Przemysław PREKIEL: Księża-socjalialiści i posłowie w sutannach

TSF Jazz Radio

Księża-socjalialiści i posłowie w sutannach

Przemysław PREKIEL

Publicysta od lat związany z „Przeglądem Socjalistycznym”. Autor wywiadu-rzeki z prof. Krzysztofem Dunin-Wąsowiczem „Historyk, socjalista, pamiętnikarz”, książki „Jaka Polska?” (25 wywiadów z czołówką polskich polityków i ludzi nauki na lewicy). Interesuje się historią i dorobkiem PPS.

zobacz inne teksty autora

Lewicy bliska jest idea katolickiego nauczania społecznego. To wręcz emanacja tego, co na lewicy nazywa się sprawiedliwością społeczną, a w katolickiej nauce społecznej – sprawiedliwością ekonomiczną – pisze Przemysław PREKIEL

Tradycja chrześcijańska była na lewicy zawsze silnie obecna. Wiązało się to przede wszystkim ze strukturą elektoratu, antyklerykalnego, lecz silnie przywiązanego do tradycji chrześcijańskiej. W XIX wieku wiara często była synonimem polskości, podkreśleniem odrębności wobec prawosławnej Rosji i protestanckich Prus. Socjaliści starali się niekiedy narzucić swój schemat dogmatów, obrządków i świąt chrześcijańskich w kontrze do religii, zaznaczając swój wyraźny antyklerykalizm.

Wielu socjalistów uważało religię za synonim ciemnoty i zabobonu. Byli przekonani, iż pod wpływem nauki i jej rozwoju religie będą zanikać; nie doceniali zarazem wielowiekowej tradycji zakorzenionej w polskiej świadomości. O ile na Zachodzie próby wypromowania atrakcyjniejszych od chrześcijańskich obrządków odnosiły sukces, o tyle na ziemiach polskich nie znalazły większego zrozumienia.

I tak np. próbowano zastąpić chrzest tzw. „czerwonym chrztem”. Zazwyczaj chrzczono dzieci, które miały już kilka lat. Rodzice bowiem uważali, iż powinny one posiadać jakąś względną świadomość tego, co się dzieje. Rodzice oraz chrzestni składali uroczystą przysięgę, że ich dziecko wychowane zostanie w idei socjalistycznej i wolnomyślicielskiej.

Socjaliści podjęli również próbę zastąpienia sakramentu komunii. Świecka komunia nazywana była „świętem młodości” lub „czerwoną komunią”, organizowana była dla dzieci w wieku 11–12 lat, następnie dla młodzieży w wieku 14–15 lat jako „święto dojrzewania”. Podczas uroczystości dzieci ubierane były na czerwono, a w ręku trzymały czerwone chusty, składając przyrzeczenie, iż kierować się będą w dorosłym już życiu ideałami socjalistycznymi i laickimi.

Podobnie: śluby kościelne. Socjaliści, również ci działający na ziemiach polskich, zwłaszcza w Kongresówce, dążyli do wprowadzenia ślubów cywilnych. Ich ewentualne wprowadzenie miało jeden ogromny walor – miały być tańsze od ślubów kościelnych. „Gazeta Robotnicza” z 1911 roku pisała: „Nie twierdzimy, by socjalizm zwalczał ślub kościelny jako obrządek religijny gwarantujący ludziom wierzącym sakrament małżeństwa. Daleko jesteśmy od tego… Skoro jakiś religijny towarzysz w partii chce brać ślub w kościele, rzecz to jego prywatna i inni towarzysze, chociażby byli wolnomyślicielami, serdecznie drużbować będą młodej parze”. Podkreślano, iż socjaliści nie są przeciwko rodzinie, lecz przeciwko systemowi kapitalistycznemu, który tę rodzinę rozbija i powoduje, że przez biedę i wyzysk rozpada się lub w najlepszym przypadku zatraca łączące je więzi.

