Tomasz ŁABUSZEWSKI: Ukradzione dzieciństwo

Ukradzione dzieciństwo

Photo of Tomasz ŁABUSZEWSKI

Tomasz ŁABUSZEWSKI

Historyk, doktor nauk humanistycznych ISP PAN. Współpracownik Archiwum Wschodniego, Ośrodka Karta, Fundacji Polski Podziemnej 1939–1945. Badacz podziemia niepodległościowego lat II wojny światowej i okresu powojennego.

Album “Ukradzione dzieciństwo. Stolen Childhood” opowiada historię najbardziej bezbronnej kategorii polskich ofiar II wojny światowej – czyli dzieci. Nie jest to jednak opowieść jednowymiarowa, sprowadzająca rolę najmłodszego pokolenia wyłącznie do kategorii ofiar. Nawet one miały bowiem szansę na zajęcie różnych postaw wobec tak dramatycznych zdarzeń. Jest to więc zarówno opowieść o młodocianych obrońcach, którzy w miarę swoich możliwości starali się włączyć w walkę o wolność Polski, opowieść o niemych świadkach tamtych tragicznych wydarzeń, opowieść o oszukanych, którzy zachłysnęli się i dali się uwieść dwiema totalitarnymi ideologiami, jak i wreszcie opowieść o ofiarach – znaczonych blisko 2 milionami grobów. Historia tych dzieci nie kończy się jednak wraz z ostatnimi wystrzałami II wojny światowej. Ich wspólne i różnorodne doświadczenia z lat 1939–1945 spotykają się w jednej kategorii okaleczonych – dzieci, którym ukradziono dzieciństwo, dając w zamian śmierć, ból i cierpienie, z którymi musiały nauczyć się żyć przed długie powojenne lata i które bezwiednie przekazały nam w spadku”


.Doświadczenia lat wojny i okupacji, tego ukradzionego dzieciństwa, odcisnęły na młodzieży i dzieciach polskich niezatarte piętno. Półtora miliona, czyli około 22 proc. spośród nich, zostało półsierotami lub sierotami. Według niepełnych i z pewnością niedoszacowanych danych 320 tys. wymagało natychmiastowej opieki medycznej, w tym psychiatrycznej i psychologicznej, której w większości nigdy jednak nie otrzymały. Stan ten ówcześni specjaliści określali wprost mianem klęski elementarnej. Co więcej, masowe represje komunistycznego aparatu bezpieczeństwa, które w pierwszej powojennej dekadzie objęły ponad milion Polaków, z pewnością przyczyniły się do narastania tego problemu. 50 tys. ofiar po stronie niepodległościowej i około 25 tys. po stronie reżimowej – komunistycznej oznaczało w praktyce kilkadziesiąt tysięcy sierot więcej, nie mówiąc o obecnych w przestrzeni publicznej strachu i niepewności. W wielu regionach wschodniej Polski widok trupów był dla dzieci taką samą codziennością jak konik na biegunach dla ich rówieśników z Europy Zachodniej.

Jeden z konspiratorów współpracujących na początku lat pięćdziesiątych z poakowskim oddziałem mjr. Jana Tabortowskiego „Bruzdy” (b. inspektora łomżyńskiego AK­AKO­WiN) kilka lat po wojnie wspominał: „Tam krowy ogólnie pasie się na tych łąkach na torfowisku [okolice Radziłowa]. I dzieci, pasąc te krowy, patrzą, świeże kępy trawy leżą odłożone, więc zaczęły grzebać i wygrzebały człowieka. Posadzili tego chłopa, obłożyli go kępami, tam czapka jeszcze obok leżała nieschowana, to czapkę założyli na niego i tak się bawili”.

W jakiś czas potem wyglądałem znów oknem i widziałem więźniów, a między nimi mojego ojca, ładowanych do samochodów. Więźniowie mieli obandażowane usta, ręce związane do tyłu, a Ukraińcy prowadzili, a właściwie wlekli po desce – pomoście między samochodem a wyjściem i sadzali ich pod burtą samochodu. Ludzie byli jak odurzeni. Ojciec był trzeci lub czwarty z brzegu samochodu i tak jak go posadzili bokiem, tak został w tej pozycji. Zacząłem krzyczeć, koledzy ściągnęli mnie z okna i w tej chwili zaczęli Niemcy strzelać do okien. Potem była inspekcja, kto wyglądał, ale nikt mnie nie wydał. Dostałem szoku i straciłem władzę w nogach, na apelu wieczornym koledzy trzymali mnie pod ramiona, bym mógł stać.

