Hiszpania ucieka z Iraku. Rząd ogłosił ewakuację żołnierzy

Hiszpania przygotowuje ewakuację i przeniesienie swoich żołnierzy biorących udział w misji w Iraku ze względów bezpieczeństwa po amerykańsko-izraelskim ataku na Iran – potwierdziła w dniu 18 marca 2026 r. ministra obrony Hiszpanii Margarita Robles, cytowana przez publicznego nadawcę RTVE.
Hiszpania ucieka z Iraku
.Margarita Robles przekazała, że działania związane z ewakuacją żołnierzy mają być przeprowadzone w najbliższych dniach. Nie podała jednak szczegółów dotyczących tego, dokąd zostaną przeniesione oddziały. Jak podała agencja EFE, powołując się na resort obrony, ponad 70 żołnierzy z grupy ds. operacji specjalnych zostało już „tymczasowo przeniesionych” w weekend ze swojej bazy w związku z pogorszeniem się sytuacji bezpieczeństwa w Iraku po ataku USA i Izraela na Iran.
Hiszpańscy żołnierze stacjonują w Iraku od 2014 r.; obecnie jest ich tam około 300. Biorą udział w międzynarodowej koalicji przeciwko tzw. Państwu Islamskiemu (ISIS) oraz misji NATO (NMI), trwającej od 2018 r. i mającej na celu doradztwo i szkolenie irackich sił bezpieczeństwa. Według planów dowodzenie misją od Francji miał pod koniec maja przejąć hiszpański generał.
Nalot dronów na bazę wojskową w irackcim Kurdystanie
.Dostosowujemy nasze stanowisko w kontekście misji NATO w Iraku. Działamy w ścisłej współpracy z sojusznikami i partnerami – oświadczyła cytowana w dniu 18 marca 2026 r. przez agencję Europa Press rzeczniczka Sojuszu Allison Hart. Podkreśliła, że bezpieczeństwo personelu ma „pierwszorzędne znaczenie”.
Wojna na Bliskim Wschodzie rozpoczęła się 28 lutego po ataku Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran. W odpowiedzi Teheran oraz powiązane z nim grupy zbrojne atakują cele amerykańskie w regionie, w tym bazy wojskowe i placówki dyplomatyczne; ambasada USA w Iraku była dotychczas ostrzeliwana kilkukrotnie. W ostatnich dniach doszło do eskalacji ataków na Irak. W dniu 13 marca 2026 r. w wyniku nalotu dronów na bazę wojskową w kurdyjskim regionie Iraku zginął jeden francuski żołnierz, a sześciu innych zostało rannych.
Kwestia Iranu jest w istocie kwestią Chin
.Operacja Epic Fury to pierwszy akt stulecia Indo-Pacyfiku. Niestety, nie ostatni – pisze Michał KŁOSOWSKI. Relacje z Iranem najczęściej opisuje się jako problem nierozprzestrzeniania broni nuklearnej, kwestie sponsorowania terroryzmu, rywalizacji z Izraelem albo po prostu jako problem regionalnego destabilizatora. Każde z tych ujęć dotyka oczywiście realnego problemu, ale żadne nie oddaje tego, co w tej sprawie jest najważniejsze. Program nuklearny, sieć milicji rozciągająca się od Libanu po Jemen czy pytanie o architekturę bezpieczeństwa Zatoki Perskiej nabierają pełnego znaczenia dopiero wtedy, gdy spojrzy się na nie przez pryzmat wielkiej strategii Chin.
Pekin bowiem od lat, inwestując miliardy dolarów, wspierał Iran jako strukturalny element chińskiej pozycji w regionie. Wiele wydarzeń na Bliskim Wschodzie staje się zrozumiałych dopiero w świetle tego faktu. Dlatego właśnie amerykańsko-izraelska operacja „Epic Fury” jest pierwszą kampanią militarną, która realnie zagraża temu układowi. Uderzając bezpośrednio w Iran, administracja prezydenta Donalda Trumpa – czy to świadomie, czy wywołując skutek uboczny swoich działań – podważa jeden z filarów chińskiej architektury regionalnej: zapewnianie pokoju i rozwoju. Czas, by powiedzieć to wprost. W czerwcu 2025 roku bowiem, kiedy Izrael rozpoczął operację „Rising Lion”, dwunastodniową kampanię precyzyjnych uderzeń, w której zniszczono irańskie instalacje wzbogacania uranu, zabito ponad trzydziestu wysokich rangą dowódców i kilkunastu naukowców związanych z programem nuklearnym; Stany Zjednoczone przeprowadziły wówczas bezpośrednie ataki na trzy obiekty atomowe. Mit możliwości odstraszania Islamskiej Republiki Iranu, budowany przez cztery dekady, rozpadł się w ciągu kilkunastu dni.
.Pod koniec grudnia 2025 roku w całym Iranie wybuchły największe protesty od 1979 roku. Obejmowały wszystkie 31 prowincji i były następstwem załamania gospodarczego oraz przekonania społeczeństwa, że reżim nie jest już tak silny, jak kiedyś. W styczniu 2026 roku władze odpowiedziały masakrą, w której zginęły tysiące ludzi. Unia Europejska uznała wówczas Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej za organizację terrorystyczną, co jeszcze bardziej pogłębiło międzynarodową izolację Teheranu. Według wszelkich klasycznych kryteriów Islamska Republika Iranu jest dziś słabsza niż kiedykolwiek wcześniej. Chiny jednak pomagają ją utrzymywać. W ostatnich tygodniach pojawiły się informacje, że Teheran jest bliski finalizacji zakupu chińskich naddźwiękowych pocisków przeciwokrętowych, zdolnych zagrozić amerykańskim lotniskowcom gromadzącym się w Zatoce Perskiej – kiedy piszę te słowa, trzeci z nich zmierza w kierunku rejonu konfliktu. Wcześniej chińscy dostawcy wysłali do portu Bandar Abbas ponad tysiąc ton nadchloranu sodu – kluczowego składnika paliwa rakietowego – co pozwala odbudować znaczną część arsenału rakiet balistycznych zniszczonego wcześniej przez Izrael. Aby zrozumieć, dlaczego Pekin podejmuje takie działania i co to oznacza dla Stanów Zjednoczonych, trzeba spojrzeć szerzej, poza sam Iran, na globalną rywalizację, w której kraj Persów jest tylko jednym z elementów.
PAP/Marcin Furdyna/MJ






