Wszystko Co Najważniejsze

Węgierski tygrys. Victor Orbán a zachodnie media

Brytyjski pisarz węgierskiego pochodzenia, przez kilka lat korespondent prasy brytyjskiej na Węgrzech, jego powieść "Pod żabą" była nominowana do nagrody Bookera (wyd. polskie 2002).

Na międzynarodowej konferencji prasowej dzień po wyborach 2014 roku Orbán zaczął mówić po angielsku, po czym ogłosił, że skoro jest węgierskim premierem na Węgrzech, to będzie kontynuował w języku węgierskim. Może był po prostu zmęczony, ale może chciał na coś zwrócić uwagę. Mianowicie na to, że większość zgromadzonych dziennikarzy nie zrozumie go, bo nie byliby w stanie po węgiersku zamówić nawet piwa, o poradzeniu sobie z konferencją prasową nie wspominając.

Jeżeli można o kimś powiedzieć, że międzynarodowa prasa przypieprza się do niego, to na pewno o Orbánie.

.Węgry nikogo tak naprawdę nie interesują. Dorastając w Wielkiej Brytanii, przyzwyczaiłem się do zdjęć i filmów duńskiego ministra spraw zagranicznych albo słowackiego bobsleisty podpisanych jako premier Węgier. Budapeszt i Bukareszt rzeczywiście brzmią podobnie.

Węgry nikogo tak naprawdę nie interesują. W porządku. Nie trzeba zwracać uwagi na Węgry. Naprawdę nikt nie wymaga od nie-Węgrów, żeby znali węgierską historię, czy obecną sytuację. Ale ci, którzy nie zwracają uwagi, nie powinni udawać, że to robią.

Amerykanie czy Brytyjczycy uznaliby za absurd, gdyby jakiś Węgier, który nie mówi słowa po angielsku, spędził weekend w ich kraju i zaczął perorować o Amerykanach czy Brytyjczykach.

Dokładnie tego typu protekcjonalność okazują amerykańscy, brytyjscy, niemieccy i francuscy dziennikarze w stosunku do Orbána i Węgier. Prywatnie, gdy są wkurzeni, przyznają, jak mało wiedzą, jak niesamowite bzdury propagują (często nieświadomie). Ale publicznie tego nie powiedzą.

.Większość czytelników nie ma pojęcia, jak słabi są dzien­nikarze, bo brytyjscy dziennikarze robią przyzwoitą robotę, gdy idzie o Wielką Brytanię, amerykańscy dziennikarze robią przyzwoitą robotę, gdy chodzi o Stany, ponieważ tam żyją. Zacząłem pogardzać większością dziennikarzy właśnie z powodu ich nieuczciwości i wcale nie mówię tu o tabloidach, podsłuchiwaniu telefonów, zbirach trzymających nogę w drzwiach spod znaku czerwonych nagłówków, bo oni od dawna byli przedmiotem pogardy i satyry.

Mówię o tych, którzy uważają się za głębokich wyrafinowanych myślicieli kształtujących świat.

Trzy lata temu brałem udział w konferencji prasowej w Londynie, gdy wicepremier Tibor Navracsics miał ciężką przeprawę z qualities na temat nowej konstytucji Węgier. Dziennikarze byli oburzeni, że Węgry przestały być republiką (co po prostu jest nieprawdą, to całkowity fałsz, co można po prostu przeczytać czarno na białym w nowej konstytucji, jeśli tylko ktoś umie czytać). Wyśmiewali odniesienia do korony świętego Stefana (pierwszego króla Węgier), jakby była jakimś afrykańskim fetyszem.

I to wszystko ze strony dziennikarzy brytyjskich, dziennikarzy z kraju, który nie ma pisanej konstytucji, państwa, którego głowa wywodzi się z erekcji, a nie elekcji, gdzie portowi złoczyńcy są ścigani przez Koronę. Czytasz literaturę i czujesz, że zasadniczo zajmuje się przeszłością, ale jest ponadczasowa. Nie wierzyłem Swiftowi i jego opowieści o sprzysiężeniu osłów, ale to prawda. Po prostu nie mogłem uwierzyć, że istnieje tak wielu osłów i że pracują oni w mediach.

Relacje medialne są jednostronne i hołdują podwójnym standardom. To ciekawe, jak bardzo skrajna prawica ekscytuje autorów komentarzy. Marine Le Pen, Geert Wilders wywołują bezustanne pomstowanie, ale nikt nie uważa za dziwne, że były maoista José Manuel Barroso jest przewodniczącym Komisji Europejskiej lub że Parlament Europejski jest zaśmiecony skrajnie lewicowymi szczątkami.

Albo weźmy kwestię Romów. To dziwne, jak selektywne jest zewnętrzne zainteresowanie sprawami porządku publicznego na Węgrzech. Jeśli Rom zostanie dźgnięty nożem przez nie-Roma w Brukseli następuje bicie się w piersi, Amnesty International zakłada kartotekę, a publicyści gniewnie pochylają się nad niesprawiedliwością. Jeśli Rom dźgnie nie-Roma nie budzi to żadnego zainteresowania, nie ma pochylania się, nie ma ćwiczeń na siłowni sumienia. Dlaczego?

Mój ulubiony fałsz na temat Węgrzech to artykuł „Financial Timesa” sprzed wielu lat, o tym, jak Rezső Nyersa wybrano na stanowisko premiera. Nie wybrano. To prawda, wszyscy oczekiwali, że zostanie premierem, ale nie został. „Financial Times” nadal pozostaje fabryką fikcji, jeśli chodzi o Węgry.

Ataki na Orbána są prowadzone według znajomego schematu. Nie jest skrajnie prawicowy, ale nie robi wystarczająco wiele w tych sprawach. A teraz użyj Miklósa Horthy’ego. Horthy stał się kolejnym toposem, kolejnym nieodzownym składnikiem artykułów o Węgrzech.

Admirał Horthy, regent Węgier w okresie 1920-1944, jest jedną z najdziwniejszych postaci węgierskiej historii (admirał w kraju bez dostępu do morza i regent bez króla, możecie sobie wyobrazić te żarty).

Leniwi, niedouczeni dziennikarze zazwyczaj mówią o nim jako o faszystowskim dyktatorze, powtarzając to za komunistyczną propagandą. Jeśli zwróci się im uwagę, że nie był faszystą ani dyktatorem, standardową dyskredytującą łatką staje się „sprzymierzeniec Hitlera” lub „sojusznik nazistowskich Niemiec”, czyli mniej więcej wracamy do idei, że był faszystowskim dyktatorem.

Dziedzictwo Horthy’ego to bardzo skomplikowana sprawa. Jeśli spojrzeć na mapę z 1939 roku – po jednej stronie Hitler, po drugiej Stalin – to opcje nie były bardzo atrakcyjne. W różnych momentach również Wielka Brytania, Francja, ZSRR i Polska stały po stronie Hitlera. Horthy nie był jedynym, który uważał, że można by zrobić deal z Adolfem, ale zakazał działalności Węgierskiej Partii Nazistowskiej i aresztował jej lidera, Szálasiego.

Niemcy ostatecznie zaczęli okupować Węgry w roku 1944 i wtedy też zaczęły się deportacje do Auschwitz. Arbeit macht frei to fraza po niemiecku, nie po węgiersku. Goebbels ubolewał, że Horthy jest „prożydowski”, a Horthy w swoich pamiętnikach twierdzi, że gdyby miał w czasie ostatniego spotkania z Hitlerem swoją broń osobistą, to by go zastrzelił.

Chciałbym również przypomnieć tym amerykańskim i brytyjskim dziennikarzom, którzy szydzą z Węgier Horthy’ego, że w latach 30-tych Wielkiej Brytanii i USA daleko było do doskonałej sprawiedliwości społecznej. Wielka Brytania miała, patrzcie Państwo, imperium, a na południu USA czarne chłopaki zwisały z drzew.

* * *

.Czy Orbán zmienił się od czasów, gdy nosił brodę?

Trochę smutno patrzeć, jak bojownik o wolność ściska dłonie Putinowi, Chińczykom, Saudyjczykom. Ale taka jest robota premiera. Orbán dla wyborcy wart jest swojej ceny, sam szlachtuje własne świnie i nie jest nadwrażliwy na realpolitik.

Spotkał także Boga, co było zaskoczeniem dla znających go w tamtych latach. Nie pada w amerykańskim stylu na kolana śpiewając alleluja, ale naprawdę chodzi do kościoła. Jest kalwinistą, ale jego żona jest gorliwą katoliczką. To prawie jak jakaś średniowieczna dynastia, która łagodzi schizmę dzielącą ludność kraju.

Jego wybór ma swoją logikę. Kościół katolicki strasznie poluzował koloratkę w okresie komunizmu. Jezuitów wygnano i chociaż było trochę niezłomnych, to hierarchia katolicka nie okryła się chwałą. To nie Polska.

Tylko milion Węgrów należy do Kościoła Reformowanego, lecz z powodów, które według mnie nie mają wielkiego sensu, Debreczyn jest często nazywany kalwińskim Rzymem (czy to na pewno przemyślana analogia?). Kalwinizm jest po prostu twardszy. Bardziej w jego stylu są gołe pięści, odmowa, siedmiogrodzkość (czyli twardość), otwarte starcie, włosienica, cios z byka, jazda po bandzie, postawa „nie ma się co gapić”. Po prostu jest twardszy.

W ciemnej dolinie kalwini niczego się nie boją, bo są kalwinami. Ks. László Tőkés, który obalił reżim Ceauşescu w Rumunii? Kalwiński pastor. Kiedyś w starych złych czasach odwiedziłem kalwińskiego pastora w Siedmiogrodzie. Daleki był od oczarowania gościem z Wielkiej Bytanii i zrugał mnie za mój słaby węgierski i ogólnie za bycie chojrakiem mocnym w gębie.

Słowem, wybór tej religii przez Orbána nie zaskakuje. Zaskakuje to, że jakąś wybrał.

* * *

.W 1453 roku był inny Orbán, który zdemolował wcześniejszą epokę. Nie jest pewne, czy był Węgrem, ale jego zachowanie sugeruje, że nim był. Udał się on do bizantyjskiego cesarza Konstantyna XI i zaproponował zbudowanie superarmaty. Cesarz najwyraźniej nie miał gotówki. Więc Orbán udał się do tureckiego sułtana i powiedział mu, że może zbudować superarmatę, która przebije dotąd niezdobyte mury Konstantynopola. Sułtan wysupłał coś z portfela i dnia 29 maja 1453 roku Konstantynopol został zdobyty przez Turków. Był to koniec długo istniejącego Cesarstwa Rzymskiego, a dla niektórych historyków również koniec średniowiecza.

Trudno wytłumaczyć tym, którzy nie są zainteresowani, jak bardzo nie do pobicia jest Orbán. Był kiedyś wielki węgierski bokser László Papp, o którym najprawdopodobniej nie słyszeliście, o ile nie jesteście zatwardziałymi miłośnikami boksu. Są tacy, którzy uważają go za największego pięściarza wszechczasów, bo nigdy nie przegrał walki, nigdy (pamiętajcie, że Ali kilka przegrał). Zwykle nokautował przeciwnika w pierwszej rundzie. Komuniści nie pozwolili, żeby zrobił karierę w zawodowym boksie, ale zdobył złote medale na trzech kolejnych igrzyskach olimpijskich. Papp był niskiego wzrostu.

Lista postaci z prawicy i lewicy, które podjęły walkę z Orbánem jest długa (nie będę ich wymieniać, bo prawdopodobnie nie obchodzą was węgierscy politycy, ostatecznie nie obchodzą oni nawet większości Węgrów). Większość z nich była bystra i miała poparcie, ale jeden po drugim kończyli politycznie martwi (nawet pewien brytyjski poseł, Denis MacShane, który napisał niedoinformowany artykuł w „Newsweeku”, skończył w więzieniu). Orbán trzyma swoich przyjaciół blisko przy sobie, a swoich wrogów zawekowanych na półce.przekraczaja%cc%a8c-uprzedzenia-i-entuzjazm-przod

.Unia Europejska rzeczywiście przyszła po Orbána. A nie jest on znany z tego, że przebacza, czy nadstawia drugi policzek. Nie myślę, żeby doszedł do tej strony w Biblii. Ma teraz kolejne cztery lata na grę i na miejscu unijnego aparatu zacząłbym się martwić.

Tibor Fischer
Fragment książki „Przekraczając uprzedzenia i entuzjazm. Druga kadencja Viktora Orbána”, pod redakcją Johna O’Sullivana i Kálmána Póczy, wyd. Ośrodek Myśli Politycznej, Danube Institute. POLECAMY: [LINK]

 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.
11 stycznia 2017 / Fot.Shutterstock