Relacja 15­-letniego Grzegorza W. z pobytu na Pawiaku w Warszawie

Zjawiskiem łączącym większość „Obrońców”, „Obserwatorów”, a zwłaszcza „Ofiar” był występujący u nich masowo syndrom sieroctwa wojennego.  Wywołały go nie tylko działania zbrojne z lat 1939 oraz 1944–1945, celowe akcje represyjne ze strony obydwu okupantów, lecz także tragiczne warunki życia: wszechogarniająca bieda, głód, brak opieki lekarskiej, domu, prowadzące do stałego zagrożenia śmiercią.

Udziałem całego pokolenia stał się też stres traumatyczny zwany kompleksem wojennym, objawiający się poczuciem osamotnienia, brakiem oparcia w rodzinie i najbliższym środowisku, zmianami osobowościowymi (poczuciem winy wobec tych, którzy zginęli, nienawiścią do wrogów, skłonnością do płaczu, nadmierną drażliwością, stanami lękowymi, egoizmem, otępieniem uczuciowym, onieśmieleniem i brakiem zaufania wobec obcych), zaburzeniami w rozwoju fizycznym, chorobami, kalectwem, agresją, a nawet okrucieństwem. Towarzyszyły jemu często postawy aspołeczne – trudności w dostosowaniu się do reguł prawnych, alkoholizm, skłonność do czynów przestępczych (złodziejstwa, oszustwa). 

Poważniejsze konsekwencje niosły ze sobą doświadczenia obozowe ponad 50-tysięcznej rzeszy dzieci – więźniów obozów koncentracyjnych, aresztów i obozów pracy, definiowane jako KZ-syndrom. Prowadziły one do opóźnienia rozwoju intelektualnego i związanych z tym kłopotów w zdobyciu wykształcenia, chorób psychicznych (depresji, nerwic), braku umiejętności wyrażania emocji, trudności z założeniem rodziny i wychowaniem dzieci, wysokiej umieralności.

Tożsamą w zakresie głębokości urazów z tym syndromem była trauma dzieci Holokaustu, towarzysząca ocalałym polskim dzieciom pochodzenia żydowskiego. Doświadczenia Zagłady prowadziły często do bezpowrotnego załamania się u nich systemu wartości, ciężkich urazów psychicznych – rozdwojenia osobowości, poczucia braku akceptacji, depresji, nerwic. 18 tys. dzieci ewakuowanych z Rosji sowieckiej i rozproszonych po całym świecie (spośród blisko 400 tys.) musiało z kolei zmagać się z syndromem tułaczym. Charakteryzowały go: przedwczesna dojrzałość, nadwrażliwość, brak zrównoważenia emocjonalnego, poczucie zagubienia, onieśmielenia, osamotnienia, silna nostalgia prowadząca niejednokrotnie do chorób psychicznych.

Trwałość wszystkich wspomnianych syndromów okazała się niestety bardzo silna. Pokolenie „zniewolonych” przez wojnę polskich dzieci bezwiednie przekazało je swoim następcom – tworząc transgeneracyjną transmisję traumy wojennej.

Ukradzione dzieciństwo. Stolen - okładka książki

.Wypada w tym miejscu zadać pytanie o prawdziwe powody wyborów przez polskie dzieci rodzajów zabaw (zwłaszcza przez chłopców) – np. w wojnę, o nawyki gromadzenia zapasów jedzenia, suszenia sucharów – tak na wszelki wypadek. Może okazać się bowiem, iż nieświadomie niejeden z nas żyje z ową traumą wojenną po dziś dzień.

Tomasz Łabuszewski
Fragment książki, “Ukradzione dzieciństwo. Stolen Childhood”, wyd. Instytutu Pamięci Narodowej [LINK]

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 16 października 2022