Bjørn LOMBORG: Panika związana ze zmianami klimatu kosztuje biliony, szkodzi biednym i nie ratuje planety

Panika związana ze zmianami klimatu kosztuje biliony, szkodzi biednym i nie ratuje planety

Photo of Bjørn LOMBORG

Bjørn LOMBORG

Adiunkt w Copenhagen Business School, założyciel i szef duńskiego ośrodka badawczego Copenhagen Consensus Center, który ma się zajmować kwestiami ochrony środowiska oferując rozwiązania problemów na podstawie najlepszych metod analitycznych. Autor "The Skeptical Environmentalist" i "Cool It", redaktor "How Much Have Global Problems Cost the World? A Scorecard from 1900 to 2050".

Ryc. Fabien Clairefond

zobacz inne teksty Autora

Osobliwa obsesja na punkcie zmian klimatycznych sprawia, że przechodzimy od marnowania miliardów do marnowania bilionów dolarów na bezowocne polityki. Jednocześnie ignorujemy coraz więcej pilniejszych i łatwiejszych globalnych wyzwań – pisze Bjørn LOMBORG

Nauka udowadnia, że obawy przed klimatyczną apokalipsą są bezpodstawne. Globalne ocieplenie jest faktem, ale nie oznacza końca świata. To problem, który da się opanować. Niemniej żyjemy obecnie w świecie, w którym prawie połowa globalnej populacji jest przekonana, że zmiany klimatu zniszczą ludzkość. To głęboko zmienia naszą rzeczywistość polityczną i sprawia, że zdwajamy wysiłki związane z nieskuteczną polityką klimatyczną, coraz częściej ignorując wszystkie inne wyzwania, od pandemii i niedoborów żywności po polityczne walki i konflikty, lub podporządkowujemy je zmianom klimatu.

Ta osobliwa obsesja na punkcie zmian klimatycznych sprawia, że przechodzimy od marnowania miliardów do marnowania bilionów dolarów na bezowocne polityki. Jednocześnie ignorujemy coraz więcej pilniejszych i łatwiejszych globalnych wyzwań. A dodatkowo bezmyślnie straszymy dzieci i dorosłych. Po pierwsze, jest to niezgodne z faktami, a po drugie – moralnie naganne.

Jeśli nie powiemy sobie „stop”, obecny fałszywy alarm klimatyczny prawdopodobnie sprawi, że świat stanie się znacznie gorszy, niż mógłby być. Musimy powstrzymać panikę, przyjrzeć się nauce, zmierzyć się z ekonomią i racjonalnie rozwiązać problem. Musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, jak cofnąć zmiany klimatyczne i jaki nadać im priorytet pośród wielu innych problemów, z którymi mierzy się świat.

Zmiana klimatu jest faktem. Jest spowodowana głównie emisją dwutlenku węgla przez człowieka w wyniku spalania paliw kopalnych i tym problemem powinniśmy się zająć. Ale żeby to zrobić, musimy przestać przesadzać. Przestać używać argumentu „teraz albo nigdy”. I przestać myśleć, że klimat jest jedyną rzeczą, która ma znaczenie. Wielu działaczy na rzecz klimatu idzie dalej, niż nakazywałaby nauka. W podtekstach lub nawet wprost sugerują, że wyolbrzymienie jest dopuszczalne ze względu na wagę problemu. Po raporcie klimatologicznym ONZ z 2019 roku, który doprowadził do przesadnych roszczeń aktywistów, jeden z autorów-naukowców ostrzegał przed przesadą. Napisał: „Niepoparty nauką ekstremizm powoduje, że ryzykujemy zniechęcenie opinii publicznej”. Ma rację.

Ale wpływ przesadnych roszczeń klimatycznych sięga znacznie głębiej. Mówi się nam, że musimy zacząć działać natychmiast. Konwencjonalna mądrość powtarzana w mediach do znudzenia mówi, że na rozwiązanie problemu zmian klimatycznych mamy czas tylko do 2030 roku. Oto co mówi nam nauka!

Ale nauka nam tego wcale nie mówi. Tako rzecze polityka. Ta data pochodzi od polityków, którzy zadali naukowcom bardzo konkretne i hipotetyczne pytanie: „W zasadzie, co trzeba by zrobić, aby utrzymać zmiany klimatyczne poniżej prawie niemożliwego do osiągnięcia celu?”. Nic dziwnego, że naukowcy odpowiedzieli, że byłoby to prawie niemożliwe, a zbliżenie się do tego punktu wymagałoby ogromnych zmian we wszystkich częściach społeczeństwa do 2030 roku.

