Aleksander GLEICHGEWICHT: Solidaritet Norge – Polen

TSF Jazz Radio

Solidaritet Norge – Polen

Aleksander GLEICHGEWICHT

Absolwent fizyki na Uniwersytecie Wrocławskim, działacz przedsierpniowej opozycji demokratycznej i „Solidarności”. Działacz Komitetu Helsińskiego w Polsce, a po wyjeździe do Norwegii w 1984 roku – sekretarz Norweskiego Komitetu Helsińskiego i wiceprzewodniczący „Solidarności” Polsko-Norweskiej. Od 2001 roku na stałe w Polsce. Przewodniczący Gminy Żydowskiej we Wrocławiu. Odznaczony przez Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

zobacz inne teksty autora

Ta niezwykła historia w relacjach między dwoma narodami rozpoczęła się 31 sierpnia 1980 roku. Ośmioosobowa grupa norweskich związkowców pojawiła się wówczas w gdańskiej stoczni, przebijając się przez milicyjny kordon, przez tysiące popierających strajk gdańszczan, wreszcie nieufną na początku robotniczą straż.

.Gdy Norwegowie dotarli na słynną salę obrad, nie ograniczyli się do przekazania wyrazów wsparcia i solidarności. Chcieli usłyszeć, jak mogą pomóc wolnym związkom zawodowym w Polsce. Jak wspominał lider grupy Ketil Heyerdahl, odpowiedź była krótka i konkretna – demonstracje poparcia, pieniądze i maszyny drukarskie! Gdy wrócili do Norwegii, wzięli się do pracy – zmobilizowali norweskie media do nagłośnienia szerokiej związkowej akcji zbiórki pieniędzy i sprzętu dla powstającej w Polsce „Solidarności”.

received_1430656490291761

Per Ostvøld:

Nawiązaliśmy kontakty, szybko zdobyliśmy informacje o ich potrzebach – oczekiwali oczywiście wsparcia politycznego, liczyli na akcje, ale także maszyn do pisanania, kopiarek, potrzebowali pieniędzy. Liczyli na akcje protestacyjne, by pokazać, że – jak to mówimy w Norwegii – ktoś się nimi przejmuje. Staraliśmy się spełnić te oczekiwania. 

Rozmiary społecznego wsparcia były tak wielkie, że wkrótce trzeba było znaleźć dla niego formy organizacyjne. Tak powstała Solidaritet Norge – Polen. SNP. Organizacja, której nazwy nie trzeba tłumaczyć. Organizacja, która sprawiła, że czteromilionowa wówczas Norwegia stała się drugim krajem, po niemal sześćdziesięciomilionowej Francji, jeśli chodzi o wymierną pomoc walczącej o wolność Polsce!

Ketil Heyerdahl:

13 grudnia byłem na wczasach na Wyspach Kanaryjskich, a tu wiadomość na pierwszych stronach, we wszystkich mediach. Musiałem wracać, tak szybko jak możliwe! Zarezerwowałem bilet, po paru dniach, chyba 15 grudnia byłem w domu. To była całkiem nowa sytuacja dla SNP. Eksplozja zgłoszeń! W kolejną niedzielę tylko w samych kościołach zebraliśmy milion koron, wówczas bardzo znaczną sumę.

Stan wojenny w Polsce stał się potężnym impulsem do wzmożenia jej działalności. Szok i oburzenie szybko przełożyły się na konkretne wsparcie i pomoc. Pojawiły się dziesiątki lokalnych oddziałów organizacji, od Kristiansandu na południu do Kirkenes na dalekiej północy. Do setek działaczy norweskich dołączyli liczni polscy emigranci polityczni. Od czerwca 1984 roku byłem jednym z nich. W SNP spotkali się ludzie niezależnie od poglądów politycznych. Łączyło ich hasło pomocy „Solidarności”, bez żadnych warunków. Program zawierał się w jednym konkretnym zdaniu i zadaniu – Solidaritet Norge – Polen popiera działania „Solidarności”! Tylko tyle. Aż tyle!

Poparcie to miało wiele wymiarów, a jego charakter zmienił się oczywiście wraz z jaruzelskim zamachem na Polskę. Legalny przewóz maszyn i innych urządzeń drukarskich zamienił się w ich przemyt. To samo dotyczyło przekazu znacznych środków pienieżnych. Pojawiły się nowe formy solidarności. „Adopcje” więźniów politycznych przez komisje związkowe związane z kampaniami na rzecz ich uwolnienia podopiecznych, pomoc rodzinom poszkodowanych, zatrudnianie wysłanych legalnie „na norweskie wakacje” wskazanych przez „Solidarność” „niespalonych” Polaków, którzy dzielili się potem gigantycznym na te czasy zarobkiem z podziemiem i prześladowanymi, wreszcie liczne demonstracje przeciw juncie dławiącej polską wolność. Wiele ciekawych zdarzeń miało miejsce w związku ze zbiórkami pieniędzy.

received_1430656520291758

Ketil Heyerdahl:

Byłem raz na spotkaniu Rotary Gimle, jednego z największych lóż rotariańskich w Norwegii. Na spotkaniu byli wybitni reprezentanci licznych grup zawodowych – profesorowie, liderzy biznesu, itd. Miałem odczyt o pracy SNP, maszynach drukarskich. Skończyłem, brawa. Miałem ze sobą znaczki SNP, sprzedawane po 10 koron za sztukę. Za taki znaczek – była to wówczas strasznie wysoka cena! A tu Alf Bjerke, czołowy przemysłowiec, podniósł rękę i spytał – a ile ich masz? – Tysiąc – odpowiedziałem. – Biorę wszystkie! Innym razem zadzwonił do mnie ktoś ze związku pływackiego w Horten. Skoczkowie do wody też chcieli coś zrobić dla „Solidarności”! Wymyślili – płatne skoki. Za kilka dni wynajęli basen Toyen w Oslo. Ekipa z Horten zrobiła fantanstyczne przedstawienie, liczni miłośnicy skoków w Oslo płacili słono za bilety, a show zakończył się – i choć się na tym nie znam – według mnie wspaniale, gdy w ciemności największego basenu w Oslo sportowcy skakali z najwyższej wieży, z pochodniami, a w finale z polską flagą.

Norweska pomoc ma wielu bohaterów. Dziesiątki? Setki? Tysiące? Może nawet dziesiątki tysięcy?

Ktoś wrzucił 50 koron norweskich do puszki wolontariusza zbierającego na ulicy datki na rzecz Polski. Jeden z tysięcy. Ktoś inny zadeklarował przekazanie swojego dziennego wynagrodzenia dla „Solidarności”. Jeden  z dziesiątków tysięcy. Naturalne, proste odruchy ludzi kochających wolność, przedstawicieli małego narodu, którego obywatele wiedzieli i rozumieli, jak do wielkiego ruchu polskiej „Solidarności” dołożyć tę pisaną z małej litery – solidarność ludzi ponad granicami krajów i bloków politycznych. Wymierną solidarność, na którą złożyły się odruchy oburzenia na przemoc i niesprawiedliwość, chęć wpływania na losy świata, wreszcie ludzka empatia. Wielkie słowa i hasła, które nic nie znaczą bez codziennych wysiłków i żmudnej pracy.

Ale dla wielu Norwegów, inicjatorów SNP, dla których do 1980 roku Polska była tylko miejscem na mapie, fascynacja „Solidarnością” miała też swoje żródła polityczne. Często zaskakujące, bo reprezentowali głównie radykalną lewicę. Byli często antysowieckimi, ale jednak komunistami, maoistami, trockistami, anarchosyndykalistami, dziś powiedzielibyśmy – lewakami. A jednak nie przeszkadzała im narodowa i religijna otoczka polskiego ruchu wolnościowego, bo przecież „Solidarność” była czymś więcej, niż li tylko związkiem zawodowym… Polscy emigranci, z definicji antykomuniści, nie od razu nabierali do nich zaufania.

Norwescy związkowi radykałowie niespodziewanie dostrzegli w „Solidarności” wzór walki o prawa robotnicze, ideał wolnego związku zawodowego! Związku odchodzącego od leninowskiej roli „pasa transmisyjnego między Partią i klasą robotniczą”. A tak postrzegali i u siebie rolę LO, dominującej świat pracy Norwegii centrali związkowej, uzależnionej od Arbeiderparti, socjaldemokratycznej partii wyrosłej na początku XX wieku z ruchu związkowego. Partii przez dekady dominującej norweską politykę i życie społeczne, ostrożnej w krytyce Związku Sowieckiego.

6

Arne Borg:

Byłem wówczas szeregowym działaczem związkowym, zależało mi, by związki zawodowe miały więcej wpływów w miejscu pracy i gdy pojawił się w Polsce ten fenomen Solidarności, dostrzegłem w nim coś więcej, niż związek zawodowy – organizację wychodzącą poza tradycyjne pojęcie związku zawodowego w Europie Zachodniej. Uważałem, że norweski ruch związkowy może się wiele od Solidarności nauczyć…

Z Polakami szło świetnie. Uniknęliśmy tego, co stało się w wielu innych krajach, gdzie stworzono emigranckie organizacje o sprzecznych kierunkach politycznych. Myślę, że Polakom podobało się, że mamy wielonurtową organizację, widzieli jak w Norwegii interesy partyjnopolityczne ustępują miejsca konkretnej pracy dla Solidarności. Dostosowali się do tego modelu.

Ja również… Dotarłem do Norwegii jako uchodźca polityczny w 1984 roku. Od razu włączyłem się w działania SNP, stając się jej wieloletnim wiceprzewodniczącym. Nie interesowała mnie kariera w nowym kraju, miałem dług wobec kolegów, którzy wciąż siedzieli. Współpraca z Norwegami uczyła nas, że można działać dla dobrej sprawy ponad podziałami, że są wartości, które przekraczają swym wymiarem i znaczeniem różnice poglądów, spory ideologiczne i zmienne obszary interesów politycznych. Że demokracja nic nie znaczy bez solidarności, a ta jest pustym słowem bez ludzkiej przyjażni i życzliwości. Że codzienna praca i współpraca więcej znaczy niż górnolotne hasła. Norweska lekcja odbyta nad fjordami, choć często zapomniana przez Polaków, którzy wrócili do kraju – zapewne czasem i przeze mnie – była ważna.

Norweska lekcja jest znów ważna i warta przypomnienia, zwłaszcza w podzielonej, rozbitej na dwa wrogie plemiona Polsce.

Przypomnieli ją Ketil, Per, Arne, inni Norwegowie z Solidaritet Norge – Polen, uczestnicy konferencji „Pamiętajmy o Polsce. Solidarność Norwesko – Polska”, która odbyła się w słynnej wrocławskiej zajezdni przy ul. Grabiszyńskiej we Wrocławiu, lata temu kolebce dolnośląskiej „Solidarności”, dziś siedzibie Ośrodka „Pamięć i Przyszłość”. Ich relacje są częścią wspaniałej wystawy, którą można zwiedzać w tym historycznym, a dziś tak żywym miejscu do końca lutego tego roku. Grudniowe spotkanie przyjaciół z Norwegii i Polski dało powody nie tylko do wspomnień i wzruszeń –  a także do refleksji nad solidarnością i wartościami, dla których kiedyś gotowi byliśmy ryzykować wolność, nawet życie.

A czasem… honor antykomunisty! Po spotkaniu z grupą maoistów norweskich, na którym zebrano kilka tysięcy koron dla rodziny więzionego działacza gdańskiej „Solidarności”, gospodarze podnieśli lewe pięści intonując Międzynarodówkę. Mój nader prawicowy gdański kolega, X z przerażeniem wypatrywał mojej , w końcu wiceprzewodniczącego SNP, reakcji. Gdy skinąłem głową podniósł – jak i ja – lewą pięść i solidarnie udawaliśmy, że śpiewamy z innymi ich hymn, podkładając pod znaną nam melodię antykomunistyczne polskie wyzwiska. Po spotkaniu powiedziałem mu żartem, że czasem trzeba się i tak poświęcać, a nawet i sprzedać, cóż, czego się nie robi dla sprawy… Odpowiedział, że tak trzeba, ale jeśli komuś o tym powiem, to mnie zabije. W grudniu 2016 roku odmówił przyjazdu na wrocławską konferencję i wystawę, bo „koledzy mogliby się dowiedzieć, że podał rękę na przykład Frasyniukowi”. Norwegom, którzy mu kiedyś wiele pomogli, powiedziałem, że X był nieobecny w związku z chorobą… O tempora, o mores!

Wielu z naszych norweskich przyjaciół złagodziło z czasem swoją radykalną lewicowość. Ale zostali wierni dobrym sprawom, tyle jest ich wszak do załatwienia… Kjetil Heyerdahl (bratanek Thora Heyrdahla od Kon Tiki i Ra!), wieloletni przewodniczący SNP, dziś jest jest adwokatem w Norweskim Związku Dziennikarzy. Broni ich praw pracowniczych. Arne Borg, ówczesny sekretarz SNP i organizator akcji adopcji więżniów politycznych w Polsce, pracuje dziś w Amnesty International. Nadal walczy o wolność dla więźniów sumienia. Per Ostvøld, ówczesny lider Związku Transportowców, angażuje się w pomoc uchodźcom i działania na rzecz ich intgegracji w Oslo. Trzech spośród wielu. Wciąż wiernych wartościom przyjaciół naszego kraju. Nadal odwiedzają Polskę. Są jej częścią. A ona ich.

Arne:

To trochę dziwne… Minęło wiele lat. Żyjemy w innym świecie, gdzie takie myślenie nie jest już tak powszechne, jak wtedy. Nadal jestem dumny i szczęśliwy, że brałem w tym udział. Nadal sądzę, że tamta praca była bardzo ważna, że znacząca była forma organizacji, jaką wybraliśmy. To była fantastyczna praca. Tak uważam.

Ketil:

Te lata były, jak sądzę, najbogatsze w moim życiu. To był wspaniały czas, spotkałem wielu wspaniałych Polaków i Norwegów. Uczestniczyć w przeżywaniu tego entuzjazmu, ofiarności i szczodrości – życzę tego wszystkim, choć raz w życiu!

Per:

Miałem przyjemność spotykać i później wielu działaczy Solidarności, choćby z okazji obchodów jubileuszowych, wielu z nas otrzymało wtedy pamiątkowe medale Solidarności, także i ja, bardzo to sobie cenię. Czy zasłużyłem na te wyróżnienia?

Znam odpowiedż!

received_1430656160291794Aleksander Gleichgewicht
Ekspozycja poświęcona polsko-norweskiej “Solidarności” w Centrum Historii Zajezdnia we Wrocławiu do końca lutego 2017 r. Polecamy! [LINK].

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam