Szef MSZ Francji wzywa szefa dyplomacji Iranu do powrotu do działań dyplomatycznych

Minister spraw zagranicznych Francji Jean-Noel Barrot w rozmowie telefonicznej z szefem dyplomacji Iranu Abbasem Aragczim potępił irańskie ataki na cele w krajach Bliskiego Wschodu i zaapelował o powrót do działań dyplomatycznych – przekazało francuskie MSZ.
Potępiając irańskie ataki
.Minister Jean-Noel Barrot potępił irańskie ataki, potwierdził zaangażowanie Francji na rzecz stabilności na Bliskim Wschodzie, deeskalacji i wznowienia działań dyplomatycznych zgodnie z prawem międzynarodowym, które reguluje użycie siły – poinformowało MSZ Francji. Resort dodał, że rozmowa odbyła się „w piątym dniu wojny”.
Szef francuskiej dyplomacji Jean-Noel Barrot wyraził zaniepokojenie losem Francuzów przetrzymywanych w Iranie i wezwał do ich „natychmiastowego i bezwarunkowego uwolnienia”. Resort nie sprecyzował, czy rozmowa dotyczyła konkretnych obywateli francuskich.
W ambasadzie Francji w Teheranie wciąż przebywają skazani przez irański sąd za domniemane szpiegostwo Jacques Paris i Cecile Kohler, którym władze w Iranie nie pozwoliły opuścić kraju.
Louis Arnaud, Francuz przetrzymywany w irańskim więzieniu Ewin w latach 2022-2024, zauważył w środowej rozmowie z portalem France24, że trwające amerykańskie i izraelskie ataki na Iran oraz wojna na Bliskim Wschodzie stwarzają nowe zagrożenia dla więźniów politycznych w Iranie. „Największa obawa jest taka, że więźniowie polityczni zostaną straceni w tajemnicy, bez informowania rodziny i społeczeństwa” – powiedział Arnaud.
28 lutego Stany Zjednoczone i Izrael przypuściły zmasowane ataki na Iran, zabijając m.in. przywódcę tego kraju Alego Chameneia. Teheran natychmiast odpowiedział ostrzałem rakietowym i atakami dronami na cele w Izraelu i kilku państwach Zatoki Perskiej. Władze USA i Izraela informowały, że kampania przeciwko Iranowi może potrwać kilka tygodni.
Łupnąć i skończyć
.Prezydent USA potrzebuje pewności, iż jego rozkaz uderzenia za pomocą potężnych „bunker bustersów” zakończy wojnę prewencyjną wszczętą przez Izrael. W żadnym bowiem razie Donald Trump nie może sobie pozwolić na wojnę z Iranem – pisze Jan ROKITA.
Donald Trump zrobi wiele, ba… niemal wszystko, aby nie musieć uderzyć na Iran. Jego sławne: „I may do it, I may not”, w odpowiedzi na uporczywe pytania ze strony mediów, świadczy o tym dobitnie. To przecież nic innego, jak dobrze nam znana i ulubiona Trumpa metoda nacisku i szantażu, tym razem mająca trzymać w szachu nie tylko spanikowanych perskich mułłów, ale na dobrą sprawę cały świat. Po historii z megacłami, wprowadzanymi dla postrachu i traktowanymi przez Trumpa jako optymalna metoda negocjacji, nauczyliśmy się już, że jeśli Trump mówi, że MOŻE ci zrobić krzywdę, to znaczy, że bardzo nie chce jej zrobić. Bo jak chce ją zrobić naprawdę, to ją po prostu ROBI, bez oglądania się na przeciwności. Tę oczywistą intuicję wspierają wiarygodne przecieki z Waszyngtonu, takie choćby jak ten opublikowany na portalu Axios, któremu anonimowy współpracownik amerykańskiego przywódcy mówi: „Bardzo chcemy być w tej wojnie niepotrzebni, ale prezydent musi mieć pewność, że nie jesteśmy potrzebni”. Dlatego Trump domaga się od armii pewności, że uderzenie amerykańskimi bunker busters w podziemne fabryki broni nuklearnej, położone w pustynnym środkowym Iranie, daje gwarancję militarnego sukcesu.
Ta pewność to kluczowa sprawa w całej grze. Ameryka w żadnym razie nie może sobie pozwolić na uwikłanie się w dłuższą i nierozstrzygalną wojnę z Persami. Coś takiego byłoby w dzisiejszych okolicznościach nieszczęściem politycznym dla kraju, a dla samego Trumpa – polityczną katastrofą. Po Iraku i Afganistanie, gdzie USA bezsensownie próbowały siłą zaprowadzić liberalne rządy, prawa kobiet, swobodę aborcji i jeszcze kilka równie nonsensownych rzeczy, Ameryka musi odreagować te własne dziwaczne eksperymenty, podejmowane wcześniej bez sukcesu. Pod tym względem Trump (skądinąd podobnie jak niegdyś Nixon) trafnie i precyzyjnie zdefiniował współczesne interesy swojego kraju. To Amerykanie nie chcą dziś żadnej nowej wojny, a ostatnie badania opinii pokazują, że owa niechęć panuje ponad partyjnymi podziałami i dotyczy zarówno elity społecznej, jak i prostych ludzi z amerykańskiego interioru. I Amerykanie, nie chcąc wojny, intuicyjnie pojmują to, czego dziś potrzebuje Ameryka.
LINK DO TEKSTU: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/jan-rokita-20-czerwca-2025/
PAP/ LW




