Roland MASZKA: "Czas do szkoły, czyli obrazek z elementarza"

TSF Jazz Radio

Czas do szkoły, czyli obrazek z elementarza

Roland MASZKA

Polonista. Absolwent gedanistyki. Współautor podręczników szkolnych. Pasjonat teatru i tradycyjnej książki, siebie zalicza do epoki Gutenberga. Inicjator dobrych praktyk w szkole.

zobacz inne teksty autora

Mała dziewczynka w czerwonym sweterku siedzi na wersalce z epoki. Głaszcze psa. Pies podaje jej łapę. To chyba moment pożegnania, bo na zegarze stojącym powyżej we wnęce meblościanki, jakie starsi pamiętają ze złotych lat siedemdziesiątych, a młodsi mogą obejrzeć czasem w domu dziadków, jest wpół do ósmej.

DSCN3931

.Zaraz trzeba będzie wyjść do szkoły – o czym przypomina teczka oparta o nogę stołu, umieszczona na pierwszym planie chyba po to, by nadać tej scence jednoznaczną treść. Stół zaraz zostanie nakryty przez mamę dziewczynki, która właśnie wchodzi do jasnego pokoju, niosąc tacę ze śniadaniem. Nie wiemy, co jest w dzbanku i co leży obok na tacy, bo przymglona faktura rysunku uniemożliwia dokładne rozpoznanie i pozbawia widza doznań zapachowych. Tu można pospekulować. Z własnego dzieciństwa pamiętam poranny posiłek przed szkołą: dzbanek kakao i bułkę z żółtym serem. Może to będzie śniadanie bohaterki obrazka? Później pod koniec lat siedemdziesiątych i tego kakao zacznie brakować, nie będzie również cukru, ale chrupiące bułeczki pozostaną nadal…

Tymczasem na rzeczonej ilustracji czasy niedostatku jeszcze nie nadeszły. Matka jest uśmiechnięta, taca ze śniadaniem za chwilę znajdzie się na stole, na którym stoją również świeże kwiaty, obok cukierniczki pełnej cukru… Bo mama dziewczynki dba o dom. To widać. Pokoik, urządzony funkcjonalnie i przyjemnie, jest chyba rodzinnym „salonem” jakiegoś M-2 lub M-3, jakich wiele budowano w czasach, gdy w szkołach nie było jeszcze dyslektyków, a dzieci w fartuszkach z białymi kołnierzykami nie nosiły dziesięciokilogramowych tornistrów z książkami.

W meblościance na całej długości poukładano książki – widomy znak, że w tym domu się czyta. Dziś powiedzielibyśmy: tu się czyta – nie tylko ogląda.

Bo w pokoju znajduje się również telewizor. Kilkunastocalowy kineskopowy odbiornik, jakich już nie pamiętamy.

Wtedy czytało się więcej, oglądało się mniej; programy telewizyjne były dwa! Informacje zawsze przejrzyste. Wiadomo było – kto dobry, a kto zły. Nawet w filmach kryminalnych, jak w baśni – dobro nagradzano, zło potępiano, a krew nie rzucała się w oczy tak naturalistycznie, jak to bywa obecnie. Słowo powstrzymywano, gdy zbliżało się do granicy dopuszczalności… W takim biało-czarnym świecie literatura zapewniała jakąś gamę odcieni…

Ale dziewczynka w omawianej scence nie czyta, nie zauważa wchodzącej kobiety, zajęta jest psem. Jest to po prostu pies – nie shih tzu, cavalier, york, golden retriever albo amstaff. To zwykły kundel, który jak pamiętamy jest jej przyjacielem.

Ala i As…

.Klasyka i nostalgia, i… lekcja, jakiej współczesnym odbiorcom Elementarza Falskiego udziela ilustrator ostatniego wydania książki – Janusz Grabiański. Piszę o tej ilustracji, ponieważ jest w niej coś pogodnego, coś, co widzowi przeglądającemu starą książkę „ociepla” czasy, które przecież takie ciepłe nie były. Ale w rysunku z dawnego elementarza jest ładunek optymizmu, a w kresce tworzącej obrazek i jego barwach wyraz jakiejś radości z tego, że chodzi się do szkoły i do pracy i można rano czy po lekcjach podać dziecku posiłek. Jest to uśmiech w kierunku i domu, i szkoły…

Uśmiech – coś, co tak potrzebne jest nam wszystkim zajmującym się edukacją.

