Tomasz URYNOWICZ: Rysy na pomniku.Brak wotum zaufania dla Jacka Majchrowskiego

Rysy na pomniku.
Brak wotum zaufania dla Jacka Majchrowskiego

Photo of Tomasz URYNOWICZ

Tomasz URYNOWICZ

Krakowianin, samorządowiec, urzędnik, politolog i polityk. Od 1998 r. radny na różnych szczeblach samorządu: od radnego dzielnicy po wicemarszałka województwa. Fan Springsteena i starych zdjęć.

zobacz inne teksty Autora

Krakowscy radni, mimo że ubiegłoroczny budżet miasta został zrealizowany poprawnie, odmówili prezydentowi Jackowi Majchrowskiemu wotum zaufania. Im bliżej wyborów samorządowych, tym mniej zaufania do urzędującego przez dziesięciolecia prezydenta – pisze Tomasz URYNOWICZ

Przed Krakowem najtrudniejszy rok w tej kadencji. Rok trudnych decyzji. Blisko 1/3 samorządów może wpaść w tarapaty finansowe. Szalejąca inflacja wymusi podwyżki miejskich usług. Samorządy realnie tracą. Nastroje mieszkańców będą się pogarszać. To nałoży się na rozchwiane emocje zbliżającego się wyborczego maratonu. W tym ostatnim, a zarazem najtrudniejszym roku tej kadencji, Jacek Majchrowski pozostał sam i nie może być pewny dotychczasowych partnerów. Tak, z tego powodu prezydent Krakowa może się denerwować i czuć zawiedziony.

Ale pozostałe powody, które doprowadziły do takiego rozstrzygnięcia w radzie miasta i brak wotum zaufania dla prezydenta Jacka Majchrowskiego, nie mogą zaskakiwać. Z ciekawością czytałem wypowiedzi przedstawicieli klubów radnych na temat absolutorium na łamach magistrackiego dwutygodnika „Kraków”, zazwyczaj koncentrującego się na propagowaniu sukcesów prezydenta Krakowa.

Zgadzam się z podnoszonymi zarzutami wobec Jacka Majchrowskiego. Szczególnie z konkretnymi zarzutami, na przykład dotyczącymi niedostatecznej realizacji inwestycji, zwłaszcza tych kluczowych, niewykorzystania środków na budowę chodników czy ścieżek rowerowych, a przede wszystkim rosnącego zadłużenia miasta, które wynosi już 4,2 mld zł. Dodałbym do nich jeden, ale fundamentalny zarzut: brak wizji rozwojowej miasta.

Dwa największe kluby w radzie miasta chciały się od prezydenta zdystansować. PiS i PO, ich kluby radnych i cała struktura partyjna myślami są już daleko poza salą obrad rady i skupiają się na politycznych celach 2023 r. Wiemy, że wybory samorządowe odbędą się na wiosnę 2024 r., ale to najbliższe wybory parlamentarne elektryzują partyjno-samorządowych działaczy. To w wyniku wyborów parlamentarnych wykują się samorządowe scenariusze, układy – wszystko rozstrzygnie wewnątrzpartyjna rywalizacja. To wynik tych wyborów zadecyduje, jak poukłada się nasza mała, lokalna, krakowska scena polityczna. I nie ma się co obrażać na „partyjność” samorządowych działań, bo w jakimś sensie normalizuje i profesjonalizuje ona lokalne podwórko, ale przede wszystkim tak naturalnie ewaluuje nasze życie polityczne.

To już też oczywiste, że środowisko krakowskiej Platformy Obywatelskiej dorosło do tego, by wreszcie wybory na prezydenta miasta potraktować poważnie, a nie tak jak do tej pory. To też nie efekt zwykłej politycznej kalkulacji, liczenia na rosnące poparcie dla tej partii, ale w jakimś sensie ambicja generacyjna. Do niedawna młodzi i za młodzi krakowscy działacze i radni z biegiem lat stali się dojrzalsi i starsi i teraz mogą walczyć o większe stawki. Teraz nie muszą statystować.

A że przy okazji czas nie omijał także prezydenta Jacka Majchrowskiego… W ostatnich wyborach prezydent zapraszający PO do wspólnego komitetu wykorzystał fakt, że był to czas największego kryzysu, w jakim znalazła się PO, a przede wszystkim skorzystał na jej rywalizacji z PiS-em, prezentując swój komitet jako jedną listę wszystkich „przyzwoitych, antypisowskich, prodemokratycznych, samorządowych” itd., itp. A reprezentantka z PiS w walce o najważniejszy fotel w mieście była poważna i silna.

W roku 2024 powróci ta wielka bitwa polityczna o Kraków. Dla obu największych partii zdobycie Krakowa będzie celem nr 1 (nie 2, bo wyścig o Warszawę wydaje się przesądzony). PiS i PO staną do boju z całym swoim aparatem, środkami finansowymi i ze swoimi kandydatami na najważniejszy urząd w mieście, chociaż pewnie nawet nie wiedzą jeszcze, kim owi kandydaci będą. Dlatego dziś obie partie, i PO, i PiS – każda na swój sposób i w różnych wymiarach współpracujące z prezydentem – postanowiły się od niego zdystansować. Bez względu na to, czy ich członkowie głosowali przeciw, czy się wstrzymali, efekt jest taki, że Jacek Majchrowski nie zdobył wotum zaufania.

Dla PO najlepiej byłoby, gdyby PiS poparł prezydenta i ujawnił się jako jego koalicjant i zaplecze. Skoro prezydent współpracuje z PiS-owskim marszałkiem, ministrami, posłami, a nawet jest szczodry dla radnych PiS-u (tych samych, którzy później głosują przeciw wotum zaufania), to dlaczego ta współpraca nie może być wprost potwierdzona?! Jakie byłoby to piękne otwarcie kampanii PO. Jasny podział: demokraci kontra zły Jacek Majchrowski pod rękę z PiS. Nie wyszło. Zdenerwowany prezydent udzielił już kilku wywiadów i w swoim stylu wyraził niezadowolenie.

Ale przy okazji warto zapytać, jak to jest z tą współpracą prezydenta z PiS? Majchrowski współpracuje z nimi, bo lubi, czy dlatego, że akurat to PiS rządzi? Raczej to drugie, ale pierwszego z wrodzonej złośliwości nie wykluczę. I właśnie dlatego, że jednak to PiS rządzi, Platforma po swojej wolcie raczej może spać spokojnie. Bo… w 2023 r. są właśnie wybory parlamentarne, a jeśli wierzyć sondażom, PiS może oddać władzę opozycji, gdzie poczesną rolę odegra Platforma właśnie. I z nową władzą też trzeba będzie się jakoś ułożyć, kto wie, może któryś z nielubianych przez prezydenta radnych przesiądzie się do fotela poselskiego? PO przy władzy znów będzie atrakcyjna i dla każdego włodarza samorządowego bezcenna.

Polityka. Tak jest po prostu, nie trzeba się na to obruszać. Dlatego rzucenie rękawicy Majchrowskiemu przez PO, o ile można było uznać za widowiskowe, to jednak obnaża także brak pomysłu na to, co dalej.

Najbliższe wybory samorządowe obie strony politycznego sporu ustawiają jako bitwę o Polskę. Nie podoba mi się tak wysoka polaryzacja, ale muszę brać taki scenariusz pod uwagę. Czy emocje przetrwają do wyborów samorządowych? Uważam, że tak, bo będą tym zainteresowani obaj duzi gracze. Do tego Kraków, jak pokazują wyniki wyborów, niemrawo z tego duopolu chce wychodzić. Dalsza polaryzacja może doprowadzić do sytuacji, w której w Krakowie osamotniony Jacek Majchrowski będzie miał nie tylko małe szanse na ostateczne zwycięstwo, ale może nawet na wejście do drugiej tury wyborów. Dotyczy to zresztą także innych, tzw. zależnych lub niezależnych kandydatów.

Ale przecież może być jeden wspólny kandydat opozycji, nie musi być nim polityk Platformy, równie dobrze może to być więcej kandydatów, a na końcu, kto wie, może być i obecny prezydent. Stąd też ogłaszanie sukcesu przez Platformę w emancypowaniu się od prof. Jacka Majchrowskiego jest zdecydowanie przedwczesne.

.Dla obecnego prezydenta Krakowa wartość ma także jego legenda, a jej finał w przypadku niekorzystnych rozstrzygnięć w 2023 r. może być inny, niż chciałby sam profesor… Czyli może być ciekawie, ale też i po krakowsku nudno. Rozpoczyna się nowy sezon polityczny.

Tomasz Urynowicz

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 1 lipca 2022
Fot. Lidia NIZIOŁ / ArtService / Forum