Socjaliści próbowali wprowadzić też własne elementy do pogrzebów. Prasa socjalistyczna pisała: „Chrystus to wielki głosiciel prawdziwej miłości bliźniego – nauczał, by grzebać swych braci. Nowocześni fałszerze, wielbiciele Jego, jakimże prawem odmawiają socjalistom, którzy podjęli naukę Chrystusa o miłości bliźniego i rozwijają ją, prawa przysługującemu każdemu?”. Jeśli jednak ksiądz okazał się na tyle bezduszny, że nie uczestniczył w pogrzebie, żałobnicy sami robili krzyż, modlili się, a nawet kropili trumnę wodą święconą przyniesioną z kościoła.

Polski ruch socjalistyczny działający od drugiej połowy XIX wieku skupiał w swych szeregach towarzyszy zarówno wierzących, jak i niewierzących. Wierzący stanowili jednak większość, choć partyjna elita była najczęściej niewierząca.

Jeden z ojców polskiej niepodległości, Ignacy Daszyński, wielokrotnie proszony był przez galicyjskich chłopów i robotników, aby był ojcem chrzestnym ich dzieci. Z tego powodu sam niekiedy miał duże problemy ze strony hierarchii kościelnej, która uważała go za „gorszego katolika”. Do chrztów jednak dochodziło, ponieważ upór ze strony rodziny był ogromny, a kapłan nie mógł ostatecznie znaleźć odpowiedniego zapisu prawa kanonicznego, który by sankcjonował taki zakaz. Ignacy Daszyński mówił, że jego antyklerykalizm nie jest wymierzony w religię, z którą nie walczył, ale przede wszystkim w niektórych księży, których określał mianem „szafarzy sakramentów”. Chodziło zwłaszcza o wysokie opłaty, których żądali księża za pogrzeby, śluby czy chrzty, a na które nie było stać biednych robotników czy chłopów. Podkreślał jednak, że nigdy nie był wrogiem religii: „A jednak nie bawiłem się nigdy w zwalczanie religii jako potrzeby umysłu ludzkiego. Hamowałem z całych sił rozpęd pewnych osób w partii, płonących żądzą walki religijnej z Kościołem katolickim”.

Inny wielki socjalista, Feliks Perl, wydał w 1906 roku broszurę o wielkim znaczeniu – „Socjalizm dzieckiem chrześcijaństwa”. Jest to do dziś jeden z najważniejszych dokumentów świadczących o tym, że dla PPS chrześcijaństwo nie było wrogiem, wprost przeciwnie, było, a przynajmniej mogło być sojusznikiem o lepsze jutro człowieka. Jego broszura podkreślała znaczenie Chrystusa dla ludzi biednych i ułomnych. „Chrześcijaństwo – pisał Perl – niewątpliwie w pierwszych swych czasach było religią demokratyczną, religią braterstwa i równości. Pragnienia i nadzieje ludu ówczesnego nie mogły wyrazić się inaczej, jak w formie religijnej”.

W II RP w prasie socjalistycznej nie brakowało elementów religijnych przy okazji Bożego Narodzenia czy Wielkanocy. Mieczysław Niedziałkowski, jeden z czołowych ideologów PPS, poseł na Sejm i redaktor naczelny „Robotnika”, przedstawiając stosunek partii do kwestii wiary i Kościoła, pisał: „Polska Partia Socjalistyczna nie ma nic wspólnego z tzw. bezbożnictwem. Co to jest bezbożnictwo? – pytał Niedziałkowski. – Jest to swoisty rodzaj fanatyzmu »religijnego«, tylko z odwrotnej strony. »Osobiści wrogowie Pana Boga« są z reguły tak samo pozbawieni poczucia miary, taktu i szacunku dla wiary innego człowieka, jak zaciekli wodzowie skrajnego klerykalizmu. Tylko – znowuż – z odwrotnej strony. Ale wartość wychowawcza i moralna pozostaje po obu stronach taka sama: równa się zeru”.

Słowem kluczem dla ruchu socjalistycznego był szacunek dla każdego wierzącego, bez względu na kierunek wiary i jej intensywność.

Oprócz PPS czołową partią lewicy w okresie II RP było PSL „Wyzwolenie”, lewicowa partia ruchu ludowego. Wśród jej działaczy było kilku wybitnych i znanych przedstawicieli: Stanisław Thugutt, Kazimierz Bartel, Józef Putek czy Irena Kosmowska. Lewicowi ludowcy mieli podejście do spraw religii niemal identyczne z PPS. Łączyli religijną tolerancję z programem rozdziału Kościoła od państwa. Lewicowe partie żydowskie, w tym najsilniejszy Bund, nie odegrały już takiej roli co PPS czy PSL „Wyzwolenie”. Jedyną siłą ówczesnej lewicy, która walczyła z religią, byli komuniści. Nie była to jednakże duża formacja.

W Polsce nie brakowało postaci, które próbowały łączyć katolicką naukę społeczną z działalnością rewolucyjną. Takie postaci znaleźć można było również wśród katolickich duchownych, którzy łączyli żarliwą wiarę z zaangażowaniem społecznym w poprawę losu chłopskiej biedoty. Oczywiście jedną z takich postaci był ks. Piotr Ściegienny, który żarliwy patriotyzm – był przecież współtwórcą nieudanego powstania, za co został skazany na śmierć, a karę zamieniono następnie na katorgę – łączył z troską o poprawę losy tych, których urodzenie sprawiało, że mieli być ludźmi gorszej kategorii – chłopów. Opowiadał się przeciwko pańszczyźnie, za uwłaszczeniem chłopów, za stworzeniem Królestwa na Ziemi. Uważał, że nauki Chrystusa wypaczyli politycy i kapłani. Tych drugich poddawał ostrej krytyce za niemoralny tryb życia i konsumpcjonizm. Obok księdza Piotra drugim, a właściwie pierwszym, który wprowadzał ideę chrześcijańskiego socjalizmu, był uczestnik powstania listopadowego Ludwik Królikowski, autor i wydawca popularnego pisma wydawanego na emigracji we Francji – „Polski Chrystusowej”.

W II RP księdzem socjalistą był również ks. Eugeniusz Okoń, poseł w sutannie. Można zaryzykować tezę, że był on niejako kontynuatorem ks. Piotr Ściegiennego.

Podobnie bowiem jak ks. Ściegienny, ks. Okoń opowiadał się za wywłaszczeniem chłopów, był zwolennikiem reformy rolnej, która stanowiła jego priorytet w działalności poselskiej. Był posłem chłopskim, wybranym z list PSL „Lewica”, wstąpił następnie do klubu PSL „Wyzwolenie”, a po rozłamie założył Chłopskie Stronnictwo Radykalne. Przykładem jego rewolucyjnej działalności politycznej była tzw. Republika Tarnobrzeska, kiedy to w listopadzie 1918 roku wraz z por. Tomaszem Dąbalem na wiecu zwrócił się do chłopów z apelem o stworzenie własnej władzy i przeprowadzenie radykalnych reform społecznych.

Jeszcze innym przykładem jest postać ks. Izydora Kajetana Wysłoucha, który pod pseudonimem Antoni Szczech publikował wiele na temat roli Kościoła w walce o sprawiedliwszy świat. Nie był obojętny na krótkowzroczną, jego zdaniem, postawę katolickiego kleru wobec postawy, jaką przyjął, propagując konserwatyzm przynoszący obfite korzyści: „A przecież potęga Kościoła – nie w przyjaźni rządów i nie w przyjaźni możnych […]. Jego moc w potędze moralnej. Jego siła we wzniosłości nauki, w podniosłości czynów. Jego potęga w tym, by on, Kościół Chrystusowy, jaśniał jak słońce wśród ciemności świata. […] By ludzkość widziała, że to, co idzie stamtąd – to Boże, to wielkie, to święte, że w tym nic nie masz ludzkiego, nic z tego, co małe, co ziemskie, co egoistyczne”. W okresie rewolucji 1905 roku zakonnik uważał, w przeciwieństwie do większości katolickiego kleru, iż wrogiem ludzkości nie jest socjalizm, tylko niesprawiedliwość społeczna: „Tym wrogiem – niesprawiedliwość społeczna, krzywda milionów. I co za tym idzie – nienawiść milionów. […] Krzywda, co wygląda zewsząd i jest wszędzie; w mieście i po wsiach, po fabrykach i folwarkach, w pałacach i suterynach, warsztatach i pracowniach, wśród najmodniejszych ulic i zaułków nędzy. […] Ta krzywda milionów, ta niesprawiedliwość społeczna, ta nędza, co się wzmaga […]. Słowem – kwestia socjalna. Oto wróg – oto nieprzyjaciel. Z nim rozprawić się trzeba – tego wroga przemóc”.

Lewicy bliska jest idea katolickiego nauczania społecznego. To wręcz emanacja tego, co na lewicy nazywa się sprawiedliwością społeczną, a w katolickiej nauce społecznej – sprawiedliwością ekonomiczną. Co więcej, katolicka nauka społeczna podkreśla pozytywną rolę związków zawodowych, które tworzy się w celu ochrony własnych interesów.

Jednym z większych autorytetów Kościoła w XX wieku był ks. Jan Zieja, charyzmatyczny kaznodzieja, uczestnik wszystkich kampanii wojennych w tym wieku, kapelan Szarych Szeregów AK. Dziś widok błogosławienia przez niego Kuronia czy Michnika spotka się co najwyżej z szyderczym uśmiechem. Dziś jedynym bodaj środowiskiem, które stara się łączyć lewicowe idee społeczne z nauką Kościoła, jest środowisko skupione wokół pisma „Magazyn Kontakt”, redagowanego przez osoby związane z warszawskim Klubem Inteligencji Katolickiej.

Jedną z najważniejszych encyklik św. Jana Pawła II była „Laborem exercens” („Wykonując pracę”), ogłoszona w 90. rocznicę wydania encykliki „Rerum novarum” Leona XIII. Jeden z rozdziałów encykliki napisanej przez polskiego papieża ma tytuł „Solidarność ludzi pracy”. Jest to poniekąd emanacja nauki społecznej Kościoła, jakże bliskiej lewicy. Polski papież poddał w niej krytyce liberalny ustrój społeczno-gospodarczy, podkreślał jednocześnie pozytywną rolę związków zawodowych w dialogu społecznym. To ważne dziedzictwo Jana Pawła II jest dziś jednak kompletnie zapomniane. Po 1989 roku nie udało się w Polsce stworzyć lewicy, która odnosiłaby się do Kościoła i jego pozytywnej roli. To wina z pewnością poprzedniego systemu, który zawłaszczył sobie i upodlił takie pojęcia, jak „solidaryzm społeczny”, „sprawiedliwość społeczna” czy „socjalizm” w ogóle. Zabrakło również takiego dialogu i po stronie Kościoła, który po okresie władzy totalitarnej swoją rolę widział nie u boku wiernych, ale przede wszystkim u boku władzy. Ze szkodą dla wszystkich.

.Chrystus nie był członkiem żadnej partii politycznej, choć jest wielu takich, którzy chcieliby go widzieć w tej roli. Kościół nie może być lewicowy czy prawicowy; to anachronizm i swoisty oksymoron. To powinna być wspólnota wiernych, dla których głównym spoiwem jest Ewangelia. Jeden z głównych twórców teologii wyzwolenia, biskup Hélder Câmara, mówił: „Gdy daję biednym chleb, nazywają mnie świętym. Gdy pytam, dlaczego biedni nie mają chleba, nazywają mnie komunistą”.

Przemysław Prekiel
Tekst ukazał się w nr 15 miesięcznika opinii “Wszystko Co Najważniejsze” [LINK].

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam