
Martwe dusze. Ostatnie miesiące PZPR
Kwestia dalszego istnienia Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR), a dokładniej – jej rozwiązania, miała pojawić się wśród członków kierownictwa partyjno-rządowego już następnego dnia po pierwszej turze wyborów, tj. w poniedziałek rano 5 czerwca – pisze Andrzej BOBOLI
.Taki pomysł miał paść w gabinecie premiera Mieczysława Rakowskiego, według słów jednego z uczestników tego spotkania, czyli Leszka Millera (w domyśle był jednym ze współpomysłodawców): „Po tylu latach działania PZPR wydawało się to zupełnym nieprawdopodobieństwem, ale pomału zaczęliśmy się z tą myślą oswajać”.
Co ciekawe, pozostali biorący udział w tym zebraniu oprócz Rakowskiego, tj. Aleksander Kwaśniewski, Jerzy Urban i Ireneusz Sekuła nie wspominali w późniejszych wypowiedziach ani o to takiej koncepcji, ani o takim spotkaniu. Millera miały spotkać jednak pewne konsekwencje w związku rzuconą wówczas ideą likwidacji partii. Kilka dni później zaprosił go do siebie I sekretarz KC „i takim dobrotliwym, wręcz ojcowskim tonem, lekko mnie strofował, mówił, że przecież to są zbyt daleko idące pomysły”. A przecież sam Jaruzelski na gorąco, bo na zwołanym pospiesznie także 5 czerwca posiedzeniu Sekretariatu KC rozpoznawał nie najlepszy, w jego ocenie, stan partii: „Nasza partia w 50% jest dziś partią różnego rodzaju kierowników i emerytów. Dlatego musi bardzo niepokoić, że właśnie taka partia (urzędnicza) nie wykazała instynktu samozachowawczego w wyborach. Ten problem trzeba szczegółowo rozpracować, wyciągnąć wnioski”.
Należy przyznać, że Jaruzelski trafnie zdiagnozował problem, z którym będzie zmagać się większość działaczy w kolejnych siedmiu miesiącach istnienia PZPR, czyli, jak przekonać ludzi wciąż będących „po stronie partii”, że nie są przegrani. Wielu z nich wyniki wyborów odebrało przecież jako osobistą porażkę. Dotyczyło to przede wszystkim członków partii o długim stażu. Silne emocje pojawiły się wśród najbardziej zaangażowanej w działalność partii grupy, czyli aktywu: „w skali całego kraju aktyw partyjny wyrażał się bardzo emocjonalnie: Towarzyszka, długoletni członek partii, mówi: nie chrzciliśmy dzieci i nie posyłaliśmy ich do komunii. Kombinowaliśmy z mężem, aby ten przyszły zięć miał też podobny światopogląd. Co teraz tym dzieciom powiemy? U mnie się teraz wszystko zawaliło i co dalej? Co z tą partią?”.
Emocjonalne reakcje udzieliły się także kierownictwu PZPR, którego przedstawiciele artykułowali pretensje pod adresem Komitetu Obywatelskiego o jakoby złamanie „okrągłostołowych” ustaleń podczas pierwszego po wyborach posiedzenia Sekretariatu KC (tj. 5 czerwca) rozszerzonego o zaproszonych członków Biura Politycznego, kierowników wydziałów KC i przedstawicieli rządu (Jerzego Urbana i Aleksandra Kwaśniewskiego). Najwyraźniej rozemocjonowany Mieczysław Rakowski stwierdził wprost, że opozycja „okazała się wiarołomna”. Przerzucano się też kandydaturami, kto zostanie twarzą wyborczej klęski w oczach opinii publicznej:
„Tow. J. Urban zaproponował, by w TV wystąpił tow. Kiszczak jako gospodarz »o[krągłego] s[tołu]«. Tow. Kiszczak uznał, że może wystąpić tow. Urban, że trzeba się w tej sprawie porozumieć z Onyszkiewiczem [rzecznikiem prasowym NSZZ „Solidarność” – przyp. AB].
Tow. M.F. Rakowski – Mógłby też wystąpić tow. Kwaśniewski, jako przewodniczący Komitetu Społeczno-Politycznego R[ady] M[inistrów], lub rzecznik prasowy KC PZPR tow. J. Bisztyga.
Tow. A. Gdula – Wystarczy, gdy wystąpi tow. Bisztyga”.
Ostatecznie odpowiedzialnymi za zaprezentowanie „wstępnego komentarza politycznego nt. przewidywanych wyników wyborów” zostali Bisztyga (Jan Bisztyga był przez wiele lat funkcjonariuszem wywiadu, czyli Departamentu I MSW, z którego już w stopniu pułkownika przeszedł do pracy w MSZ, a od 1982 r. zatrudniony był w KC) oraz Urban będący wówczas szefem Radiokomitetu. Osobny list do członków PZPR mieli przygotować wspólnie Reykowski, Czarzasty, Stępień, Tabkowski i Barcikowski.
Jak wspominali niektórzy uczestnicy tego spotkania, w dalszej jego części przystąpiono do wskazywania winnych wyborczego niepowodzenia. Symptomatyczne, że oskarżano tych, którzy najbardziej uzewnętrzniali gorycz doznanej porażki. Marian Stępień, sekretarz KC, tak pisał w swoim dzienniku: „Posiedzenie Biura Politycznego [w rzeczywistości Sekretariatu Komitetu Centralnego – przyp. AB]. Nastroje minorowe. Niektórzy mocno przeżywają swoją porażkę. Na bardzo podłamanego wyglądał Kazimierz Barcikowski. Również Józef Czyrek. Mniej Zbigniew Michałek, ale on chyba tylko nadrabiał miną. Pocieszał się względnie większą liczbą głosów niż otrzymali inni”. A tak pamiętał to posiedzenie Barcikowski: „Łatwo sobie wyobrazić nastrój, jaki panował na pierwszym po wyborach posiedzeniu B[iura] P[olitycznego]. W pierwszej chwili nawet nie było poszukiwania winnych klęski. Później próbowano obarczyć odpowiedzialnością Czarzastego, Czyrka, Cioska i mnie”. Z kolei Ciosek wskazywał na konsekwencje, które nastąpiły niebawem: „Cóż, spłonąłem na partyjnym ołtarzu razem z Czyrkiem i Barcikowskim, ale nie narzekam. Na dobre mi to wyszło, choć wówczas bolało bardzo. Żaden z nas nie wszedł do nowego kierownictwa PZPR, tworzonego przez Mieczysława Rakowskiego. Zostaliśmy z Biura Politycznego zwyczajnie wylani”. Także w następnych dniach pojawiały się coraz to nowe przejawy frustracji w partii: „Nastroje w PZPR po klęsce były bardzo rozmaite, ale na ogół złe. Aktywizowali się zwolennicy konfrontacji z opozycją, oskarżając ekipę Jaruzelskiego o to, że swą pojednawczością doprowadziła do »klęski socjalizmu«”. Jednak, w świetle dotychczas poznanych dokumentów i relacji, groźba wystąpienia siłowego nigdzie nie wyszła poza sferę werbalną, a i to odbywało się w dość nielicznych, kameralnych gronach – zazwyczaj egzekutyw różnych szczebli (cytowany powyżej Jerzy Wiatr próby unieważnienia wyborów nazwał w swoich wspomnieniach „jałową gadaniną”).
Badania przeprowadzone w czerwcu (już po wyborach) przez pracowników Wydziału-Sekretariatu Komisji Polityki Informacyjnej Komitetu Centralnego [określenie „Wydział-Sekretariat” to składowa nazwy własnej wydziałów, która funkcjonowały w KC w latach 1989–1990. Miało ono podkreślać wprowadzone oszczędności, kiedy skomasowano część etatów z wydziałów z etatami w sekretariatach sekretarzy KC – AB] noszące tytuł „Spojrzenie na partię – czerwiec 1989 r.”, były zdaniem jego autorów „kolejnym [chodziło o nawiązanie do poprzednich raportów – AB] alarmującym sygnałem dla kierownictwa Partii. […] Członkowie Partii nie dostrzegają żadnych istotnych perspektyw przed ruchem politycznym, do którego należą. Ich członkostwo staje się w ten sposób bierne i formalne (martwe dusze), niezależnie od rzeczywistych intencji, jakie towarzyszyły ich decyzji do wstąpienia do PZPR. W Partii zaczęła więc dominować postawa niezaangażowania”.
Wyniki wyborów wywarły jeszcze głębszy negatywny wpływ na etatowych pracowników partii. „W aparacie partyjnym, którego reprezentowanie było moim głównym zadaniem jako przewodniczącego związku zawodowego pracowników PZPR, o czym, prowadząc działalność w OPZZ, niemal kompletnie zapomniałem, po przegranych wyborach zapanowała atmosfera apatii i załamania. Ponad dwadzieścia tysięcy osób z rodzinami zastanawiało się nerwowo, co teraz z nami będzie? Instytucja, w której pracowali, a która wydawała się im się niezniszczalna, z dnia na dzień utraciła władzę. W tej sytuacji ich dalsze perspektywy rysowały się nie najlepiej. Nie było zresztą wiele czasu na zastanawianie się i refleksję” wspominał Wojciech Wiśniewski, pracownik polityczny Komitetu Centralnego i jednocześnie przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników PZPR.

.To, że partią nie dzieje się najlepiej, było wiadome pracownikom aparatu już od wielu lat. Najdotkliwiej doświadczali tego we własnej kieszeni – o ile przez całą dekadę lat siedemdziesiątych i pierwszą połowę lat osiemdziesiątych zarobki zatrudnionych w PZPR kształtowały się znacząco powyżej średniej, to już pod jej koniec zaczęły odstawać od płac przewidzianych w urzędach państwowych, i to pomimo tego, że aparat partyjny miał zagwarantowane ustawowo pensje nie niższe niż urzędnicy państwowi (ujęto to w Pragmatyce pracowników Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, w której stosowny zapis stanowił, że „poziom wynagrodzenia pracowników partii odpowiada poziomowi wynagrodzeń pracowników administracji państwowej na stanowiskach porównywalnych”). W marcu 1989 r. Wydział Gospodarki Wewnątrzpartyjnej Komitetu Centralnego, oceniał, że płace w samych wydziałach KC zaczynają zbliżać się do dolnej granicy płac w urzędach państwowych, w terenie funkcjonariusze PZPR nawet ją przekraczali.
Andrzej Boboli
Fragment książki: Martwe dusze. PZPR od czerwca 1989 do stycznia 1990. Próba opisu zbiorowości, Seria „Monografie”, tom 184, wyd. IPN, 2024 [LINK].