
Gra w złe wiadomości
Bad News to prosta gra internetowa, ale jej pomysł jest przewrotny: gracz nie ma demaskować fake newsów, lecz sam zostaje ich producentem – pisze ks. Stefan MOSZORO-DĄBROWSKI
.Gra ma zdobywać obserwujących, budować „wiarygodność” i stosować techniki typowe dla dezinformacji: podszywanie się pod autorytet, wywoływanie oburzenia, polaryzowanie ludzi, rozsiewanie teorii spiskowych, dyskredytowanie mediów i prowokowanie awantur. Została opracowana we współpracy badaczy z Uniwersytetu Cambridge z holenderskim kolektywem DROG jako narzędzie edukacyjne przeciw dezinformacji. Cambridge opisuje ją jako mającą budować psychologiczną odporność na manipulację online: człowiek, który w bezpiecznych warunkach pozna słabszą wersję manipulacji, łatwiej rozpozna ją w realnym świecie. Badania opisywane w literaturze naukowej wskazywały, że po grze uczestnicy lepiej rozpoznawali techniki używane w fałszywych wiadomościach.
Gracz podejmuje decyzje jako administrator cynicznego konta w mediach społecznościowych. Najpierw trzeba stworzyć profil, potem przyciągnąć uwagę. Szybko okazuje się, że prawda nie jest tu najważniejsza. Liczy się reakcja. Najlepiej działa gniew, strach, poczucie krzywdy, pogarda wobec „onych”. Gra pokazuje znany mechanizm: treść umiarkowana i spokojna zwykle przegrywa z treścią ostrą, podejrzliwą i plemienną.
Jedna z lekcji gry dotyczy podszywania się pod autorytet. Nie trzeba być ekspertem, wystarczy wyglądać jak ekspert. Wystarczy nazwa brzmiąca naukowo, poważne logo, wykres, cytat bez kontekstu. Inna lekcja dotyczy emocji. Jeśli informacja ma oburzyć, nie musi być precyzyjna. Musi być nośna. Kolejna uczy polaryzacji: najlepiej tak opowiadać świat, by odbiorca nie widział ludzi, lecz obozy. „My” jesteśmy rozsądni, uczciwi i prześladowani. „Oni” są głupi, skorumpowani albo niebezpieczni.
Jeszcze mocniej działa spisek. Teoria spiskowa daje człowiekowi złudzenie, że rozumie więcej niż inni. Tam, gdzie rzeczywistość jest skomplikowana, ona podsuwa prosty klucz: ktoś to ukrywa, ktoś tym steruje, ktoś z góry wszystko zaplanował. Bad News pokazuje, że taka narracja jest atrakcyjna nie dlatego, że jest prawdziwa, ale dlatego, że porządkuje chaos i daje emocjonalną satysfakcję.
Gra ma też moduł dyskredytowania. Kiedy ktoś podważa nasze twierdzenie, nie trzeba odpowiadać na argument. Wystarczy zaatakować źródło: „Media kłamią”, „Eksperci są kupieni”, „Oni się boją prawdy”. Ostatnim narzędziem jest trolling, czyli prowokowanie dla samego zasięgu. Nie chodzi już nawet o przekonanie kogokolwiek. Chodzi o to, by ludzie reagowali, udostępniali, kłócili się, komentowali. W cyfrowym świecie awantura jest paliwem.
.Najciekawsze w tej grze jest to, że ona nie uczy przede wszystkim sprawdzania faktów. Uczy czegoś wcześniejszego: rozpoznawania pokusy kłamstwa. Pokazuje, że nieprawda rzadko przychodzi jako czyste, nagie kłamstwo. Częściej pojawia się jako półprawda, skrót, sugestia, ironiczny mem, wyrwany z kontekstu cytat, emocjonalny tytuł. Kłamstwo nie zawsze mówi: „To jest fałsz”. Częściej szepcze: „Przecież coś w tym jest”.
I tu zaczyna się najważniejsza refleksja. Problem fake newsów nie jest wyłącznie problemem technologii, algorytmów i platform społecznościowych. Jest problemem moralnym. Dotyczy prawdomówności. A prawdomówność nie polega tylko na tym, by nie wypowiadać zdań jawnie fałszywych. Polega także na uczciwości wobec rzeczywistości, drugiego człowieka i własnego sumienia.
Można przecież formalnie nie skłamać, a jednak wprowadzić kogoś w błąd. Można przemilczeć istotny fakt. Można dobrać zdjęcie tak, by wywołało fałszywe wrażenie. Można dać tytuł mocniejszy niż treść. Można powtórzyć plotkę z dopiskiem: „Nie wiem, czy to prawda, ale warto się zastanowić”. Można komuś przypisać najgorsze intencje, choć zna się tylko fragment sprawy. W epoce internetu grzech przeciw prawdzie bardzo często ma postać kliknięcia „Udostępnij”.
Bad News jest więc grą o złych wiadomościach, ale może prowadzić do dobrej lekcji. Prawda potrzebuje nie tylko faktów, lecz także charakteru. Potrzebuje cierpliwości, pokory i gotowości, by nie używać informacji jak broni. Prawdomówność zaczyna się tam, gdzie człowiek rezygnuje z łatwego triumfu nad przeciwnikiem, jeśli ten triumf miałby się opierać na przesadzie, manipulacji albo niesprawiedliwym uproszczeniu.
.W świecie, w którym każdy może być nadawcą, każdy ponosi część odpowiedzialności za klimat rozmowy publicznej. Nie każdy z nas napisze wielki artykuł, nie każdy wystąpi w telewizji, ale prawie każdy może coś przesłać dalej. Dlatego pytanie o prawdę nie brzmi już tylko: „Czy ja wierzę mediom?”. Brzmi także: „Czy inni mogą wierzyć mnie?”.

Ks. Stefan Moszoro-Dąbrowski
Tekst pierwotnie ukazał się w 1070 numerze tygodnika „Idziemy”. Przedruk za zgodą redakcji.