Wyobraźmy sobie podobną dyskusję na temat śmiertelnych wypadków drogowych. W Stanach Zjednoczonych każdego roku ginie w nich czterdzieści tysięcy ludzi. Gdyby politycy zapytali naukowców, jak ograniczyć liczbę ofiar śmiertelnych do prawie nieosiągalnego celu, jakim jest liczba zero, usłyszeliby, że należy ustanowić krajowe ograniczenie prędkości do 5 km/h. Nikt nie straciłby życia! Ale nauka nie mówi nam, że istnieje taka konieczność – informuje nas tylko, że jeśli chcemy zero zabitych, prostym sposobem na osiągnięcie tego jest ogólnokrajowe, surowo egzekwowane ograniczenie do 5 km/h. Jednak decyzja polityczna, której musimy się podporządkować, to wypadkowa kompromisu między niską prędkością i możliwością efektywnego poruszania się.

Dzisiaj tak bardzo skupiamy się na zmianach klimatu, że wiele globalnych, regionalnych, a nawet osobistych wyzwań jest prawie całkowicie podporządkowanych zmianom klimatycznym. Twój dom jest zagrożony powodzią – zmiany klimatu! Przetrwaniu twojej społeczności zagraża huragan – zmiany klimatu! W krajach rozwijających się panuje głód – zmiany klimatu! Przy niemal wszystkich problemach zidentyfikowanych jako wywołane przez zmieniający się klimat oczywistym rozwiązaniem jest drastyczna redukcja emisji dwutlenku węgla w celu złagodzenia zmian klimatycznych. Ale czy to naprawdę najlepszy sposób?

Jeśli chcesz pomóc ludziom na terenach zalewowych Missisipi w zmniejszeniu ryzyka powodzi, istnieją inne strategie, które pozwalają działać lepiej i szybciej oraz są tańsze i skuteczniejsze niż redukcja emisji dwutlenku węgla. Można by tu wymienić lepszą gospodarkę wodną, budowę wyższych wałów przeciwpowodziowych i ostrzejsze przepisy, które pozwalałyby na zalewanie części tych terenów, aby uniknąć powodzi lub złagodzić ich skutki w innych miejscach. Jeśli chcesz pomóc ludziom w krajach rozwijających się zwalczyć głód, skupienie się na ograniczaniu emisji dwutlenku węgla jest niemal tragikomiczne. Dostęp do lepszych odmian upraw, większa podaż nawozów, dostęp do rynku i ogólne możliwości wyjścia z ubóstwa o wiele szybciej i taniej pomogłyby im to osiągnąć. Jeśli będziemy przywoływać argument klimatyczny na każdym kroku, często będziemy pomagać światu w jeden z najmniej wydajnych sposobów.

Nie stoimy u progu rychłego masowego wymierania. Wręcz przeciwnie. Retoryka zbliżającej się zagłady zaprzecza pewnemu absolutnie fundamentalnemu faktowi bez względu na sposób, w jaki staralibyśmy się go zmierzyć: życie na Ziemi w dzisiejszych czasach jest lepsze niż kiedykolwiek w historii ludzkości.

Od roku 1900 ponaddwukrotnie zwiększyliśmy oczekiwaną długość życia. Wtedy wynosiła średnio zaledwie trzydzieści trzy lata; dziś jest to więcej niż siedemdziesiąt jeden. W największym stopniu ten wzrost odbił się na tych, których sytuacja życiowa jest najgorsza. W latach 1990–2015 odsetek osób na świecie „praktykujących defekację na wolnym powietrzu” spadł z 30 proc. do 15 proc. Nierówności zdrowotne znacznie się zmniejszyły. Więcej jest piśmiennych mieszkańców Ziemi, spada liczba pracujących dzieci, żyjemy w jednym z najspokojniejszych okresów w historii. Planeta też staje się zdrowsza. W ciągu ostatniego półwiecza dokonaliśmy znacznych redukcji zanieczyszczenia powietrza w pomieszczeniach, które wcześniej było największym środowiskowym zabójcą. W 1990 roku spowodował ponad 8 procent zgonów; liczba ta spadła prawie o połowę, do 4,7 proc., co oznacza, że każdego roku przeżywa 1,2 miliona ludzi, którzy inaczej dawno by umarli. Wyższe plony rolnicze i zmieniające się podejście do środowiska sprawiły, że bogate kraje w coraz większym stopniu chronią lasy i je odnawiają. Od 1990 roku kolejne 2,6 miliarda ludzi uzyskało dostęp do czystszych i lepszych źródeł wody, więc dostęp do dobrej wody ma już 91 proc. globalnej populacji.

Wiele z tych rzeczy nastąpiło dzięki temu, że staliśmy się bogatsi, zarówno jako jednostki, jak i jako narody. Przez ostatnie trzydzieści lat średni globalny dochód na osobę prawie się podwoił. Doprowadziło to do masowej redukcji biedy. W 1990 roku prawie cztery osoby na dziesięć na naszej planecie żyły w ubóstwie. Dziś jest to mniej niż jedna na dziesięć. Kiedy jesteśmy bogatsi, żyjemy lepiej i dłużej. Żyjemy z mniejszym zanieczyszczeniem powietrza w pomieszczeniach. Rządy zapewniają lepszą opiekę zdrowotną, zapewniają skuteczniejsze sieci bezpieczeństwa i ustanawiają bardziej restrykcyjne przepisy i regulacje dotyczące środowiska i zanieczyszczenia.

Co ważne, postęp się nie zakończył. Świat został radykalnie zmieniony na lepsze w ubiegłym stuleciu i zmiany na lepsze będą nadal zachodzić w tym stuleciu.

Analiza przeprowadzona przez ekspertów pokazuje, że w przyszłości prawdopodobnie będzie nam się żyło dużo, dużo lepiej. Naukowcy pracujący dla ONZ przypuszczają, że do 2100 r. średnie dochody wzrosną być może do wysokości 450 proc. dzisiejszych dochodów. Oczekiwana długość życia nadal będzie rosła, do osiemdziesięciu dwóch lat, a być może nawet do ponad stu lat. W miarę bogacenia się krajów i jednostek zanieczyszczenie powietrza jeszcze bardziej będzie się zmniejszać. Zmiany klimatyczne będą miały ogólnie negatywny wpływ na świat, ale bledną w porównaniu ze wszystkimi pozytywnymi zmianami i wynikającymi z nich korzyściami, które pojawiły się do tej pory i które nastąpią w bieżącym stuleciu.

Najlepsze aktualne badania pokazują, że koszt zmiany klimatu pod koniec wieku, jeśli nic nie zrobimy, wyniesie około 3,6 proc. światowego PKB. Obejmuje to wszystkie negatywne skutki; nie tylko zwiększone koszty spowodowane silniejszymi burzami, ale także koszty podwyższonej liczby zgonów spowodowanych falami upałów i utratą terenów podmokłych z powodu podnoszenia się poziomu mórz. Oznacza to, że dochody zamiast wzrosnąć do 450 proc. do 2100 roku, mogą wzrosnąć „tylko” do 434 proc. To oczywiście problem. Ale to też ewidentnie nie jest katastrofa. Jak powiedziano w trakcie panelu klimatycznego ONZ: „W przypadku większości sektorów gospodarki wpływ zmiany klimatu będzie niewielki w porównaniu z wpływem innych czynników, [takich jak] zmiany demograficzne, struktury wieku, dochodów, technologiczne, cen względnych, stylu życia, regulacji prawnych, sposobu zarządzania i wielu innych aspektów rozwoju społeczno-gospodarczego”.

To jest informacja, którą powinniśmy przekazywać naszym dzieciom. Młoda dziewczyna trzymająca znak „Umrę z powodu zmian klimatycznych” w rzeczywistości nie umrze z powodu zmian klimatycznych. Jest bardzo prawdopodobne, że będzie żyła dłużej i dostatniej niż jej rodzice lub dziadkowie i będzie mniej narażona na zanieczyszczenia lub ubóstwo.

Jednak ze względu na wywołujące strach zmiany klimatyczne większość ludzi nie słyszy dobrych wiadomości. A ponieważ uważamy, że zmiany klimatyczne są znacznie większym wyzwaniem, niż są w rzeczywistości, wiele krajów wydaje coraz więcej na walkę z nimi i wydaje je coraz mniej rozsądnie. Dowody wskazują na to, że na całym świecie wydajemy obecnie ponad 400 miliardów dolarów rocznie na walkę ze zmianą klimatu poprzez inwestycje w odnawialne źródła energii, dotacje i pokrycie kosztów utraconego przewidywanego wzrostu.

Koszty te prawdopodobnie będą nadal rosły. Porozumienie paryskie z 2015 r. w sprawie zmian klimatycznych, najdroższy pakt w historii ludzkości, podpisany przez 194 sygnatariuszy, prawdopodobnie pociągnie za sobą koszty rzędu 1–2 bilionów dolarów rocznie do 2030 r. Coraz więcej krajów zobowiązuje się do neutralności pod względem emisji dwutlenku węgla w następnych dekadach. W nadchodzących latach koszty te mogą wzrosnąć do dziesiątek bilionów dolarów rocznie.

.Każda reakcja na zmiany klimatu będzie nas kosztować (jeśli adresowanie tego problemu samo w sobie generowałoby zyski, nie spieralibyśmy się o to, tylko już dawno zabralibyśmy się do pracy). Jeśli stosunkowo tania polityka może rozwiązać większą część problemu, mogą to być dobrze wydane pieniądze. Okazuje się jednak, że porozumienie paryskie w swoim najlepszym scenariuszu osiągnie zaledwie jeden procent tego, do czego zobowiązali się politycy (utrzymanie wzrostu temperatury do 1,5°C), i to ogromnym kosztem. Świat źle wyjdzie na tym biznesie.

Bjørn Lomborg
Tekst ukazał się w nr 33 miesięcznika opinii “Wszystko co Najważniejsze” [LINK].

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 10 stycznia 2022