Prof. Tomasz GRZYB: Jak nie polec w wojnie Rosji z Zachodem w mediach społecznościowych?

Jak nie polec w wojnie Rosji z Zachodem w mediach społecznościowych?

Photo of Prof. Tomasz GRZYB

Prof. Tomasz GRZYB

Psycholog. Zajmuje się psychologią wpływu społecznego. Od 2013 roku kształci oficerów NATO i krajów stowarzyszonych w zakresie technik wpływu społecznego. Autor książki „Psychologiczne aspekty sytuacji kryzysowych” (2011).

zobacz inne teksty Autora

Te same konta, które kilka miesięcy temu przekazywały przede wszystkim treści o tematyce antyszczepionkowej, teraz przekazują informacje dyskredytujące Ukraińców – pisze prof. Tomasz GRZYB

.Badania psychologiczne pokazują, że kiedy znajdujemy się w niepewnej sytuacji lub czujemy się zagrożeni, usiłujemy odzyskać poczucie kontroli i wpływu na rzeczywistość, chcemy także czuć, że rozumiemy rzeczywistość i jej przyczynowo-skutkową naturę. Najczęściej staramy się odzyskać poczucie kontroli poprzez zbieranie informacji, zyskiwanie wiedzy o świecie dookoła.

Im bardziej jesteśmy zaniepokojeni, im bardziej jesteśmy przestraszeni, im bardziej nasze życie i jego podstawy wydają się zagrożone, tym większą odczuwamy potrzebę szukania informacji. Kłopotliwe jest, że tę przestrzeń wypełniamy tym, co mamy pod ręką – mediami społecznościowymi, które są niewyczerpanym źródłem różnych wiadomości, oczywiście o różnym poziomie zgodności z prawdą. Przywiązujemy wagę do tych, które pozostawiają nas w bezpiecznej strefie informacyjnej, co jednak nie jest tożsame z wiarygodnością.

Kiedy rozpoczęła się wojna za wschodnią granicą Polski, ludzie nie wiedzieli, w jaki sposób postępować, rozpaczliwie poszukiwali informacji, które pozwoliłyby im odzyskać poczucie kontroli. Na przełomie lutego i marca 2022 roku w polskich mediach społecznościowych pojawiła się masa wiadomości, które informowały o zagrożeniach. Jednym z nich miało być zamrożenie przez rząd gotówki na kontach indywidualnych. Sposobem, aby się zabezpieczyć, miało być szybkie wypłacenie dużej ilości gotówki. Podobną wprowadzającą w błąd informacją była rzekoma decyzja koncernów paliwowych o wprowadzeniu ścisłej reglamentacji benzyny i oleju napędowego. Jedynymi osobami mogącymi tankować mieliby być pracownicy określonych struktur czy służb albo osoby posiadające nadane specjalne uprawnienia. Paradoksalnie właśnie znajomość tych informacji dała wielu osobom poczucie odzyskania kontroli.

Jednak przyjmując i wcielając błędną informację w życie, jeszcze mocniej upewniamy się w swoim przekonaniu. Kiedy przyjmiemy informację o reglamentacji paliwa, pojedziemy na stację benzynową. Ze względu na to, że wielu ludzi zostało wprowadzonych w błąd, na miejscu zastaniemy kolejki lub informację o braku paliwa. To upewnia nas o prawdziwości tej – z gruntu fałszywej przecież – informacji. Wiadomości, które uzyskujemy za pomocą mediów społecznościowych, mają więc realny wpływ na nasze intencje, nasze postawy oraz na to, w jaki sposób patrzymy na rzeczywistość. Ponadto takie informacje mają moc samospełniającego się proroctwa. Kłamstwo wielokrotnie powtarzane staje się rzeczywistością, bo jego skutki po prostu tę rzeczywistość zmieniają.

Bałagan informacyjny buduje się poprzez zasadę, że „na portalach społecznościowych każdy ma rację”. Od dawna w dyskusjach internetowych szukam komentarza: „Masz rację; przekonałeś mnie. Zmieniam swoją opinię”. Sam nigdy nie przeczytałem takiego zdania, ponieważ jest ono jak różowy jednorożec – zdarza się niezwykle rzadko. Dyskusje internetowe nie mają na celu wymiany zdań. Wchodząc w polemikę, użytkownicy chcą jedynie upewnić się w słuszności swoich stanowisk. Kiedy użytkownik spotka się z odmiennym poglądem niż ten, który sam reprezentuje, nie otwiera się na jego poznanie, ale bardzo często radykalizuje się w tym, co myśli.

Niemniej spotkanie się z inną opinią jest rzadkie, ponieważ w sieci najczęściej otaczamy się użytkownikami, którzy mają bardzo podobne poglądy do naszych. To tak zwane „bańki informacyjne”, czyli grona ludzi o bardzo podobnych poglądach, którzy godzinami potrafią rozmawiać o tym, w jaki sposób się ze sobą zgadzają. To duży problem.

