wzniesiony tuż obok tchnącej renesansową aurą architektonicznej oprawy Mostu Księcia Józefa Poniatowskiego (1904–1914), zaprojektowanej przez Stefana Szyllera. Ozdabiać go miała nie kwadryga, ale liczne wizerunki ukazane w niszach i medalionach, a także całopostaciowe posągi. Miały one gloryfikować zwycięskich królów, hetmanów i wielkich wodzów z dawnych i współczesnych czasów – Jana Tarnowskiego, Jana Zamoyskiego, Stefana Żółkiewskiego, Karola Chodkiewicza, Jana III Sobieskiego, księcia Józefa, marszałka Piłsudskiego, generałów (Tadeusza Rozwadowskiego, Józefa Hallera?) i zapewne zasłużonych w dziele odzyskania i utrzymania niepodległości: Ignacego Jana Paderewskiego, Romana Dmowskiego, Ignacego Daszyńskiego i Wincentego Witosa.
Czy Noakowski pomyślał też o marszałku Ferdynandzie Fochu, wielkim francuskim bohaterze I wojny światowej i przyjacielu Polski, który w 1923 roku został nawet marszałkiem naszego odrodzonego kraju? Czy na tę swoistą apoteozę na polskim gruncie zasłużył w oczach Noakowskiego również generał Maxime Weygand? Wraz z młodym wówczas Charles’em de Gaulle’em należał do członków misji francuskiej w Polsce i bywa – choć bez najmniejszych podstaw – uważany za jednego z najważniejszych strategów Bitwy Warszawskiej.
Pytanie o marszałka Focha jest o tyle zasadne, że jest wśród rysunków Noakowskiego również projekt łuku, czy bramy, temu bohaterowi wojennemu dedykowany. Istnieje też wersja bramy triumfalnej (jej przelot nie ma arkady, jest płasko sklepiony, tak jak w przypadku monumentu ku czci Focha) zwieńczonej warszawską Syreną z tarczą w jednej ręce i ze wzniesionym do góry mieczem w drugiej. W przeciwieństwie do projektu łuku zamówionego przez Krystalla, wpisanego w perspektywę Mostu Poniatowskiego, te dwie bramy nie mają klarownie określonego miejsca w topografii Warszawy. Czy Noakowski myślał o monumentalnej ulicy z łukami, o ich ciągu, tak jak to jest w Paryżu?

.W pobliże Mostu Poniatowskiego nasz architekt powrócił, tworząc wizję kolejnego łuku, tym razem dedykowanego żołnierzom, którzy pod przewodem Piłsudskiego ruszyli do boju o Polskę już 6 sierpnia 1914 roku. Napis na attyce głosi: LEGIONOM WARSZAWA. Wprawdzie Noakowski nie był najprawdopodobniej świadkiem wkraczania do Warszawy II Brygady Legionów pod dowództwem generała Szeptyckiego w dniu 1 grudnia 1916 roku, ale mógł o tym wydarzeniu wiedzieć od przyjaciół lub z prasy.
Co ciekawe, na to powitanie wykonano rodzaj bramy triumfalnej z girlandami i napisem WITAJCIE, utrwalonej dla potomności na bezcennej fotografii i na obrazie Stanisława Bagieńskiego. Tak opisał to wydarzenie Stanisław Tutaj, jeden z legionistów: „[…] Wyruszamy na paradę. Jedziemy teraz szczelnie wypełnioną przez ludność ulicą Marszałkowską. Opanowuje nas świąteczny jakiś nastrój […], konie stąpają raźno i z fantazją, bo i one odczuwają uroczystość odbywającej się parady. W Alejach Jerozolimskich […] tłum faluje […]. Około godziny 11 ruszamy dalej, a więc Alejami Jerozolimskimi, i wśród morza tłumów rzucających kwiaty i wiwatujących, ciągle jednak nie zupełnie pod naszym adresem, tak jakoś jakby raczej ogólnie dla całego wojska polskiego”.
Czyż wydarzenie to nie zasługiwało na bardziej trwałe upamiętnienie? W przeszło sto lat po uroczystym powrocie wojsk księcia Józefa, w grudniu 1809 roku, Warszawa ujrzała wreszcie dawno oczekiwany triumf polskich żołnierzy, paradę odradzającego się wojska polskiego. Niestety, jak wiele innych projektów naszego znakomitego architekta i ten poświęcony Legionom pozostał tylko marzeniem niczym śniony od wielu pokoleń sen o potędze, ale być może zainspirowali się nim niektórzy z uczestników konkursu na Pomnik Legionów, który ogłoszono w 1934 roku.
Polonia triumphans
.Zanim opowiemy o tym konkursie – i kolejnym, z udziałem chorwackiego artysty Meštrovicia – warto przywołać projekt obrazu pt. Polonia triumphans. Triumfująca Polska – taki tytuł, udrapowany w łacińską szatę, nosi środkowa część tryptyku Wlastimila Hofmana, zgłoszonego na konkurs ogłoszony przez Sejm RP w 1929 roku.
Artysta ukazał skromną, odległą od heroicznej wizję pochodu triumfalnego i nadał mu wysublimowaną, religijną treść. Oto poprzedzany przez dwóch chłopców kroczy obok swego rumaka ranny ułan, dźwigając siodło, podczas gdy za nim podąża rosła, piękna i wielkoskrzydła Nike/Wiktoria niosąca szablę i charakterystyczną swym kształtem ułańską czapkę. Centrum tej wydłużonej wieloosobowej kompozycji stanowi wizerunek Matki Boskiej z Dzieciątkiem. Ten oryginalny pomysł ozdobienia wnętrz Sejmu nie został zrealizowany, podobnie jak projekty wielu innych dzieł mających uczcić odzyskanie niepodległości i jej przypieczętowanie, jakim była Bitwa Warszawska 1920 roku.

.Projekt Hofmana to niejako alegoria kraju, w którym kult Matki Boskiej ma swoje wiekowe tradycje. Jak powszechnie wiadomo Jej opieka miała o sobie dać znać także w Bitwie Warszawskiej; wielu uczestników bitwy, w tym sowieccy żołnierze wzięci do niewoli, widziało na niebie Jej świetliste Objawienie, podobne do tego w kościele jezuitów na Starym Mieście w Warszawie. Ku Matce Boskiej z Dzieciątkiem ukazanej w centrum zbliżają się z prawej i z lewej chłop, robotnik (górnik?), żołnierz (niekiedy interpretowany jako inteligent), trzy niewiasty (symbolizujące trzy zabory?) i opisany już na wstępie mały pochód triumfalny. W projekcie Hofmana nie zabrakło też personifikacji Polonii, nagiego mężczyzny z globem w lewej ręce (heroizowanego bohatera?) i wizerunku Chrystusa frasobliwego w przydrożnej kapliczce.
Oto triumf kultu maryjnego z odniesieniem do czasów rozbiorów, heroicznej walki o odrodzenie Polski, ale też triumfalnym pochodem w asyście wielkoskrzydłej Nike, bogini zwycięstwa.
Konkurs na Pomnik Legionów i projekt Meštrovicia
.Jak już wiemy, ten niezwykle interesujący pomysł Hofmana na ozdobienie siedziby Sejmu, podobnie jak fascynujące wizje łuków triumfalnych Noakowskiego, tworzone w latach 1920–1925, nie doczekał się realizacji. Przez kolejne kilkanaście lat nie zdobyto się w Warszawie na wzniesienie godnego symbolu triumfu. Dopiero w 1934 roku, z okazji dwudziestolecia odradzania się polskich sił zbrojnych, Instytut Propagandy Sztuki rozpisał konkurs na Pomnik Legionów. W jednym z nagrodzonych projektów (otrzymał dopiero trzecie miejsce) pojawił się – jako jeden z elementów – łuk triumfalny.
Tak o tym pisano w prasie: „Trzecia nagroda została podzielona między trzech uczestników konkursu. Są to Tadeusz Wojciechowski, Karol Kociński i Marian Wnuk, profesor P.S.T. we Lwowie; projekt opiewa rozwiązanie Alei Ujazdowskich od rogu ul. 6 Sierpnia do Belwederu, gdzie przewiduje łuk triumfalny, reguluje plac przed Belwederem, wyposaża Belweder w dobudowane Muzeum Legionów ze ścianą pamiątkową i przebija monumentalny zjazd do Łazienek, otwierając widok na pałac Łazienkowski”.

.Niestety, szybko okazało się, że brakuje funduszy nawet na rozpoczęcie realizacji pomnika. 8 marca jedna z warszawskich gazet tak odniosła się do braku „preliminowanej sumy 100 tysięcy zł”: „Naszym zdaniem, jeśli nie posiadamy na razie odpowiednich funduszów na cel powyższy – należałoby się wstrzymać z wyborem projektu aż do nastania lepszej pod tym względem koniunktury”. Jeden lub dwa łuki triumfalne proponował też Bohdan Pniewski w swoich wizjach związanych z Placem Na Rozdrożu i Dzielnicą Józefa Piłsudskiego. Przechowuje je w swoich zbiorach Muzeum Narodowe w Warszawie. Niektóre z nich są niezwykle ciekawe i charakteryzują się ogromnym rozmachem. To samo dostrzegamy w projekcie iście monumentalnego Pomnika Piłsudskiego Ivana Meštrovicia, Chorwata, ucznia Augusta Rodina.
Niemal nazajutrz po śmierci marszałka postanowiono upamiętnić jego postać w przestrzeni miejskiej Warszawy. Już 15 maja 1935 roku utworzono Stołeczny Komitet Budowy Pomnika Marszałka. Na jego pierwszym posiedzeniu Bolesław Wieniawa-Długoszowski powiedział: „Potrzebę tę [uczczenia marszałka] odczuwa cały kraj”. 1 lutego następnego roku rozpisano konkurs, w którego warunkach podkreślono, iż monument „ma być […] godnym zwycięskiego Wodza, Twórcy niepodległej i mocarstwowej Polski”. Konkurs zakończony w sierpniu 1937 roku, do którego zaproszono tylko polskich artystów, nie przyniósł rozstrzygnięcia. Rozpisano zatem kolejny, a wśród artystów dodatkowo zaproszonych znalazł się Meštrović. Po wizji lokalnej Placu Na Rozdrożu – w maju 1939 roku – artysta napisał: „Zdałem sobie sprawę na miejscu, że tylko coś wielkiego i monumentalnego powinno tu stanąć”.
Niebawem, bo już 20 czerwca, przesłał projekt i fotografie makiet; na tle ogromnego łuku triumfalnego – miał być wysoki na 50 metrów – widnieje konny posąg marszałka; odlany w brązie miał sięgać 25 metrów. Ogromny projekt Meštrovicia, który z powodu wybuchu wojny nie doczekał się nawet wstępnych prób realizacji, miał swoją zapowiedź w Warszawie – w projekcie Forum Poniatovianum z 1777 roku, w którym klarownie połączono jednoprzelotowy łuk triumfalny z pomnikiem konnym. O własnym pomyśle na Pomnik Piłsudskiego artysta pisał w liście z 20 czerwca 1939 roku: „[ukazany jest] w spokoju, w pełni dostojeństwa strzegąc swej ojczyzny jak lew zawsze gotowy do pokonania przeciwnika”.

.Już wstępna analiza szkiców chorwackiego rzeźbiarza i zachowanych do dziś makiet jego projektu pozwala dojść do wniosku, że podobnie jak Noakowski sięgnął po wzór z antyku. W jego przypadku inspiracji dostarczył rzymski łuk triumfalny zachowany do dziś w chorwackiej Puli. Meštrović mógł też sięgnąć po wzór do Arco dei Gavi w Weronie, który po obydwu stronach przelotu ma podwójne pilastry. Wszakże chorwacki artysta na każdym pilastrze w swoim projekcie ustawił pełne ekspresji skrzydlate Wiktorie, przypominające Nike z Samotraki, i wszystko ogromnie zmonumentalizował.
Czy bohaterowie Bitwy Warszawskiej 1920 roku doczekają się w stolicy, w której tylu ich spoczywa na Powązkach Wojskowych, stosownego monumentu? Czy nie warto było pomyśleć o nim na Cytadeli, tuż obok Muzeum Historii Polski? Być może projekt prezydenta Trumpa zmobilizuje prezydenta Karola Nawrockiego i innych polityków do odwagi, by arcyodważnym i arcyheroicznym bohaterom AD 1920 złożyć należny im hołd.
Autor tego tekstu we współpracy z prof. Joanną Sosnowską opublikował w 2020 roku pracę zbiorową pt. „Triumf 1920. Obraz i pamięć”, wydaną przez Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego [LINK]


