Ataki Iranu na państwa Zatoki Perskiej to gigantyczny błąd strategiczny [Liga Państw Arabskich]

Sekretarz generalny Ligi Państw Arabskich Ahmed Abu el-Ghejt określił ataki Iranu na państwa Zatoki Perskiej należące do tej organizacji jako nieodpowiedzialne. Wezwał też Teheran do zrewidowania tego „gigantycznego błędu strategicznego”.

Państwa arabskie „nie są stroną wojny”

.USA i Izrael rozpoczęły 28 lutego ofensywę przeciwko Iranowi, na co Teheran odpowiedział uderzeniami na Izrael oraz państwa Zatoki Perskiej, na których terytorium znajdują się instalacje wojskowe USA.

Irańskie uderzenia na kraje takie jak Katar, Kuwejt i Zjednoczone Emiraty Arabskie dodatkowo zaostrzają i tak napięte relacje między Teheranem a resztą regionu. Choć nie spowodowały one dotąd poważnych zniszczeń ani masowych ofiar, uderzają w wizerunek tych krajów jako bezpiecznych centrów finansowych i logistycznych.

Irańskie ataki są przejawem „nieodpowiedzialnej polityki” i „nie mają żadnego usprawiedliwienia” – powiedział Abu el-Ghejt podczas posiedzenia ministrów spraw zagranicznych państw arabskich przeprowadzonego w formie wideokonferencji.

Egipski dyplomata ubolewał również, że wysiłki pokojowe państw Zatoki zostały „wynagrodzone zdradzieckimi rakietami i dronami”.

Podkreślił również, że państwa arabskie „nie są stroną wojny”, nie chciały jej wybuchu i jasno dały do zrozumienia, że nie pozwolą na wykorzystywanie swojego terytorium ani przestrzeni powietrznej do operacji wojskowych.

Państwa Zatoki Perskiej – Katar, Bahrajn, Kuwejt, Zjednoczone Emiraty Arabskie – oficjalnie deklarują, że nie pozwalają na wykorzystanie swojego terytorium do ataków na Iran, jednak na ich terytorium znajdują się liczne bazy wojskowe USA. Prowadzone są tam głównie operacje logistyczne, rozpoznawcze i obrony przeciwrakietowej oraz działania związane z patrolowaniem Zatoki Perskiej i Cieśniny Ormuz.

Ataki Iranu na państwa Zatoki Perskiej mogą oznaczać przetasowanie w świecie arabskim

.Abu el-Ghejt zaznaczył, że kraje arabskie – w tym Oman, mediator ostatnich negocjacji nuklearnych między USA a Iranem, a także Katar i Egipt – podjęły wysiłki, by uchronić cały region przed skutkami wojny.

Według organizacji Human Rights Activists News Agency (HRANA) w wyniku amerykańsko-izraelskich ataków po stronie irańskiej zginęło dotychczas 1205 cywilów. Odwetowe ataki Iranu – głównie na Izrael oraz amerykańskie instalacje wojskowe w krajach Zatoki Perskiej – nie spowodowały dotąd poważnych zniszczeń. Zginęło w nich około 30 osób, w tym sześcioro amerykańskich żołnierzy i 12 izraelskich cywilów.

Liga Państw Arabskich została założona w 1945 roku. Zrzesza 22 państwa z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu, a jej siedziba znajduje się w Kairze. Organizacja pełni przede wszystkim rolę forum dyplomatycznego, którego celem jest koordynacja stanowisk oraz zacieśnianie współpracy między państwami arabskimi.

Łupnąć i skończyć

Prezydent USA potrzebuje pewności, iż jego rozkaz uderzenia za pomocą potężnych „bunker bustersów” zakończy wojnę prewencyjną wszczętą przez Izrael. W żadnym bowiem razie Donald Trump nie może sobie pozwolić na wojnę z Iranem – pisze Jan ROKITA.

Donald Trump zrobi wiele, ba… niemal wszystko, aby nie musieć uderzyć na Iran. Jego sławne: „I may do it, I may not”, w odpowiedzi na uporczywe pytania ze strony mediów, świadczy o tym dobitnie. To przecież nic innego, jak dobrze nam znana i ulubiona Trumpa metoda nacisku i szantażu, tym razem mająca trzymać w szachu nie tylko spanikowanych perskich mułłów, ale na dobrą sprawę cały świat. Po historii z megacłami, wprowadzanymi dla postrachu i traktowanymi przez Trumpa jako optymalna metoda negocjacji, nauczyliśmy się już, że jeśli Trump mówi, że MOŻE ci zrobić krzywdę, to znaczy, że bardzo nie chce jej zrobić. Bo jak chce ją zrobić naprawdę, to ją po prostu ROBI, bez oglądania się na przeciwności. Tę oczywistą intuicję wspierają wiarygodne przecieki z Waszyngtonu, takie choćby jak ten opublikowany na portalu Axios, któremu anonimowy współpracownik amerykańskiego przywódcy mówi: „Bardzo chcemy być w tej wojnie niepotrzebni, ale prezydent musi mieć pewność, że nie jesteśmy potrzebni”. Dlatego Trump domaga się od armii pewności, że uderzenie amerykańskimi bunker busters w podziemne fabryki broni nuklearnej, położone w pustynnym środkowym Iranie, daje gwarancję militarnego sukcesu.

Ta pewność to kluczowa sprawa w całej grze. Ameryka w żadnym razie nie może sobie pozwolić na uwikłanie się w dłuższą i nierozstrzygalną wojnę z Persami. Coś takiego byłoby w dzisiejszych okolicznościach nieszczęściem politycznym dla kraju, a dla samego Trumpa – polityczną katastrofą. Po Iraku i Afganistanie, gdzie USA bezsensownie próbowały siłą zaprowadzić liberalne rządy, prawa kobiet, swobodę aborcji i jeszcze kilka równie nonsensownych rzeczy, Ameryka musi odreagować te własne dziwaczne eksperymenty, podejmowane wcześniej bez sukcesu. Pod tym względem Trump (skądinąd podobnie jak niegdyś Nixon) trafnie i precyzyjnie zdefiniował współczesne interesy swojego kraju. To Amerykanie nie chcą dziś żadnej nowej wojny, a ostatnie badania opinii pokazują, że owa niechęć panuje ponad partyjnymi podziałami i dotyczy zarówno elity społecznej, jak i prostych ludzi z amerykańskiego interioru. I Amerykanie, nie chcąc wojny, intuicyjnie pojmują to, czego dziś potrzebuje Ameryka.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/pepites/iran-wybory-nastepcy-chameneia/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 8 marca 2026