Kiedyś przychodząc do znajomych, przyglądaliśmy się ich półce z książkami. Znajdowaliśmy tam tytuły, których często zupełnie się nie spodziewaliśmy. Mogła to być pozycja, która znalazła się na półce przez przypadek, jednak stawała się bardzo ciekawym odkryciem. Dzisiejsze treści w mediach społecznościowych wyglądają tak, jak gdybym przyszedł do znajomych, którzy mają specjalną półkę zatytułowaną: „To są książki, które mogą Ci się spodobać”. Tak właśnie działa współczesny internet. Na skutek pozostawionych w nim śladów, na skutek działania algorytmów, które nas personalizują, otrzymujemy treści odpowiadające naszemu punktowi widzenia; treści, które w ogromnym stopniu są zbieżne z naszym spojrzeniem na świat. Oczywiście zaletą tak skonstruowanego przekazywania informacji jest fakt, że otrzymujemy dane lepiej dostosowane do naszych potrzeb. Jednocześnie zamyka nam to jednak możliwość spotkania się z człowiekiem o innym punkcie widzenia. To wpływa także na coraz częstszy brak umiejętności obrony swoich poglądów.

Kłótnie na portalach są zazwyczaj jedynie detaliczne i nie pozwalają na elokwencję i merytoryczne argumenty. W bańkach internetowych to często zwyczajnie niepotrzebna umiejętność. Po co się pięknie różnić, kiedy możemy się ze spokojem ze sobą zgadzać?

Wszystkie te procesy są znakomicie wykorzystywane w czasie wojny informacyjnej na Ukrainie. A czynnikami, które jeszcze bardziej zamykają nas w bańkach informacyjnych, są blokady administracyjne i cenzura w Rosji. Także chęć pomocy Ukraińcom sprawia, że Polacy otrzymują nieprawdziwy obraz wojny, który jest sprofilowany pod nasze oczekiwania. W polskich mediach często czytamy o rosyjskich stratach na froncie, o generałach lub wysokiej rangi oficerach, którzy giną. Widzimy też mnóstwo zdjęć spalonego rosyjskiego sprzętu. Nie otrzymujemy natomiast podobnych informacji dotyczących Ukraińców. Czy to oznacza, że Ukraińcy nie ponoszą żadnych strat?

Informacje te są skrojone pod nasze oczekiwania, bo nie chcielibyśmy czytać o porażkach Ukrainy, naturalnie przecież kibicujemy naszym sąsiadom. Jednak aby wiedzieć, w jaki sposób reagować, najpierw musimy uświadomić sobie, że my także jesteśmy częścią wojennej operacji informacyjnej. Nie jest to coś, co powinno nas do końca martwić. Musimy zaakceptować, że wszystkie strony konfliktu starają się przedstawić wydarzenia w odpowiadający im sposób. Ratunkiem jest świadomość, że treści, które otrzymujemy, nie są stuprocentowymi, obiektywnymi informacjami z frontu, pozbawionymi subiektywizmu redaktorów.

W 2015 r. wraz z zespołem prowadziłem badania dotyczące ruchu w sieci, wiadomości i komentarzy na terenie Ukrainy. Badania wskazały, że im większym niepokojem ogarnięci byli mieszkańcy, tym częściej przekazywane informacje były podawane dalej, najczęściej z etykietką „sprawdzone”. Im więc sytuacja jest trudniejsza psychologicznie, tym większe prawdopodobieństwo, że rozpaczliwie poszukiwane wtedy treści będą nierozsądnie dobierane i znacząco nieobiektywne – a mimo to przekazywane dalej.

Historia wielokrotnie wskazywała, jak duże znaczenie może mieć przekazywanie treści w mediach społecznościowych. Najlepszym tego przykładem jest Arabska Wiosna, kiedy to – przy użyciu mediów społecznościowych – ludzie nawet w ciągu kilkudziesięciu minut potrafili się gromadzić, aby demonstrować przeciwko władzom. Nowe media potrafią także zaostrzyć stosunek do całych grup społecznych. Wskazały na to badania dotyczące aktywności rosyjskich trolli w Polsce. Według badań w 2014 r. – kiedy rozpoczęła się inwazja na wschodnie terytoria Ukrainy – ponad 70 proc. Polaków popierało Ukraińców i ich walkę z Rosjanami. Jednak po kilkumiesięcznych działaniach internetowych trolli – którzy na przykład przypominali Polakom o wydarzeniach na Wołyniu czy też o innych trudnych historiach polsko-ukraińskich z okresu II wojny światowej – okazało się, że wskaźnik akceptacji spadł do około 40 proc. Wskazanie związku przyczynowo-skutkowego między opinią publiczną a działaniem trolli internetowych nie jest łatwe, jednak do pewnego stopnia można spekulować o jego istnieniu.

Podobne działania obserwujemy teraz. Ludzie przesyłają sobie informacje, które mówią o przywilejach Ukraińców, jak np. wiadomości o tym, że Ukraińcy mają pierwszeństwo w kolejkach w szpitalach. Są to informacje często niemożliwe do zweryfikowania, które prawdopodobnie są fałszywe, a jednocześnie trafiają do ludzi, których poczucie krzywdy i niesprawiedliwości jest mocno zaktywizowane, którzy tam znajdują własną prawdę. Wtedy właśnie – niekoniecznie świadomie – stajemy się narzędziem w rękach trolli, kiedy próbujemy uświadomić użytkownikowi, że jest w błędzie. Komentując, zwiększamy zasięgi, wskutek czego rośnie tzw. temperatura reakcji, zwana w mediach społecznościowych „affinity”. Wpadamy w błędne koło, ponieważ algorytmy Facebooka automatycznie podbijają takie informacje.

Nasze postawy kreuje seria lawin drobniutkich informacji. Każda nawet drobna wiadomość może w niewielki sposób wpływać na nasze zachowanie. Jednak wypadkowa systematycznego, niewielkiego wpływu jest znacząca. Tak właśnie działa rosyjska propaganda. Na przedmieściach Petersburga znajduje się Agencja Badań Internetowych. Miejsce to nie ma zbyt wiele wspólnego z nauką, ale jest siedzibą tzw. trolli z Olgino (Olgino to przedmieścia Petersburga). W agencji każdego dnia setki osób pisze komentarz czy też przesyła prywatne informacje. Pracownikom nie zależy na tym, żeby stworzyć jeden mem czy wyprodukować jedną informację, która zmieni nastawienie Polaków do Ukraińców. Zależy im, aby każdego dnia dokładać do piramidy nienawiści kolejny element. Te treści tworzą pewną pulę narracji, która się zmienia. Obserwujemy, że te same konta, które kilka miesięcy temu przekazywały przede wszystkim treści o tematyce antyszczepionkowej, teraz przekazują informacje dyskredytujące Ukraińców, które mają na celu zmienić nasze myślenie.

Należy mieć tego świadomość! Tylko wtedy zauważymy działania kontrpropagandowe i ich skuteczność. Ilu z nas uznało za kontrpropagandę takie działania w polskich mediach społecznościowych, jak np. prośba władz o niepublikowanie zdjęć pojazdów wojskowych przemieszczających się w konwojach na terenie kraju? Oczywiste jest, że jeśli Rosjanie będą chcieli zdobyć informacje o położeniu wojsk, zdobędą je w inny sposób. We wspomnianym działaniu kontrpropagandowym ważny był jednak fakt, że każdy użytkownik, reagując na informację władz, poczuł się częścią operacji i zdał sobie sprawę, że rzeczywiście może wpływać na wygląd konfliktu. . Żeby uświadomił sobie, że sam bierze udział w wojnie informacyjnej, że jest jej częścią i że od jego działania lub zaniechania działania coś rzeczywiście może zależeć.

To wszystko pokazuje, że treści mediów społecznościowych pojawiają się w każdej rzeczywistości, zarówno pokoju, jak i wojny. Będą one odgrywały coraz większą rolę w naszym codziennym funkcjonowaniu. W nowych mediach jesteśmy nie tylko konsumentami, ale także twórcami i przekaźnikami treści, czego nie doświadczaliśmy, gdy istniały tylko media tradycyjne. Jednak to nas przyciąga. Coraz więcej osób uznaje, że zamiast oglądać wieczorne serwisy informacyjne, warto znaleźć informacje samemu. Konsekwencją takiego działania jest znajdowanie informacji spersonalizowanych dla nas. Zadajmy sobie pytanie, kiedy ostatnio zaglądaliśmy poza wyszukiwarkę Google, przyjmując treści dla nas niewygodne? Albo choć zajrzeliśmy na drugą stronę zaproponowanych przez Google wyników wyszukiwani? Robimy to niebywale rzadko.

.Musimy nauczyć się żyć w świecie, w którym dużą rolę odgrywają media społecznościowe. Jednak informacji z nich zaczerpniętych nie możemy przyjmować bezkrytycznie. Nie możemy pozwolić na to, żeby media społecznościowe wpływały na nasze decyzje bez udziału naszej świadomości. Musimy zdawać sobie sprawę, jakimi mechanizmami posługują się nowe media, by zyskać naszą uwagę. Musimy uwzględniać to między innymi podczas planowania swojego dnia czy kiedy podejmujemy decyzje zakupowe. Tym właśnie jest świadome korzystanie z mediów społecznościowych – musimy wiedzieć, że social media to nie wszystko.

Tomasz Grzyb

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 30 maja 2022