Dawny elementarz, kamuflując wszystkie niedomogi rzeczywistości, potrafił jednak wydobyć z niej to, co było w niej wartościowe i pozytywne. Wiele, oczywiście, zależało od odczytania… Czasy, kiedy każdy miał pracę, wracał o piętnastej do wspólnego obiadu, a dziecko z kluczem na szyi mogło przewędrować pół miasta i nic się nie działo – minęły. Minęły również czasy, kiedy matka, zapomniawszy o czymś, zostawiała kartkę z informacją dla dziecka i wtykała ją za ramę w lustrze w przedpokoju lub pozostawiała na kuchennym stole.

Świat bez esemesów miał swój urok, tak jak ma go dawny obrazek. Ale ta rodzajowa scenka proponowana przez Grabiańskiego może wydać się zajmująca nauczycielom, którzy sami byli wtedy w roli Ali… Czy mogłaby zainteresować współczesne dziecko?

.Może minęły już czasy ilustracji, na których nic się nie dzieje – prócz tego, że dziewczynka głaszcze psa. Może minęły już czasy, gdy dziecko potrafiło koncentrować się na obrazie dłużej niż pięć minut.

Zrzut ekranu 2015-08-20 (godz. 17.26.46)

Uśmiecham się. W szkole uśmiech potrzebny jest na co dzień, właściwie bez niego nie istnieją poprawne relacje. Trzeba umieć się uśmiechnąć. Wiele zależy od twarzy! To widać na ilustracji do współczesnego elementarza. Niewtajemniczeni widzą tylko uśmiechającą się nauczycielkę, która prowadzi lekcję. W ogóle wszyscy są uśmiechnięci i zadowoleni… Nic dziwnego, pani przydzieliła zadania, dzieci pracują chętnie, a pani kieruje pracą… Proces nauczania trwa.

Bardziej dociekliwy obserwator zauważy, że praca odbywa się w grupach. To już nie zwykła lekcja z dwuosobowymi ławkami w szeregach, jak w szkole, którą pamięta każdy. Tu stoliki zestawiono, tworząc kilkuosobowe zespoły, z których każdy zajmuje się czym innym – a nie wszyscy tym samym. Choć porozkładane swobodnie pędzle, farby i inne przybory sugerują, że dzieci wykonują jakąś pracę plastyczną wokół omawianego tematu.

To nauczanie zintegrowane. Dwóch małych chłopców być może bardziej żywych, bawi cię klockami, nie przeszkadzając w ten sposób innym – może to nagroda za właściwe zachowanie? A może ich manualne umiejętności nie są jeszcze tak precyzyjne. Bo jak wiemy, dysproporcje rozwojowe dzieci w pierwszej klasie są dość znaczne. Za nimi regał, na którym porządnie poukładane zabawki świadczą, że pani panuje nad sytuacją. Przy jednym ze stolików dziewczynka na wózku inwalidzkim słucha z uśmiechem wskazówek stojącej koleżanki. A może to niepełnosprawne dziecko tłumaczy coś stojącej dziewczynce? Zatem klasa integracyjna.

Bo w nowoczesnym nurcie edukacji to norma. Wśród dzieci dostrzeżemy również dziewczynkę o ciemniejszej skórze – przejaw jak zmienia się nasza rzeczywistość. Na stole nauczycielki otwarty notebook – znak nowoczesności w szkole, i tradycyjny dziennik… W głębi na półce stoją przyrządy „naukowe” do doświadczeń i konewka. To pewnie kącik przyrodniczy. Widać w klasie jest sekcja ogrodników, dbająca o klasowe rośliny. A może podlewają je dyżurni? Ilustracja wyraża aktywność wszystkich uczestników lekcji. O zabawie w króla ciszy czy dłoniach na blacie nie ma mowy!

Koniec wakacji siłą rzeczy przywołuje rozważanie nad szkołą. Każdy przecież do niej chodził albo chodzić będzie. Jedna z moich koleżanek zamówiła sobie Elementarz Falskiego, wspominała, że w tamtym czasie dzieci z dumą nosiły przyszyte do fartuszków tarcze szkoły i odznaki za wzorową naukę, być może i ona w tym czasie była wzorową uczennicą. Elementarz chciała po prostu mieć. Elementarz wydany współcześnie nie ze względu na wartość merytoryczną, ale sentymentalną. Być może trzymając tę książkę, wspomina czasy, kiedy sama była uczennicą, być może chciałaby zachować w ten sposób część świata, który odszedł bezpowrotnie. Bo dziecko współczesne jest jednak zupełnie innym dzieckiem, niż to które chodziło do tysiąclatki i na fartuszku miało czerwony emblemat wzorowego ucznia…

Roland Maszka

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam