Prof. Maciej KURCZ: Miejska odyseja.
O urbanizacji Afryki

TSF Jazz Radio

Miejska odyseja.
O urbanizacji Afryki

Prof. Maciej KURCZ

Antropolog kulturowy, dyrektor Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Specjalizuje się w problematyce przemian kulturowych we współczesnej Afryce, zarówno w aspekcie tradycyjnych społeczności wiejskich, jak i środowisk miejskich tego obszaru. Autor studium Za Trzecią Kataraktą. Życie codzienne wsi północnosudańskiej (2007), będącym plonem badań terenowych w północnym Sudanie (w latach 2000-2001 oraz 2003-2004). W 2007 i 2008 roku prowadził samodzielne prace etnograficzne w południowosudańskiej Dżuby. Owocem tych badań jest książka: Jak przeżyć w afrykańskim mieście? Człowiek wobec pograniczności i procesu urbanizacyjnych w południowosudańskiej Dżubie (WUŚ, 2012).

Lagos (21 mln), Kair (20,4 mln), Kinszasa (13,3 mln) mają szansę stać się jednymi z największych miast na świecie – o urbanizacji Afryki pisze prof. Maciej KURCZ

.Afryka to kontynent już prawie w połowie zurbanizowany. Ujmując rzecz inaczej: 414 milionów Afrykańczyków żyje w miastach. To więcej, aniżeli w Europie czy w obu Amerykach. Mało tego, do 2030 roku wskaźnik urbanizacji kontynentu ma przekroczyć „magiczne” 50% (UN DESA 2011). Największym francuskojęzycznym miastem świata jest Kinszasa (stolica Demokratycznej Republiki Konga). Mieszka w niej około 13 mln ludzi. Tempo urbanizacji jest tak zawrotne, że uczeni nie wahają się mówić o rewolucji – fundamentalnej zmianie, która odciska swoje piętno na każdym nieomal aspekcie życia mieszkańca Afryki.

Choć w kontekście globalnym żywiołowe procesy urbanizacyjne nie są dzisiaj niczym zaskakującym, to w przypadku Afryki godne podkreślenia są dynamika tych procesów i ich relatywnie młoda proweniencja. Masowa urbanizacja jest raczej nowym zjawiskiem, a jeszcze nie tak dawno większość Afrykańczyków prowadziła typowo wieśniaczy styl życia.

Choć historia urbanizacji na kontynencie afrykańskim nie rozpoczęła się wraz z przybyciem Europejczyków, korzenie większości ośrodków miejskich sięgają czasów kolonializmu.

Miasta to jeden z ważniejszych fenomenów tego okresu. Były centrami gospodarczymi, politycznymi oraz rekreacyjnymi. Były w Afryce, ale nie były afrykańskie. Budowano je wszakże dla i przez Europejczyków. Zupełnie zignorowano w nich tradycje afrykańskie, a samych Afrykańczyków traktowano jako zło konieczne, jako okresową siłę roboczą, i koszarowano w podupadających starych dzielnicach lub w prowizorycznych osiedlach na suburbiach (pierwowzorach przyszłych slumsów).

Do 1950 roku największymi miastami pozostawały Kair (2,41 mln mieszkańców) oraz Johannesburg (915 tys. mieszkańców). Inne duże miasta tego okresu to: Casablanca, Cape Town, Durban, East Rand, Tunis, Algier oraz Ibadan. W połowie XX wieku mimo przyspieszającego tempa urbanizacji zaledwie 15 procent populacji kontynentu mieszkało w miastach. Prawdziwy skok urbanizacyjny przyniosły dopiero lata po II wojnie światowej i proces dekolonizacji (1940 – 1960). Między 1950 a 1975 r. populacja Kinszasy wzrosła z 200 tys. do ponad 2 mln.

Rozrost miast był tak gwałtowny, że badacze pisali o „zrywie miejskim”, „miejskim starcie” czy też o „świcie miejskim”. Wraz z zanikiem restrykcji rasowych miasto ostatecznie otworzyło swoje podwoje dla Afrykańczyków. Przyciągało mitem „miejskiego dobrobytu”. W wyobraźni Afrykańczyków było ono miejscem nieograniczonych możliwości, bajecznym eldorado, w którym ostatecznie mógł ziścić się sen o nowoczesności. W dużej mierze marzenia te nie były iluzjami. Takie miasta, jak: Lagos, Akra, Nairobi, Kinszasa, Addis Abeba czy Kampala, potrzebowały rzeszy nowych mieszkańców: kadry tubylczej tworzącej się administracji czy zwykłych rąk do pracy, mogących sprostać ambitnym planom modernizacyjnym.

Generalnie rzecz biorąc, u progu niepodległości Afryki migracja do miasta istotnie łączyła się z wielorakimi możliwościami. Była chociażby szansą poprawienia pozycji społecznej. Praca zarobkowa w mieście, choć nadal nieciesząca się prestiżem, dawała dostęp do coraz ważniejszej gotówki. Dzięki niej dostępne stawały się tradycyjne dobra, ale też nowe towary konsumpcyjne. Zatrudnienie na etacie państwowym było gwarancją pomyślności, widomym dowodem awansu człowieka. Przyciągał do miasta także nowy rodzaj nowoczesności, wyrażany poprzez opiekę medyczną, edukację, siedziby organizacji międzynarodowych, luksusowe hotele czy obiekty sportowe z prawdziwego zdarzenia. Wielce stymulująca dla domiejskich migracji okazała się przepaść między miastem a wsią.

Władze narodowe, kontynuując strategie rozwoju kolonizatorów, inwestowały w przemysł, infrastrukturę czy szkolnictwo w przeważającej części w stołecznych ośrodkach – a nie na najbardziej zacofanej prowincji. Skutkowało to krańcową asymetrią rozwoju miast i wsi, która w okresie postkolonialnym w zasadniczym stopniu odpowiadała za wiejsko-miejską migrację. 

Mimo iż Afryka od końca lat 60. pogrążała się w postępującym kryzysie ekonomicznym i politycznym, masowe migracje do miast nie ustały. Na początku lat 70. populacja miejska wzrosła do tego stopnia, że zaczęło się nawet mówić o przeludnieniu. Wielkie metropolie, jak Lagos czy Kinszasa, znalazły się w centrum negatywnych zjawisk. Stały się przykładami „niebezpiecznej” urbanizacji, „podboju” miasta przez „niezdolnych” do życia miejskiego wieśniaków. Wielkość tych miast była imponująca, ale najczęściej pozbawione były one niezbędnej infrastruktury. Charakteryzowały się ponadto chaotyczną polityką gospodarowania gruntami oraz krańcowo niewystarczającym rynkiem pracy. Charakterystyczne dla miast afrykańskich stały się wtedy dzielnice slumsów, tworzonych przez prowizoryczną zabudowę, bez dostępu do podstawowych usług. Już od lat 60. XX wieku urbanizacja zaczęła być stymulowana także strachem i przemocą – krótko mówiąc – katastrofą życia wiejskiego. Jednym z najwcześniejszych tego przykładów był Zair (dziś Demokratyczna Republika Konga). W drugiej połowie lat 60. na skutek erupcji przemocy w tym kraju pustoszeje prowincja, a stołeczna Kinszasa staje się jednym z największych miast afrykańskich. W kolejnych latach równie dramatyczny obrót przybiera urbanizacja Chartumu, Luandy, Freetown czy Monrowii.

Od lat 80. motorem urbanizacji stały się z kolei masy wewnętrznie przesiedlonych – nowa kategoria wśród osób wędrujących do miast. W latach 90. ubiegłego wieku to właśnie w dużej mierze dzięki nim Chartum, stolica Sudanu, stał się w krótkim czasie ponad siedmiomilionową metropolią. W tym przypadku bezpośrednią przyczyną migracji były: klęska głodu (1984) oraz wojna domowa (1983 – 2005) w południowych prowincjach.

W latach 80. XX wieku populacja miejska rośnie niemalże dwukrotnie szybciej niż ludność całego kontynentu, by w 1991 roku osiągnąć 29 procent ogólnej liczby zaludnienia Afryki.

Na przełomie stulecia ważnym dla rozrostu demograficznego miast stał się fakt zakończenia wielu konfliktów zbrojnych (Sudan, Kongo, Ruanda, Liberia). Do miasta płynęła wtedy powódź byłych uchodźców – tzw. „powracających”. Urbanizacja na kontynencie jest dzisiaj powszechnie elementem repatriacji, a miasto etapem na drodze do macierzy. 

W przypadku wielu państw sytuacja wewnętrzna i ekonomiczna pogorszyła się jeszcze bardziej po zakończeniu okresu zimnowojennego. W latach 90. po raz kolejny sukcesywnie upadały rządy, co gorsza, doszło do wybuchu nowych konfliktów (Ruanda, Kongo DR, Somalia, Etiopia i Erytrea). Również katastrofalne w skutkach okazały się reformy ekonomiczne wdrażane powszechnie w Afryce z inicjatywy międzynarodowych instytucji finansowych. W wyniku tych i innych czynników wiele krajów afrykańskich znalazło się na granicy bankructwa. Oczywiście centrum tych negatywnych zjawisk stało się miasto. 

Kryzys miasta afrykańskiego spowodował pewne zaburzenia w trendach urbanizacyjnych na kontynencie. Przede wszystkim, jak sygnalizowałem wcześniej, zmalała wiejsko-miejska migracja. U progu XXI wieku miasta nadal zwiększały liczbę mieszkańców, głównie jednak za sprawą przyrostu naturalnego. Co interesujące, pojawiły się nawet przypadki „deurbanizacji” – odpływu ludności miejskiej. Wędrówka z miasta na wieś motywowana była zazwyczaj wysokimi kosztami życia i bezrobociem w ośrodkach zurbanizowanych. Ważna w tej kwestii okazała się także pandemia AIDS/HIV, która jak wiadomo, najbardziej doświadczyła ośrodki zurbanizowane. 

W Afryce wciąż przybywa miast i miasteczek, podobnie jak mieszkających w nich ludzi. Co więcej, wyraźnie zwiększyła się liczba naprawdę dużych miast. Znakomita większość stołecznych ośrodków ma grubo ponad milion mieszkańców. Bezsprzecznie liderami są Lagos (21 mln – 2014 r.), Kair (20,4 mln – 2014 r.) oraz Kinszasa (13,3 mln – 2015 r.). Miasta te wkrótce mają szansę stać się jednymi z największych na świecie. Wbrew potocznemu wyobrażeniu na kontynencie rośnie znaczenie nie tylko megamiast, ale także pomniejszych miast i miasteczek. Peryferyjny urbanizm to zasługa wielorakich czynników: mobilności, rozwoju infrastruktury czy kontaktów transnarodowych. Ośrodki te, choć nie są zaimpregnowane na negatywne zjawiska, jak nierówności społeczne czy przestępczość, są nieraz lepiej zarządzane, a panujące w nich realia ekonomiczne bardziej sprawiedliwe. 

Współczesny afrykański urbanizm charakteryzuje się zespołem określonych cech. Populacja miasta afrykańskiego jest zdecydowanie młoda. Dzisiaj ponad 60 procent populacji miejskiej jest poniżej 25. roku życia. Powód to obniżająca się przeciętna długość życia, ale także dotychczasowy charakter domiejskiej migracji. (Od wielu lat najliczniej przybywają do miast ludzie młodzi).

Wysoki przyrost naturalny w Afryce – odpowiada dzisiaj głównie za żywiołowe procesy demograficzne na obszarach miejskich.

Druga sprawa: zdecydowana większość mieszkańców to ludzie biedni materialnie. Bez mała 64 procent dochodu wydają na jedzenie, 20 procent najuboższej ludności kontroluje tylko niespełna 2 procent PKB. Kolejną wspólną cechą jest silna łączność między miastem a wsią. Realizuje się ona na różnorodnych płaszczyznach: ekonomii, układów społecznych, ludyzmu czy kultury duchowej. To efekt nieustannych migracji w jednym i drugim kierunku, a także wykorzystywania tego rodzaju kontaktów do optymalizacji życia w mieście oraz obniżenia ryzyka pewnych negatywnych zjawisk, jak brak pracy czy głód.

Z tym związana jest kolejna prawidłowość: miasto afrykańskie otulone jest zazwyczaj rozległymi obszarami ni to miejskiej, ni to wiejskiej zabudowy o bardzo różnym statusie prawnym. Potocznie przyjęto określać je terminem slums. Zjawisku temu jednak daleko do jednorodności. Są slumsy z „dziką”, prowizoryczną zabudową, pozbawione podstawowej infrastruktury w rodzaju wody czy elektryczności, ale są także takie, w których życie niespecjalnie odbiega od standardów śródmieścia czy nawet jest nieco lepsze. Proliferacja slumsów to w głównej rezultat mierze nieefektywnej i bardzo skomplikowanej polityki przestrzennej oraz wzrostu demograficznego. To właśnie za ich sprawą wiele ośrodków (zazwyczaj stolic) bije na głowę swoimi rozmiarami inne miasta regionu. Takie miasta jak Maputo czy Chartum są kilkukrotnie większe od drugiego w kolejności ośrodka w danym państwie. Zdecydowana większość zabudowy mieszkalnej afrykańskiego miasta ma charakter nielegalny. W niektórych krajach ponad 90 procent nowych domów ma nieuregulowany status prawny. Podobnie sprawa ma się z zatrudnieniem. Prawie połowa mieszkańców pracuje w sektorze nierejestrowanym. Mało tego, nawet ci, którzy posiadają oficjalnie pracę, zmuszeni są do podejmowania dodatkowych zajęć w szarej strefie.

Współczesne miasto afrykańskie charakteryzuje się dychotomiczną strukturą. Kontaminują w niej nieustannie dwie równorzędne rzeczywistości: „formalna” i „nieformalna”. „Miasto formalne” to oficjalne plany, mapy i rozporządzenia, rejestrowana praca zarobkowa, legalna infrastruktura oraz budynki. Druga kategoria to „szara strefa” gospodarcza, nierejestrowany przepływ dóbr i usług, nielegalna zabudowa, a także znaczna część życia społecznego. U progu XXI wieku miasto afrykańskie charakteryzuje się deficytem oficjalnych form zatrudnienia, który generuje całą różnorodność formalnych i nieformalnych praktyk w takich sferach, jak mieszkalnictwo, zagospodarowanie ziemi, praca czy transport. Obok problemów mieszkaniowych i ekonomicznych są też te o charakterze infrastrukturalnym, związanym z produkcją czy transportem. Do tego dochodzą problemy natury ekologicznej i sanitarnej. Duża liczba mieszkańców nie ma dostępu do wody pitnej czy kanalizacji. 

Mimo niezliczonych problemów afrykańskie miasto stało się także przestrzenią pozytywnych zmian, w dużej mierze ogniskujących się wokół sfery ekonomicznej i społecznej. Generuje ubóstwo, ale także jest najlepszym sposobem jego uniknięcia. Miasto oferuje godziwą edukację oraz opiekę zdrowotną. Jest areną politycznych żądań oraz oddolnego aktywizmu, który w realny sposób zmienia na lepsze afrykańską rzeczywistość. Miasto jest przede wszystkim przestrzenią wielorakich możliwości, gdzie jak nigdzie indziej człowiek może wykonać ruch w górę na drabinie społecznej. Można je do pewnego stopnia przyrównać do nowego Dzikiego Zachodu – rodzaju pogranicza, gdzie dokonuje się ekspansja, postępuje kolonizacja, a ludzie mogą odmienić swój los w dobrym kierunku. W mieście, tak jak przed laty na amerykańskim Dzikim Zachodzie, dochodzi do „zderzenia kultur”, stylów życia, światopoglądów. Z tych procesów rodzi się nowe, zurbanizowane społeczeństwo.

.Rzeczywistość miasta nie jest łatwa ani nawet sprawiedliwa. Rządzą tu żelazne zasady, w tym przypadku uświęcone przez kapitalizm. Nie każdy stanie się tutaj kimś, niektórym jednak się udaje. To zasługa wiary w siłę pieniądza oraz przedsiębiorczości. Miasto jest także rodzajem pogranicza ze względu na fakt, iż jest miejscem eskapizmu, ucieczki od ponurej i beznadziejnej rzeczywistości afrykańskiej prowincji, gdzie zwłaszcza młody człowiek może poczuć się światowcem, napić się butelkowego piwa czy dać upust swoim artystycznym pragnieniom. Wreszcie miasto to miejsce pewnego bezhołowia, ale też niezliczonych przygód, gdzie cały czas coś się dzieje; miasto nigdy nie zasypia, nigdy nie przestaje zaskakiwać, przez to między innymi może spełnić oczekiwania nieomal każdego.

Maciej Kurcz

1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jura napisał(a):

Wieśniaczy= Wiejski
Biedni materialnie? ubodzy?

Tak, tak. Urbanizacja na czarnym kontynencie pokazuje swe najciemniejsze strony wynikające z połączenia dzikiego kapitalizmu, wzrostu populacji i kurczenia się zasobów.
Jako tako da się żyć w Dakarze, i Dar as Salaam, (i chyba w Kampali, ale nie byłem) ale Lagos czy Kinszasa to koszmarna jakość życia.

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam